To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pytania do teistów
zefciu napisał(a):
Nonkonformista napisał(a): Zatem tak: te koncepcje wniebowzięcia, wniebowstąpienia itd. itp. są infantylne i głupie.
Czy są bardziej infantylne i głupie, niż inne formy „życia po śmierci”? Niż koncepcja jakiejś duszy, która obecnie zamieszkuje w ciele, a potem się wyzwoli i będzie funkcjonować samodzielne? Albo reinkarnacji, gdzie coś z nas się odrodzi i będzie to z jednej strony „ja”, a z drugiej „nie ja”?

Wydaje się, że każdy system wiary w „coś po śmierci” zawiera albo jakieś sprzeczności, albo niedopowiedzenia. Zmartwychwstanie odmienionego ciała nie ma ich raczej więcej niż inne.
A jak dziś pojmujesz zmartwychwstanie?alegorycznie.....
Wszystkiego dobrego w Nowym 2024 Serce
Odpowiedz
geranium napisał(a): A jak dziś pojmujesz zmartwychwstanie?
Od strony religioznawczej jedynie. Ciekawą dla mnie jest np. różnica między judeochrześcijańską ideą, w której stanem pożądanym jest istnienie, a ideą dharmiczną, gdzie celem jest ustanie ego.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
Ja sie dziwię tyllo jednemu.

Dlaczego ludzie się tak boją ateistów?

Dlaczego ludzie się tak boja ateistów?
Agresja jest wywołana  przez strach.

Przed czym?
Odpowiedz
Gawaincz napisał(a): Infantylne i głupie to są te pytania. Wszechmocna istota sprawia, że człowiek udaje do innego wymiaru. Wszechmocna. No i skoro otwiera inne wymiary, to problemem dla niej miałoby być co człowiek wniebowzięty będzie jadł i gdzie kupę robił XD No tak. Bo przecież zmiana uwarunkowań fizycznych człowieka to zaiste będzie dla wszechmocnej istoty realny problem...
Zaiste ów Bóg mocen jest tak uczynić. Nie chce jednak swej wszechmocy na Ziemi wobec nas ukazać, a miałby wobec jakiejś kobiety?
Ten Bóg to słabeusz - zła ze świata usunąć nie potrafi? Jeśli nie potrafi, to nie jest wszechmocny.
Zła ze świata usunąć nie chce? A zatem jest moralnie gorszy od stworzeń, które stworzył, bo czymże on się różni od człowieka, który widząc potworne, niewyobrażalne zło, jest po prostu na nie obojętny?

Zatem Bóg z takimi cechami to po prostu jego karykatura. Ot, taki trochę bardziej podrasowany człowiek. Nic specjalnego w gruncie rzeczy.
To taki Pol Pot/Stalin/Kim Ir Sen do nieskończonej potęgi. Podobnie jak owi dyktatorzy najbardziej zbrodniczego systemu w dziejach pragnie i żąda dla siebie czci, a jak nie będziesz go czcił, to wylądujesz w piekle, jak wyimaginowani wrogowie ludu lądowali w gułagach czy innych obozach koncentracyjnych, które również były takim piekłem. Tylko że w przeciwieństwie do tego wyimaginowanego piekła z chrześcijańskiej mitologii było to czasowe miejsce kaźni.

Zresztą system komunistyczny jest systemem quasi religijnym, więc nie można go nazywać ateistycznym, podczas gdy niektórzy tak robią. To jednak temat na inną dyskusję.
Ceterum censeo Muscoviam esse delendam.
Odpowiedz
geranium napisał(a): Dlaczego ludzie się tak boja ateistów?
Agresja jest wywołana  przez strach.

Przed czym?
Wydaje mi się, że ten strach wynika przede wszystkim z utożsamienia moralności i wiary. Ktoś jest przekonany, że należy postępować słusznie, bo Bóg/bogowie/nadprzyrodzone moce kosmiczne tak każą. Taki ktoś stara się postępować słusznie i swoją moralność odnosi do swojej religijności. I teraz widzi kogoś, kto w nic nadprzyrodzonego nie wierzy. „Boga w sercu nie ma”. No to logicznie wynika (z fałszywych przesłanek), że taka osoba nie będzie postępowała moralnie i jest zagrożeniem dla społeczeństwa.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
Nonkonformista napisał(a):
Gawaincz napisał(a): Infantylne i głupie to są te pytania. Wszechmocna istota sprawia, że człowiek udaje do innego wymiaru. Wszechmocna. No i skoro otwiera inne wymiary, to problemem dla niej miałoby być co człowiek wniebowzięty będzie jadł i gdzie kupę robił XD No tak. Bo przecież zmiana uwarunkowań fizycznych człowieka to zaiste będzie dla wszechmocnej istoty realny problem...
Zaiste ów Bóg mocen jest tak uczynić. Nie chce jednak swej wszechmocy na Ziemi wobec nas ukazać, a miałby wobec jakiejś kobiety?

Z prostej przyczyny. Ukazanie się ogółowi pozbawia potencjału wyboru a więc wolnej woli. Maryja musiała całą sobą być oddaną Bogu więc poczęcie nie zrobiło tutaj różnicy. Narracja akurat w tych punktach jest spójna.

Cytat:Ten Bóg to słabeusz - zła ze świata usunąć nie potrafi? Jeśli nie potrafi, to nie jest wszechmocny.
Zła ze świata usunąć nie chce? A zatem jest moralnie gorszy od stworzeń, które stworzył, bo czymże on się różni od człowieka, który widząc potworne, niewyobrażalne zło, jest po prostu na nie obojętny?

No to wynika z przyjętej teologii przecież. Nie usuwa zła własną wolą, bo ludzka wolność wyboru bez samodzielnego wyrugowania i wyboru zła doprowadzałaby do ponownego powstawania zła i tak w kółko. Ludzkość musi wybrać dobro i pozbyć się zła z własnego wyboru.

Cytat:Zatem Bóg z takimi cechami to po prostu jego karykatura. Ot, taki trochę bardziej podrasowany człowiek. Nic specjalnego w gruncie rzeczy.

Tak to było u politeistów.

Cytat:To taki Pol Pot/Stalin/Kim Ir Sen do nieskończonej potęgi. Podobnie jak owi dyktatorzy najbardziej zbrodniczego systemu w dziejach pragnie i żąda dla siebie czci, a jak nie będziesz go czcił, to wylądujesz w piekle, jak wyimaginowani wrogowie ludu lądowali w gułagach czy innych obozach koncentracyjnych, które również były takim piekłem.


Nawet na forum się o tym gadało. Piekło to stan wyboru odosobnienia od Boga i teologia nie wymaga czci tylko zachowania zasad dobrego życia. Faryzeusze i te sprawy. Niby jest konieczność łaski, dobrego życia i wiary, ale i ateista może być zbawiony.

https://noizz.pl/spoleczenstwo/ateisci-m...sa/pejbz88

https://ofm.krakow.pl/cms/index.php?page...c-zbawiony

Cytat:Tylko że w przeciwieństwie do tego wyimaginowanego piekła z chrześcijańskiej mitologii było to czasowe miejsce kaźni.

Zresztą system komunistyczny jest systemem quasi religijnym, więc nie można go nazywać ateistycznym, podczas gdy niektórzy tak robią. To jednak temat na inną dyskusję.

No jest i quasireligijny i ateistyczny. Buddyzm jest ateistyczny i jest religią. Tu nic sobie nie przeczy.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Gawain napisał(a):Z prostej przyczyny. Ukazanie się ogółowi pozbawia potencjału wyboru a więc wolnej woli.

Dlaczego? Bóg się ukazuje, a ja nadal mam wolność go odrzucić. Wolności to absolutnie nie zaburza w żaden sposób. A dziś mamy tylko przeczące sobie ewangelie, Biblię pełną sprzeczności i nic więcej poza domniemaniami... Sorry, ale dla mnie to za mało.

Zresztą wolna wolna a moralność... Ciekawy wątek do dyskusji. Czy mamy wolną wolę? Czym ona jest? I czy ma być wartością absolutną? Zakładając, że owa istnieje, uważam, że wolną wolę należy zabrać wtedy, kiedy jakaś jednostka zadaje innej cierpienie i zło. Czy zabieram wolność ojcu katującemu dziecko, gdy to katowanie ukrócam? Owszem. A Bóg tego nie robi. Zatem jest za to katowanie współodpowiedzialny.
Ceterum censeo Muscoviam esse delendam.
Odpowiedz
Nonkonformista napisał(a):
Gawain napisał(a):Z prostej przyczyny. Ukazanie się ogółowi pozbawia potencjału wyboru a więc wolnej woli.

Dlaczego? Bóg się ukazuje, a ja nadal mam wolność go odrzucić. Wolności to absolutnie nie zaburza w żaden sposób. A dziś mamy tylko przeczące sobie ewangelie, Biblię pełną sprzeczności i nic więcej poza domniemaniami... Sorry, ale dla mnie to za mało.

Z banalnej przyczyny. Masz w zapewnienie o zbawieniu uwierzyć z własnej i nieprzymuszonej woli a nie ze strachu. Casus ludzkiego prawa. Też wszędzie w cywilizowanym świecie nie są uznawane umowy zawarte w okolicznościach zagrożenia i przymusu, nawet niebezpośredniego.

Cytat:Zresztą wolna wolna a moralność... Ciekawy wątek do dyskusji. Czy mamy wolną wolę? Czym ona jest? I czy ma być wartością absolutną? Zakładając, że owa istnieje, uważam, że wolną wolę należy zabrać wtedy, kiedy jakaś jednostka zadaje innej cierpienie i zło. Czy zabieram wolność ojcu katującemu dziecko, gdy to katowanie ukrócam? Owszem. A Bóg tego nie robi. Zatem jest za to katowanie współodpowiedzialny.

Wola ludzka jest ograniczona zdolnością pojmowania i prawami wszechświata. Jakby Bóg zabierał wolną wolę w sytuacji gdy człowiek wybiera zło to by ni cholery nie była wolna. Natomiast karze za to. Tak jak i ludzie karają sprawców. Mogę zakazać Ci jeść landrynki pod groźbą porzucenia naszej znajomości i straty profitów z tego płynących. Twój wybór. W sytuacji gdybym miał możliwość uniemożliwienia Ci zjedzenia landrynki i z niej korzystał to byś ni cholery nie miał żadnego wyboru.
Sebastian Flak
Odpowiedz
zefciu napisał(a): Czy są bardziej infantylne i głupie, niż inne formy „życia po śmierci”? Niż koncepcja jakiejś duszy, która obecnie zamieszkuje w ciele, a potem się wyzwoli i będzie funkcjonować samodzielne? Albo reinkarnacji, gdzie coś z nas się odrodzi i będzie to z jednej strony „ja”, a z drugiej „nie ja”?
Takie mam poczucie.

zefciu napisał(a): Ciekawą dla mnie jest np. różnica między judeochrześcijańską ideą, w której stanem pożądanym jest istnienie, a ideą dharmiczną, gdzie celem jest ustanie ego.

To można rozumieć dwojako:

1) Wariant bardziej lajtowy: ego to te mechanizmy egoistyczny w nas. Duma i uprzedzenie, gniew, złość, lęk, apatia, wstyd, poczucie winy, pożądanie i takie tam. Można nawet wyczuć że one nie są do końca w zgodzie z naszą głębszą, spokojną naturą. Coś jest tu nie halo. Więc uwolnienie się od nich nawet chyba mogłoby być dość zgodne z tym co może być proponowane w chrześcijaństwie.

2) Wariant bardziej hardkorowy to już z kolei coś takiego jak utrata w ogóle poczucia tożsamości. Coś na zasadzie: "Żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus". Czy też "Jestem fletem przez który gra oddech Chrystusa. Słuchaj tej muzyki". Wtedy lewa ręka nie wie co czyni prawa - podobnie jak pod koniec 1. cześci Matrixa, gdy Neo bezwiednie blokuje mimochodem ciosy agenta. Bóg działa przez takiego człowieka, nie ma tam już poczucia bycia czymś odrębnym wobec Boga. To jest zjednoczenie z Bogiem.

geranium napisał(a): Dlaczego ludzie się tak boją ateistów?
Może boją się, że im się udzieli ich postawa?
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
Odpowiedz
Neuro:

"Może boją się, że im się udzieli ich postawa?"

Może. Muszę to przemyśleć. Dzięki

Tylko ..czy ateizm to postawa???
Odpowiedz
geranium napisał(a): Ja sie dziwię  tyllo jednemu.

Dlaczego ludzie się tak boją  ateistów?

A to ateiści nie ludzie?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a):
geranium napisał(a): Ja sie dziwię  tyllo jednemu.

Dlaczego ludzie się tak boją  ateistów?

A to ateiści nie ludzie?


Chyba ludzie... Duży uśmiech Nieśmiały
Odpowiedz
A niby dlaczego ludzie mieliby się bać ateistów? Gryzą, szczypią, czy drapią pazurkami Oczko
Odpowiedz
geranium napisał(a): Tylko ..czy ateizm to postawa???
Takie odnoszę wrażenie.
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
Odpowiedz
Neuro napisał(a):
zefciu napisał(a): Ciekawą dla mnie jest np. różnica między judeochrześcijańską ideą, w której stanem pożądanym jest istnienie, a ideą dharmiczną, gdzie celem jest ustanie ego.

To można rozumieć dwojako:

1) Wariant bardziej lajtowy: ego to te mechanizmy egoistyczny w nas. Duma i uprzedzenie, gniew, złość, lęk, apatia, wstyd, poczucie winy, pożądanie i takie tam. Można nawet wyczuć że one nie są do końca w zgodzie z naszą głębszą, spokojną naturą. Coś jest tu nie halo. Więc uwolnienie się od nich nawet chyba mogłoby być dość zgodne z tym co może być proponowane w chrześcijaństwie.

2) Wariant bardziej hardkorowy to już z kolei coś takiego jak utrata w ogóle poczucia tożsamości. Coś na zasadzie: "Żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus". Czy też "Jestem fletem przez który gra oddech Chrystusa. Słuchaj tej muzyki". Wtedy lewa ręka nie wie co czyni prawa - podobnie jak pod koniec 1. cześci Matrixa, gdy Neo bezwiednie blokuje mimochodem ciosy agenta. Bóg działa przez takiego człowieka, nie ma tam już poczucia bycia czymś odrębnym wobec Boga. To jest zjednoczenie z Bogiem.


Ostatnio zainteresowałam się tematem niedualności (tutaj w skrócie o co chodzi https://tuiteraz.eu/pl/duchowosc/non-duality ) i trafiłam na kanał, gdzie babka fajnie wyjaśnia o co chodzi z tym ego, tak prosto, łopatologicznie, bez komplikowania, jak to wygląda czasami u innych "guru", choćby tych niektórych wymienionych w powyższym artykule. Tu jej kanał: https://www.youtube.com/@NityaMeditation/videos

A tu rozmawia z księdzem, który zajmuje się kontemplacją i ten ksiądz przedstawia to podobnie jak opisujesz. Tzn. chodzi o to, że przekazy różnych mistyków są tu podobne, ale różni się językowe opakowanie, bo każdy jakoś po swojemu próbuje omówić doświadczenie w sposób zrozumiały, a to jest trudne, bo jednak język nas mocno ogranicza w takim omawianiu doświadczeń. Gdyby Cię interesowało, to wrzucam: "Współczesne przebudzenia a chrześcijaństwo https://www.youtube.com/watch?v=5np8XTFm47M

Trafiłam też na ciekawe porady psychologiczne bazujące na takim wglądzie, gdzie facet sobie uświadomił ile problemów i zaburzeń wynika z tego co się dzieje w naszej głowie (w myślach), na tej podstawie stworzył swój sytem tzw. 3 principles, na śfini zakładałam o tym temat, u nas jest mało informacji w tym temacie, więcej można znaleźć na stronach angielskich - "Psychologia trzech zasad - umysł, świadomość, myśl" http://www.sfinia.fora.pl/swiat-ozywiony,11/psychologia-trzech-zasad-umysl-swiadomosc-mysl,24549.html


 I jeszcze mnie zastanawia czy to rozpuszczenie się ego w religiach Wschodu na skutek praktyk medytacyjnych, to to samo co podobny stan po psychodelikach, bo widzę, że są różne opinie, a na podstawie opisów można dojść do wniosku, że to jednak bardzo podobne doświadczenia czy wglądy 
"Śmierć ego i psychodeliki: tajemnice wewnętrznej przemiany" https://faktykonopne.pl/smierc-ego-psychodeliki/

Sorry, że tyle linków, ale akurat poruszyliście temat, który ostatnio mnie mocno zainteresował i postanowiłam się podzielić swoimi odkryciami   Duży uśmiech
Odpowiedz
Neuro napisał(a):
geranium napisał(a):Tylko ..czy ateizm to postawa???
Takie odnoszę wrażenie.


Czyli teizm to też postawa? Nieśmiały
Odpowiedz
Hill napisał(a):
Neuro napisał(a):
zefciu napisał(a): Ciekawą dla mnie jest np. różnica między judeochrześcijańską ideą, w której stanem pożądanym jest istnienie, a ideą dharmiczną, gdzie celem jest ustanie ego.

To można rozumieć dwojako:

1) Wariant bardziej lajtowy: ego to te mechanizmy egoistyczny w nas. Duma i uprzedzenie, gniew, złość, lęk, apatia, wstyd, poczucie winy, pożądanie i takie tam. Można nawet wyczuć że one nie są do końca w zgodzie z naszą głębszą, spokojną naturą. Coś jest tu nie halo. Więc uwolnienie się od nich nawet chyba mogłoby być dość zgodne z tym co może być proponowane w chrześcijaństwie.

2) Wariant bardziej hardkorowy to już z kolei coś takiego jak utrata w ogóle poczucia tożsamości. Coś na zasadzie: "Żyję już nie ja, żyje we mnie Chrystus". Czy też "Jestem fletem przez który gra oddech Chrystusa. Słuchaj tej muzyki". Wtedy lewa ręka nie wie co czyni prawa - podobnie jak pod koniec 1. cześci Matrixa, gdy Neo bezwiednie blokuje mimochodem ciosy agenta. Bóg działa przez takiego człowieka, nie ma tam już poczucia bycia czymś odrębnym wobec Boga. To jest zjednoczenie z Bogiem.


Ostatnio zainteresowałam się tematem niedualności (tutaj w skrócie o co chodzi https://tuiteraz.eu/pl/duchowosc/non-duality ) i trafiłam na kanał, gdzie babka fajnie wyjaśnia o co chodzi z tym ego, tak prosto, łopatologicznie, bez komplikowania, jak to wygląda czasami u innych "guru", choćby tych niektórych wymienionych w powyższym artykule. Tu jej kanał: https://www.youtube.com/@NityaMeditation/videos

A tu rozmawia z księdzem, który zajmuje się kontemplacją i ten ksiądz przedstawia to podobnie jak opisujesz. Tzn. chodzi o to, że przekazy różnych mistyków są tu podobne, ale różni się językowe opakowanie, bo każdy jakoś po swojemu próbuje omówić doświadczenie w sposób zrozumiały, a to jest trudne, bo jednak język nas mocno ogranicza w takim omawianiu doświadczeń. Gdyby Cię interesowało, to wrzucam: "Współczesne przebudzenia a chrześcijaństwo https://www.youtube.com/watch?v=5np8XTFm47M

Trafiłam też na ciekawe porady psychologiczne bazujące na takim wglądzie, gdzie facet sobie uświadomił ile problemów i zaburzeń wynika z tego co się dzieje w naszej głowie (w myślach), na tej podstawie stworzył swój sytem tzw. 3 principles, na śfini zakładałam o tym temat, u nas jest mało informacji w tym temacie, więcej można znaleźć na stronach angielskich - "Psychologia trzech zasad - umysł, świadomość, myśl" http://www.sfinia.fora.pl/swiat-ozywiony,11/psychologia-trzech-zasad-umysl-swiadomosc-mysl,24549.html


 I jeszcze mnie zastanawia czy to rozpuszczenie się ego w religiach Wschodu na skutek praktyk medytacyjnych, to to samo co podobny stan po psychodelikach, bo widzę, że są różne opinie, a na podstawie opisów można dojść do wniosku, że to jednak bardzo podobne doświadczenia czy wglądy 
"Śmierć ego i psychodeliki: tajemnice wewnętrznej przemiany" https://faktykonopne.pl/smierc-ego-psychodeliki/

Sorry, że tyle linków, ale akurat poruszyliście temat, który ostatnio mnie mocno zainteresował i postanowiłam się podzielić swoimi odkryciami   Duży uśmiech

Dziękuję Uśmiech Oglądałem już kiedyś tę rozmowę, rzeczywiście ciekawa. Byłem nawet też zresztą raz u Nityi na satsangu ^^
Moim zdaniem też psychodeliki mogą przynieść podobny efekt. Miałem parę razy okazję towarzyszyć komuś parę godzin po zażyciu i ta osoba tak właśnie też się do tego odnosiła. Przy czym znaczenie mogą mieć też warunki początkowe, bo ta osoba siedziała trochę w duchowości wschodu i też czytała taką literaturę przy pierwszej podróży. Z kolei taki Matt Dilahunty mówił, że jedynie widział latającą truskawkę  Huh

geranium napisał(a): Czyli teizm to też postawa? Nieśmiały
Sądzę, że tak. Zresztą spotkałem się już z ateistyczną akcją edukacyjną, która głosi m.in. że "ateizm to wybór". I podobnie słyszałem o teizmie: "że wiara to pewien wybór". Wydaje mi się ogólnie, że może to być po prostu kwestia wypadkowej preferencji. Chyba rzadko spotkamy kogoś czyj teizm/ateizm jest niezgodny z jego/jej (przynajmniej tymi uświadomionymi) preferencjami. Choć takie sytuacje niestety też mają miejsce - jest to bardzo przykre i bolesne zjawisko.
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
Odpowiedz
Neuro napisał(a): Dziękuję Uśmiech Oglądałem już kiedyś tę rozmowę, rzeczywiście ciekawa. Byłem nawet też zresztą raz u Nityi na satsangu ^^

Widzę, że jesteś obeznany w temacie, to dobrze, bo ja dopiero od niedawna się tym interesuję, więc będę wiedziała kogo w razie czego zamęczać pytaniami  Język  Duży uśmiech

A co sądzisz o świadomości/obserwatorze? Masz jakąś swoją koncepcję, czy raczej taką wziętą z advaity?


Neuro napisał(a): Moim zdaniem też psychodeliki mogą przynieść podobny efekt. Miałem parę razy okazję towarzyszyć komuś parę godzin po zażyciu i ta osoba tak właśnie też się do tego odnosiła. Przy czym znaczenie mogą mieć też warunki początkowe, bo ta osoba siedziała trochę w duchowości wschodu i też czytała taką literaturę przy pierwszej podróży. Z kolei taki Matt Dilahunty mówił, że jedynie widział latającą truskawkę  Huh


To może jednak lepiej ograniczyć się do medytacji  Duży uśmiech

Też uważam, że te efekty mogą być podobne sądząc po opisach, ale tu np. trafiłam na wywiad z Marcinem Fabjańskim i twierdzi, że to nie to samo, ale może jemu nie chodziło o to akurat doświadczenie rozpuszczania się ego, a o takie jak ta latająca truskawka.
Mówi o tym w ok. 25 minucie, tam gdzie pisze "doświadczenia podczas medytacji"

Co By Było Gdyby Ludzie Nie Umierali? Jak Nauczyć Się Bycia Szczęśliwym? - dr Marcin Fabjański
https://www.youtube.com/watch?v=mJ6gk-o3CZM
Odpowiedz
Hill napisał(a): Widzę, że jesteś obeznany w temacie, to dobrze, bo ja dopiero od niedawna się tym interesuję, więc będę wiedziała kogo w razie czego zamęczać pytaniami
Spoko, lubię o takich tematach rozmawiać Duży uśmiech

Cytat:A co sądzisz o świadomości/obserwatorze? Masz jakąś swoją koncepcję, czy raczej taką wziętą z advaity?
Żeby coś sądzić, muszę się trochę skupić, hmm...Generalnie jestem zwolennikiem odprężenia w świadomości / jako świadomość. Koncepty tego nie uchwycą, ale można na to wskazać. O odpoczywaniu jako świadomość fajnie mówi Adyashanti: https://www.youtube.com/watch?v=gFo0FWyx...-Medytacja

Wyjaśnia on też właśnie różnicę między świadomością a obserwatorem. Możemy rozróżnić zresztą consciousness i awareness. Consciousness kojarzy mi się z pewnego rodzaju tożsamością - z procesami psychicznymi zachodzącymi w danej osobie (tzw. strumień świadomości). Awareness (niektórzy tłumaczą jako uważność) natomiast z samym czystym polem, w którym zachodzą różnego rodzaju subiektywnie doświadczane zjawiska.

Zgadzam się co do tego, że obserwację wykonuje wewnętrzna osoba (świadomy duch) - dla niektórych to będzie właśnie ego. Jeśli mogę wykonać jakąś wolicjonalną akcję, to mamy tutaj wybór i tożsamość - jakiś byt, który wybiera. Obserwator jest kimś/czymś zanurzonym w świadomości. Lub też może jest jej wyrazem, dynamicznym aspektem (skłaniałbym się do tego).

W moim postrzeganiu/podejściu świadomość jest głównie polem, w którym wszystko się wydarza, ale także "wciela się" w osobę/ego/obserwatora/dokonującego wyborów. Stykałem się z różnymi konceptami, bardzo długo siedziałem w advaicie; przymierzałem je i dopasowywałem do siebie do swojego doświadczenia, w zasadzie tak aby jak najbardziej mi się zgadzały i abym czuł się z nimi jak najlepiej. I tak to mi teraz się układa.

Hill napisał(a): To może jednak lepiej ograniczyć się do medytacji 
Może, choć zwolenników drogi psychodelicznej też znajdziesz ^^ Można sobie wyważyć swoją drogę na podstawie oszacowania możliwych ryzyk i korzyści oraz tego, w którym miejscu znajdujemy się w życiu (co "mamy jeszcze do stracenia" w naszym odczuciu). Jeśli nam wszystko całkiem dobrze działa, to psychodelik potencjalnie może zamieszać. Jeśli jednak chcielibyśmy coś poprawić, to możemy dobierać łagodne środki, a psychodelik trzymać na liście w ostateczności. Ale ktoś może powiedzieć, że ono może przynieść wiele dobra i szkoda go odkładać na później. Sądzę, że może różnie wpłynąć w zależności od osoby i okoliczności. Tonący brzytwy się chwyta, ale też nie ma moim zdaniem co iść za pierwszym impulsem do ulgi - zamiast tego można pozwolić sobie poczuć swój ból. Może wtedy coś lepszego się wyklaruje. Można się zastanowić w szczególności czy rozpad ego/osobowości to jest to, co w danym momencie w życiu chcemy osiągnąć.

Generalnie jestem zwolennikiem tego by zbadać z jakiej energii / z jakiego uczucia/odczucia/emocji pochodzi dany impuls, dana chęć - także w przypadku wzięcia psychodelika. By nasze decyzje były zgodne z nami, naszymi wartościami. Choć, jak mówiłem, możemy na przykład w książce "Czy psychodeliki zbawią świat?" przeczytać o terapiach prowadzonych (pod kontrolą lekarzy) za pomocą psychodelików (LSD, psylocybiny i MDMA).

Hill napisał(a): Też uważam, że te efekty mogą być podobne sądząc po opisach, ale tu np. trafiłam na wywiad z Marcinem Fabjańskim i twierdzi, że to nie to samo, ale może jemu nie chodziło o to akurat doświadczenie rozpuszczania się ego, a o takie jak ta latająca truskawka.
Mówi o tym w ok. 25 minucie, tam gdzie pisze "doświadczenia podczas medytacji"
Też różne psychodeliki działają trochę inaczej. LSD działa bardziej na umysł. Kolega opisywał, że (oprócz rozpadu ego) to jest tak jakby ktoś podłączył super-komputer i się fajnie w głowie układa. Psylocybina bardziej na uwolnienie zablokowanych emocji i przetworzenie ich. MDMA podobnie, na połączenie się ze swoimi emocjami/uczuciami.

Eckhart Tolle, tzw oświecony, był pytany czy jego doświadczenie jest takie jak po LSD. Więc wziął, by porównać stan po LSD z medytacyjną obecnością. I choć były pewne podobieństwa, to mówił, że miał poczucie jakby po LSD to było trochę "przemocowe" (violent) i zauważył głównie że mu się wyostrzyły zmysły. Wziął ogólnie chyba 2 razy. I zalecał żeby jednak nie polegać na nich, lecz iść drogą medytacji. Dalai Lama wypowiadał się podobnie.

Choć oczywiście można się spotkać z innym podejściem na przykład u Aldousa Huxleya ("Drzwi percepcji") ^^
Kolega generalnie bardzo sobie chwalił efekty swoich paru podróży po LSD. Ocenia, że bardzo pozytywnie wpłynęły na niego i jego życie. Jako, że go znam, mogę potwierdzić, że znakomicie sobie radzi w życiu jest bardzo pogodny, pozytywny ma mocną osobowość i świetne nastawienie do życia.
Z drugiej strony, mam też innego kolegę, który brał LSD i pamiętam (bo dawno z nim nie miałem już kontaktu), że on z kolei nie najlepiej sobie radził. Ale on chyba brał też zwykłe narkotyki, szukał haju. No i jeszcze jedna osoba mi przychodzi do głowy, której też się podobno pogorszyło po LSD, ale możliwe że towar był zanieczyszczony jakimiś zwykłymi narkotykami.

Także różnie z tym bywa. Na pewno jeśli już, to trzeba by mieć psychodeliki z zaufanego źródła, by nie były zanieczyszczone. I warto zadbać o odpowiednie warunki początkowe i nastawienie. I też wiele może zależeć od psychiki konkretnej osoby. Idealnie byłoby o to wszystko zadbać pod kontrolą specjalistów. Są takie ośrodki, choć nie wiem czy już w Polsce.
May all beings be free.
May all beings be at ease.
May all beings be happy
Odpowiedz
Neuro napisał(a): Generalnie jestem zwolennikiem odprężenia w świadomości / jako świadomość. Koncepty tego nie uchwycą, ale można na to wskazać. O odpoczywaniu jako świadomość fajnie mówi Adyashanti: https://www.youtube.com/watch?v=gFo0FWyx...-Medytacja

ja po zgłębieniu trochę tego tematu o niedualności i ogólnie pracy z myślami od strony psychologicznej, chyba nieświadomie też zaczęłam dochodzić do podobnych wniosków, bo tak jakoś już coraz mniej mam potrzebę szukać i dociekać, a bardziej idzie to w stronę medytacji/uważności i doświadczania zwykłej, prostej codzienności. Główny problem jaki obserwuję u siebie aktualnie, to że nawet jeśli na poziomie intelektualnym coś tam jarzę, to niekoniecznie potrafię to przekładać na codzienne życie, głównie w chwilach, gdy pojawia się złe samopoczucie niezwiązane nawet z żadnymi negatywnymi myślami czy tworzeniem sobie sztucznych potrzeb, ale takie bardziej fizyczne np. związane z jakimiś dolegliwościami fizycznymi czy innymi niekorzystnymi doświadczeniami, na które nie ma wpływu i nie da się tego pozbyć samym tylko niemyśleniem o tym. I w takich sytuacjach właśnie, gdzie szczególnie powinnam się skupić na medytacji i wprowadzaniu w życie tych nauk, to u mnie to idzie w drugą stronę i mam wrażenie jakby mi zupełnie ta wiedza wtedy w niczym nie pomagała. Może to być choćby zwykłe przeziębienie i związane z tym dokuczliwości i już mam pomedytowane, nie mogę się w ogóle na tym skupić i w żaden sposób nie potrafię tutaj sobie pomóc i budować mocnej odporności psychicznej.

Neuro napisał(a): Wyjaśnia on też właśnie różnicę między świadomością a obserwatorem. Możemy rozróżnić zresztą consciousness i awareness. Consciousness kojarzy mi się z pewnego rodzaju tożsamością - z procesami psychicznymi zachodzącymi w danej osobie (tzw. strumień świadomości). Awareness (niektórzy tłumaczą jako uważność) natomiast z samym czystym polem, w którym zachodzą różnego rodzaju subiektywnie doświadczane zjawiska.

Być może coś źle zrozumiałam, ale mam wrażenie, że Nitya to trochę inaczej omawiała, tzn. ta stała nieśmiertelna cząstka, to była u niej uniwersalna świadomość-obserwator-świadek, znajdująca się przed ego, a reszta to przemijalne myśli, uczucia, emocje, sny, doświadczenia sensoryczne, ciało, umysł, czyli to iluzoryczne "ja". Być może tutaj każdy ma inną koncepcję, a może ja to rozumiem jakoś na opak, bo tak ogólnie to temat trudny i może to być kwestia też różnic w opisywaniu tego samego tematu, może ona też stara się ten temat przedstawiać najprościej jak to możliwe i to też powoduje, że pojawiają się tu różnice.

Neuro napisał(a): Zgadzam się co do tego, że obserwację wykonuje wewnętrzna osoba (świadomy duch) - dla niektórych to będzie właśnie ego. Jeśli mogę wykonać jakąś wolicjonalną akcję, to mamy tutaj wybór i tożsamość - jakiś byt, który wybiera. Obserwator jest kimś/czymś zanurzonym w świadomości. Lub też może jest jej wyrazem, dynamicznym aspektem (skłaniałbym się do tego).

W moim postrzeganiu/podejściu świadomość jest głównie polem, w którym wszystko się wydarza, ale także "wciela się" w osobę/ego/obserwatora/dokonującego wyborów. Stykałem się z różnymi konceptami, bardzo długo siedziałem w advaicie; przymierzałem je i dopasowywałem do siebie do swojego doświadczenia, w zasadzie tak aby jak najbardziej mi się zgadzały i abym czuł się z nimi jak najlepiej. I tak to mi teraz się układa.

A czy nie czerpiesz tu trochę z myśli chrześcijańskiej (może trochę urantiańskiej, bo pamiętam, że też czytałeś KU Uśmiech ), czyli z pojęcia nieśmiertelnej duszy?

Neuro napisał(a): Może, choć zwolenników drogi psychodelicznej też znajdziesz ^^ Można sobie wyważyć swoją drogę na podstawie oszacowania możliwych ryzyk i korzyści oraz tego, w którym miejscu znajdujemy się w życiu (co "mamy jeszcze do stracenia" w naszym odczuciu). Jeśli nam wszystko całkiem dobrze działa, to psychodelik potencjalnie może zamieszać. Jeśli jednak chcielibyśmy coś poprawić, to możemy dobierać łagodne środki, a psychodelik trzymać na liście w ostateczności. Ale ktoś może powiedzieć, że ono może przynieść wiele dobra i szkoda go odkładać na później. Sądzę, że może różnie wpłynąć w zależności od osoby i okoliczności. Tonący brzytwy się chwyta, ale też nie ma moim zdaniem co iść za pierwszym impulsem do ulgi - zamiast tego można pozwolić sobie poczuć swój ból. Może wtedy coś lepszego się wyklaruje. Można się zastanowić w szczególności czy rozpad ego/osobowości to jest to, co w danym momencie w życiu chcemy osiągnąć.

Generalnie jestem zwolennikiem tego by zbadać z jakiej energii / z jakiego uczucia/odczucia/emocji pochodzi dany impuls, dana chęć - także w przypadku wzięcia psychodelika. By nasze decyzje były zgodne z nami, naszymi wartościami. Choć, jak mówiłem, możemy na przykład w książce "Czy psychodeliki zbawią świat?" przeczytać o terapiach prowadzonych (pod kontrolą lekarzy) za pomocą psychodelików (LSD, psylocybiny i MDMA).

Myślę, że w celach leczniczych mogą głównie pomóc ludziom poszukującym, przechodzącym różne kryzysy, z tego co widzę to tak to przedstawiają osoby zajmujące się tym tematem np. Grof - https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4919295/...iadomoscia
Jeśli odniesiemy to tylko do duchowości, to według mnie wglądy po psychodelikach mogą pomóc osobom, które przechodzą to co różni mistycy określają "ciemną nocą duszy", być może spotkałeś się z tym określeniem, mówił o tym np. Jan od Krzyża. No i tu też pojawia się temat rozpuszczania ego, bo dla niektórych to może być bardzo uwalniające doświadczenie, a dla innych, bardziej przywiązanych do ego, może to iść całkowicie w drugą stronę i być bardzo trudnym doświadczeniem, dlatego tutaj pojawia się to ryzyko, że niekoniecznie będzie miło, tak jak się oczekuje sięgając po takie używki.

Neuro napisał(a): Eckhart Tolle, tzw oświecony, był pytany czy jego doświadczenie jest takie jak po LSD. Więc wziął, by porównać stan po LSD z medytacyjną obecnością. I choć były pewne podobieństwa, to mówił, że miał poczucie jakby po LSD to było trochę "przemocowe" (violent) i zauważył głównie że mu się wyostrzyły zmysły. Wziął ogólnie chyba 2 razy. I zalecał żeby jednak nie polegać na nich, lecz iść drogą medytacji. Dalai Lama wypowiadał się podobnie.

Czyli to potwierdza to o czym mówił też Fabjański w wywiadzie, odnosząc się też do doświadczeń różnych mnichów, którzy mieli porównanie swoich doświadczeń po praktykach medytacyjnych z takimi wymuszonymi po psychodelikach.

Neuro napisał(a): Choć oczywiście można się spotkać z innym podejściem na przykład u Aldousa Huxleya ("Drzwi percepcji") ^^
Kolega generalnie bardzo sobie chwalił efekty swoich paru podróży po LSD. Ocenia, że bardzo pozytywnie wpłynęły na niego i jego życie. Jako, że go znam, mogę potwierdzić, że znakomicie sobie radzi w życiu jest bardzo pogodny, pozytywny ma mocną osobowość i świetne nastawienie do życia.
Z drugiej strony, mam też innego kolegę, który brał LSD i pamiętam (bo dawno z nim nie miałem już kontaktu), że on z kolei nie najlepiej sobie radził. Ale on chyba brał też zwykłe narkotyki, szukał haju. No i jeszcze jedna osoba mi przychodzi do głowy, której też się podobno pogorszyło po LSD, ale możliwe że towar był zanieczyszczony jakimiś zwykłymi narkotykami.

Także różnie z tym bywa. Na pewno jeśli już, to trzeba by mieć psychodeliki z zaufanego źródła, by nie były zanieczyszczone. I warto zadbać o odpowiednie warunki początkowe i nastawienie. I też wiele może zależeć od psychiki konkretnej osoby. Idealnie byłoby o to wszystko zadbać pod kontrolą specjalistów. Są takie ośrodki, choć nie wiem czy już w Polsce.

Skoro się je bada pod kątem leczniczym, to z pewnością jakieś korzyści przynoszą, przynajmniej niektórym pacjentom, poza tym doświadczenia po nich są natychmiastowe, a jeśli chodzi o medytację, to wiadomo, to wymaga czasu i nie ma pewności, że pojawią się jakieś wglądy prowadzące do przełomowych odkryć i związanej z tym transformacji osobowości. Myślę, że psychodeliki mogą to w jakimś stopniu przyspieszyć, ale jak widać, też nie u każdego.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości