To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Łołk, ale dobrze
#41
(15.10.2024, 22:26)bert04 napisał(a): Pierścienie Władzy. Cała postać Galadriel to mokry sen propedeutyki łołkowej. Oryginał był tylko eteryczną elfką? Dajmy babie miecz, niech pokona potwora, który zgładził seryjnie męskich towarzyszy, niech to zrobi z łatwością zabicia muchy. Oryginał miał powszechny respekt wśród mężczyzn? Nie pasi, zróbmy z niej ofiarę męskich knowań, wysiudaną pod byle pretekstem ze Śródziemia. A jej książkowy zięciu będzie w serialu robił klasyczny mainsplaining.

To by znaczyło, że gdyby Galadriela przedstawiona została w sposób podobny jak w trylogii Jacksona, to mielibyśmy problem z głowy i wielki sukces Pierścieni Władzy. Szczerze wątpię. 

Cytat:W mniejszym stopniu motywy łołkowe były w Captain Marvel. Mniejszym pod względem intwnsywności, ale tu też kobieta musiała się przebić wśród mężczyzn, czy to w USAF, czy wśród Krullów. Zazwyczaj lekiem na zło jest babska solidarność, czy to z Mar-Vell, czy to z Marią Rambeau (nie mylić z "Rambo"). Nie jest to exkluzywnie ten narratyw, dlatego da się znieść, ale jest sporo. Z nowszych seriali czy filmów fazy 4 niewiele oglądałem, ale niesława She-Hulk trafiła do mnie z hukiem. Może ktoś się zmusił do oglądnięcia, niech zrelacjonuje.

Ja już naprawdę nie rozumiem, co ludzie biorą za łołkizm. Generalnie gdy film czy serial jest słaby i gdzieś tam w pojawiają się kobiety lub nie daj boże ktoś z mniejszości, to jest już woke. Baba powalająca faceta w walce jest brakiem realizmu i łołkiem ale gdy facet załatwia 50 gości, to zajebiste kino akcji. Za bardzo sensu w tym nie widać.
Odpowiedz
#42
(15.10.2024, 23:01)Osiris napisał(a): To by znaczyło, że gdyby Galadriela przedstawiona została w sposób podobny jak w trylogii Jacksona, to mielibyśmy problem z głowy i wielki sukces Pierścieni Władzy. Szczerze wątpię. 

Opisałem tylko jedną postać z serialu, łołkizm jest też w "pigmentyzacji" postaci według zasady szachownicy. Jeden czarny elf (ale leading role), czarna krasnoluda, czarna królowa Numenoru, garść czarnych hobbitów. Razi w inny sposób, jako załamanie wewnętrznej spójności genetyki świata przedstawionego na korzyść "reprezentacji". Ale nie łamie (tak mocno) związku z książkowym oryginałem. Galadriel owszem, łamie. Już raz fani powstrzymali Jacksona, jak chciał z Arweny wojowniczkę zrobić. W Hobbicie Tauriel wprowadził, dokleił miłość ponad granice ras. Fanowie myśleli, że to przynajmniej postać dopisana, że już gorzej nikt nie odważy się zbeszcześcić sacrosantnego dzieła. Mylili się.
Cytat:[quote]
Ja już naprawdę nie rozumiem, co ludzie biorą za łołkizm. Generalnie gdy film czy serial jest słaby i gdzieś tam w pojawiają się kobiety lub nie daj boże ktoś z mniejszości, to jest już woke.
Zefciu założył ten temat, żeby właśnie ustalić, o co w tym łołkizmie chodzi. Generalnie można to określić jako implementacje treści progresywnych względem równości płci (ewentualnie więcej niż 2), ras czy orientacji w dziełach kultury. Implementacji oraz, co ważniejsze, zmian co do pierwowzoru literackiego, żeby takie treści wprowadzić. Jedną z bardziej znanych takich zmian było obsadzenie Wesleya Snipesa w filmie Wschodzące Słońce. Zmiana jak najbardziej "progresywna" a film, cóż, był raczej sukcesem. I takich sukcesów szukamy właśnie, gdyż ostatnio o nie coraz trudniej.

Cytat:Baba powalająca faceta w walce jest brakiem realizmu i łołkiem ale gdy facet załatwia 50 gości, to zajebiste kino akcji. Za bardzo sensu w tym nie widać.
Tomb Rider też jest zajebistym kinem akcji, a wyżej wspominałem o Xenie. "Brak realizmu" to jednak coś więcej, to motyw Mary Sue. To motyw, że kobieta potrafi wszystko, nie tylko upiec ciasto z niczego, ale umie też karate, komputery, języki obce, wszystko sama się autodydaktycznie nauczyła. A mężczyźni na nią oczywiście lecą. Zdarza się i u mężczyzn, ale rzadziej, tam jeden facet będzie od brudnej roboty, a inny będzie "guy in the chair", ewentualnie Q lub Scotty. U kobiet taka Lisbeth Salander wypełni wszystkie punkty jak jakiś ludzki kombajn, kobieta orkiestra normalnie. I to jest spoko, bo książka jest łołko...

Chyba już późno, zaczynam głupoty pisać, dobranoc.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#43
(16.10.2024, 00:49)bert04 napisał(a): U kobiet taka Lisbeth Salander wypełni wszystkie punkty jak jakiś ludzki kombajn, kobieta orkiestra normalnie. I to jest spoko, bo książka jest łołko...

To chyba inne książki czytaliśmy, bo Lisbeth nieraz dostaje srogi wpierdol i używa normalnych narzędzi, żeby sobie radzić z silniejszymi od siebie (np. paralizator).

A co do She-Hulk to faktycznie była przegięta (np. mecenas twerkująca w telewizji czy pokonująca bez problemu Hulka w każdym aspekcie "bo kobiety zawsze są wkurwione"). Pojawiał się też zarzut, że miała mało wspólnego z komiksową She-Hulk, ale tu się nie wypowiem, bo mało komisków z nią/o niej czytałem.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#44
(16.10.2024, 11:30)Socjopapa napisał(a): To chyba inne książki czytaliśmy, bo Lisbeth nieraz dostaje srogi wpierdol i używa normalnych narzędzi, żeby sobie radzić z silniejszymi od siebie (np. paralizator).

Owszem, poprawka, Lisbeth nie wypełnia wszystkich cech; niemniej te jej traumy to m. in. z tego, że wszyscy faceci dookoła chcą się z nią ciurlać, za jej zgodą lub też i bez. A poza tym, też spora ilość kobiet. To, że jej optyka nie wypełnia standardów Vogue, jest wtedy drugorzędne. Palrizatorkiem radzi sobie z "nadludźmi", resztę albo komputerowo załatwi, albo kopen w dupen.

Po pewnym namyśle można jednak uznać, że najpóźniej w trzecim tomie bez Michaela Bloomquista by sobie nie poradziła. W pewnym sensie jest on jej sidekickiem, jej "guy in the chair", który może zabłysnąć w ostatniej odsłonie.

Cytat:A co do She-Hulk to faktycznie była przegięta (np. mecenas twerkująca w telewizji czy pokonująca bez problemu Hulka w każdym aspekcie "bo kobiety zawsze są wkurwione"). Pojawiał się też zarzut, że miała mało wspólnego z komiksową She-Hulk, ale tu się nie wypowiem, bo mało komisków z nią/o niej czytałem.

Ja też nie, oceniam ekranizacje takie jakie są. Na przestrzeni ostatniego stulecia każdy komiksowy bohater miał tyle odsłon i wersji, że trudno nawet mówić o ustalonym kanonie, jeżeli każdy kolejny autor stara się go w jakiś sposób "unowocześnić" lub złamać. Obecni autorzy mogą przebierać więc z tego zbioru to, co im aktualnie pasuje. A jakiś fanatyk komiksów na pewno odkopie jakąś edycję "Amazing Advanced Awesome She-Hulk", w którym kręciła ona dupą, ten, tyłkiem w TV.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#45
Kręcenie dupą She-Hulk to tylko pierdoła bez znaczenia fabularnego. Serial leżał po prostu na poziomie jakiejkolwiek logiki świata przedstawionego. W dorozumieniu miał być to świat z Avengersów a nie dość że ma się poczucie doklejenia protagonistki na siłę to jeszcze wytłumaczenia że baba z powodu PMS jest idealnie dopasowana do opanowywania kosmicznej furii, więc z miejsca staje się idealnym Hulkiem jest tak płytkie i naciągane że oczy bolały. Spiderman był bohaterem z głębią, Thor tej głębi nabywał, Dr Strange też był w kanonie pokonywania siebie nawet taki Kapitan Ameryka miał budowaną psychikę postaci i trochę swoich słabości. A tu pierdolut, w zasadzie postać idealna poza tym, że płytka i nijaka. Nawet wkurw wynikł z knowań a nie jakichś słabości. To jest to coś co chyba Coppolla określił jako produkcja bez fabuły. Tam coś się dzieje, ale czort wie po co i dlaczego.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#46
(16.10.2024, 20:50)Fanuel napisał(a): Kręcenie dupą She-Hulk to tylko pierdoła bez znaczenia fabularnego. Serial leżał po prostu na poziomie jakiejkolwiek logiki świata przedstawionego. W dorozumieniu miał być to świat z Avengersów a nie dość że ma się poczucie doklejenia protagonistki na siłę to jeszcze wytłumaczenia że baba z powodu PMS jest idealnie dopasowana do opanowywania kosmicznej furii, więc z miejsca staje się idealnym Hulkiem jest tak płytkie i naciągane że oczy bolały. Spiderman był bohaterem z głębią, Thor tej głębi nabywał, Dr Strange też był w kanonie pokonywania siebie nawet taki Kapitan Ameryka miał budowaną psychikę postaci i trochę swoich słabości. A tu pierdolut, w zasadzie postać idealna poza tym, że płytka i nijaka. Nawet wkurw wynikł z knowań a nie jakichś słabości. To jest to coś co chyba Coppolla określił jako produkcja bez fabuły. Tam coś się dzieje, ale czort wie po co i dlaczego.

Porównaj to teraz do takiego serialu Loki. Murzynów masz tam, że aż ciemno czasem. Loki w większości wariantów to on sam, ale, spoiler, jeden wariant jest żeński. I to wariant najważniejszy dla fabuły. Jest też jeden krokodyl, tak dla wyrównania. I co jest? I świetnie jest. Jeden z najgenialniejszych serialów, mimo że obawiałem się, że i jego spieprzą. Ale nie, ubaw po pachy przez oba sezony, ale i z głębią i fantazją. I fabułą. Polecam gorąco.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#47
No i zielony jest XD Ale mamy tutaj opowieść o multiwersum ikonicznego trickstera. Opowieść o Hulku też jest z tego segmentu. Jekyll i Hyde podobnie jak Frankenstein bazowały na starszych opowieściach o Herkulesie i golemie. A tutaj za słuszne ktoś uznał wymyślić coś co nie ma powiązania z korzeniami czegokolwiek. Ani to Adam i Ewa ani cokolwiek z historii mitogennych. Jakby z tego zrobili puszkę pandory, opowieść z tych o Andromedzie (nawet jakby miała grać tu Perseusza) to to by się sprzedało.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#48
(16.10.2024, 00:49)bert04 napisał(a): Opisałem tylko jedną postać z serialu, łołkizm jest też w "pigmentyzacji" postaci według zasady szachownicy. Jeden czarny elf (ale leading role), czarna krasnoluda, czarna królowa Numenoru, garść czarnych hobbitów. Razi w inny sposób, jako załamanie wewnętrznej spójności genetyki świata przedstawionego na korzyść "reprezentacji". Ale nie łamie (tak mocno) związku z książkowym oryginałem. Galadriel owszem, łamie. Już raz fani powstrzymali Jacksona, jak chciał z Arwenu wojowniczkę zrobić. W Hobbicie Tauriel wprowadził, dokleił miłość ponad granice ras. Fanowie myśleli, że to przynajmniej postać dopisana, że już gorzej nikt nie odważy się zbeszcześcić sacrosantnego dzieła. Mylili się.
No i ciągle nie jest to odpowiedź na pytanie (nie tego wątkowego a dotyczące stwierdzenia kmata: dzieła których porażka wynikała z propagandy łołk) gdyż zmiana koloru skóry elfów za nic świecie nie spowoduje poprawienia słabego pisarstwa scenarzystów. Tutaj chyba bardziej wychodzi na to, że łołkiem jest już odejście od tradycyjnego podziału rół społecznych zaznaczonych w oryginale. 

Cytat:Zefciu założył ten temat, żeby właśnie ustalić, o co wn tym łołkizmie chodzi. Generalnie można to określić jako implementacje treści progresywnych względem równości płci (ewentualnie więcej niż 2), ras czy orientacji w dziełach kultury. Implementacji oraz, co ważniejsze, zmian co do pierwowzoru literackiego, żeby takie treści wprowadzić. Jedną z bardziej znanych takich zmian było obsadzenie Wesleya Snipesa w filmie Wschodzące Słońce. Zmiana jak najbardziej "progresywna" a film, cóż, był raczej sukcesem. I takich sukcesów szukamy właśnie, gdyż ostatnio o nie coraz trudniej.
Jeśli to przyjmiemy za kryterium, to wtedy Morgan Freeman w "Skazanych na Shawshank" jest pewnie nie do pobicia jeśli chodzi o sukces filmu w którym zmieniono kolor skóry bohatera w adaptacji książki. 

Cytat:Tomb Rider też jest zajebistym kinem akcji, a wyżej wspominałem o Xenie. "Brak realizmu" to jednak coś więcej, to motyw Mary Sue. To motyw, że kobieta potrafi wszystko, nie tylko upiec ciasto z niczego, ale umie też karate, komputery, języki obce, wszystko sama się autodydaktycznie nauczyła. A mężczyźni na nią oczywiście lecą. Zdarza się i u mężczyzn, ale rzadziej, tam jeden facet będzie od brudnej roboty, a inny będzie "guy in the chair", ewentualnie Q lub Scotty. U kobiet taka Lisbeth Salander wypełni wszystkie punkty jak jakiś ludzki kombajn, kobieta orkiestra normalnie. I to jest spoko, bo książka jest łołko...
To przypomniało mi świetny, netflixowy serial "Niebieskooki samuraj", gdzie występują takowe elementy (jeśli szukać na siłę) ale zupełnie nie psują całościowego odbioru.
Odpowiedz
#49
(20.10.2024, 22:42)Osiris napisał(a): No i ciągle nie jest to odpowiedź na pytanie (nie tego wątkowego a dotyczące stwierdzenia kmata: dzieła których porażka wynikała z propagandy łołk) gdyż zmiana koloru skóry elfów za nic świecie nie spowoduje poprawienia słabego pisarstwa scenarzystów. Tutaj chyba bardziej wychodzi na to, że łołkiem jest już odejście od tradycyjnego podziału rół społecznych zaznaczonych w oryginale. 

Jedno drugiemu nie przeczy. Łołk to różne warianty impelemtacji tzw. progresywnych i równościowych treści w dzieła kultury popularnej, głównie filmy i seriale. Łołk może dotyczyć tak samo materiału oryginalnego jak i adaptacji, przy tych drugich tylko wyraźniej go widać. Czy to ideologia, nurt kulturalny, moda, jeden pies.

Łołk jednocześnie wydaje się być stosowany na poprawienie słabego pisarstwa scenarzystów. Jest to jedna z wielu, aczkolwiek ciągle jeszcze modna, technika nadrabiania jakości, jest ich więcej. W jednych filmach do badziewiastych produkcji dolepia się seks. Osławione obowiązkowe "cycki" w różnych produkcjach PRL, bez nich obyć się nie mogło. W innych dolepia się akcję, nawet jeżeli nic to nie dodaje do treści. Tu przodują amerykańskie seriale kryminalne, w których w połowie odcinka zawsze ktoś ucieka, ktoś jest goniony. Nie, żeby to było potrzebne dla fabuły, po prostu widz ma dostać kopa adrenaliny w nudniejszej części. No i mamy też łołk. Czasem stosowany jako liść figowy, w serialu o białych ludziach w białych dzielnicach dolepimy czarnego sąsiada, i tyle. Czasem jako zmiana jakościowa, niech ten detktyw w filmie o problemach USA i Japonii będzie murzynem, trochę to przeniesie zarzuty rasizmu scenariusza. A czasem, jak "Rings of Power" staje się elementem dominującym postaci. Jakby mawiał lumber, nafaszerowano Galadrielę progresteryną plus ultra, ale zapomniano dodać niepierdolu forte.


Cytat:Jeśli to przyjmiemy za kryterium, to wtedy Morgan Freeman w "Skazanych na Shawshank" jest pewnie nie do pobicia jeśli chodzi o sukces filmu w którym zmieniono kolor skóry bohatera w adaptacji książki. 

Hej, zapomniałeś, że Morgan Freeman gra Irlandczyka? Oczko

Cytat:To przypomniało mi świetny, netflixowy serial "Niebieskooki samuraj", gdzie występują takowe elementy (jeśli szukać na siłę) ale zupełnie nie psują całościowego odbioru.

Na początku trochę, ale się wyrównują. Z jednej strony mamy (pół-)białą bohaterkę, co ociera się o whitewashing, ale właśnie, płci żeńskiej. Element ukrywania rasy i płci się uzupełniają, a to pierwsze jest wręcz motywem przewodnim. Szala jeszcze raz się wywraca, kiedy okazuje się, że Mizu chce się zemścić na swoim białym "płodzicielu", niczym Blade walczy z wampirami, od których połowicznie pochodzi. Przedstawienie białych też nie budzi sympatii, ale w sumie niewiele tam jest sympatycznych postaci, więc nie popadamy zbytnio w czarno-białe schematy. Trochę tak, "white old man in the background" znowu za wszystkim stoi, no ale to już klisz, który się od łołkizmu ogólnego usamodzielnił. I już się powoli zużywa.

Na końcu jest wrażenie, że autorzy nie tyle używają pewnych schematów, co świadomie z nimi grają. Ciekawiej może być w drugim sezonie, który powinien przynajmniej częściowo odbywać się w
Spoiler!
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#50
(21.10.2024, 10:01)bert04 napisał(a): No i mamy też łołk. Czasem stosowany jako liść figowy, w serialu o białych ludziach w białych dzielnicach dolepimy czarnego sąsiada, i tyle.
To nie jest wtedy „łołk” tylko „tokenizm”. Pojęcie, które ma (w przeciwieństwie do mętnego pojęcia „łołk”) dość konkretne znaczenie.
Odpowiedz
#51
(21.10.2024, 12:17)zefciu napisał(a):
(21.10.2024, 10:01)bert04 napisał(a): No i mamy też łołk. Czasem stosowany jako liść figowy, w serialu o białych ludziach w białych dzielnicach dolepimy czarnego sąsiada, i tyle.
To nie jest wtedy „łołk” tylko „tokenizm”. Pojęcie, które ma (w przeciwieństwie do mętnego pojęcia „łołk”) dość konkretne znaczenie.

"Tokenizm", "obowiązkowe cycki" czy "obowiązkowa gonitwa" to przykłady używania wyżej wspomnianych trendów w najprostszy sposób. W bardziej rozbudowanych to może być "Serial o dwóch rycerzach jedi, lesbijkach czarnych, których walka z Sithami jest przyciemniana przez walkę z uprzedzeniami i dyskryminacją". Albo "Banalny kryminał, w którym główni bohaterowie ciurlają się we wszystkich kombinacjach, a fabuła nie wychodzi ponad ramy pretekstu czy filmów pornograficznych.". Albo "Do filmu o symbolologu w Watykanie dorzucimy mnicha albinosa, pogonie samochodami, desant z helikoptera czy walkę pod wodą". Przykłady niekoniecznie wzięte dosłownie z prawdziwych dzieł, raczej oparte na motywach, więc proszę się nie czepiać.

Właśnie się zorientowałem, że jeszcze nikt nie wrzucił X-men.

[Obrazek: 3ehchh1oarr51.jpg?auto=webp&s=613b3ae80c...e07402d1c6]

Scena z X-Men 2, do dziś dzień dla mnie najlepsze z serii (poza Loganem może). Ian McKellen miał reżyserować tę scenę i kontekst był dosyć oczywisty do jego orientacji i aktywizmu. Podobnie jak całość narracji postaci Magneto, nie tylko w kontekście Holocaustu ale też i dyskryminacji homo.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#52
(21.10.2024, 13:25)bert04 napisał(a): "Tokenizm", "obowiązkowe cycki" czy "obowiązkowa gonitwa" to przykłady używania wyżej wspomnianych trendów w najprostszy sposób. W bardziej rozbudowanych to może być "Serial o dwóch rycerzach jedi, lesbijkach czarnych, których walka z Sithami jest przyciemniana przez walkę z uprzedzeniami i dyskryminacją". Albo "Banalny kryminał, w którym główni bohaterowie ciurlają się we wszystkich kombinacjach, a fabuła nie wychodzi ponad ramy pretekstu czy filmów pornograficznych.". Albo "Do filmu o symbolologu w Watykanie dorzucimy mnicha albinosa, pogonie samochodami, desant z helikoptera czy walkę pod wodą". Przykłady niekoniecznie wzięte dosłownie z prawdziwych dzieł, raczej oparte na motywach, więc proszę się nie czepiać.
Ale istnieje głęboka różnica między krytyką „łołkizmu”, a krytyką tokenizmu, czy pokrewnego mu queerbaitingu.

Primo — krytyka tokenizmu czy queerbaitingu jest zarzutem dosyć konkretnym — stwierdza ona iż użyto w filmie jakiegoś elementu, ale element ten nie ma wpływu na fabułę. Natomiast krytyka „łołkizmu” stwierdza, że w filmie występuje element, a poza tym film jest kiepski (bez wskazania związku między tymi faktami).

Secundo — co jest różnica jeszcze oczywistszą krytyka łołkizmu nie polega na tym, że ktoś stwierdza, że danego elementu powinno być w filmie więcej, a wtedy film się naprawi. Wręcz przeciwnie — jej celem jest sugerowanie, że gdyby sztukę „oczyścić” od mniejszości, to byśmy mieli raj.
Odpowiedz
#53
(21.10.2024, 13:48)zefciu napisał(a): Ale istnieje głęboka różnica między krytyką „łołkizmu”, a krytyką tokenizmu, czy pokrewnego mu queerbaitingu.

Primo — krytyka tokenizmu czy queerbaitingu jest zarzutem dosyć konkretnym — stwierdza ona iż użyto w filmie jakiegoś elementu, ale element ten nie ma wpływu na fabułę. Natomiast krytyka „łołkizmu” stwierdza, że w filmie występuje element, a poza tym film jest kiepski (bez wskazania związku między tymi faktami).

Miałbyś rację, gdyby tylko bigoci krytykowali łołkizm. Ale tak nie jest. Nawet w wysoce spolaryzowanym społeczeństwie amerykańskim znajdziesz zapewne krytyków, dla których łołkizm jest tylko "tokenizmem rozszerzonym". Dla których może nie ma wpływu na fabułę - jeżeli pojmujemy to jako czysty tekst i czyste aktorstwo. Ale ma wpływ na atmosferę, jeżeli z wioski terenów etnicznie jednolitych robimy jakiś mieszany campus studenkci rodem z wymiany Erazmusa. A aktorki do filmów o "najpiękniejszej na świecie" rekrutujemy według aktualnej mody na przekraczanie standardów piękności. To tylko w aspektach "optycznych", tokenowych właśnie. Dopiero w drugim "stopniu łokeństwa" przenosimy to na fabułę, czyli ta mieszana etnicznie wioska jest faktycznie etnicznie mieszana, a nie produktem losowego doboru według standardu reprezentacji. A ta "najpięksniejsza na świecie" przemienia się na końcu filmu w zielonego ogra. Ogierkę. Kobietę-ogier.

Cytat:Secundo — co jest różnica jeszcze oczywistszą krytyka łołkizmu nie polega na tym, że ktoś stwierdza, że danego elementu powinno być w filmie więcej, a wtedy film się naprawi. Wręcz przeciwnie — jej celem jest sugerowanie, że gdyby sztukę „oczyścić” od mniejszości, to byśmy mieli raj.

I znowu, bigoci będą tak oczywiście twierdzić. Inni krytycy może w pierwszym momencie będą musieli się oswoić. Na naszym forum kmat długo ze mną rozprawiał, dlaczego zrobienie czarnych Valerionów to był zamach na integralność dzieł GRR Martina. W tym wątku już się oswoił i podał jako przykład prawidłowego wykonania. Sam często przechodzę podobny rozwój, jak w kwestiach, czy murzyni / azjaci byli w tak osobliwych miejscach, jak Londyn epoki wiktoriańskiej lub lasy Sherwood epoki Ryszarda Lionheartha.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#54
(21.10.2024, 14:39)bert04 napisał(a): Miałbyś rację, gdyby tylko bigoci krytykowali łołkizm.
Rzeczywiście określenie „woke” pojawia się czasami w krytyce ze strony lewicowej. Ale mam wrażenie, że coraz rzadziej.
Odpowiedz
#55
(21.10.2024, 15:52)zefciu napisał(a):
(21.10.2024, 14:39)bert04 napisał(a): Miałbyś rację, gdyby tylko bigoci krytykowali łołkizm.
Rzeczywiście określenie „woke” pojawia się czasami w krytyce ze strony lewicowej. Ale mam wrażenie, że coraz rzadziej.

Piszesz, że strona polityczna, według której język może być narzędziem przemocy i która aktywnie promuje tzw. poprawność polityczną, unika pewnego słowa uznanego za, powiedzmy, politycznie niepoprawne? Jestem w szoku.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#56
W "the last of us" był jeden świetny odcinek z gejami (w sumie jedynie ten jeden odcinek był świetny, reszta była przeciętna mocno). Aczkolwiek nie wiem, czy geje nadal wpisują się w "łołkizm". Wydaje się, że w dzisiejszych czasach wielu płynnych płci stary dobry homoseksualizm staje się już passe.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#57
(04.12.2024, 01:21)Roan Shiran napisał(a): Aczkolwiek nie wiem, czy geje nadal wpisują się w "łołkizm". Wydaje się, że w dzisiejszych czasach wielu płynnych płci stary dobry homoseksualizm staje się już passe.
Biorąc pod uwagę, że na zachodzie linia frontu kulturkampfu przesunęła się na pozycję „bronimy praw lesbijek przed okrutnymi transami, którzy zmieniają płęć tylko po to, by móc owe lesbijki bzykać” możesz mieć rację.
Odpowiedz
#58
To w cudzysłowie, to jest nieprawda. Prawdziwe Jest skądinąd trzeźwe spostrzeżenie, że jeżeli o płci decyduje sama deklaracja zaintersowanego osobnika, "bo nie ma innej uczciwej możliwości", to przymuszone prawem sądy muszą brać takie deklaracje na słowo honoru, a rozmaite cwane "bękarty kulturkampfu", które koło zmiany płci nigdy nie stały, z tego korzystają i będą korzystać. Różni zaślepieni liberałowie nie chcą tego prostego zjawiska zrozumieć, złoszczą się i mordy drą. W istocie zaś niszczą cywilizację, która zawsze zasadzała się na możliwie bezkonfliktowym rozsądzaniu sporów. Zaślepieni liberałowie do konfliktu właśnie prą.

Nawiasem. Zbitka "łoł" jest obca polskiej fonetyce; nabijał się z tego np. Sikorowski. Dlatego mówimy wołkizm.
Odpowiedz
#59
(04.12.2024, 10:48)Arrogance napisał(a): To w cudzysłowie, to jest nieprawda.
No oczywiście że jest to nieprawda. Tym niemniej taką narracją posługuje się wielu transfobów na Zachodzie (do nas ta moda przenika powoli, bo u nas jeszcze homofobia jest silna).

Cytat:niszczą cywilizację
Tia. Ostateczny argument logiczny „niszczycie cywilizację”. Od razu widać, że niczego konkretnego nie macie do zaproponowania.
Odpowiedz
#60
(04.12.2024, 09:50)zefciu napisał(a): Biorąc pod uwagę, że na zachodzie linia frontu kulturkampfu przesunęła się na pozycję „bronimy praw lesbijek przed okrutnymi transami, którzy zmieniają płęć tylko po to, by móc owe lesbijki bzykać” możesz mieć rację.
Już jesteśmy daleko za wskazanym przez Ciebie punktem. Okno Overtona zostało tak przesunięte, że teraz transy starego typu (np. Grodzka) już prawie nikogo nie dziwią i są postrzegane jako relikt starej epoki dwupłciowości.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości