Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wojna Rosyjsko-Ukraińska 2022
Gawain napisał(a): Przeca to aż śmieszne, żeby osiem sztuk nowoczesnej broni zniszczyło blisko 50 składów amunicji w kilkanaście dni.

Kurwy ruskie myślały że S300 poradzą sobie z himarsami. Okazuje się że S300 nie daje rady czyli wszystkie składy amunicji i paliwa są bez ochrony.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz


Ciekawe informacje.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
Mamy jeszcze a przynajmniej mieliśmy, na stanach magazynowych jeszcze 1000 przestarzałych czołgów, które nie przeszły modernizacji i stoją tak sobie od lat. Ten szmelc też warto by było wypchnąć, bo niezależnie od wszystkiego rezerwuar części to ogromny a zdolny mechanik by poskładał z tego jeszcze parę sztuk. Lepsze to to od tego szmelcu co ślą ruscy a i uzupełnianie strat powinno być prostsze. Z tego co pamiętam to sporo czołgów z użycia wychodziło w latach 90 i gdzieś w 2002. Czort wie co się z nimi stało, ale najpewniej stoją i rdzę łapią. A szkoda. Tego nawet w razie wojny nie wykorzystamy logicznie, bo zanim to poskładamy to się wojna skończy.

Sprawdziłem co się stało z tym szmelcem z magazynów:

http://polska-zbrojna.pl/home/articlesho...-sprzedana

I wychodzi na to, że nawet jeżeli stoją czołgi to nie ma do nich amunicji. A i samych czołgów też może już nie być choć nie wiem co się z nimi stało, bo ciężko o jakiś wyraźny ślad. "Wycofano". Ot, konkluzja. Artykułu mówiącego o stanach magazynowych jaki odkopałem parę miechów temu też nie widać. Powinniśmy mieć kilkaset T-72 i T-55 w różnym stanie, późno wycofanych ze służby. Ciekawe czy Ukraińcy mieli by amunicję do tego sprzętu.

Niemniej cieszy, że polski sprzęt wyjeżdźa dalej a na jego miejsce wpadnie nowy.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Zbiorka na polskie drony Warmate dla Ukrainy

https://pomagam.pl/p7wfkm

Zbiórka zweryfikowana i potwierdzona przez producenta dronów.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
Nie tylko Twarde ale rowiez latajace 300 km ATMCSy, samoloty F15 i F16 na ktorych ukrainscy piloci szkola sie juz od jakiegos czasu. Zastanawiam sie tak czasem do jakiego poziomu obie strony beda eskalowac te wojne, bo najwyrazniej zadna na razie nie chce odpuscic.
Odpowiedz
Do zagrożenia wojną jądrową. Putler odpuścić nie może bo przelicytował wysoko i jak nagle, tak z dupy wojny nie skończy i nie ogłosi sukcesu to pozostanie mu rzucać wszystkie zapasy, łapać co się da i minimalizować straty. Ukraina nie odpuści z oczywistych względów. USA też, bo straciłyby licencję na żandarma świata. Poza tym widząc upadek rosji chcą ją osłabić do poziomu, który Chin zbytnio nie wzmocni, ale też zachowa rosja autonomię od nowego Pana. Wniosek jest prosty. Udana kontrofensywa i uderzenie na Krym chociażby to zniszczenie putlera, dewastacja pozycji i gospodarki rosyjskiej i broń ostateczna gotowa do ruchu. Jeśli wojna potrwa odpowiednio długo to może pojawić się gwarancja ochrony nieba nad Ukrainą przez jakiś odpowiednik amerykańskiej żelaznej kopuły z bajerami i laserami. Warto wziąć pod uwagę, że ruscy wystrzelali się z amunicji precyzyjnej więc atak taktyczną atomówką raz że byłby trudny, dwa nie odniósłby skutku zgodnego z zamierzonym. Zostaje więc naparzanie arsenalem jądrowym. I tu wchodzą do gry pytania o stan techniczny ruskiego sprzętu. Wiadomo, że paliwo atomowe ulega rozpadowi w kilkanaście lat, poziom zabezpieczeń ruskich składów nigdy nie był wysoki i im ginęły bomby. Przechowywanie w stanie do wystrzelenia to wysokie koszty, które nie wiadomo czy ruscy ponosili. Czyli nie wiemy ile tego co mają wystrzeli w ogóle. Oczywiście wiadomo, że wystarczy kilka, ale patrz punkt drugi. Skoro nie ponosili kosztów to może się okazać, że wojna atomowa to mrzonka, bo uderzając nawet kilkunastoma ładunkami doczekają się odpowiedzi setkami jeżeli nie tysiącami i nie zostanie z Rosji nic. Pytanie tylko czy lepiej im straszyć czy używać. I czy wojskowi pójdą na zwarcie z USA. Chyba nawet oni nie są tak głupi.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Chyba nawet oni nie są tak głupi.

Właśnie nie wiem. Cały czas myślałem albo raczej miałem nadzieję, że widząc w lutym czołgi na granicy z Ukrainą, putler chce tylko szantażować albo znowu chapsnąć jakiś mały kawałek kraju. Nie sądziłem, że będą na tyle głupi aby rozpętać pełnoskalową wojnę. Skoro byli na tyle głupi, że wtargnęli na Ukrainę, to i z atomówkami też mogą popełnić jakiś debilizm.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
https://twitter.com/Gerashchenko_en/stat...5172284416

Cytat:A Russian soldier was killed in Ukraine. His family used the "casket money" to buy a new car.
Russian TV filmed a story about it, showing them driving to the cemetery for the first time. They highlighted the car, not caring about the dead person.

Film z ruskiej tv w linku. Co za idioci. Chuj z synem, ważne że jest nowy samochód.

---

Cytat:In the Luhansk region, the Russians shot down their own Su-34 and announced this on their channels.

https://twitter.com/Flash43191300/status...8359402496
https://twitter.com/WarMonitor3/status/1...5748827136


Zdjęcia i filmy w linkach. Fajnie Uśmiech
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
Tyle, że 24 lutego nikt z nich nie myślał o pełnoskalowej wojnie. Miał być blitzkireg, pach pach, trzy dni i witanie sołdatów z kwiatami na ulicach Kijowa. Głupota się tutaj objawiła, a jakże, lecz w nieco innym wymiarze - niedocenienia oporu ukraińskiego i przeszacowania własnych możliwości. Czyli klasyczna, rosyjska bylejakość, przy której działalność Pata i Mata z "Sąsiadów" to wzór profesjonalizmu.

Dalsza zapalczywość agresora wiąże się z dwoma kwestiami. Pierwsza - skoro już się odkurzyło ten poradziecki złom i wjechało na teren Ukrainy, to trzeba cokolwiek na tym ugrać - czytaj: co najmniej "wyzwolić" Donbas. Druga - a nuż się uda uszczknąć nieco więcej, bo Zachód w końcu spuści z tonu. Na to najbardziej, moim zdaniem według mnie, liczy rosyjski dyktator. On wie (a przynajmniej powinien) wiedzieć, że z czasem bilans przechyli się wyraźnie na stronę Ukrainy, która w przeciwieństwie do jego papierowego mocarstwa może być wspierana sprzętem bez końca. Stąd szantaż gazowo-zbożowy, pompowanie antyukraińskich narracji za granicą, et cetera. To jest gra na czas - i w obliczu tego tym bardziej pokrzepia apel Stoltenberga skierowany do europarlamentarzystów.
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Odpowiedz
Znajomy kiedyś pracował w barze dla bogatych. Raz przyszedł Nowy Ruski z żoną:
- A jaki drink dla żony?
- Drogi i wypasiony.
Tak że nie ma co się tam czemukolwiek dziwić.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Sebrian napisał(a): On wie (a przynajmniej powinien) wiedzieć, że z czasem bilans przechyli się wyraźnie na stronę Ukrainy, która w przeciwieństwie do jego papierowego mocarstwa może być wspierana sprzętem bez końca. Stąd szantaż gazowo-zbożowy, pompowanie antyukraińskich narracji za granicą, et cetera. To jest gra na czas - i w obliczu tego tym bardziej pokrzepia apel Stoltenberga skierowany do europarlamentarzystów.

Może być wspierana jeżeli będzie do tego polityczna wola. A z tym jest na ten moment tak sobie, zwłaszcza, jeżeli spojrzymy na działania krajów bardziej na zachód od nas (z wyjątkiem UK), Niemcy to wiadomo, Francja przekazała jeszcze mniej (i jakoś PRowo im to na sucho uchodzi), pozostałe państwa też raczej jakieś symboliczne ilości. Putin wie, że idzie zima, Europa potrzebuje surowców energetycznych a rosnące ceny energii szybko mogą doprowadzić do presji społecznej na dogadanie się z Rosją. I jak na poziomie EU pewnie wola wsparcia się utrzyma to im bliżej zimy tym poszczególne państwa mogą spuszczać z tonu i coraz aktywniej domagać się jakiegoś dealu z Moskwą.

Tak więc dalej sądzę, że Rosja Donbas i Ługańsk ostatecznie zdobędzie. I tutaj być może posypią się na mnie gromy, ale dla Polski lepszym scenariuszem jest to aby Ukraina Donbas i Ługańsk oddała zachowując w miarę sprawną armię, niż gdyby miała się wykrwawić w próbach jego odbicia, które zakończą się fiaskiem bądź tylko częściowym sukcesem. Bo w najbardziej dla nas pozytywny scenariusz w który armia ukraińska naciera a Ruscy wracają na linie sprzed 24 lutego podpisując pokój - niestety nie wierzę.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
@DziadBorowy

Po części się zgadzam. Chociaż wydaje mi się, że przeceniasz możliwości nacisku takich krajów jak Niemcy czy Francja. O Węgrach chyba nawet nie ma co wspominać. Kluczowymi krajami wspierającymi Ukrainę są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Polska oraz Rumunia. Według mnie dopóki w tych krajach utrzyma się chęć wspomagania Ukrainy to tak długo Ukraina nie musi iść na jakieś zgniłe kompromisy.
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
Kontestator napisał(a): @DziadBorowy

Po części się zgadzam. Chociaż wydaje mi się, że przeceniasz możliwości nacisku takich krajów jak Niemcy czy Francja. O Węgrach chyba nawet nie ma co wspominać. Kluczowymi krajami wspierającymi Ukrainę są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Polska oraz Rumunia. Według mnie dopóki w tych krajach utrzyma się chęć wspomagania Ukrainy to tak długo Ukraina nie musi iść na jakieś zgniłe kompromisy.

Tylko, że Polsce kończą się powoli możliwości militarnego wsparcia Ukrainy. Zakładam, ze w Rumunii również. Pozostaje zatem UK (które właśnie zmienia premiera) i USA.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a):
Kontestator napisał(a): @DziadBorowy

Po części się zgadzam. Chociaż wydaje mi się, że przeceniasz możliwości nacisku takich krajów jak Niemcy czy Francja. O Węgrach chyba nawet nie ma co wspominać. Kluczowymi krajami wspierającymi Ukrainę są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Polska oraz Rumunia. Według mnie dopóki w tych krajach utrzyma się chęć wspomagania Ukrainy to tak długo Ukraina nie musi iść na jakieś zgniłe kompromisy.

Tylko, że Polsce kończą się powoli możliwości militarnego wsparcia Ukrainy. Zakładam, ze w Rumunii również. Pozostaje zatem UK (które właśnie zmienia premiera) i USA.

No ale po drugiej stronie jest Rosja, która ma w tej chwili tylko dwa sprawne atuty. Węglowodory i głód. Ponosząc koszty wojny ruscy sięgają już do pieniędzy przenaczonych na usługi publiczne z końcowych miesięcy tego roku. Jak będzie wyglądał nowy rok jeżeli zablokują sobie dostawy gotówki z węglowodorów? No właśnie. To nie jest tak, że Ukraina jest zależna od zewnętrznych czynników a Rosja nie. Ruscy mają amunicji niecelowanej naskładane do stycznia i to pod warunkiem, że nie zintensyfikują działań. Zostaje im kradzież zboża i palenie pól, żeby Ukrainę osłabić i zrobić sztuczny głód. Ale to nie jest ani scenariusz pewny ani nie zostanie bez odpowiedzi. Próby uderzenia we Włochy, Grecję czy Hiszpanię falami uchodźców skończą się tym, że kraje te mając problemy wewnętrzne związane z wojną dorzucą Ukraińcom sprzętu, żeby spektakl zakończyć szybko i definitywnie. Dojdzie do eskalacji. Nie jestem przekonany czy to oto ruskim chodzi.

Zanim dojdzie do momentu głębokiego niezadowolenia w UE to u ruskich pojawi się zapaść gospodarcza i militarna. Wiadomo, że nikt cierpieć za Ukrainę nie będzie, ale trochę niewygód społeczeństwa mogą przeboleć. Zwłaszcza, że do znaczących chłodów jeszcze ze 4 miesiące. Nie wierzę, że do tego czasu nie dojdzie do dywersyfikacji źródeł energii i nie znajdzie się remedium na 80% bolączek nagłej i niespodziewanej wojny. W końcu montowany atak pokazał jak do tej pory kilka ważnych kwestii, ruscy muszą mieć sprawną aprowizację, przestoje kończą się wielkimi klęskami, ruskie dowództwo musi mieć przewagę ognia i z 10:1 bo inaczej front stoi. Śmieszne ilości nowoczesnej broni robią kolosalną różnicę a parę nowoczesnych wyrzutni sieje spustoszenie. Ruscy zaś nowoczesną broń zużyli na samym początku zostawiając 1/5 zapasów amunicji, z której wciąż czerpią. Czyli podsumowując zanim coś się rypnie w USA czy UE to u ruskich sytuacja będzie krytyczna. Pytanie za milion, jak długo uda się ruskim mieć przewagę ogniową i jak bardzo wypali plan zagłodzenia świata. Stawiam na "przejściowe trudności" dla świata i permanentne dla Rosji.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Plus z tego co rozumiem to Rosjanom się spieszy bo lato nie trwa wiecznie. Działania wojenne deszczową jesienią i w zimie nie należą do najłatwiejszych.
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
Jesień jak jesień. Jeżeli zimą nie zakończy się wojna to ruskich czeka aprowizacyjny koszmar. HIMARSy niszczą każdą infrastrukturę w tym węzły kolejowe. Który oddział będzie walczył na zgliszczach od trzech dni bez żarcia? Jak szybko przerzucić amunicję będąc w zasięgu rakiet? Rozciągnięcie linii aprowizacyjnych doprowadzi do zmęczenia materiału, przeszkody pogodowe do rozstroju tego zlepka sprzętu jaki ruscy rzucili. A do tego dochodzi brak kasy. Wystarczy ich przetrzymać odpowiednio długo. Pytanie tylko jak to się wszystko rozwinie.
Sebastian Flak
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): tutaj być może posypią się na mnie gromy, ale dla Polski lepszym scenariuszem jest to aby Ukraina Donbas i Ługańsk oddała zachowując w miarę sprawną armię, niż gdyby miała się wykrwawić w próbach jego odbicia, które zakończą się fiaskiem bądź tylko częściowym sukcesem.

Dla Polski, a wręcz całego Zachodu w krótkiej/średniej perspektywie - tak. Ale optyka Ukraińców jest zupełnie inna. Zauważ, że mimo tysięcy ofiar i zniszczonego państwa oni nie chcą ustąpić o krok, co więcej - popełniane na cywilach kacapskie zbrodnie tylko pompują i tak ogromne pragnienie zemsty. Gdyby teraz Zełenski ogłosił rozejm, którego kosztem byłby Donbas, jego rodacy by mu tego nie wybaczyli, a żołnierze, którzy stracili setki przyjaciół, poczuliby się autentycznie zdradzeni.

A dlaczego nie piszę o długiej perspektywie? Bo wszyscy wiemy, że Putin samym Donbasem się nie zadowoli. Oddanie tych terenów wchodzi więc w rachubę tylko w sytuacji, gdy Rosja będzie skrajnie wycieńczona. Donbas ma być pyrrusowym zwycięstwem, koniem trojańskim i puszką Pandory w jednym. Dlatego ja nie widzę tutaj daremnego wykrwawiania i płonnej nadziei na odzyskanie tych terenów, ale wyzwoleńczą walkę do momentu, gdy nie będzie już sensu przechodzić w ten stan, ale i kiedy kacapstwo wybije sobie wszystkie, nadpsute szkorbutem zęby. Bo tylko wtedy Zełenski będzie mógł wyjść z twarzą przed swoimi obywatelami, a jednocześnie kupi sobie czas na odbudowę i przeciwstawienie Rosji, zanim ta powstanie choć na jedno kolano.

Właściwie to możemy myśleć o tym samym - powiedzeniu "pas!" - ale lokujemy to w innym punktach na osi czasu. Uważam, że ta pora jeszcze nie nadeszła - szczególnie teraz, kiedy zachodnia artyleria puszcza z dymem tysiące ton amunicji.

DziadBorowy napisał(a): Bo w najbardziej dla nas pozytywny scenariusz w który armia ukraińska naciera a Ruscy wracają na linie sprzed 24 lutego podpisując pokój - niestety nie wierzę.

I pomyśleć, że Twoja - podyktowana słusznymi przesłankami - niewiara bierze się wyłącznie ze strachu świata przed atomowym potencjałem niedźwiedzia. Przecież nawet sam amerykański sprzęt w połączeniu z ukraińską zawziętością i duchem walki przepędziłby tych skurwysynów nie tylko na pozycje sprzed 24 lutego, ale i roku 2014. Nie chcę - naprawdę! - by i tu ktoś rzekł "sprawdzam", ale wcale by mnie nie zdziwiło, jeśli atomowy blef wcale nie ustępowałby temu konwencjonalnemu.
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Odpowiedz
Kontestator napisał(a): Działania wojenne deszczową jesienią i w zimie nie należą do najłatwiejszych.

Zwłaszcza, że ruscy swoją chujową strategią zrównali wszystko z ziemią na zajętych terenach więc w ciepełku sobie nie posiedzą.

DziadBorowy napisał(a): Tak więc dalej sądzę, że Rosja Donbas i Ługańsk ostatecznie zdobędzie

Ostatecznie? Jeśli zdobędzie to z pewnością nie będzie to cel ostateczny. Za daleko wszystko poszło. I taki wynik nie zadowoli żadnej ze stron. Albo rosja rozwali i przejmie całą Ukrainę (na co nie ma sił, ludzi, sprzętu etc.) albo Ukraina ślimaczo odbije wszystkie swoje tereny i uzbroi się po zęby.

Kontestator napisał(a): Kluczowymi krajami wspierającymi Ukrainę są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Polska oraz Rumunia. Według mnie dopóki w tych krajach utrzyma się chęć wspomagania Ukrainy to tak długo Ukraina nie musi iść na jakieś zgniłe kompromisy.

Stany nie odpuszczą. Tu też chodzi o pokazanie kto jest hegemonem. Poddanie Ukrainy oznaczałoby zielone światło dla działań wszystkich innych dyktatur, a więc duże problemy USA w innych rejonach świata. To co się dzieje na Ukrainie ma pokazać innym, że nie ma co fikać.

Sebrian napisał(a): Dla Polski, a wręcz całego Zachodu w krótkiej/średniej perspektywie - tak. Ale optyka Ukraińców jest zupełnie inna. Zauważ, że mimo tysięcy ofiar i zniszczonego państwa oni nie chcą ustąpić o krok, co więcej - popełniane na cywilach kacapskie zbrodnie tylko pompują i tak ogromne pragnienie zemsty. Gdyby teraz Zełenski ogłosił rozejm, którego kosztem byłby Donbas, jego rodacy by mu tego nie wybaczyli, a żołnierze, którzy stracili setki przyjaciół, poczuliby się autentycznie zdradzeni.

Dokładnie tak.

Sebrian napisał(a): Przecież nawet sam amerykański sprzęt w połączeniu z ukraińską zawziętością i duchem walki przepędziłby tych skurwysynów nie tylko na pozycje sprzed 24 lutego, ale i roku 2014. Nie chcę - naprawdę! - by i tu ktoś rzekł "sprawdzam", ale wcale by mnie nie zdziwiło, jeśli atomowy blef wcale nie ustępowałby temu konwencjonalnemu.

Tak będzie tylko powolutku i stopniowo.

DziadBorowy napisał(a): Bo w najbardziej dla nas pozytywny scenariusz w który armia ukraińska naciera a Ruscy wracają na linie sprzed 24 lutego podpisując pokój - niestety nie wierzę.

Ale czy ktokolwiek gdziekolwiek taki scenariusz w ogóle przewiduje? Dojdzie do wyparcia ruskich z Ukrainy, ale to nie będzie jakieś huczne jednorazowe natarcie tylko powolny, długi proces. No chyba, ze ruskie państwo zaliczy taki krach i kryzys gospodarczy, że wszystko im się załamie, to zwiną manatki raz dwa.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Ostatecznie? Jeśli zdobędzie to z pewnością nie będzie to cel ostateczny. Za daleko wszystko poszło. I taki wynik nie zadowoli żadnej ze stron. Albo rosja rozwali i przejmie całą Ukrainę (na co nie ma sił, ludzi, sprzętu etc.) albo Ukraina ślimaczo odbije wszystkie swoje tereny i uzbroi się po zęby.


Nie ma tu żadnego z pewnością. To samo można przecież powiedzieć o scenariuszu w którym Rosja przegrywa. Nawet jeżeli Ukraina ich pokona a armia Rosyjska zostanie rozbita, to przecież całe zaplecze surowcowe i przemysłowe Rosji zostanie nietknięte a z czasem nauczą się radzić w systemie sankcji tak jak radzi sobie Iran. Taka klęska może być równie dobrze katalizatorem przyszłego konfliktu. Coś jak traktat wersalski dla hitlerowskich Niemiec. Z drugiej strony należy pamiętać, że to nie jest wojna jakiej Rosja chciała. Oni liczyli na szybką zwycięską wojenkę a nie Afganistan do kwadratu. Więc równie dobrze można założyć, że Rosja po osiągnięciu jakiś celów, które pozwolą Putinowi pokazać społeczeństwu, że Rosja wygrała, uznają, że konflikt zbrojny niesie jednak zbyt duże koszty i dadzą sobie spokój. Zważywszy, że w społeczeństwie rosyjskim wciąż jest duże poparcie dla działań wojennych obawiam się, że przegrana Rosji doprowadzi do ponownego konfliktu z większym prawdopodobieństwem niż jakiś remis, który będą mogli pokazać jako zwycięstwo. Władzy będzie łatwiej powiedzieć "osiągnęliśmy nasze cele, to historyczny sukces, mamy Ługańsk i Donbas" niż wytłumaczyć się z porażki i przyznać do błędu. Gdyby można jeszcze było liczyć, że reżim Putina zostanie zastąpiony przez jakąś opcję demokratyczną, byłoby nieco inaczej. Ale wszystko wskazuje, że po Putinie przyjdzie jakiś inny Putin.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
Myślę, że powinniśmy przestać patrzeć na zwycięstwo którejkolwiek ze stron jednowymiarowo. Tak jak cele danej operacji tworzą piramidkę od strategicznego po cząstkowe, tak samo należy mówić o zwycięstwach. W tym kontekście Rosja przegrała znacznie więcej niż wygrała:
- Nie osiągnęli celu strategicznego, czyli przeprowadzenia błyskawicznej "operacji specjalnej" z zainstalowaniem marionetkowego rządu w Kijowie. To jest porażka strategiczna militarnie i politycznie.
- Właściwie nie osiągnęli (jeszcze) celu minimalnego czyli pełnej kontroli nad Donbasem.
- W związku z powyższym: dotychczasowe osiągnięcia zostały przez nich okupione stratami znacznie przekraczającymi korzyści.
- "Wyzwolone" tereny to gruzowisko z partyzancko nastawioną ludnością. To prawda, Ukraina traci terytorium, infrastrukturę, krwawi gospodarka. Ale jednocześnie Rosja bierze sobie pacjenta w stanie agonalnym, któremu zwykła kroplówka nie wystarczy.
- A propos kroplówek: Zachód, nawet jeśli zmęczy się już wojną i przestanie wspierać Ukrainę militarnie, to nie przestanie jej wspierać humanitarnie. Kiedy ten konflikt wreszcie się zakończy w Ukrainę zostaną wpompowane ogromne pieniądze na obudowę. Zachód potraktuje to jako inwestycję i pole popisu dla swoich firm.
- Ukraińcy po tej wojnie zrobią kolejny, ogromny krok w stronę Zachodu. Nie tylko przekonując część przywódców i niemałą część tamtejszego społeczeństwa do własnych aspiracji, ale też wspomniana odbudowa odbywać się będzie "po zachodniemu". Choć Ukraina poczyniła sporo modernizacji, to wciąż gros tamtejszej infrastruktury - drogowej, energetycznej, ciepłowniczej - pamiętała czasy ZSRR. Może to zabrzmi brutalnie i nieludzko, ale po tej wojnie stan ich dróg, budynków czy kluczowych sieci osiągnie poziom, w który nikt by przecież na prędce nie inwestował.
- Ukraina odskoczy też militarnie w stosunku do poziomu sprzed wojny. Nikt z nich nie będzie szczędził środków na zbrojenia mając za miedzą tak pojebanego sąsiada. Skoro dzisiaj procentuje doświadczenie z walk po 2014r., to obecna wojna wykuje z nich jeszcze lepszych żołnierzy. No i po takim "treningu" na NATO-wskim sprzęcie nikt nie będzie się bał by im go powierzyć.

Tymczasem Rosja pozostanie z:
- powybijanymi zębami w postaci przetrzebionego sprzętu, którego ot tak sobie nie odbudują;
- gospodarką, na której pełny potencjał sankcji tak naprawdę dopiero się odbije;
- zjebanym na wieki wieków PR-em (ten nigdy nie był kryształowy, ale teraz z agresywnego po wódzie wujaszka wyszedł chory sadysta);
- tragiczną demografią;
- Europą, która teraz na pewno nie zejdzie ze ścieżki transformacji energetycznej, w tym - mam nadzieję - odrodzenia atomu;
- zachwianą pozycją hegemona, co mogą wykorzystać dotychczas stłamszeni sąsiedzi (już to widać w postaci wiercących się "stanów" - z Kazachstanem na czele)
- skonsolidowanym i powiększonym NATO.

Pytanie, czy w obliczu tego wszystkiego (a raczej nie są to pobożne życzenia, lecz fakty i wielce prawdopodobne konsekwencje) Rosja będzie mogła sobie pozwolić na dalsze hasanie z szabelką. Odnoszę wręcz wrażenie, że ta wojna to poniekąd zagrywka va banque - bo teraz jeszcze idzie na tej wojnie, mimo wszystko, coś zyskać. Za 30 lat, z zieloną Europą i jeszcze bardziej napompownymi Chinami Rosja zaczęłaby najzwyczajniej usychać.

PS: nie upatruję też pójścia drogą Iranu, bo jednak Iran znajduje się w zupełnie innym położeniu gepolitycznym.

EDIT: podlinkuję ciekawy artykuł: https://www.onet.pl/informacje/onetkielc...p,79cfc278 - natrafiłem na niego już po napisaniu tego posta, a dr Sokała podnosi podobne argumenty. Swoją drogą - jedną z moich życiowych dewiz jest ta, iż cierpliwość popłaca. I jeśli mam się czegoś najbardziej bać, to właśnie braku tejże.
"Gdzie kończy się logika, tam zaczyna się administracja".
Nie cierpię administracji.
Jestem absolwentem administracji.
Chcę zmieniać administrację.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości