Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Filozofia, tinder i forumowe nowinki.
#81
Lampart napisał(a): Ninny,

Jaki wiek dla faceta jest jego optimum 25-30? To jest wiek najlepszej kondycji psychofizycznej, z tego co się orientuję. A on gdzieś tyle ma.
Lampart, kobiety dojrzałe tak pod trzydziestkę plus wolą zasadniczo takich 40+, ale nie tylko wiek działa na niekorzyść tego faceta, również jego niepoważny, niemęski image. Samo proszenie o rating jest samo w sobie niemęskie.

Zobacz sobie np. Sebastiana Fabijańskiego, aktora, on jest fajna dupa, a jeszcze młody.
Odpowiedz
#82
Teista, mało która kobieta pójdzie na jakieś chlanie wódki od razu ;d

TP to mnie teraz zaskoczyłaś bo myślałem że lubisz tylko mulatów a ten Fabiański to blondyn.
Gust @Rodici też jest bardzo oryginalny. Ale to dobrze, że ludzie mają różne gusta.
Odpowiedz
#83
Lampart napisał(a): Pogrubiłem słowo klucz.

Rozumiem, że nie masz zamiaru informować ich o swoich imponujących wyczynach... Zrób se przynajmniej test na hivy i inne skurwysyństwa, które możesz jakiejś bogu ducha winnej kobicie sprzedać.

ZaKotem napisał(a):
Lampart napisał(a): 1/10 - potwornie brzydka
5/10 - ani ładna ani brzydka, brak chemii ale nie wygląda odpychająco,
10/10 - idealnie piękna, taką ocenę można dać kobiecie w której się zakochało ze względu na wygląd.
To jest chyba wpływ gier rpg, w dzisiejszych czasach głównie komputerowych. Każdego osobnika określa tam zestaw współczynników, np. siła fizyczna 5, intelekt 8, uroda 7. Wynika to z ograniczeń systemu, który musi być oparty na matematyce, i to najlepiej na tyle prostej, żeby programiści nie tracili czasu na wymyślanie,  jak np. symulować relacje między obiektami matematycznymi udającymi osoby. Więc obiekt A ma seskapil 7 a obiekt B ma libido 8, 8>7, czyli B leci na A. Ja tam lubię gry, ale w morde, odróżniam je od rzeczywistości.

Oceniania raczej nie da się uniknąć, ale przecież po to w języku są takie przymiotniki jak "ładny" , "brzydki", "piękny" , "ohydny" itp. - na pewno jest ich więcej, niż dziesięć. Po co się tak ograniczać? Używając cyferek do opisu urody ludzi (w tym swojej) sugeruję, że:

- jestem mentalnym gimbusem który uczy się zasad życia z gier komputerowych
- wyznaję autistic pride i pokazuję wszystkim moją niezdolność do syntezy i użycia pojęć nieścisłych
- nie widzę specjalnej różnicy między kobietami a sukami na wystawie rasowych psów
- patrząc na kobietę obliczam, ile baniek będzie mnie kosztować wynajęcie jej na całą noc

albo i wszystko powyższe naraz. Znaczy, używanie cyferek obniża atrakcyjność o jakieś 80%.

Mi to się kojarzy z wyborami miss, gdzie żyri używa tych cyferek. No i rzeczywiście kojarzy się to z wystawą rasowych psów.

Kurde, tak szczerze - wiadomo, że nie ma co spotykać się z kimś kto jest dla nas nieatrakcyjny fizycznie, ale też wydaje mi się, że niektórzy chyba za bardzo przywiązują do tego wagę i nie dają szansy komuś, kto może być zajebistym człowiekiem. Lepsza ogarnięta dziewczyna o zwykłym wyglądzie niż piękna wylansowana księżniczka, która nie prezentuje sobą nic poza wyglądem. Chyba stąd bierze się sporo rozwodów, bo do założenia rodziny trzeba kogoś zaradnego, a nie księżniczkę, której jedynymi życiowymi obowiązkami było leżenie i pachnięcie. A wychowywanie i zajmowanie się dzieckiem to jednak sporo trudu, poświęceń, wyrzeczeń i obowiązków.
Odpowiedz
#84
Lamaprt:
Mnie się podobają bardzo różni faceci, ale to i tak nie ma znaczenia bo to facet wybiera kobietę.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#85
Lampart napisał(a):
Osiris napisał(a):
Lampart napisał(a): To óczucie jak jesteś z 6,5/10 w pubie na randce A dookoła pełno 8-9,8/10 się kręci ;d
Jak opiszesz to uczucie, gdy się dowiadujesz, że Twoja towarzyszka myśli sobie: " siedzę z 6,5/10 w pubie a dookoła pełno 9/10 się kręci Uśmiech

Chęć ulotnienia się. Ale tutaj sytuacja była taka, że ja się czułem 9/10 ją oceniałem 6/10,  kilka dziewczyn w pubie 8-9/10, a facetów tych lasek na 5-7/10. W związku z tym czułem, że zdecydowanie nie tak powinno być, że to oszustwo.
Na następnej randce proponuję, byś zaoferawał dziewczynie taki deal: napiszesz na kartce na ile punktów ją oceniasz i ona niech zrobi to samo. Wymieńcie się kartkami i wtedy dowiesz się wszystkiego, co tak naprawdę Tobie potrzeba w tej znajomości.
Odpowiedz
#86
Rodica

To chyba musi być wzajemny wybór - obie strony muszą się sobie spodobać.
Czemu uważasz, że to facet wybiera?

Osiris

Źle mnie oceniasz, jak myślisz że tylko tego mi trzeba do znajomości.
Odpowiedz
#87
Nic o mnie nie wiecie. Dla ukochanej kobiety mógłbym nawet całkowicie z seksu zrezygnować. Np. jakby była aseksualna, choć taka nieseksualna bliskość fizyczna, byłaby mi wtedy bardzo potrzebna typu przytulenie.

Ciekawe czy wy byście dali radę w takiej sytuacji, a ze mnie tu robicie jakiegoś co by tylko z kwiatka na kwiatek chciał.

Bo się wkurzyłem już.


Dobra zmiana tematu. Pytanie do wszystkich kobiet z tego forum - jakie nosy wam się podobają, a jakie są absolutnie nie do przyjęcia?


.jpg   profile-nos1.jpg (Rozmiar: 324.79 KB / Pobrań: 11)
Odpowiedz
#88
Lampart. Kobiety w przeciwieństwie do mężczyzn nie rozbijają ciała na cząstki elementarne, ustalając, które są do przyjęcia, a które nie. Nos musi pasować do reszty. Czasem będzie pasował wklęsły, a innym razem garbaty. Jednak zasadniczo wydatne i zakrzywione (garbate) nosy są bardziej męskie.
Odpowiedz
#89
Lampart napisał(a): Źle mnie oceniasz, jak myślisz że tylko tego mi trzeba do znajomości.
Nie wiem jaki jesteś naprawdę, ale oceniam to, co czytam w Twoich postach. A tam głównie piszesz o tym, ile punktów przyznałeś tej czy innej dziewczynie i jaki ma wygląd.
Odpowiedz
#90
Lampart napisał(a): Ciekawe czy wy byście dali radę w takiej sytuacji, a ze mnie tu robicie jakiegoś co by tylko z kwiatka na kwiatek chciał.
Na razie jeszcze sam nie wiesz, czy dałbyś radę w takiej sytuacji.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#91
Lampart napisał(a): Ciekawe czy wy byście dali radę w takiej sytuacji, a ze mnie tu robicie jakiegoś co by tylko z kwiatka na kwiatek chciał.
Noż kurwa, my robimy?! Sam się chwalisz na wszystkie strony, że opłaconej prostytutce wyciągnąłeś fiutem skórkę od banana z dupy. To co my mamy myśleć?
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#92
kmat napisał(a): Noż kurwa, my robimy?! Sam się chwalisz na wszystkie strony, że opłaconej prostytutce wyciągnąłeś fiutem skórkę od banana z dupy. To co my mamy myśleć?

Od pomidora, kmatku, od pomidora. A tak na serio (prawie) to już Clinton zdefiniował, że zabawy z praktykantkami za pomocą cygar oraz plamienie jej sukienek to nie seks. Więc wytrzymywał w wierności do swojej jedynej żonusi. Można kuffa? Można?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#93
Jeszcze trochę lektury forum i będę mogła zjeść obiad w każdych warunkach Duży uśmiech
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#94
bert04 napisał(a): Od pomidora, kmatku, od pomidora.
A to przepraszam, to zmienia postać rzeczy.
bert04 napisał(a): A tak na serio (prawie) to już Clinton zdefiniował, że zabawy z praktykantkami za pomocą cygar oraz plamienie jej sukienek to nie seks. Więc wytrzymywał w wierności do swojej jedynej żonusi. Można kuffa? Można?
No i się nie zaciągał.

Iselin napisał(a): Jeszcze trochę lektury forum i będę mogła zjeść obiad w każdych warunkach
Duży uśmiech
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#95
Iselin napisał(a):
Lampart napisał(a): Ciekawe czy wy byście dali radę w takiej sytuacji, a ze mnie tu robicie jakiegoś co by tylko z kwiatka na kwiatek chciał.
Na razie jeszcze sam nie wiesz, czy dałbyś radę w takiej sytuacji.

Już ja wiem co ja wiem. Niejedno przeżyłem.


kmat napisał(a):
Lampart napisał(a): Ciekawe czy wy byście dali radę w takiej sytuacji, a ze mnie tu robicie jakiegoś co by tylko z kwiatka na kwiatek chciał.
Noż kurwa, my robimy?! Sam się chwalisz na wszystkie strony, że opłaconej prostytutce wyciągnąłeś fiutem skórkę od banana z dupy. To co my mamy myśleć?

Odpowiem anegdotką filozoficzną.

Mistrz buddyjski przechodził z uczniem obok rzeki, a tam kobieta próbowała przedostać się na drugą stronę, lecz bała się wody. Mistrz buddyjski wziął ją na barana, przeniósł na drugi brzeg, i poszedł w swoim kierunku z uczniem. Po jakimś czasie uczeń się pyta, mistrzu jak ty mogłeś ją dotknąć, przecież złamałaś ślubowanie zakazujące dotykania kobiet. Mistrz odpowiedział: ja ją trzymałem tylko krótką chwilę, a ty ją trzymasz do teraz :]
Odpowiedz
#96
Rodica napisał(a): Kobiecość stłamszona niczym się nie różni od stłamszonej męskości, to jest po prostu stłamszenie człowieka, w skutek podporządkowania, przemoc psychicznej, uprzedmiotowienia. Kobiecość kulturowa to jest dobry wzorzec  dostosowany do rzeczywistości. W naszych czasach jest to, idealne połączenie kobiety tradycyjnej z wyemancypowaną, taką co ma co nieco z matrony ale ma prawo do własnego życia i szczęśliwie się realizuje na płaszczyźnie zawodowej.
Myślałem o tym trochę i doszedłem do wniosku, ze rzeczywiście jest coś takiego jak kobiecość kulturowa analogiczna do męskości i zasadniczo sprowadza się do "genu księżniczki". Kobiety prawidłowo zsocjalizowane czują się księżniczkami. Nie tylko dobrze się czują w roli osoby, na którą się chucha, dmucha, nosi na rękach, obchodzi jak z jajkiem, spełnia najbardziej wygórowane oczekiwania, ale zasadniczo oczekują od mężczyzn uznania tego genu księżniczki. Traktują to jak oczywistość, której nie trzeba usprawiedliwiać. I poprawnie zsocjalizowany mężczyzna również przyjmuje ten gen księżniczki jak dogmat.

Kobieta, której w dzieciństwie nie zaaplikowano tego genu, będzie odtrącać i odstręczać porządnych mężczyzn z powodu poczucia nieadekwatności. Ona wewnętrznie czuje, że nie zasługuje na takie specjalne traktowanie albo (jeśli połknie feministycznego bakcyla) wręcz dojdzie do wniosku, że dżentelmenizm jest życzliwym seksizmem. W rezultacie nie będzie potrafiła być kobietą mając jednocześnie naturalne potrzeby, które zaspokoić można właśnie przyjmując rolę księżniczki. Taka kobieta będzie uciekać w mechanizm obronny: będzie się wypierać tych naturalnych potrzeb, żeby pozbawić zasadności rolę księżniczki, do której nie została przyuczona. Temu wewnętrznemu konfliktowi będzie dawać wyraz między innymi silnym poirytowaniem w reakcji na zachowanie kobiet, które są hiperksiężniczkowate, ponieważ to one jej z całą dobitnością przypominają o tym, kim nie jest, a kim powinna być z przeznaczenia.
Odpowiedz
#97
Gen księżniczki to polski zwyczaj.
Odpowiedz
#98
towarzyski.pelikan napisał(a): Kobiety prawidłowo zsocjalizowane czują się księżniczkami. Nie tylko dobrze się czują w roli osoby, na którą się chucha, dmucha, nosi na rękach, obchodzi jak z jajkiem, spełnia najbardziej wygórowane oczekiwania, ale zasadniczo oczekują od mężczyzn uznania tego genu księżniczki. Traktują to jak oczywistość, której nie trzeba usprawiedliwiać. I poprawnie zsocjalizowany mężczyzna również przyjmuje ten gen księżniczki jak dogmat.

Gen księżniczki to gen nieudacznika życiowego i pasożyta. W momencie gdy zostanie pozbawiona swojego żywiciela, nienawykła do wysiłku i pracy, nie poradzi sobie w życiu. Dobry materiał na galeriankę, która potrzebuje sponsora.

towarzyski.pelikan napisał(a): Kobieta, której w dzieciństwie nie zaaplikowano tego genu, będzie odtrącać i odstręczać porządnych mężczyzn z powodu poczucia nieadekwatności. Ona wewnętrznie czuje, że nie zasługuje na takie specjalne traktowanie albo (jeśli połknie feministycznego bakcyla) wręcz dojdzie do wniosku, że dżentelmenizm jest życzliwym seksizmem.

Czasami jak czytam twoje posty, to odnoszę wrażenie, że żyjemy w jakichś innych, równoległych rzeczywistościach.

Porządny mężczyzna wybierze sobie zaradną kobietę, która znając swoją wartość będzie chciała być niezależna poprzez zarabianie własnego hajsiwa - chociażby po to, żeby nie żebrać od swojego faceta jałmużny na waciki.
Odpowiedz
#99
lumberjack napisał(a): Czasami jak czytam twoje posty, to odnoszę wrażenie, że żyjemy w jakichś innych, równoległych rzeczywistościach.

Porządny mężczyzna wybierze sobie zaradną kobietę, która znając swoją wartość będzie chciała być niezależna poprzez zarabianie własnego hajsiwa - chociażby po to, żeby nie żebrać od swojego faceta jałmużny na waciki.

No ale prawdziwa księżniczka ma przecież swoje dochody (tzn. wlasnych chłopów pańszczyźnianych) i dlatego właśnie normalny książę bierze sobie za żonę właśnie księżniczkę, a nie jakiegoś kopciucha. Chyba, że książę jest sadystą i narcyzem i lubi, jak kobieta jest od niego uzależniona.

Wydaje mi się, że pewną umiarkowaną księżniczkowość wykazuje większość normalnych, średnio feministycznych kobiet. Chodzi o wszelkie drobne gesty, jakieś otwieranie drzwi i tego typu pierdoły, ogólnie kobiety lubią być przez swojego partnera "zaopiekowane". To taka próba przed ciążą - czy potrafisz, chłopie, zająć się babką, kiedy ta będzie niezbyt sprawna fizycznie i wymagająca uwagi? Księżniczkowość, oczywiście w jakiejś umiarkowanej postaci, jest wbrew pozorom oznaką egalitaryzmu. W kulturze typowo patriarchalnej wymaga się od kobiety ciężarnej takiej samej pracy, jak zawsze (jak nie przeżyje, to trudno, widać słabe geny ma, następne pokolenia będą silniejsze), podczas gdy w kulturze "rycerskiej" kobiety traktuje się ulgowo, tak jakby same były dziećmi. Nie jest przypadkiem, że feminizm powstał w tej drugiej kulturze, a tam gdzie wciąż panuje patriarchat, jakoś nie jest popularny.

Poziom księżniczkowości w kulturze (lub subkulturze) niepatriarchalnej powinien więc być proporcjonalny do przeciętnego poziomu trudności, jakich doznaje kobieta w związku z ciążą i porodem, a tym samym odwrotnie proporcjonalny do poziomu dostępnej medycyny i opieki społecznej. Dlatego, wbrew bajkowej intuicji, ubogie kobiety są bardziej księżniczkowate od zamożnych, Ukrainki bardziej niż Szwedki itd.
Odpowiedz
towarzyski pelikan:
Pewnie dlatego faceci nie lubią feministek, bo nie są księżniczkami.
Z drugiej strony facet, też powinien być księciem, książę daje wsparcie, emanuje spokojem i mądroscią.
Facet, żeby stać się księciem, najpierw musi zostać bohaterem i sobie coś udowodnić, to jest takie stadium pośrednie w rozwoju.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości