Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak zrobić konserwę z liberała
#61
Gran Torino to ten film o Azjatach w konwencji westernu?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#62
To film o samochodzie, a wlasciwie o jego wlascicielu.
Odpowiedz
#63
Coś jak "Christine"?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#64
Nie, jak KARR z tego serialu z Davidem Hasselhofem, jak już idziemy w opary absurdu.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#65
Sofeicz napisał(a): Refleksja jest smutna - w imię (no właśnie w imię czego?), zapędza się mnie-libka w objęcia konserwy?

Myślę, że błędnie zakładasz iż niesmak/wkurzenie z powodu takich newsów z zasady musi Cię sprowadzać na pozycje konserwatywne. 
Tego typu akcje nie są przecież wyrazem myśli liberalnej tylko lewicowej. Czy taki Bill Maher przestał być „zgniłym” liberałem dlatego, że raczył skrytykować przejawy lewicowych wpływów w USA? A może J.K. Rowling została persona non grata dlatego, że nagle okazała się być konserwą, a nie dlatego, że uraziła ją obraźliwa, lewicowa nowomowa wobec kobiet? Krytyka ze strony liberalnej jest zdecydowanie mniej widoczna, bo i sam gatunek nie jest liczny, czy ideologicznie zwarty ale jednak istnieje.

Te przejawy mogą być dla liberała zapewne strawniejsze w szerszym zakresie niż dla konserwatysty, ale jednak ostatnimi czasy rozjazd pomiędzy lewicą a myślą liberalną jest wręcz lawinowy.

Oczywiście zawsze można stwierdzić, że świętym obowiązkiem każdego liberała jest brak ingerencji 
w politykę prywatnej akademii filmowej, netflixa, twittera, itd. Z tym, że jeszcze świętszym uprawnieniem jest swobodna możliwość krytyki i oceny poczynań wszystkich podmiotów, nie tylko publicznych. Co jest szczególnie zrozumiałe gdy dany podmiot nie promuje ideii liberalnych tylko „tolerancję represyjną” i krawaciarski hunwejbinizm, a przy tym jest dość wpływowy.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#66
Socjopapa napisał(a): Bert04: Jak Gran Torino nie łapie się na "najlepszy" film to co się łapie? Heretyku? Oczko

Lepszy film od GT z Clintem Eastwoodem to "dobry, zły i brzydki". Wybitne dzieło. Choć tam to Eli Wallach a nie Clint skradł szoł. O muzyce nie wspominając
"Nie będę karaluchy grywał z wami w kalambury"
~ Ostatni Sarmata
Odpowiedz
#67
Czasem muszę się zgodzić z Inspektorem. Jako reżyser Eastood ma wybitniejsze dzieła na koncie, dwa z nich się statuetki dorobiły. Jako aktor wprawdzie jest bardzo dobry, ale i tu miewał lepsze kreacje. Z kapeluszem i bez kapelusza. Główną siłą G.T. jest właśnie to, że widzimy aktora westernów i filmów akcji, więc cały czas oczekujemy zakończenia jak we westernach lub filmach akcji. A tu siurpryza. I to powala na kolana.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#68
Baptiste napisał(a): Oczywiście zawsze można stwierdzić, że świętym obowiązkiem każdego liberała jest brak ingerencji 
w politykę prywatnej akademii filmowej, netflixa, twittera, itd. Z tym, że jeszcze świętszym uprawnieniem jest swobodna możliwość krytyki i oceny poczynań wszystkich podmiotów, nie tylko publicznych. Co jest szczególnie zrozumiałe gdy dany podmiot nie promuje ideii liberalnych tylko „tolerancję represyjną” i krawaciarski hunwejbinizm, a przy tym jest dość wpływowy.
Ależ oczywiście, że krytykować można, a nawet obrzucać niewybrednymi epitetami. Skoro lewica może z dowolnie głupiego powodu nazwać cokolwiek "faszystowskim", to i prawica ma prawo do woli nazywać działania prywatnej firmy "hunwejbinizmem". Tylko że znowu - tak jedno, jak i drugie krytykowanie samo podlega krytyce, a wolność słowa obejmuje także krytykowanie krytykantów.
Odpowiedz
#69
zefciu napisał(a): Tylko zawsze jak się przyjrzymy jakiemuś konkretnemu przykładowi, to się okazuje, że histerię rozpętywaną przez tzw. prawicę trzeba dzielić przynajmniej przez 8.

A bo może wychodzą z założenia, że lepiej dmuchać na zimne Język

zefciu napisał(a): Czyli jednak jest tak, że jak się grupa ludzi skrzyknie, to może możnych tego świata do czegoś zmusić. Więc o co ten płacz? Komu konkretnie gwałt się dzieje?

Tylko czy aby na pewno grupa ludzi wymusza coś na możnych tego świata czy to może półbogowie bawią się w eksperymenty na grupie ludzi? Promowanie poprawności politycznej dzieje się odgórnie czy oddolnie? Jak to sprawdzić?

zefciu napisał(a): Czy ktoś uważa, że ci półbogowie to w rzeczywistości małe zastraszone żuczki, których my, dzielni obywatele musimy bronić przed hordą wegan i cyklistów? A może komuś przeszkadza sam fakt, że opinia publiczna jest w stanie na tych półbogach coś wymusić?

Mam rozumieć, że opinia publiczna jedną ma twarz - poprawność polityczną? Nie ma żadnej innej twarzy; wszyscy pragną poprawności?

zefciu napisał(a): Widzisz – dla mnie to jest akurat pozytywna rzecz – ludzie mieli taki kaprys (nie oceniam, czy słuszny, czy niesłuszny), żeby Oscary były „mniej białe”. I Akademia się (pokracznie i na ćwierć gwizdka, ale jednak) dostosowała.

No to ja ocenię ten kaprys - jest rasistowski. Oscary powinny doceniać pracowitych i utalentowanych; w ocenie kierując się wyłącznie jakością wykonywanej przez aktorów roboty - bez brania pod uwagę białości czy innego koloru skóry, bo to już jest właśnie ohydny rasizm.

Płakusianie, że Oscary są zbyt białe to jak płakusianie, że NBA jest zbyt czarne i że przydałoby się oddelegować po kilku białych, żółtych i brązowych do każdej drużyny. Oburzające jest również to, że są tam sami faceci - phi! To tak jakby stwierdzić, że kobiety nie dorównują im zdolnościami lub atrybutami fizycznymi. Czemu zamożni póbogowie NBA nie uginają się pod presją poprawnego politycznie ludu?

A może ta poprawność działa tylko w jedną stronę, kierując się antybiałym rasizmem?
bert04 napisał(a): No ale na dzień dzisiejszy ten dokument jest raczej dupochronem na wypadek protestów wyżej wspomnianych rycerzy tolerancji i socjalnej sprawiedliwości. Przy następnej okazji marudzenia za nadmiar białasów wyciąga się jakiegoś niepełnosprawnego z działu post-produkcji. Albo jakiś kierownik działu odkrywa, że jest kobietą zamkniętą w ciele faceta. I jest spokój.

To aż tak wielu ludzi jest w USA za LGBT, że trzeba im się podporządkować?
Odpowiedz
#70
ZaKotem napisał(a): Ależ oczywiście, że krytykować można, a nawet obrzucać niewybrednymi epitetami. Skoro lewica może z dowolnie głupiego powodu nazwać cokolwiek "faszystowskim", to i prawica ma prawo do woli nazywać działania prywatnej firmy "hunwejbinizmem". Tylko że znowu - tak jedno, jak i drugie krytykowanie samo podlega krytyce, a wolność słowa obejmuje także krytykowanie krytykantów.
No tak, staram się tylko uspokoić Sofeicza, żeby nie obawiał się utraty swoich liberalnych szat tylko z powodu tego, że skrytykował jakiś inspirowany ideą lewicową debilizm.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#71
lumberjack napisał(a): A bo może wychodzą z założenia, że lepiej dmuchać na zimne Język
No ale w imię „dmuchania na zimne” to się właśnie rodzą radykalizmy. Prawica w ramach „dmuchania na zimne” nazwie komuchem każdego, kto dostrzeże choć maleńki problem w społeczeństie, a lewica w ramach „dmuchania na zimne” nazwie nazistą każdego, kto ma jakiekolwiek uczucia związane z przynależnością do grupy. I jak tu się dogadać, jak obie strony „dmuchają na zimne”?
Cytat:Tylko czy aby na pewno grupa ludzi wymusza coś na możnych tego świata czy to może półbogowie bawią się w eksperymenty na grupie ludzi?
Ale jakie eksperymenty? Przecież już ustalono, że ten dokument niczego istotnego nie zmienia i niczego istotnego nie wnosi. Teoria, że jest on po prostu koślawą odpowiedzią na akcję #OscarsSoWhite wydaje się najbardziej sensowna.
Cytat:Mam rozumieć, że opinia publiczna jedną ma twarz - poprawność polityczną? Nie ma żadnej innej twarzy; wszyscy pragną poprawności?
No nie. To jest panie wolny rynek – każdy dąży do maksymalizacji sprzedaży. Więc najwidocznie wolny agent na wolnym rynku uznał, że promowanie poprawności zwiększy sprzedaż. Ergo – na wolnym rynku więcej jest konsumentów, którzy chcą poprawności, niż tych, których poprawność odstręcza.

I tak, rozumiem doskonale, że tych wszystkich „wolnorynkowych” prawaków szlag jasny w tej sytuacji trafia. Bo przecież nie może być tak, że ten ubóstwiany przez nich wolny rynek zwraca się przeciwko nim. Zatem węszą spisek, którego nie ma.

Cytat:No to ja ocenię ten kaprys - jest rasistowski.
No to se oceniaj. Jak już napisałem – ocena słuszności tego żądania i ocena samego dokumentu nie ma nic do rzeczy. Konsument czegoś żądał i konsument coś w odpowiedzi otrzymał – to jest esencja tych wydarzeń.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#72
lumberjack napisał(a): To aż tak wielu ludzi jest w USA za LGBT, że trzeba im się podporządkować?

Dokument hurtem obejmuje dwie kategorie: a) "mniejszości rasowe i etniczne" oraz b) inne "wymienione grupy mniejszościowe". Do tej drugiej grupy wliczają się kobiety, osoby LGBT, osoby niepełnosprawne. Do niektórych kategorii lub sub-kategorii wymagana jest reprezentacja a) (a USA jest krajem przepełnionym mniejszościami etnicznymi), w niektórych wystarcza a) albo b). Tak więc w tym wielkim worku z naklejkami "equality + diversity" osoby LGBT są zaledwie mniejszością wśród mniejszości. Samych kobiet (które są w ciele kobiety, nie żadne margoty), jest mnie więcej tyle co facetów, więc Twoja próba argumentacj "ad democratiam" spaliła właśnie na panewce.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#73
zefciu napisał(a): No nie. To jest panie wolny rynek – każdy dąży do maksymalizacji sprzedaży. Więc najwidocznie wolny agent na wolnym rynku uznał, że promowanie poprawności zwiększy sprzedaż. Ergo – na wolnym rynku więcej jest konsumentów, którzy chcą poprawności, niż tych, których poprawność odstręcza.
Może dokładniej: ci, którzy chcą poprawności wydają w danym biznesie więcej pieniędzy niż ci, co chcą niepoprawności - choćby nawet tych drugich było więcej. Na przykład "wolnościowcy" którzy czują się zagrożeni poprawnością są bardzo często także orędownikami "wolności informacji", tj. wolą piracić filmy, muzykę czy gry, zamiast za nie płacić.
Odpowiedz
#74
Przepraszam, byłem na grzybach w ciemnym lesie, bez sieci (poza pajęczymi) i się zapuściłem w temacie.

Z tego, co czytam, to pojawiły się argumenty, że Oskary, to prywatna impreza, i mogą sobie ustalać, że filmy mają być kręcone do góry nogami, a nam/mnie nic do tego.
Ok, ale jak zauważył Bert "od rzemyczka do koniczka".
Siła rażenia amerykańskiej kinematografii jest wielka, i obawiam się, że w owczym pędzie różne festiwale, telewizje, dystrybutorzy i łożący kasę na filmy zaczną się na wyprzódki ścigać w parytetach, poprawności.
I to by była katastrofa, bo film, to nie poezja - tu trzeba kupę kasy, żeby powstało coś ciekawego.
To po pierwsze.

A po drugie, według mnie ważniejsze, wprowadzenie tych zasad wiąże się właśnie z usankcjonowaniem etykietowania danej osoby.
Bo trzeba by przecież stworzyć bazę danych, gdzie każdy aktor, reżyser, technik i piarowiec miałby wypisane rasę (maść)???, to czy jest homo/hetero czy bi czy ch.. wi, etc.
To są wypisz wymaluj apartheid, punkty za pochodzenie i ustawy norymberskie w jednym czyli ustawowe przypisywanie ludzi do kategorii (np. miszlingów w 25 czy 50%).
To jest antyteza równiackiej ideologii tych wszystkich ruchów emancypacyjnych, które mają wypisane "Jedna rasa - ludzka rasa".
Może się zanadto unoszę ale wk... mnie to niemożebnie.
Śmierdzi PRLem i cenzurą na kilometr.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#75
Sofeicz napisał(a): To jest antyteza równiackiej ideologii tych wszystkich ruchów emancypacyjnych, które mają wypisane "Jedna rasa - ludzka rasa".
Coś w tym jest. Mam wrażenie, że kiedyś dużo mniej zwracałam uwagę na to, jaki kolor skóry mają aktorzy w filmach, a przez to ustawiczne wałkowanie ile ma być kogo w jakich rolach, dużo więcej o tym myślę.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#76
Tak a propos:




Rozważania na temat tego jak będzie musiał wyglądać film o Hitlerze i Wehrmachcie.
Odpowiedz
#77
Iselin


Cytat:dużo więcej o tym myślę.


I do jakich wniosków doszłaś w swoich przemyśleniach?
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#78
znaLezczyni napisał(a): I do jakich wniosków doszłaś w swoich przemyśleniach?
Miałam na myśli to, że po prostu bardziej zwracam uwagę na to, jaki aktorzy mają kolor skóry. Wcześniej było to bardziej przezroczyste.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#79
Iselin napisał(a):
znaLezczyni napisał(a): I do jakich wniosków doszłaś w swoich przemyśleniach?
Miałam na myśli to, że po prostu bardziej zwracam uwagę na to, jaki aktorzy mają kolor skóry. Wcześniej było to bardziej przezroczyste.

Wydaje mi się, że to trochę specyfika amerykańska. Kiedy wychodził film Bodyguard to trochę dziwiły mnie te ochy i achy, że to w Hollywood pierwszy taki romans międzyrasowy (nie sprawdzałem), podczas gdy dla mnke to po prostu kolejna piosenkarka "sprawdzała się w filmie", a że szło jej lepiej niż nieszczęsnej Madonnie to inna sprawa. Ale w Ameryce, jak się zdaje, kolor skóry zawsze gra pierwszoplanową rolę, niezależnie od pozycji społecznej i innych faktorów.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#80
lumberjack napisał(a): Rozważania na temat tego jak będzie musiał wyglądać film o Hitlerze i Wehrmachcie.
No jak? Tak, że 6 latynosów będzie musiało zamiatać na planie, a poza tym zrobią webinar dla niepełnosprawnych filmowców. Jak jeszcze o filmie opowie publicznie homoseksualista, to będzie spełniać 3 wymagania przy dwóch koniecznych.

Ostatnio ciągle w radio jest mowa o festiwalu „niezłomni, wyklęci” i tak mnie zastanawia. Dlaczego w związku z tym festiwalem – festiwalem, który nie ukrywa, że ocenia filmy na podstawie ładunku ideologicznego nie słychać krzyku, że „sztuka umiera”? Czy wizji, że teraz wszystkie festiwale pójdą tym śladem i już tylko będzie można o Burym filmy kręcić na całym świecie? Ktoś ma pomysł?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości