Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Koronawirus
Dragula napisał(a): btw zamiana części oszczędności (np 10k pln) na ojro to sensowny pomysł? czy raczej stracę na samym zamienianiu z waluty na walutę i z powrotem? od początku roku wartość euro podskoczyła o prawie 10% względem złotego

Część przeznacz na żywność, bo może być susza, ukraińcy wyjechali (będzie problem ze zbiorami), co prawda na niektóre rzeczy zmalał popyt, ale podstawowa żywność nie stanieje (warzywa owoce na pewno nie, a alkohol może się przydać na wymianę.

DziadBorowy napisał(a): dużej inflacji raczej nie będzie w najbliższym czasie a sektor bankowy może jakoś wytrzyma.

a z czego wyciągnąłeś ten wniosek?
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
No mi też sie wydaje, że lockdown się odbije na złotówce dosyć konkretnie
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
cobras napisał(a):
Cytat:PS. W jakimś innym kraju europejskim zrobiono transfer dużej kwoty pieniędzy KOSZTEM dużych cięć wydatków na służbę zdrowia, edukację, infrastrukturę itp.?

Przecież to libkowe mokre sny. "Macie kasę i sami się leczcie i edukujcie, państwo na to będzie mniej wydawać, więc korzystajcie z instytucji prywatnych". Uśmiech

Libertarianizm, a konkretnie minarchizm, ogranicza rolę państwa do sfery wojska, policji, służby zdrowia i drastycznego zmniejszenia wysokości podatków, które i tak starczyłyby na te trzy elementy.

PiS se z rękawa wytrzasnął to całe "macie kasę i sami się leczcie i edukujcie"? To nie są prywatne pieniądze pisowców tylko kasa z podatków, których PiS dokłada coraz więcej (od kwietnia wszedł np. podatek cukrowy).

Lampart napisał(a): Gojec, herbata z lipą, miodem i goździkami, wit. C, esberitox, Wit. D, cynk, magnez, kisielek z siemienia lnianego, czasem jeszcze inne rzeczy...
Tak się staram zabezpieczyć przed ewentualnym koronawirusem. Trzeba dbać o układ odpornościowy.

Regularne przyjmowanie takich rzeczy nie pomaga z dnia na dzień. Nadmiar witaminy C wysikujesz każdego dnia, a tyle ile jej trzeba masz prawdopodobnie w tym co jesz w ciągu dnia. Witaminę D trzeba brać przez 3 miesiące, żeby mieć jakąś zauważalną poprawę układu odpornościowego.

Przynajmniej tak wyczytałem w artykule jakiegoś lekarza. Ludzie trochę za późno rzucili się na te medykamenty.

Dwa Litry Wody napisał(a): Z niemałym zdumieniem muszę stwierdzić, że praktycznie bez zmian. Pracuję zdalnie tak jak zawsze pracowałem, nie chodzę do kina, knajp, czy na koncerty, tak jak praktycznie nigdy nie chodziłem. Nie ganiam po centrach handlowych, tak jak dotychczas nie ganiałem. Nigdy nie byłem specjalnie towarzyskim typem, więc całe to „dystansowanie społeczne” to w gruncie rzeczy zawsze był dla mnie chleb powszedni.

Obecna sytuacja może nie sprzyja, ale jest łatwiejsza do zniesienia dla odludków. Jeszcze jak nie ma się żądzy życia w nie wiadomo jakim luksusie, to już w ogóle nie ma jakiejś większej tragedii.

Gladiator napisał(a): To rola jednostek - prezydenta, premiera, zwłaszcza w najtrudniejszym - podtrzymywaniu ducha społeczeństwa. Bez nadziei, bez jakiegokolwiek choćby przeciętnego planu pokonania kryzysu nie ma przyszłości. Z reguły duch, sila woli decydują w takich momentach. Oby się rządzacy sprawdzili.

Rządzących mamy takich, że chuj im w dupę. Gowin to człowiek, który w czasach prosperity, mając kilkanaście tysięcy złotych pensji miesięcznie, narzekał, że trudno mu związać koniec z końcem i że żyje od pierwszego do pierwszego.

Jak ludzie, którzy przy wysokich zarobkach nie ogarniają własnego budżetu domowego ogarną budżet państwowy?

Poligon. napisał(a): Cieszę się tylko, że w porę dałem drapaka z tego narodowo-bolszewickiego szamba i stałem się obywatelem świata (no, niech będzie - Europy) i nie będę musiał patrzeć z bliska na tę rzeź niewiniątek, którą szykują rodakom rządzący.

Jak rządzący rodakom tak rodacy rządzącym.

Jeśli rząd skupi się na walce o utrzymanie władzy, a osra ludzi, których życie się właśnie załamało, to niech przygotuje się na wściekły bezrobotny motłoch i defenestracje.

Zresztą chyba już się na to przygotowuje, bo policja właśnie dokupuje wozy z armatkami wodnymi za 20 mln złotych.
Odpowiedz
Tymczasem premier Morawiecki stwierdził, że głównego wybuchu epidemii spodziewają się w maju, bądź czerwcu. Czyżby strzelił sobie w kolano przyznając, że 'pozostanie w domu' i tak nic nie da? Ale za to skutecznie zrujnuje państwo, które i tak jest już sparaliżowane. Tak czy owak...rząd się jakoś wyżywi.
No i po co ogłaszać stan wyjątkowy, skoro można go w praktyce wprowadzić bez ogłaszania?
"Kto nie zważa na karność, gardzi własnym życiem, lecz kto słucha napomnienia, nabywa rozumu.
Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę"
                            
"To głupota prowadzi człowieka na manowce, a potem jego serce wybucha gniewem na Pana"

          Prz. 15,32-33; 19,3
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Trzymam to na kontach i bawię się w automatyczną wymianę, wyznaczam sobie widełki wymiany i wybieram poziom jaki mnie satysfakcjonuje, po czym magia dzieje się sama. Trzymałem po prostu przewalutowane, ale te rajdy były zbyt kuszące... Aktualnie to głównie na Revolucie się bawię i testuję Monese oraz kilka innych fintechów, ale Revolut tutaj wygrywa. Przy takich wahaniach można na razie bawić się drobnymi i pociesznymi zyskami. Nie wiem tylko jak się z tych zysków rozliczać, bo teoretycznie uzyskuje przychody W UK i Estonii, a gram na giełdach w USA i Austrii Oczko


A jak z bezpieczeństwem tych platform. Jakie masz możliwości odzyskania środków, gdy któraś padnie lub zniknie z dnia na dzień?

Żarłak napisał(a):a z czego wciągnałeś ten wniosek?

W  zasadzie nie widziałem jeszcze ekonomisty, który prognozowałby wzrost inflacji. Co jest logiczne, gdy zwiększy się bezrobocie siła nabywcza znacząco spadnie, powodując drastyczny spadek popytu - co nie będzie sprzyjało podnoszeniu cen. Problem może dotyczyć głównie produktów sezonowych takich jak truskawki. Ale suszę mamy praktycznie co roku a przy braku Ukraińców i rosnącym bezrobociu oferta pracy przy zbiorach może być jednak bardziej atrakcyjna dla Polaków niż w ubiegłych latach.


freeman napisał(a): Tymczasem premier Morawiecki stwierdził, że głównego wybuchu epidemii spodziewają się w maju, bądź czerwcu. Czyżby strzelił sobie w kolano przyznając, że 'pozostanie w domu' i tak nic nie da? Ale za to skutecznie zrujnuje państwo, które i tak jest już sparaliżowane. Tak czy owak...rząd się jakoś wyżywi.
No i po co ogłaszać stan wyjątkowy, skoro można go w praktyce wprowadzić bez ogłaszania?

Też wydaje mi się, że ta strategia to błąd. Dziś czytałem nawet analizy, że przy obecnym poziomie obostrzeń walka z epidemią potrwa co najmniej rok.  Ja rozumiem, że przyjęli strategię minimalizacji możliwych zgonów ale biorą tutaj tylko jedną zmienną - ofiary koronowirusa - ile osób natomiast umrze pośrednio przez kryzys gospodarczy - przykładowo znacznie niższe nakłady na służbę zdrowia w kolejnych latach, wzrost patologii, biedy - co prowadzi często do alkoholizmu, samobójstwa, falę depresji itp?  Powinni kupić jak najwięcej czasu aby zaopatrzyć szpitale w co się tylko da i powoli znosić ograniczenia - nie ma mowy oczywiście o zupełnym powrocie do normalności - ale jakiś stan para-normalności trzeba wprowadzić jak najszybciej. Ten wirus z nami tak czy siak zostanie. To nie będzie tak, że poczekamy do lipca i koniec epidemii. 

Demagogią trochę jest też, powtarzanie, że nie możemy dopuścić aby wybierać kto ma żyć a kto nie. Oni przecież ciągle takich wyborów dokonują przeznaczając powiedzmy 10 mld na obronę a nie służbę zdrowia, czy też decydując, że tej terapii nowotworowej nie refundujemy bo jest za droga. 

Że młodzi ludzie też umierają ? To tak jak na cukrzycę, raka i inne choroby. To nie jest też tak, że się nie boję o siebie i najbliższych - mamę, teściów, którzy są w grupie ryzyka. Boję się ale bałem się też wcześniej. Ale trochę bliskich mi już poumierało -w pewnej części przez gównianą służbę zdrowia w tym kraju i się nieco już uodporniłem. 

I jeszcze jedno - jest niesamowita panika (i może dobrze) ale ciekawe co byłoby gdyby media na okrągło codziennie informowały o liczbie nowych wykrytych przypadków raka i dziennej liczbie zgonów na nowotwory? Liczbę zawałów i udarów? Rocznie na raka umiera jakieś 100 000 ludzi - w czarnych prognozach dla Polski strategii DN liczbę zgonów na koronowirusa szacuje się na 30-50 tysięcy (tak wiem, to tyko szacunki)

lumberjack napisał(a): Zresztą chyba już się na to przygotowuje, bo policja właśnie dokupuje wozy z armatkami wodnymi za 20 mln złotych.

Przetarg jest z połowy lutego. O tym pomyśleli już wcześniej -  o maseczkach dla szpitali im się zapomniało.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu gryp umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): I jeszcze jedno - jest niesamowita panika (i może dobrze) ale ciekawe co byłoby gdyby media na okrągło codziennie informowały o liczbie nowych wykrytych przypadków raka i dziennej liczbie zgonów na nowotwory? Liczbę zawałów i udarów? Rocznie na raka umiera jakieś 100 000 ludzi - w czarnych prognozach dla Polski strategii DN liczbę zgonów na koronowirusa szacuje się na 30-50 tysięcy (tak wiem, to tyko szacunki)
Wydaje mi się, że przypadku nowotworów mamy większe poczucie sprawczości. Na pewne rzeczy wprawdzie nie mamy wpływu, na przykład na zanieczyszczenie środowiska, ale możemy zwracać uwagę na sposób życia, dowiadywać się, co zwiększa ryzyko raka i unikać tego. Możemy chodzić na badania i wykrywać nowotwory we wczesnych stadiach. Chyba bardziej mamy wrażenie, że wiadomo, co robić w takiej sytuacji. A koronawirusa można sobie złapać w dowolnej chwili gdziekolwiek i od kogokolwiek, bo jest bardzo zaraźliwy i w zasadzie nie wiadomo, jak minimalizować zagrożenie poza unikaniem kontaktów.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Tylko, że to jest złudne. Technicznie rzecz biorąc tego wirusa - nawet żyjąc w miarę normalnie jest prościej uniknąć niż zmienić nawyki życiowe, które uchronią nas przed nowotworem za 20 lat. Tak czy siak - uważam, że on będzie z nami długo - nie ma najmniejszych szans na zduszenie epidemii w kolejnych miesiącach (nawet jak nam się uda to zaraz i tak przyjdzie zza granicy) i trzeba myśleć jak z nim żyć - dotychczasowe ograniczenia są nie do utrzymania z punktu widzenia państwa i gospodarki i konieczność ich luzowania to kwestia raczej tygodni niż miesięcy.

Rząd obecnie powinien pracować nad strategią ponownego otwarcia państwa przy jednoczesnej minimalizacji liczby zachorowań. Przykładowo zezwolić na otwarcie restauracji przy określeniu limitów gości przebywających jednocześnie - godziny dla osób starszych nie tylko w sklepach ale i wszędzie, absolutny nakaz nałożenia czegoś na twarz itp.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu gryp umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
No właśnie. Najgorsze jest to, że jesteśmy w klinczu katastroficznych obrazków biegających pielęgniarek i podłączonych do respiratorów pacjentów.
A tak po prawdzie, to w 37 milionówym kraju mamy 4000 potwierdzonych przypadków, z czego 15% wymaga hospitalizacji, a w większości 120 osób starych i schorowanych na inne przypadłości zmarło.
A cały kraj k... stoi.
Powiedzmy to szczerze, prawdopodobieństwo zakażenia w naszej chacie ze skraja jest mniejsze niż zranienie orzechem kokosowym, a śmierci mniejsze niż porwanie przez reptalian.
Nie wiem, jak uciągnę dalej swój interes, bo na razie jest chujówka. Ratuje mnie żona, bo ma skromną emeryturę.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Rząd obecnie powinien pracować nad strategią ponownego otwarcia państwa przy jednoczesnej minimalizacji liczby zachorowań. Przykładowo zezwolić na otwarcie restauracji przy określeniu limitów gości przebywających jednocześnie - godziny dla osób starszych nie tylko w sklepach ale i wszędzie, absolutny nakaz nałożenia czegoś na twarz itp.
Niedługo będzie to zapewne konieczne. Ale na dłuższą metę i tak trzeba będzie wymyślić coś innego. Bo osoba młodsza, która gdzieś się zarazi i przechodzi to bezobjawowo, może wrócić do domu i zarazić osobę starszą. Nie da się na dłuższą metę izolować rodzin od siebie . Zresztą w grupie ryzyka są nie tylko osoby starsze. Głównym problemem jest chyba to, że ten wirus długo nie daje objawów, a jednocześnie dość łatwo się przenosi.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Dlatego przykładowo szkoły mogłyby polecieć zdalnie do końca roku - wiem, że to pewnie pic na wodę jeżeli chodzi o nauczanie - ale wykluczamy sporo przypadków przywleczenia wirusa do domu. Co do możliwości przeniesienia choroby przez osoby młode na starszych domowników (lub osoby z grup ryzyka) to ciężko będzie to zredukować. Dlatego będzie trzeba skutecznie identyfikować łańcuchy zakażania. Ta aplikacja daje pewną nadzieję- ja wiem, że wolność osobista, ograniczenia itp ale coś za coś.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu gryp umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Dlatego będzie trzeba skutecznie identyfikować łańcuchy zakażania. Ta aplikacja daje pewną nadzieję- ja wiem, że wolność osobista, ograniczenia itp ale coś za coś.
Już słyszę te krzyki o inwigilacji. A jeśli wynajdą szczepionkę i będzie ona obowiązkowa, to dopiero będzie.

Nie żeby mi się podobał pomysł śledzenia nas. Ale i tak sądzę, że we współczesnym świecie jesteśmy śledzeni dużo bardziej niż nam się wydaje. Nie mówiąc już o tm, co dobrowolnie udostępniamy na fejsiku Uśmiech
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Powiedzmy to szczerze, prawdopodobieństwo zakażenia w naszej chacie ze skraja jest mniejsze niż zranienie orzechem kokosowym, a śmierci mniejsze niż porwanie przez reptalian.
Nie wiem, jak uciągnę dalej swój interes, bo na razie jest chujówka. Ratuje mnie żona, bo ma skromną emeryturę.


Nie tylko Ty. Rozmawiałem  bratem, pracuje u typowego mikroprzedsiębiorcy. Gość ma dwie firmy na rozwój jednej wziął niedawno kredyt. I dupa. Co najlepsze gość ma zlecenia na usługi praktycznie do końca roku. Ale przez epidemię, zakaz przemieszczania od dwóch tygodni praktycznie nikt nie odbiera wykonanych zleceń. I kasy zwyczajnie nie ma a bank chce kolejną ratę kredytu. Wypłat za marzec w całości pracownicy nie dostali - wypłacił im tam część, to co mógł - na rękę nie przez przelew. Na razie wszyscy robią za darmo bo rozumieją sytuację ale sami nie wiedzą co dalej - czy nie będzie zwolnień, czy firma nie padnie i wówczas szansa na odzyskanie kasy będzie iluzoryczna. 

Tak jak napisałeś, jak na razie dramaty chorych i sceny z respiratorami najmocniej przemawiają do wyobraźni - ale takich małych dramatów z utratą środków do życia jest coraz więcej.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu gryp umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
Nie wiem, czy szanse na zakażenie są mniejsze niż walnięcie kokosem. Niedawno koronawirus zabił gościa z mojego miasta rodzinnego. Człowiek był młodszy ode mnie,zdrowy, łaził po górach, chodził do tego samego liceum, znał się z moimi koleżankami.

Z kolei przed wprowadzeniem tych zakazów imprez klub, w którym pracuje moja współlokatorka, nie chciał odwołać zaplanowanego koncertu Batushki, bo to nie impreza masowa i wolno. Na szczęście wprowadzili ten zakaz. Czytaliście, kto był pacjentem zero na Podlasiu?
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Iselin napisał(a): Nie wiem, czy szanse na zakażenie są mniejsze niż walnięcie kokosem. Niedawno koronawirus zabił gościa z mojego miasta rodzinnego. Człowiek był młodszy ode mnie,zdrowy, łaził po górach, chodził do tego samego liceum, znał się z moimi  koleżankami.

A teraz przypomnij sobie ile osób osobiście mniej więcej w tym przedziale wiekowym znasz, które  zmarły na raka, lub z innych powodów. Młody wiek, powiedzmy tak przed pięćdziesiątką daje złudzenie nieśmiertelności ale wcale tak nie jest. I nie widzę powodów, dla których z wirusem miało być inaczej.

Dzisiaj czytałem analizy jakiegoś polskiego uniwersytetu,  że gdyby zostawić wirusa całkowicie samopas to w Polsce zaraziłoby się nim w tym roku 3 mln ludzi z czego 30 tysięcy by zmarło. Zakładam, że obejmują one przeciążenie służby zdrowia. Oczywiście to tylko przewidywania, ale jeżeli są one prawidłowe - to podejmujemy środki nieadekwatne do zagrożenia. I nie chodzi mi o to aby wirusa bagatelizować - bo to jest prosta droga do katastrofy. To nie jest jednak grypa.  Ale katastrofą będzie też utrzymanie obecnych ograniczeń.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu gryp umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
Osoby, które zmarły na raka znałam, ale to się jednak rozłożyło na lata. A teraz mamy dopiero początek epidemii.
Poza tym po spotkaniu z osobą na raka, nie muszę się zastanawiać, czy zaraziłam się rakiem i czy mogę go komuś sprzedać.
Oczywiście, że nie da się w nieskończoność utrzymywać ograniczeń, natomiast co do szacunków, ile osób by zmarło, na razie podchodzę ostrożnie. Nikt na dobrą sprawę jeszcze nie wie, jak długo ta epidemia potrwa i co się stanie, więc te szacunki też takie palcem na wodzie pisane.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Cholera, głupia sprawa, ale jednym z ograniczeń, jakie należałoby po rozmrożeniu gospodarki jest zakaz chodzenia do kościoła. Póki epidemia nie wygaśnie, to to będzie jedno z największych zagrożeń w grupie wysokiego ryzyka.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a): Cholera, głupia sprawa, ale jednym z ograniczeń, jakie należałoby po rozmrożeniu gospodarki jest zakaz chodzenia do kościoła. Póki epidemia nie wygaśnie, to to będzie jedno z największych zagrożeń w grupie wysokiego ryzyka.

Tu też można to stopniować. Np. dostosować liczbę wiernych do wielkości kościoła. Są kościoły w których 100 osób będzie niewidoczne i są takie w których 20 to będzie tłum. A księża niech zwiększą liczbę mszy. Bo istnieje ryzyko, że część osób z grupy ryzyka jednak bez tego zwariuje i zaczną robić jakieś lewe msze w podziemiu czy odmawiać grupowo różańce  w mieszkaniach Oczko
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu gryp umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
Iselin napisał(a): Nie wiem, czy szanse na zakażenie są mniejsze niż walnięcie kokosem. Niedawno koronawirus zabił gościa z mojego miasta rodzinnego. Człowiek był młodszy ode mnie,zdrowy, łaził po górach, chodził do tego samego liceum, znał się z moimi  koleżankami.

Z kolei przed wprowadzeniem tych zakazów imprez klub, w którym pracuje moja współlokatorka, nie chciał odwołać zaplanowanego koncertu Batushki, bo to nie impreza masowa i wolno. Na szczęście wprowadzili ten zakaz. Czytaliście, kto był pacjentem zero na Podlasiu?
Daj spokój, w tym (i nie tylko w tym) kraju działa od lat np. sekta czcicieli wypadków samochodowych. Są to osoby, które umniejszają każde zagrożenie i niebezpieczeństwo bawiąc się w statystyki dotyczące porównywania ofiar śmiertelnych w odniesieniu do wypadków, itp. Ignorując  przy tym jakikolwiek szerszy aspekt danej sprawy.
Problem z dużą ilością zarażonych koronawirusem to w dużej mierze nie jest problem chorych na Covid, tylko problem masy ludzi, która choruje lub zachoruje na inne choroby i będzie mieć problem z właściwym leczeniem i dostępem do opieki medycznej, wtedy wiele zgonów/poważnych komplikacji można będzie pośrednio przypisać właśnie Covid. 

Osobiście nie obawiam się kryzysu gospodarczego, w tym sensie iż jestem psychologicznie pogodzony z myślą iż poważne kryzysy gospodarcze, o różnej genezie są nieodłącznym elementem historii gospodarczej świata i po prostu muszą występować, a wielu Polaków musi sobie przypomnieć, że co by się nie działo to w latach 80, 90-tych mimo wszystko też żyli. Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało.

Obawiam się natomiast głębokiego kryzysu służby zdrowia, gdyż nawet gdy sytuacja wróci do normy to kumulacja w jednym czasie odwołanych wizyt, przełożonych badań, zabiegów, itd. będzie prawdopodobnie skutkować paraliżem jakiego do tej pory jeszcze nie uświadczono, i z którego długo się nie wyjdzie.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
Cytat:Polaków musi sobie przypomnieć, że co by się nie działo to w latach 80, 90-tych mimo wszystko też żyli. Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało.
TAk ale wtedy każdy trzymał gotówkę w skarpecie, o koncie bankowym mało kto słyszał, a ZUS i US tak nie gniótł.

Teraz budowla jest deczko bardziej rozbudowana i podatna na wstrząsy.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a):
Cytat:Polaków musi sobie przypomnieć, że co by się nie działo to w latach 80, 90-tych mimo wszystko też żyli. Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało.
TAk ale wtedy każdy trzymał gotówkę w skarpecie, o koncie bankowym mało kto słyszał, a ZUS i US tak nie gniótł.

Teraz budowla jest deczko bardziej rozbudowana i podatna na wstrząsy.
 Tu nie tyle chodzi o zusy i banki co o strukturę polskiej gospodarki. Niestety (w porównaniu do np. Niemiec) mamy znacznie większy odsetek mikrofirm w skali wszystkich przedsiębiorstw jako takich a odporność takich firm (i wydajność) z natury rzeczy jest słaba... Do tego rola sektora usług także na przestrzeni tych lat znacząco wzrosła, a to on przede wszystkim dostaje teraz po dupie. Tak czy owak warto sobie przypomnieć, że wizja 15% bezrobocia (chyba najbardziej pesymistyczny scenariusz jaki widziałem) to jednak mniej niż jeszcze niecałe 20 lat temu, gdzie było 20+, a na zakup byle czego trzeba było zbierać w tej skarpecie znacznie dłuższy okres czasu niż obecnie.

Myśli o utracie mojego całkiem dobrego stanu materialnego jestem w stanie przełknąć (bo stan przeciwny jest mi już znany i doświadczony), natomiast stan biologicznego zagrożenia to już coś czego wolałbym uniknąć jak tylko się da.
Choć oczywiście przypadek przypadkowi nierówny i posiadanie kredytów na karku może zmieniać perspektywę.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości