To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 2
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy małżeństwo jest zawierane tylko po to aby płodzić i posiadać dzieci?
#81
W obecnych czasach najlepszymi możliwymi warunkami do wychowania dzieci jest stały związek rodziców. Dlatego trzeba promować takie związki, np. poprzez uznanie nierozerwalności małżeństwa.

Niestety nie istnieją rozwiązania idealne i to też ma wady. W pewnych przypadkach lepsze dla dzieci byłoby zakończenie związku i wejście w nowy, dzięki któremu mogłyby widzieć, jak wygląda normalny związek dwojga szanujących się ludzi.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#82
(07.05.2015, 20:01)bbb napisał(a): Rozwód to niepoważne traktowanie człowieka, danego przez niego słowa i jego wolności. Neguje on także sens zawierania umów. Z tych racji można uznać, że jest wymysłem dzikich, podobnie jak idea mieszkania razem przed ślubem i jakieś działania "na próbę".


A jakieś argumenty za tym?
Odpowiedz
#83
Ojciec był hajtnięty z jakąś kobitą przez parę lat. Matka też była hajtnięta z jakimś facetem przez trzy lata. Potem ojciec się rozwiódł, matka się rozwiodła no i matka z ojcem zaczęli ze sobą być, i teraz już od ponad 30 lat są ze sobą. Nierozerwalność małżeństwa, gdyby obowiązywała, skazałaby moich starych na bycie w lipnych związkach albo jakichś separacjach, a dzięki możliwości rozwodu żyją ze sobą i są zadowoleni. No i dzięi temu jestem ja i mogę wam tu wypisywać swoje kocopoły Język Rozwody są ok. Nie ma co na siłę przymuszać ludzi do bycia ze sobą.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Odpowiedz
#84
Ok to jest umiarkowany stres. Rozwód należy do najsilniejszych stresorów. Dzieci z rozbitych rodzin muszą się przystosować do nowych okoliczności, ich rozwój zostaje nagle zaburzony rozejściem się rodziców. To się wdrukowuje na stałe w psychikę. Mówi się enigmatycznie -  dzieci są plastyczne i wykorzystają tę umiejętność w walce o zapewnienie sobie zdrowia, psycholog pomoże. Jak nie wyjdzie z tego zaburzenie utrudniające życie, jest ok!! Jak same nie będą potrafiły nawiązywac relacji, też jest ok! Nikt tego nie powiąże w zwiazek przyczynowo-skutkowy...za którymś razem się nauczą, zawsze można winę zwalić na partnera.. Opowiada celebrytka- chodzę z 2,5 letnią Hanią do psychologa. Jesteśmy ludźmi odpowiedzialnymi i wychowamy ją razem w miłości. Psycholog to taki człowiek, którego potrzebują ci, którym nie dano tyle miłości, ile potrzebowali. Spycha się na niego to czego nie dali rodzice. Potrzeba coraz więcej psychiatrów dziecięcych...to dla dzieci z tych szczęśliwych rodzin?  Prognozuje się duży wzrost zachorowań na choroby psychiczne- to cywilizacja, czyli coś co mnie nie dotyczy...

Teraz powinny pójść przyklady dotyczące pedofilii, znęcania się nad dziećmi...rozwód jest ok! Głupoty prowadzacej do nieudanego małżeństwa nie widać.
Odpowiedz
#85
(07.05.2015, 20:41)r_s napisał(a): @El Commediante

Świadectwo tego antypatycznego? Po co? Niedouczony jesteś i się śmiejesz z własnej niewiedzy.  Od wieków znano tajemne sposoby, by rozkochać w sobie kogo sobie upatrzysz. Wiedziano na czym budować. Można było kształtować różnymi sposobami uczucia, nakłaniać do małżeństwa i powodować, że były one szczęśliwe.
Przyroda sama dostarcza lubczyków- lubczyk ogrodowy, storczyki, dzięgielnica, drżączka. Są one obdarzone czarodziejską mocą.

A krew z palca podana z napojem? Do tego należało wypowiadać specjalna formułę...jako ja nie mogę bez swojej krwi, tak ty chrzczony (na ateistę nie działa), mianowany, Janie, nie możesz żyć beze mnie.

Preparowano proszki z serc gołębi, jąder kogucich, zajęczych oraz innych. Części te mieszano do potraw i podawano wybranym mężczyznom, z wypowiadaniem specjalnej formułki.
Przy spożywaniu proszku z serca gołębia kobieta zsypywała połowę do kubka ukochanego, a resztę piła sama wymawiając specjalne słowa. Jeśli tym mężczyzną był np Jan, a tęskniącą za uczuciem Zofia, to brzmiało to następująco: Jako nie może gołąb bez gołębice, tak ty chrzczony, mianowany, abyś nie mogł Janie beze mnie chrzczonej, mianowanej, Zofii.

Inny sposób to zdobycie włosów z głowy młodzieńca oraz wosku ze świecy używanej podczas chrztu. Z wosku i włosów należało sporządzić świeczkę i palić ją w czwartki.

Bez mocnego fundamentu tajemnej wiedzy nie można wyjść za tego, za którego chcesz i utrzymać w szczęściu małżeństwa. No, wyjątki tylko potwierdzają zasadę ogólną...
Nieuki komputerowe, świadectw nawiedzonych szukają...

Fajne, takie smaczki się czasem na sesjach RPG przydają dla klimatu. Niemniej nie wiem jaki to ma związek z tematem rozmowy.

(07.05.2015, 20:57)Soul33 napisał(a): W obecnych czasach najlepszymi możliwymi warunkami do wychowania dzieci jest stały związek rodziców.  Dlatego trzeba promować takie związki, np. poprzez uznanie nierozerwalności małżeństwa.

Niestety nie istnieją rozwiązania idealne i to też ma wady. W pewnych przypadkach lepsze dla dzieci byłoby zakończenie związku i wejście w nowy, dzięki któremu mogłyby widzieć, jak wygląda normalny związek dwojga szanujących się ludzi.

A ciekawym: czym te "obecne czasy" się cechują, że najlepsze warunki do wychowania dzieci akurat w nich to stały związek rodziców?
Odpowiedz
#86
(07.05.2015, 22:27)El Commediante napisał(a): A ciekawym: czym te "obecne czasy" się cechują, że najlepsze warunki do wychowania dzieci akurat w nich to stały związek rodziców?
Nie ma plemion ani niczego, co byłoby ich odpowiednikiem. Ewentualnie rodzina wielopokoleniowa mieszkająca razem - ale to chyba nigdy nie wychodzi dobrze.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#87
(07.05.2015, 21:01)El Commediante napisał(a):
(07.05.2015, 20:01)bbb napisał(a): Rozwód to niepoważne traktowanie człowieka, danego przez niego słowa i jego wolności. Neguje on także sens zawierania umów. Z tych racji można uznać, że jest wymysłem dzikich, podobnie jak idea mieszkania razem przed ślubem i jakieś działania "na próbę".


A jakieś argumenty za tym?

1. Jeżeli człowiek świadomie i dobrowolnie zobowiązuje się publicznie do dożywotniej miłości, wierności i uczciwości wobec jednej, konkretnej osoby, to rozwód oznacza, że
- jego słowo nic nie znaczy,
- neguje swoją własną wolną decyzję, czyli własną wolność.

2. Człowiek nie jest rzeczą, żeby można go sobie było "próbować" i ewentualnie odrzucić, bo się znudził, bo znalazł się lepszy model, bo "to nie to", itd.

Kultura, która dopuszcza rozwód i używanie drugiego człowieka "na próbę" jest mniej ludzka, niż taka, która tego nie dopuszcza.
Odpowiedz
#88
(07.05.2015, 22:57)Soul33 napisał(a):
(07.05.2015, 22:27)El Commediante napisał(a): A ciekawym: czym te "obecne czasy" się cechują, że najlepsze warunki do wychowania dzieci akurat w nich to stały związek rodziców?
Nie ma plemion ani niczego, co byłoby ich odpowiednikiem. Ewentualnie rodzina wielopokoleniowa mieszkająca razem - ale to chyba nigdy nie wychodzi dobrze.

Mamy za to systemy adopcji - odpowiednik cioć i wujków plemiennych przejmujących opiekę nad dziećmi po rodzicach, którzy zginęli na polowaniu.

(08.05.2015, 00:39)bbb napisał(a):
(07.05.2015, 21:01)El Commediante napisał(a):
(07.05.2015, 20:01)bbb napisał(a): Rozwód to niepoważne traktowanie człowieka, danego przez niego słowa i jego wolności. Neguje on także sens zawierania umów. Z tych racji można uznać, że jest wymysłem dzikich, podobnie jak idea mieszkania razem przed ślubem i jakieś działania "na próbę".


A jakieś argumenty za tym?

1. Jeżeli człowiek świadomie i dobrowolnie zobowiązuje się publicznie do dożywotniej miłości, wierności i uczciwości wobec jednej, konkretnej osoby, to rozwód oznacza, że
- jego słowo nic nie znaczy,
- neguje swoją własną wolną decyzję, czyli własną wolność.

2. Człowiek nie jest rzeczą, żeby można go sobie było "próbować" i ewentualnie odrzucić, bo się znudził, bo znalazł się lepszy model, bo "to nie to", itd.

Kultura, która dopuszcza rozwód i używanie drugiego człowieka "na próbę" jest mniej ludzka, niż taka, która tego nie dopuszcza.

1. 
- Jeśli zawiera małżeństwo, które z zasady może się zakończyć rozwodem, to czemu jego słowo miałoby nic nie znaczyć, jeśli jest świadomy jakie małżeństwo zawiera?
- Przywiązanie do własnej decyzji sprzed lat wbrew własnej woli jest wolnością?

2. Człowiek nie jest rzeczą, by najpierw robić go w chuj zabraniając poznać lepiej osoby, z którą ma spędzić resztę życia, a potem krzyknąć "mam cię!" i już na zawsze kazać mu męczyć się z kimś, kogo nie znosi już po miesiącu, bo kolo np. się w ogóle nie myje, albo laska ma ukryte nałogi. Takie swatanie w stylu hodowcy świń, a w wykonaniu Kościoła Katolickiego. Dobrze, że nawet ci którzy uważają się za katolików mają gdzieś naukę Kościoła dotyczącą narzeczeństwa.

Tak na marginesie to teraz dopiero widzę, że jesteś osobą, która odmawia człowieczeństwa osobom, z którymi się nie zgadza. Gdybym wiedział, że takie z ciebie dyskusyjne zero to bym nie zaczynał. Więc teraz skończę.
Odpowiedz
#89
"Kończę dyskusję, ale jeszcze podam kontrargumenty, żeby moje było na wierzchu. #niejesetmdyskusyjnymzerem"
Odpowiedz
#90
Gdzie bbb odmawiał komuś człowieczeństwa?

(08.05.2015, 09:18)El Commediante napisał(a): Mamy za to systemy adopcji - odpowiednik cioć i wujków plemiennych przejmujących opiekę nad dziećmi po rodzicach, którzy zginęli na polowaniu.
Nie chodziło o sytuacje skrajne, tylko o zwyczajne warunki. Normalne środowisko, w którym wychowują się dzieci. Kiedyś to było plemię. Dziś kluczową rolę pełnią rodzice. Nawet znaczenie "podwórka" spadło. Wzrosło najwyżej znaczenie szkoły, gdzie dzieci spędzają coraz więcej czasu.

A rozwody korelują chyba ze wszystkimi możliwymi patologiami u dzieci. Dlatego priorytetem jest, aby mając dzieci, ludzie tworzyli stałe i udane związki.

Nie wiem, co masz na myśli z tym, że kogoś Kościół swata. Nic takiego nie robi. Zaleca poznanie się przed ślubem i dostrzega potrzebę poprawienia nauk przedmałżeńskich.
Non ridere, non lugere, neque detestari, sed intelligere.
Odpowiedz
#91
(08.05.2015, 13:27)Soul33 napisał(a): Nie wiem, co masz na myśli z tym, że kogoś Kościół swata. Nic takiego nie robi. Zaleca poznanie się przed ślubem i dostrzega potrzebę poprawienia nauk przedmałżeńskich.

Zgadzam się. W necie jest masa materiałów, dla ludzi którzy chcą mieć normalne i udane małżeństwo i jeśli istnieje w ogóle w Polsce jakaś systematyczna praca na rzecz uświadamiania ludzi w co się pakują biorąc ślub, to wykonują ją przede wszystkim ludzie Kościoła - x. Pawlukiewicz, dr. Pulikowski, prof. Półtawska - żeby wymienić tych najbardziej widocznych. Na spotkaniach z nimi są zawsze tłumy i to właśnie młodych ludzi, szukających twardego fundamentu pod budowę swojej przyszłości, ale "kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha", nie ma nic na siłę, to jest dla chętnych, świadomych ludzi, którzy nie wychodzą za mąż, bo facet dobrze tańczy i nie żenią się, bo kobieta jest "dobra w łóżku" - to są kryteria dla ludzi kompletnie pogubionych, którzy potem płaczą i domagają się praw do rozwodu. A nie może tak być, żeby oni dyktowali normy.
Odpowiedz
#92
(08.05.2015, 13:27)Soul33 napisał(a): Gdzie bbb odmawiał komuś człowieczeństwa?

bbb odmawia człowieczeństwa komuś tutaj:
Cytat:Kultura, która dopuszcza rozwód i używanie drugiego człowieka "na próbę" jest mniej ludzka, niż taka, która tego nie dopuszcza.


Cytat:A rozwody korelują chyba ze wszystkimi możliwymi patologiami u dzieci.
A życie w rodzinie, gdzie rodzice nie mogą ze sobą żyć, albo żyją bez miłości? Jak korelują z patologiami? Rozwód jest łatwo zanotować w statystykach, problemy małżeńskie rozwalające dzieciom życie nie.

Cytat:Nie wiem, co masz na myśli z tym, że kogoś Kościół swata. Nic takiego nie robi. Zaleca poznanie się przed ślubem i dostrzega potrzebę poprawienia nauk przedmałżeńskich.
Mam na myśli to, że są pewne sfery życia narzeczonych, które Kościół zabrania sprawdzać przed ślubem, jak np. to czy narzeczony myje codziennie zęby, nie ma nałogów, jak traktuje na co dzień osoby z którymi żyje, czy czasem nie ma skłonności do przemocy kiedy jest w stresie, jaki ma stosunek do dzieci, do zwierząt - wszystko to, czego można by się nauczyć żyjąc razem pod jednym dachem. Nie mam męża, ale tak na chłopski rozum to są rzeczy, które warto wiedzieć na długo przed oświadczynami.
Nie potrafię tego nazwać inaczej niż swataniem, takim zrytualizowanym, tradycyjnym sposobem łączenia ze sobą na całe życie ludzi, którzy się tak naprawdę nie znają. Oczywiście zdalnym. Żaden ksiądz, z tego co wiem, dziewczyn z chłopakami nie zapoznaje przy herbatce.
Odpowiedz
#93
(08.05.2015, 14:15)El Commediante napisał(a):
Cytat:Nie wiem, co masz na myśli z tym, że kogoś Kościół swata. Nic takiego nie robi. Zaleca poznanie się przed ślubem i dostrzega potrzebę poprawienia nauk przedmałżeńskich.
Mam na myśli to, że są pewne sfery życia narzeczonych, które Kościół zabrania sprawdzać przed ślubem, jak np. to czy narzeczony myje codziennie zęby, nie ma nałogów, jak traktuje na co dzień osoby z którymi żyje, czy czasem nie ma skłonności do przemocy kiedy jest w stresie, jaki ma stosunek do dzieci, do zwierząt - wszystko to, czego można by się nauczyć żyjąc razem pod jednym dachem. Nie mam męża, ale tak na chłopski rozum to są rzeczy, które warto wiedzieć na długo przed oświadczynami.
Nie potrafię tego nazwać inaczej niż swataniem, takim zrytualizowanym, tradycyjnym sposobem łączenia ze sobą na całe życie ludzi, którzy się tak naprawdę nie znają. Oczywiście zdalnym. Żaden ksiądz, z tego co wiem, dziewczyn z chłopakami nie zapoznaje przy herbatce.

To, co napisałeś jest fikcją. Mieszkanie pod jednym dachem nie jest ani jedynym, ani najlepszym sposobem na wyrobienie sobie odpowiedniego zdania o drugim człowieku. Szczególnie w sprawach najbardziej istotnych.
Odpowiedz
#94
(08.05.2015, 00:39)bbb napisał(a):
(07.05.2015, 21:01)El Commediante napisał(a):
(07.05.2015, 20:01)bbb napisał(a): Rozwód to niepoważne traktowanie człowieka, danego przez niego słowa i jego wolności. Neguje on także sens zawierania umów. Z tych racji można uznać, że jest wymysłem dzikich, podobnie jak idea mieszkania razem przed ślubem i jakieś działania "na próbę".


A jakieś argumenty za tym?

1. Jeżeli człowiek świadomie i dobrowolnie zobowiązuje się publicznie do dożywotniej miłości, wierności i uczciwości wobec jednej, konkretnej osoby, to rozwód oznacza, że
- jego słowo nic nie znaczy,
- neguje swoją własną wolną decyzję, czyli własną wolność.

2. Człowiek nie jest rzeczą, żeby można go sobie było "próbować" i ewentualnie odrzucić, bo się znudził, bo znalazł się lepszy model, bo "to nie to", itd.

1. Czyli słowo moich rodziców nic nie znaczy Uśmiech A jakoś dziwnym trafem zawsze na nich mogłem i mogę polegać. I oprócz tego, że są niesłowni, są też bezwolni, tak? Fiu, fiu fiu, z kim to ja się zadaję. Nawet nie wiedziałem. Muszę się czym prędzej odciąć od tych bestii Oczko

2. Trochę spłycasz temat. Czym innym jest odrzucenie kogoś kto ci się znudził, a czymś innym odrzucenie kogoś, kto cię zawodzi w najważniejszych, najtrudniejszych momentach życia. Albo kto cię bije, albo jest alkoholikiem, ćpunem albo innym patolem.

Cytat:Kultura, która dopuszcza rozwód i używanie drugiego człowieka "na próbę" jest mniej ludzka, niż taka, która tego nie dopuszcza.

Jak masz sporo hajsu, to nawet w KrK możesz sobie kupić unieważnienie małżeństwa. Czy Kościół jest przez to mniej ludzki?

El Commediante
Cytat:2. Człowiek nie jest rzeczą, by najpierw robić go w chuj zabraniając poznać lepiej osoby, z którą ma spędzić resztę życia, a potem krzyknąć "mam cię!" i już na zawsze kazać mu męczyć się z kimś, kogo nie znosi już po miesiącu, bo kolo np. się w ogóle nie myje, albo laska ma ukryte nałogi. Takie swatanie w stylu hodowcy świń, a w wykonaniu Kościoła Katolickiego. Dobrze, że nawet ci którzy uważają się za katolików mają gdzieś naukę Kościoła dotyczącą narzeczeństwa.
W sytuacji takiej jaką opisujesz (zatajenie czegoś przed partnerem/partnerką) KrK akurat daje możliwość unieważnienia małżeństwa. Mój kumpel ostatecznie wybrał taką opcję, tyle że kosztuje ona parę tysi.  
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Odpowiedz
#95
(08.05.2015, 18:47)lumberjack napisał(a): Jak masz sporo hajsu, to nawet w KrK możesz sobie kupić unieważnienie małżeństwa. Czy Kościół jest przez to mniej ludzki?

Przekreślenie moje Oczko To nie jest nowy temat na ateiście więc na pewno wiesz, że w KK nie ma unieważnienia małżeństwa, tylko stwierdzenie nieważności.
Odpowiedz
#96
Przyrzeczenie składane w USC jest bardzo rozsądne. Mówi się tam o "dokładaniu wszelkich starań". Nie rozumiem, jak można obiecać, że się będzie zawsze kogoś kochało. Czasami to niezależne od nas. Zwłaszcza jeżeli ktoś okaże się na przykład przemocowcem. Wtedy miłość do takiej osoby zakrawa na symbol sztokholmski.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#97
(08.05.2015, 20:13)Iselin napisał(a): Przyrzeczenie składane w USC jest bardzo rozsądne. Mówi się tam o "dokładaniu wszelkich starań". Nie rozumiem, jak można obiecać, że się będzie zawsze kogoś kochało. Czasami to niezależne od nas. Zwłaszcza jeżeli ktoś okaże się na przykład przemocowcem. Wtedy miłość do takiej osoby zakrawa na symbol sztokholmski.

Miłość i wiara są w KK rozumiane jako akty woli raczej niż emocje. Wiem, że to ciężko zrozumieć, ale ostatecznie do wyboru takiego wyznania, które przewiduje dotrzymanie wierności jednej osobie nie jesteśmy przecież zmuszani. Jeśli się nie zgadzamy z jakimś nauczaniem a nasze sumienie buntuje się przeciwko niemu mamy obowiązek usłuchać naszego sumienia.

edit: i żeby było jasne, jeśli małżonek okazuje się być "przemocowcem" i gnębi psychicznie czy też fizycznie zawsze może to być miłość na odległość. Nic mi nie wiadomo o tym, aby Kościół nakazywał upadanie na duchu czy ciele przy energetycznym wampirze ;)
Odpowiedz
#98
(08.05.2015, 20:19)białogłowa napisał(a): edit: i żeby było jasne, jeśli małżonek okazuje się być "przemocowcem" i gnębi psychicznie czy też fizycznie zawsze może to być miłość na odległość. Nic mi nie wiadomo o tym, aby Kościół nakazywał upadanie na duchu czy ciele przy energetycznym wampirze Oczko
No tak, ale jeżeli partner czy partnerka takiego przemocowca odejdzie, to musi już zawsze żyć samotnie. Nie może związać się z drugą osobą, która mogłaby udzielić jej chociażby wsparcia w wychowywaniu dzieci. Bardzo mi się to nie podoba, podobnie jak podejście Kościoła do homoseksualistów, których oczywiście Kościół szanuje jako ludzi, ale jednocześnie skazuje na samotność przez całe życie. Mam na myśli oczywiście homoseksualistów wierzących, bo reszta ma to raczej w nosie.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#99
(08.05.2015, 20:29)Iselin napisał(a): No tak, ale jeżeli partner czy partnerka takiego przemocowca odejdzie, to musi już zawsze żyć samotnie. Nie może związać się z drugą osobą, która mogłaby udzielić jej chociażby wsparcia w wychowywaniu dzieci. Bardzo mi się to nie podoba, podobnie jak podejście Kościoła do homoseksualistów, których oczywiście Kościół szanuje jako ludzi, ale jednocześnie skazuje na samotność przez całe życie. Mam na myśli oczywiście homoseksualistów wierzących, bo reszta ma to raczej w nosie.

Tak, ale zrozum, że osoba, która dokonuje wyboru takiego wyznania pomimo tego, że bycie osobą samotną postrzega jako (co najmniej) uciążliwość robi to w sposób wolny, nikt jej do tego nie zmusza, więc dlaczego Tobie się to nie podoba?
Nie dzieje jej się żadna krzywda w takiej sytuacji.
Odpowiedz
(08.05.2015, 20:38)białogłowa napisał(a): Tak, ale zrozum, że osoba, która dokonuje wyboru takiego wyznania pomimo tego, że bycie osobą samotną postrzega jako (co najmniej) uciążliwość robi to w sposób wolny, nikt jej do tego nie zmusza, więc dlaczego Tobie się to nie podoba?
Nie dzieje jej się żadna krzywda w takiej sytuacji.
Uważasz, że wyznanie jest kwestią wyboru?

(08.05.2015, 20:39)Iselin napisał(a):
(08.05.2015, 20:38)białogłowa napisał(a): Tak, ale zrozum, że osoba, która dokonuje wyboru takiego wyznania pomimo tego, że bycie osobą samotną postrzega jako (co najmniej) uciążliwość robi to w sposób wolny, nikt jej do tego nie zmusza, więc dlaczego Tobie się to nie podoba?
Nie dzieje jej się żadna krzywda w takiej sytuacji.
Uważasz, że wyznanie jest kwestią wyboru?

Poza tym nie podoba mi się, że biskupi starają się zablokować wprowadzenie związków partnerskich w prawie cywilnym, chociaż to ich zupełnie nie dotyczy.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości