Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przeludnienie
exeter napisał(a): A teraz ad rem.

Pilaster, jak to Pilaster
Nie ma to jak napisać „ad rem” i zacząć od razu personalnie.
Cytat:stworzył sobie definicję przeludnienia
I kłamliwie oczywiście. Pamiętaj, że Ty nie chciałeś podać definicji przeludnienia. A jak podałeś, to taką w myśl której Ziemia nie jest przeludniona. Natomiast pilaster żadnej nie stworzył.
Cytat:Przypomina mi
Gówno wszystkich obchodzi, co Tobie co przypomina.
Cytat:przyjmijmy, że np. w Parku Serengeti antylopy gnu rozmnożyły się nad miarę i jest ich powiedzmy 10 000 sztuk.
Aha - czyli potwierdzasz, że przypadków przeludnienia na świecie nie ma. No bo skoro musisz takie przypadki omawiać na wyssanych z palcach historiach fikcyjnych, to widocznie realne nie występują.
Cytat:Taka ich ilość
Po polsku pisz.
Cytat:nie tylko zjada wszystko co rośnie i ma zielony kolor, ale swoimi odchodami zanieczyszcza teren w  stopniu zagrażającym ich samym i innym gatunkom żyjącym w Parku.
A jak doszło do takiego stanu? Skąd te antylopy miały co jeść, gdy było ich trochę mniej?
Cytat:i postulowałby ograniczenie liczebności populacji tych antylop
Widzę, że nie tylko Kowalski, ale i jego kolega Chojecki się odezwał. Okazuje się, że tak jak puszcza zginie bez człowieka co ją rżnie, tak antylopy same z siebie powodują problemy bez człowieka, co do nich strzela. Takie skrajne "przegnuwienie" w parku jest możliwe tylko jeśli człowiek sam tę populację dokarmiał pokarmem z zewnątrz, a potem przestał.
Cytat:I pod żadnym pozorem nie zalecałby powiększania ich populacji.
Jak wiemy bowiem antylopy przed odbyciem stosunku seksualnego zawsze idą do najbliższego człowieka w calu odbycia konsultacji.
Cytat:Ludzie, Ziemia i ich wzajemne oddziaływanie, są takim Parkiem Serengeti,
Nie. Nie są.
Cytat:Gdyż, czy je mamy, czy nie, nie stosujemy ich!
No to zacznijcie. Inni stosują.
Cytat:Natomiast pewnikiem jest stały przyrost liczby ludzi
Przecież przyrost ludzi nigdy nie był stały. Skąd wziąłeś te dane o stałym przyroście?
Cytat:To co nim jest?
Przecież wielokrotnie już Ci tutaj pisano, co nim jest. Ale Ty masz w dupie to co inni piszą.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Cytat:A przecież zastanawiamy się, jak i dlaczego całkiem niedawno wymarły mamuty? I pragnęlibyśmy przywrócić ten gatunek do życia. A tu, na naszych oczach znika z księgi życia zwierzę równie majestatyczne i wspaniałe i nic, żadnej reakcji. To samo już niedługo spotka większość dużych ssaków żyjących na swobodzie, a ich zagłady nie spowoduje kosmiczny impakt  ani wybuch superwulkanu. One miały pecha zderzyć się z "planetoidą" o nazwie Homo sapiens. 
I to dla Pilastra a także dla wielu innych uczestników dyskusji nie jest stanem przeludnienia. To co nim jest?

No właśnie, dlaczego wyginęły mamuty? Czy z powodu PRZELUDNIENIA? Dowodzisz właśnie sam, że niszczenie przyrody i gęstość zaludnienia nie mają ze sobą nic wspólnego i ignorując swój własny dowód wciąż twierdzisz coś przeciwnego.
Odpowiedz
exeter napisał(a): kmacie,

napisałeś:
Cytat:U mnie na Pogórzu to jest tak: bobry spierdzieliły z Magurskiego PN i żyją w rzece Ropie, która kiedyś tam była obiektem dowcipów o najbardziej toksycznej popitce do denaturatu. Trochę dalej na wschód chłop się zarzeka że widział niedźwiedzia. Co prawda był sezon grillowy, więc pytanie co naprawdę widział, ile wypił, etc. niemniej jednak. A za komuny to sarnę ciężko było spotkać. Ogólne wnioski pilastra są po prostu słuszne i empirycznie to idzie stwierdzić.
Opisane przez Ciebie fakty są świadectwem skuteczności państwowych systemów ochrony zagrożonych gatunków, czyli czegoś co ja usilnie postuluję, a Pilaster równie zdecydowanie zwalcza. Nie są więc świadectwem słuszności jego tez.
Ponadto, to o czym piszesz wynika także z bezprecedensowej zapaści przemysłów ciężkiego i chemicznego, związanych z upadkiem PRL-u, a także z ogromnej skali przedsięwzięć proekologicznych(oczyszczalnie ścieków) wywołanych akcesją unijną. Te procesy zachodziły w kraju, który demograficznie tkwi w stagnacji, albo nawet demograficznie się zwija. Nie może więc być symbolem procesów zachodzących w skali planety.
Cholera wie czy te państwowe systemy ochrony stały się jakoś skuteczniejsze. Ale jednego przeskoczyć się nie da - od ustroju zależy dużo. Może też i skuteczność tych systemów.
Aha, znaczenia zapaści przemysłu chemicznego i ciężkiego bym nie przeceniał. Jeśli nie wpływało to istotnie na liczebność ludzi to nie powinno i na liczebność zwierząt.
Odpowiedz
Skuteczność prawa zależy od poparcia dla niego. Żadna państwowa ochrona środowiska nie będzie skuteczna w społeczeństwie, które ma w dupie, czym oddycha. I w efekcie oddycha tym, co ma w dupie. Jednak nawet w krajach kojarzonych z wyrażeniem "brud, smród i ubóstwo" bogacze mają swoje enklawy czystości. Czystość środowiska jest więc luksusem, na jaki mogą sobie pozwolić ludzie wyzwoleni z biedy. Jeśli takich staje się większość, to w końcu jednoczą się, żeby nikt im tego luksusu nie odebrał, i dla trucicieli i śmieciarzy zaczynają domagać się sankcji takich jak dla złodziei, którymi w istocie są.
Odpowiedz
ZaKotem,

Cytat:
Cytat: napisał(a):A przecież zastanawiamy się, jak i dlaczego całkiem niedawno wymarły mamuty? I pragnęlibyśmy przywrócić ten gatunek do życia. A tu, na naszych oczach znika z księgi życia zwierzę równie majestatyczne i wspaniałe i nic, żadnej reakcji. To samo już niedługo spotka większość dużych ssaków żyjących na swobodzie, a ich zagłady nie spowoduje kosmiczny impakt  ani wybuch superwulkanu. One miały pecha zderzyć się z "planetoidą" o nazwie Homo sapiens. 
I to dla Pilastra a także dla wielu innych uczestników dyskusji nie jest stanem przeludnienia. To co nim jest?

No właśnie, dlaczego wyginęły mamuty? Czy z powodu PRZELUDNIENIA? Dowodzisz właśnie sam, że niszczenie przyrody i gęstość zaludnienia nie mają ze sobą nic wspólnego i ignorując swój własny dowód wciąż twierdzisz coś przeciwnego.
Ja dowodzę, że gęstość zaludnienia i niszczenie przyrody nie mają związku? Czy aby coś Ci się nie pomyliło?
Dokładnie to twierdzi Pilaster i zamieszcza na poparcie powyższej tezy wiele wykresów z PowerPoint'a.

A dlaczego wyginęły mamuty i dlaczego miało to miejsce podczas końca ostatniego zlodowacenia? Przecież jako gatunek przetrwały wiele epizodów glacjał/interglacjał, co takiego różniło ostatni, że je wymiotło z Ziemi?
Czy przypadkiem nie milion naszych przodków wyposażonych w taką broń "masowego rażenia"?
[Obrazek: clovis1.JPG]
To są groty włóczni ludu kultury Clovis, dzięki którym można było urządzić rzeź mamutów.
W tym kontekście, milion, albo dwa, ówczesnych łowców zbieraczy osiągnęło bez wątpienia stan przeludnienia. Dalszy rozwój ich kultur był niemożliwy i nie dało się dłużej utrzymywać ich stylu życia. Ale najważniejszy wniosek dla nas - już dysponując ich technologią, człowiek dokonywał radykalnych zmian w stanie towarzyszącej mu fauny. My z naszą technologią, przemysłem, demografią i uzbrojeniem jesteśmy tysiące razy skuteczniejsi. Dlatego nam "załatwienie" wszystkich dużych ssaków zajmie tylko pokolenie, albo dwa.

kmat,

Cytat:Cholera wie czy te państwowe systemy ochrony stały się jakoś skuteczniejsze. Ale jednego przeskoczyć się nie da - od ustroju zależy dużo. Może też i skuteczność tych systemów. 

Aha, znaczenia zapaści przemysłu chemicznego i ciężkiego bym nie przeceniał. Jeśli nie wpływało to istotnie na liczebność ludzi to nie powinno i na liczebność zwierząt.
Temat skuteczności różnych systemów ochrony przyrody przewija się stale w tym wątku - Pilaster poświęcił mu nawet osobny esej. Ja uważam, że żadna prywatna inicjatywa, przy najlepszych chęciach, nie zastąpi aktywności państw i organizacji międzynarodowych na tym polu, choćby z powodu ograniczonego zakresu działania. Nie mamy więc wyjścia, musimy od państw domagać się takich inicjatyw.
Jeśli zaś chodzi o wpływ przemysłu ciężkiego na stan przyrody w bloku komunistycznym, możesz go nawet dziś sam ocenić - smog duszący polskie miasta jest jego dziedzictwem. A to tylko blady cień tego, co miało miejsce w okresie świetności peerelowskiej gospodarki - np. w czasach tow. Gierka i "10 gospodarki świata".
Mylisz się także zakładając, że nie miało to wpływu na liczebność ludzkiej populacji w tych krajach - Rosja do dziś nie może podnieść się z demograficznej zapaści - spadku po imperium.
Odpowiedz
exeter napisał(a): W tym kontekście, milion, albo dwa, ówczesnych łowców zbieraczy osiągnęło bez wątpienia stan przeludnienia.
:o To jaką definicją przeludnienia operujesz? Byłaby to pierwsza taka definicja, wg której przeludnienie nie ma żadnych negatywnych skutków dla samej populacji i pozwala w dłuższej perspektywie na zmianę liczności o 4 rzędy wielkości w górę.
Odpowiedz
Żadną nie operuje. Przeludnienie jest wtedy kiedy exeter zdecyduje.
Sebastian Flak
Odpowiedz
żeniec,

Cytat:
exeter napisał(a): napisał(a):W tym kontekście, milion, albo dwa, ówczesnych łowców zbieraczy osiągnęło bez wątpienia stan przeludnienia.
:o To jaką definicją przeludnienia operujesz? Byłaby to pierwsza taka definicja, wg której przeludnienie nie ma żadnych negatywnych skutków dla samej populacji i pozwala w dłuższej perspektywie na zmianę liczności o 4 rzędy wielkości w górę.
Gdybyś uważnie czytał dyskusję w tym wątku, nie stawiałbyś takich pytań. Pisałem i o definicji przeludnienia, tak jak ją rozumiem, i rzecz jasna o negatywnych skutkach ekspansji populacyjnej człowieka. Nakreślałem także kierunki zmian, jakie musi wprowadzić cywilizacja, by przetrwać i móc dalej zwiększać liczbę ludzi na Ziemi.
Analogicznie do tego co zrobili nasi przodkowie w początkach neolitu, radykalnie zmieniając swój styl życia. Oni dokonali tego nie licząc się z konsekwencjami owych zmian dla przyrody, dla nas te konsekwencje muszą znaleźć się w centrum uwagi.


Galahad,

Cytat:Żadną nie operuje. Przeludnienie jest wtedy kiedy exeter zdecyduje.
Wiem, że licznik postów zwiększa się bez względu na ich sensowność. Ale mimo tego staraj się, by w Twoich postach znajdowało się choć odrobinę merytorycznej zawartości.
Odpowiedz
Galahad napisał(a): Żadną nie operuje. Przeludnienie jest wtedy kiedy exeter zdecyduje.

Uporządkujmy.

W przypadku gatunków ekstensywnych (czyli wszystkich poza Homo S.) prze... (tu wpisać nazwę gatunku) następuje w sytuacji, kiedy dany gatunek nie jest w stanie pozyskać ze środowiska więcej zasobów i jego populacja stabilizuje się lub kurczy.
Wytwarza się dynamiczna równowaga populacyjna.
W tym sensie wszystkie gatunki ekstensywne tkwią permanentnie na granicy przegatunkowienia.

W przypadku gatunku intensywnego, jakim jest Homo S. sprawa się komplikuje, ponieważ jest on w stanie kreować swoje zasoby.
W związku z tym równowaga populacyjna nie istnieje w związku z postępem dostępnej technologii kreowania tychże zasobów.
W tym sensie przeludnienie jest niemożliwe.

Jednakowoż istnieje jeszcze problem wpływu kreowania tychże zasobów na resztę ekosfery i jej zawłaszczanie przez jeden gatunek.

O tym pisze Ex i być może nie potrafi tego dostatecznie rozgraniczyć i nazwać.

Amen
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
exeter napisał(a): Gdybyś uważnie czytał dyskusję w tym wątku, nie stawiałbyś takich pytań. Pisałem i o definicji przeludnienia, tak jak ją rozumiem, i rzecz jasna o negatywnych skutkach ekspansji populacyjnej człowieka.
Czytywałem od czasu do czasu i jakoś nie mogę namierzyć Ciebie definiującego w sposób, który nadawałby sens cytowanej wypowiedzi. Podaj więc proszę tę definicję teraz specjalnie dla mnie, albo namiar do postu, w którym to robisz.
Odpowiedz
Sofeicz,

Cytat:Uporządkujmy.

W przypadku gatunków ekstensywnych (czyli wszystkich poza Homo S.) prze... (tu wpisać nazwę gatunku) następuje w sytuacji, kiedy dany gatunek nie jest w stanie pozyskać ze środowiska więcej zasobów i jego populacja stabilizuje się lub kurczy.
Wytwarza się dynamiczna równowaga populacyjna.
W tym sensie wszystkie gatunki ekstensywne tkwią permanentnie na granicy przegatunkowienia.

W przypadku gatunku intensywnego, jakim jest Homo S. sprawa się komplikuje, ponieważ jest on w stanie kreować swoje zasoby.
W związku z tym równowaga populacyjna nie istnieje w związku z postępem dostępnej technologii kreowania tychże zasobów.
W tym sensie przeludnienie jest niemożliwe.

Jednakowoż istnieje jeszcze problem wpływu kreowania tychże zasobów na resztę ekosfery i jej zawłaszczanie przez jeden gatunek.
Uporządkujmy.

Homo sapiens potrafi kreować nowe zasoby, ale cały czas dzieje się to kosztem biosfery. Doszliśmy do momentu, w którym biosfera przestaje móc się samoregulować i samoodtwarzać. Ile jeszcze czasu dzieli nas od jej całkowitej zapaści, nie potrafię określić, ale nie ma wątpliwości, że zjeżdżamy po równi pochyłej. 
Powiększanie ludzkiej populacji, to zwiększanie kąta nachylenia owej "zjeżdżalni".

A póki co, bawmy się i... do zobaczenia na dole. Oczko



żeniec,

Cytat:Czytywałem od czasu do czasu i jakoś nie mogę namierzyć Ciebie definiującego w sposób, który nadawałby sens cytowanej wypowiedzi. Podaj więc proszę tę definicję teraz specjalnie dla mnie, albo namiar do postu, w którym to robisz.
Proszę bardzo:
https://ateista.pl/showthread.php?tid=13...#pid670721

i specjalnie dla Ciebie - stan przeludnienia to stan w którym przy określonej wielkości populacji, jej stylu życia, dostępnych technologiach, zużywa ona więcej zasobów niż natura jest w stanie odtworzyć.
Odpowiedz
exeter napisał(a): Proszę bardzo:
https://ateista.pl/showthread.php?tid=13...#pid670721

i specjalnie dla Ciebie - stan przeludnienia to stan w którym przy określonej wielkości populacji, jej stylu życia, dostępnych technologiach, zużywa ona więcej zasobów niż natura jest w stanie odtworzyć.
No dobrze, i w jaki sposób wielkość prehistorycznej populacji być może odpowiedzialnej za wymarcie mamutów spełniała już tę definicję? Wymarła razem z mamutami z braku zasobów?
Odpowiedz
żeniec,

Cytat:No dobrze, i w jaki sposób wielkość prehistorycznej populacji być może odpowiedzialnej za wymarcie mamutów spełniała już tę definicję? Wymarła razem z mamutami z braku zasobów?
Tamci ludzie, wywierając stosunkowo niedużą presję, byli w stanie radykalnie zmienić strukturę gatunkową wielkich ssaków w momencie drastycznej zmiany klimatu. Na kontynencie północnoamerykańskim było ich może kilka, kilkanaście tysięcy, i to w zupełności wystarczyło. Zniknięcie plejstoceńskiej megafauny wymusiło zmianę stylu życia - to mógł być jeden z powodów przejścia niektórych grup łowców do produkcji żywności. Na początku traktowanej na pewno jako działalność dodatkowa, uzupełniająca podstawowe źródła żywności.
Szacuje się, że na całej planecie mogło wtedy żyć do 2 milionów przedstawicieli naszego gatunku. I to była górna granica wielkości populacji dla łowiecko zbierackiego trybu życia. Żeby móc powiększyć populację, musieli radykalnie zmienić styl życia. 
My dziś stoimy przed takim samym wyzwaniem jak oni.
Odpowiedz
exeter napisał(a): Tamci ludzie, wywierając stosunkowo niedużą presję, byli w stanie radykalnie zmienić strukturę gatunkową wielkich ssaków w momencie drastycznej zmiany klimatu. Na kontynencie północnoamerykańskim było ich może kilka, kilkanaście tysięcy, i to w zupełności wystarczyło. Zniknięcie plejstoceńskiej megafauny wymusiło zmianę stylu życia - to mógł być jeden z powodów przejścia niektórych grup łowców do produkcji żywności. Na początku traktowanej na pewno jako działalność dodatkowa, uzupełniająca podstawowe źródła żywności.
Szacuje się, że na całej planecie mogło wtedy żyć do 2 milionów przedstawicieli naszego gatunku. I to była górna granica wielkości populacji dla łowiecko zbierackiego trybu życia. Żeby móc powiększyć populację, musieli radykalnie zmienić styl życia. 
My dziś stoimy przed takim samym wyzwaniem jak oni.
Nie odpowiadasz na pytanie. Zakładając nawet, że tak było, w którym momencie zużywali więcej zasobów, niż natura była w stanie odtworzyć? Mamut był wtedy jedynym zasobem naturalnym, który człowiek mógł eksploatować?
Czy jak żeniec się uprze żyć ze swojej działki z uprawy małokalorycznej kapusty, ale po zeżarciu całej kapusty był dalej głodny i został zmuszony do uprawy np. pszenicy, to nastąpiło przeludnienie?
Odpowiedz
żeniec,

Cytat:Nie odpowiadasz na pytanie. Zakładając nawet, że tak było, w którym momencie zużywali więcej zasobów, niż natura była w stanie odtworzyć? Mamut był wtedy jedynym zasobem naturalnym, który człowiek mógł eksploatować?

Czy jak żeniec się uprze żyć ze swojej działki z uprawy małokalorycznej kapusty, ale po zeżarciu całej kapusty był dalej głodny i został zmuszony do uprawy np. pszenicy, to nastąpiło przeludnienie?
Zużywali więcej zasobów niż w tamtych warunkach natura mogła odtworzyć, czego efektem było wymarcie: mamutów, nosorożców włochatych, mastodontów, jeleni olbrzymich, moa, tygrysów szablozębnych i wielu innych:
MEGAFAUNA – PIERWSZE OFIARY SZÓSTEGO WIELKIEGO WYMIERANIA

Po czym zgodnie ze schematem eksploatacji Twojej działki, przerzucili się na inne zwierzęta, a ponieważ były ich mniej, albo były trudniejsze do upolowania, poszukali innych źródeł pokarmu. Czyli radykalnie zmienili styl życia. Problem polega na tym, że po wyeksploatowaniu jednego zasobu, intensywnie eksploatowali kolejne, a dotyczyło to coraz większych rzesz ludzi. Gdzieś musi być kres, ściana takiego postępowania. Mogliśmy wyciąć lasy na opał a gdy ich zabrakło, przerzucić się na węgiel. Potem była ropa i gaz. Te zastąpimy ciężkimi pierwiastkami podlegającymi rozpadowi. Kiedyś skończą się i one. Nie możemy bez końca powiększać konsumpcji i obciążać jej skutkami biosfery.
Ona nas odrzuci, tak, jak organizm odrzuca komórki nowotworowe. Albo tak jak one, zabijemy naszego żywiciela.
Czas sięgnąć po rozum.
Odpowiedz
exeter napisał(a): Gdzieś musi być kres, ściana takiego postępowania. Mogliśmy wyciąć lasy na opał a gdy ich zabrakło, przerzucić się na węgiel. Potem była ropa i gaz. Te zastąpimy ciężkimi pierwiastkami podlegającymi rozpadowi. Kiedyś skończą się i one. Nie możemy bez końca powiększać konsumpcji i obciążać jej skutkami biosfery.

No przecież właśnie odchodzimy od wykorzystywania biosfery. Paliwa kopalne zostały wytworzone przez biosferę, ale zostały dla niej stracone - a człowiek znowu je tam wprowadza, co w innym przypadku by się nie dokonało. Pierwiastki promieniotwórcze w ogóle do biosfery nie należały. Może kiedyś sięgniemy po zasoby pozaziemskie, dla których będzie to w ogóle pierwszy kontakt z biosferą. Technika sprawia, że NIE MUSIMY już niszczyć przyrody. Rzeź przyrody odbywa się przede wszystkim w państwach niedorozwiniętych, gdzie ludzie jeszcze do tego etapu nie dotarli. Nie ma to nic wspólnego z wielkością populacji. Od lat 90 do dzisiaj największym trucicielem świata stały się Chiny, a przecież jest to właśnie jedyne państwo na świecie w którym wprowadzono i realizowano przymusowe zmniejszenie przyrostu naturalnego. Gdyby twoje teorie działały, to tam właśnie stan środowiska powinien się poprawiać w porównaniu z resztą świata, a tymczasem właśnie w chińskich metropoliach smog jest taki, że niedługo będzie można z niego lepić cegły. Co zapewne ułatwi budowanie kolejnych fabryk. Po prostu z uporem maniaka mieszasz problem dewastacji środowiska naturalnego z zagęszczeniem ludzi, co nie ma żadnego związku.

Cytat:Czas sięgnąć po rozum.

exeter napisał(a): więcej zasobów niż w tamtych warunkach natura mogła odtworzyć, czego efektem było wymarcie: mamutów, nosorożców włochatych, mastodontów, jeleni olbrzymich, moa, tygrysów szablozębnych i wielu innych:
MEGAFAUNA – PIERWSZE OFIARY SZÓSTEGO WIELKIEGO WYMIERANIA

Po czym zgodnie ze schematem eksploatacji Twojej działki, przerzucili się na inne zwierzęta, a ponieważ były ich mniej, albo były trudniejsze do upolowania, poszukali innych źródeł pokarmu. Czyli radykalnie zmienili styl życia.
No właśnie, więc skoro ludzie mpgli zmienić styl życia na taki, w którym nir potrzebowali zabijać mamutów, to co było zagrożeniem dla mamutów: LICZBA ludzi, czy ich STYL ŻYCIA? Zbliżamy się do definicji "przeludnienia" jako "stylu życia powodującego dewastację środowiska". Definicje są dowolne, mogę się zgodzić i na taką- ale pod warunkiem konsekwencji w jej stosowaniu. Jeśli "przeludnienie" to niewłaściwy styl życia, to rozwiązaniem jest zmiana tego stylu bez związku z liczbą ludności- dobrze mowię?
Odpowiedz
exeter napisał(a): Po czym zgodnie ze schematem eksploatacji Twojej działki, przerzucili się na inne zwierzęta, a ponieważ były ich mniej, albo były trudniejsze do upolowania, poszukali innych źródeł pokarmu. Czyli radykalnie zmienili styl życia. Problem polega na tym, że po wyeksploatowaniu jednego zasobu, intensywnie eksploatowali kolejne, a dotyczyło to coraz większych rzesz ludzi. Gdzieś musi być kres, ściana takiego postępowania. Mogliśmy wyciąć lasy na opał a gdy ich zabrakło, przerzucić się na węgiel. Potem była ropa i gaz. Te zastąpimy ciężkimi pierwiastkami podlegającymi rozpadowi. Kiedyś skończą się i one. Nie możemy bez końca powiększać konsumpcji i obciążać jej skutkami biosfery.
Ona nas odrzuci, tak, jak organizm odrzuca komórki nowotworowe. Albo tak jak one, zabijemy naszego żywiciela.
Czas sięgnąć po rozum.
Trochę powtórzę za ZaKotem ( Duży uśmiech ). Nie liczba ludzi była problemem, tak samo jak istnienie żeńca na działce opierdzielającego kapustę nie stanowiło przeludnienia. Czy widzisz problem i z definicją i z niekonsekwentnym jej stosowaniem?
Odpowiedz
przecież to już wszystko było mówione, wałkowane, powtarzane. Ale do exetera nie dotrze, co najwyżej wstawi kolejny obrazek z dzidą
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Od lat 90 do dzisiaj największym trucicielem świata stały się Chiny

Kosmetyczne sprostowanie: od lat dwutysięcznych, a w przyszłości mogą nim stać się Indie. Inicjatywa exetera jest nieracjonalna z powodu niedopasowania kręgu odbiorców. Zamiast na polskich forach powinien udzielać się w Chinach, Indiach, USA, Niemczech, ZEA, Katarze czy Arabii S.
Emisje dwutlenku węgla w Polsce stanowią ułamkowe części światowych, a z każdym kolejnym rokiem prawdopodobnie udział ten jeszcze zmaleje. To nie przeszkadza exeterowi w prowadzeniu irracjonalnej krucjaty.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
A krucjatowanie w takich Chinach to niby racjonalne by było? Przecież cały świat idzie w OZE i Chiny tam prą bez zachęt Exeterów tego świata. W dodatku coraz bliżej do stworzenia opłacalnego reaktora fuzyjnego.

http://kopalniawiedzy.pl/fuzja-jadrowa-h...ktor,27294

Co więcej wszyscy szykują się do przejścia na transport elektryczny od hyperloopa po samochody elektryczne. Taki Volkswagen tylko na rynek chiński chce wypuścić 15 ekomodeli.

http://kopalniawiedzy.pl/Volkswagen-samo...hiny,27318

Exeter to taki Don Kichot co walczy nie tylko ze smokami a nawet z Dulcyneą.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości