(05.12.2024, 22:17)Sofeicz napisał(a): Właśnie tak się przejawia manifestowanie cywilizacyjnej wyższości.
Tak się przejawiało manifestowanie cywilizacyjnej wyższości tak między Epoką Brązu a XIX wiekiem. Teraz przejawia się inaczej.
(06.12.2024, 10:17)bert04 napisał(a): Powinienem ci wlepić minusa za takie bezsensowne onelinery. Ukraina jako wtedy jeszcze Ruś Kijowska zakończyła swoją państwowość w roku 1240, około. I nigdy się z tego nie podniosła. Polska po Potopie miała jeszcze czas postępującego rozkładu aż do roku 1795. Ale nawet gdyby dać jako miarkę Potop, to mamy jeszcze 400 lat na plus. To po tym czasie pozostały takie ruiny, jak Krzyżtopór, będący nadal cieniem dawnej świetności. A to jeszcze jeden z lepiej zachowanych.
No ale przecież to, że Ukraina miała kłopoty ze stworzeniem swojej państwowości wynika właśnie z tego, w jakiej sytuacji geopolitycznej się znajdowała, a w szczególności z wciśnięcia między dwa organizmy państwowe, które długo miały problem z uznaniem, że takiego coś jak Ukraina, w ogóle jako osobna tożsamość etniczno-polityczna ma prawo istnieć. Piłsudski wykorzystał Ukraińców w walce z Rosją, a potem ich w Rydze wydymał. Jeszcze za PRL Polacy coś tam przy wódce śpiewali o tym, że Polska ma tę Ukrainę w ramach sprawiedliwości dziejowej odebrać Ruskim. Koncepcja polityczna, według której Polska ma być starszą siostrą Ukrainy suwerennej, której istnienie leży w polskiej racji stanu jest dosyć nowa.
06.12.2024, 14:26 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2024, 14:26 przez bert04.)
(06.12.2024, 13:25)zefciu napisał(a): No ale przecież to, że Ukraina miała kłopoty ze stworzeniem swojej państwowości wynika właśnie z tego, w jakiej sytuacji geopolitycznej się znajdowała, a w szczególności z wciśnięcia między dwa organizmy państwowe, które długo miały problem z uznaniem, że takiego coś jak Ukraina, w ogóle jako osobna tożsamość etniczno-polityczna ma prawo istnieć. Piłsudski wykorzystał Ukraińców w walce z Rosją, a potem ich w Rydze wydymał. Jeszcze za PRL Polacy coś tam przy wódce śpiewali o tym, że Polska ma tę Ukrainę w ramach sprawiedliwości dziejowej odebrać Ruskim. Koncepcja polityczna, według której Polska ma być starszą siostrą Ukrainy suwerennej, której istnienie leży w polskiej racji stanu jest dosyć nowa.
Wszystko to ślicznie, ale jak ma się do mojego całego tekstu? Jego treść można sprowadzić do formuły "Państwa z długą imperialną historią są wiodące w Unii, materialnie i mentalnie.". Popatrz na to, jak w kwestiach tolerancji wobec nie-białasów patrzymy jako wzór na te kraje, które mniej niż 100 lat temu miały kolonie, w których nie-białasi byli czasem głodowani, czasem masakrowani, czasem wykorzystywanie na inne różnorakie sposoby. To jest jakiś paradoks, że kraje z najświeższą historią imperialno-kolonialną chcą teraz uchodzić za przykład wobec krajów, które całkiem niedawno same były w różnym stopniu skolonizowane. Państwa, w których homoseksualizm był przestępstwem w latach 70-tych piętnują homofobię w krajach, w których akty homoseksualne nigdy nie były w kk. Mi coś w tym zgrzyta, tobie nie?
Nasze rodzime poczucie wyższości wobec Ukrainy ma może pewne tego cechy, ale w minimalnym stopniu jest to poczucie jakiejś moralnej wyższości, jak widzę to w przykładach powyżej. No chyba że znajdziesz jakieś podobne przykłady.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
(06.12.2024, 14:26)bert04 napisał(a): Mi coś w tym zgrzyta, tobie nie?
Owszem, zgrzyta. Ale nie wydaje mi się, żeby była w tym jakaś hipokryzja. Raczej chodzi o to, że aby zacząć się troszczyć o innych, to trzeba mieć najpierw zaspokojone własne potrzeby. A najbardziej te potrzeby mają zaspokojone społeczeństwa bogate. Zaś społeczeństwa bogate to te, które… Więc tak, jest to paradoks, ale wypływa on z ekonomii.
Cytat:Nasze rodzime poczucie wyższości wobec Ukrainy ma może pewne tego cechy, ale w minimalnym stopniu jest to poczucie jakiejś moralnej wyższości, jak widzę to w przykładach powyżej. No chyba że znajdziesz jakieś podobne przykłady.
Nie wiem. Wydaje mi się, że nasza obecna miłość do Ukraińców wypływa po prostu ze wspólnego wroga. Nie z jakiejś moralnej wyższości czy niższości.
06.12.2024, 16:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.12.2024, 16:09 przez bert04.)
(06.12.2024, 14:45)zefciu napisał(a):
(06.12.2024, 14:26)bert04 napisał(a): Mi coś w tym zgrzyta, tobie nie?
Owszem, zgrzyta. Ale nie wydaje mi się, żeby była w tym jakaś hipokryzja. Raczej chodzi o to, że aby zacząć się troszczyć o innych, to trzeba mieć najpierw zaspokojone własne potrzeby. A najbardziej te potrzeby mają zaspokojone społeczeństwa bogate. Zaś społeczeństwa bogate to te, które… Więc tak, jest to paradoks, ale wypływa on z ekonomii.
Czyli co, tolerancja na jakiejś społecznej wersji piramidy Masłowa? A jak się wsbogacimy, to niejako automatycznie sobie będziemy mogli pozwolić na to, żeby tolerować tak kochających-inaczej jak i białych-inaczej?
Cytat:
Cytat:Nasze rodzime poczucie wyższości wobec Ukrainy ma może pewne tego cechy, ale w minimalnym stopniu jest to poczucie jakiejś moralnej wyższości, jak widzę to w przykładach powyżej. No chyba że znajdziesz jakieś podobne przykłady.
Nie wiem. Wydaje mi się, że nasza obecna miłość do Ukraińców wypływa po prostu ze wspólnego wroga.
Ja tam bardziej optymistycznie (choć trochę naiwnie) wierzę w jakieś wspólne dojrzewanie do poczucia wspólnoty. Wbrew twoim tekstom widzę to już w koncepcji Piłsudskiego, która stała za umową warszawską 1920. Wtedy podszyta cynicznym rozumowaniem, że państwa buforowe między nami a Rosją to rzecz mająca więcej zalet, niż wspólna granica*. Ba, nawet w powstaniu styczniowym już mamy jakiś zaczyn tej koncepcji. "Wspólny wróg" w tych wszystkich przypadkach był i jest oczywiście mocnym motywem, zaczynem, a przynajmniej katalizatorem.
(*ETA: z tą Rosją, nawet w obliczu większej powierzchni. Waży to tym więcej, że w tym samym czasie Polska walczyła o każdy centymetr kwadratory na Sląsku, Pomorzu czy innych terenach. A tu Piłsudski wychodzi z propozycją rezygnacji z części pretensji terytorialnych. Szkoda, że tak szybko ten krótki sen się skończył)
Cytat:Nie z jakiejś moralnej wyższości czy niższości.
Powiedzmy, że częściej widzę to pierwsze. Jesteśmy tacy zajebiście lepsi, bo po 1989 zdecydowaliśmy się na integrację zachodnią, ponad granicami politycznymi. A Ukraina tak lawirowała, głupie hohoły, nawet układ założycielski WPN podpisała, marnując impuls deklaracji niepodległości, teraz mają za swoje, musimy ich z bagna wyciągać.
Czego praktycznie nie spotykam jest właśnie poczucie, że jednak tej Ukrainie też coś wisimy, przez pewne rachunki krzywd datujące przed Wołyniem. Jakieś produkcje ukraińskie o naszych mniej jasnych kartach historii to oczywiście polonofobia. Alternatywne opisywanie tych czasów przez Tokarczuk są traktowane jako aberracja. Już nie wspominając o takich zakurzałych kartach historii, jak to, co Chrobry poczynał z Przedsławą. Nie pisze się w rejestr, i tyle, co złego to nie my.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
(06.12.2024, 16:01)bert04 napisał(a): Czego praktycznie nie spotykam jest właśnie poczucie, że jednak tej Ukrainie też coś wisimy, przez pewne rachunki krzywd datujące przed Wołyniem. Jakieś produkcje ukraińskie o naszych mniej jasnych kartach historii to oczywiście polonofobia. Alternatywne opisywanie tych czasów przez Tokarczuk są traktowane jako aberracja. Już nie wspominając o takich zakurzałych kartach historii, jak to, co Chrobry poczynał z Przedsławą. Nie pisze się w rejestr, i tyle, co złego to nie my.
O dokładnie. W naszej narracji dominuje przekonanie, że ten Wołyń wziął się zupełnie znikąd. Ot nagle Ukraińcy dostali szału i zaczęli mordować Polaków.
A to, że Ukraińcy mieszkający w II RP, zwłaszcza po śmierci Pisłudskiego, ale wcześniej zresztą też, nie mieli żadnych powodów aby mieć jakikolwiek pozytywny sentyment do tego państwa pozostaje tematem tabu. I każdy kto to tabu próbuje złamać od razu spotyka się z atakami niemalże o zdradę narodową. Nawet jeżeli spojrzymy na publikacje historyczne, od których można by oczekiwać większej obiektywności, to 99% z nich traktuje o ukraińskim ludobójstwie na Polakach. Tak jakby historia sporu polsko-ukraińskiego zaczęła się we wrześniu 1939 roku...
"To, że ktoś nie umie mówić w miarę poprawnie po polsku, to jeszcze nie czyni go przedstawicielem ludu."
(06.12.2024, 16:01)bert04 napisał(a): Czyli co, tolerancja na jakiejś społecznej wersji piramidy Masłowa?
Tak. Ludzie którzy nie głodują nie zżerają się nawzajem (co do zasady). Ludzie spełnieni społecznie nie zostają faszystami (również, co do zasady). Itd. itp. To jest to, co dziadzio Marks pisał o bycie i świadomości.
Cytat:A jak się wsbogacimy, to niejako automatycznie sobie będziemy mogli pozwolić na to, żeby tolerować tak kochających-inaczej jak i białych-inaczej?
Na pewno nie będzie można ludziom wzbogaconym tak łatwo sprzedać gadki „przez tych odmieńców jesteś biedny”.
Cytat:Ja tam bardziej optymistycznie (choć trochę naiwnie) wierzę w jakieś wspólne dojrzewanie do poczucia wspólnoty. Wbrew twoim tekstom widzę to już w koncepcji Piłsudskiego, która stała za umową warszawską 1920. Wtedy podszyta cynicznym rozumowaniem, że państwa buforowe między nami a Rosją to rzecz mająca więcej zalet, niż wspólna granica*. Ba, nawet w powstaniu styczniowym już mamy jakiś zaczyn tej koncepcji. "Wspólny wróg" w tych wszystkich przypadkach był i jest oczywiście mocnym motywem, zaczynem, a przynajmniej katalizatorem.
Niby tak. Ale jakoś tak było, w obu przypadkach, że chciano dobrze, a wyszło jak zwykle.
Cytat:Czego praktycznie nie spotykam jest właśnie poczucie, że jednak tej Ukrainie też coś wisimy
No widzisz. A zdaniem różnych Braunów, to problemem jest, że mamy tego poczucia winy względem Ukraińców za dużo. Rozumiesz teraz, czemu mnie niektóre wypowiedzi wkurwiają tak głęboko, że nie mam ochoty nawet na polemikę z nimi?
(06.12.2024, 17:24)DziadBorowy napisał(a): O dokładnie. W naszej narracji dominuje przekonanie, że ten Wołyń wziął się zupełnie znikąd. Ot nagle Ukraińcy dostali szału i zaczęli mordować Polaków.
Holocaust też nie wziął się znikąd. Ale co to zmienia?
08.12.2024, 08:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 08:34 przez Iselin.)
Mnóstwo ludzi świetnie wie o ukraińskich krzywdach, tylko reaguje emocjonalnie na próby zrównywania ich z późniejszym ludobójstwem. Nie wiem, jak Wy, ale ja czytał am to głównie w foemie oj tam, oj tam, gadacie o Wołyniu, a Polacy też nie święci. To wywołuje bunt. Mam wrażenie, że to raczej osoby, które takie teksty produkujà, nie mają pojęcia, co się działo na Wołyniu i w jaki sposób ludność ukraińska mordowała swoich sąsiadów, a niekiedy rodziny. A także swoich rodaków, którzy próbowali ratować swoich polskich sąsiadów.
Właśnie przypomniała mi się historia, którą chciałabym zapomnieć.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
08.12.2024, 09:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 09:41 przez Arrogance.)
DLa mnie kompletnym zaskoczeniem była wiedza, że bezpośrednią przyczynę Wołynia stanowiła zimna kalkulacja (geo)polityczna.upowskiego naczalstwa. Oni spodziewali się, że po wojnie granice znowu będą wykreślane na zasadzie etnicznej, więci postanowili zawczasu wybić argumenty z rąk kolejnym lordom Curzonom.
08.12.2024, 11:03 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 11:13 przez DziadBorowy.)
(08.12.2024, 08:06)Iselin napisał(a): Mnóstwo ludzi świetnie wie o ukraińskich krzywdach, tylko reaguje emocjonalnie na próby zrównywania ich z późniejszym ludobójstwem. Nie wiem, jak Wy, ale ja czytał am to głównie w foemie oj tam, oj tam, gadacie o Wołyniu, a Polacy też nie święci. To wywołuje bunt. Mam wrażenie, że to raczej osoby, które takie teksty produkujà, nie mają pojęcia, co się działo na Wołyniu i w jaki sposób ludność ukraińska mordowała swoich sąsiadów, a niekiedy rodziny. A także swoich rodaków, którzy próbowali ratować swoich polskich sąsiadów.
Właśnie przypomniała mi się historia, którą chciałabym zapomnieć.
Nie zauważyłem aby było to przedstawiane na zasadzie "nie ma co się dziwić, że oni tak zareagowali skoro my zrobiliśmy to i tamto" . Te marginalne głosy przypominające, że stosunek Polski do mniejszości ukraińskiej pozostawiał też wiele do życzenia raczej mówią o tym, że bez tego nie jest możliwe zrozumienie tego co się działo później na Wołyniu, nawet nie na płaszczyźnie politycznej, ale takiej zwykłej międzyludzkiej. Tej powszechnej wiedzy o ukraińskich krzywdach też bym nie przeceniał. Jestem niemal pewien, że większość Polaków nie ma zielonego pojęcia o akcjach takich, jak odwetowe konfiskowanie żywności w ukraińskich wioskach i skazywanie ich mieszkańców na głód, jeszcze w okresie międzywojennym.
Ogólnie próby analizy Wołynia bez uwzględnienia polityki II RP mają tyle samo sensu co próby analizy Rabacji bez uwzględnienia stosunku szlachty do chłopów oraz sytuacji ekonomicznej Galicji w połowie XIX wieku. Od chłopom odpierdoliło i szlachtę wycięli bo ich ktoś podpuścił. Można się rozejść.
No i wreszcie skoro u nas istnieje silny opór aby mówić o krzywdach wyrządzonych przez Polaków Ukraińcom, skąd zdziwienie, że Ukraińcy maja opory przed mówieniem o znacznie większych krzywdach wyrządzonym przez Ukraińców Polakom.
Cytat:tylko reaguje emocjonalnie na próby zrównywania ich z późniejszym ludobójstwem
Tylko, że za każdym razem gdy ktoś wspomina o antyukriańskiej polityce II RP od razu pojawia się chór wujów którzy automatycznie krzyczą o "zrównywaniu". Osobiście nigdy nie spotkałem się z opinią, że "Polacy robili Ukraińcom to samo co Ukraińcy Polakom na Wołyniu" lub ktoś usprawiedliwiał Wołyń działaniami II RP wobec mniejszości Ukraińskiej. Natomiast z postawami "skoro o tym mówisz to zrównujesz/usprawiedliwiasz" spotykam się cały czas.
"To, że ktoś nie umie mówić w miarę poprawnie po polsku, to jeszcze nie czyni go przedstawicielem ludu."
Dziad Borowy napisał(a):No i wreszcie skoro u nas istnieje silny opór aby mówić o krzywdach wyrządzonych przez Polaków Ukraińcom, skąd zdziwienie, że Ukraińcy maja opory przed mówieniem o znacznie większych krzywdach wyrządzonym przez Ukraińców Polakom.
Którzy Ukraińcy? Szeregowi obywatele, zwłaszcza z młodego pokolenia, są częstokroć zdumieni, że w ogóle był jakiś Wołyń. W szkołach o tym ich nie uczyli. Natomiast ukraińskie elity z sobie wiadomych powodów postawiły na UPA jako na czynnik narodowotwórczy, że to są ichniejsi patrioci. Trudno oczekiwać rekonstruowania tej polityki w środku wojny - ale wojna kiedyś się skończy; trzeba zobaczyć, co zrobią wtedy.
08.12.2024, 11:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.12.2024, 11:38 przez DziadBorowy.)
To nie jest tak, że nie słyszeli. Ale te informacje są wypierane. Coś jak u nas w kwestiach Jedwabnego czy Pogromu Kieleckiego. Jakaś tam wiedza, jest ale powierzchowna i spychana na margines. Co do elit - to jakoś nie sądzę aby cokolwiek tutaj po wojnie się zmieniło. Niestety. Chociaż ogólnie jakiś tam postęp jest - tych, którzy otwarcie negują zbrodnię Wołyńską jest coraz mniej natomiast dominuje podejście "to niewygodny temat, po co patrzeć w przeszłość" itp
Cytat:z sobie wiadomych powodów postawiły na UPA jako na czynnik narodowotwórczy
A na kogo Ty byś na ich miejscu postawił?
"To, że ktoś nie umie mówić w miarę poprawnie po polsku, to jeszcze nie czyni go przedstawicielem ludu."
Dziad Borowy napisał(a):To nie jest tak, że nie słyszeli. Ale te informacje są wypierane. Coś jak u nas w kwestiach Jedwabnego czy Pogromu Kieleckiego. . Jakaś tam wiedza, jest ale powierzchowna i spychana na margines.
U nas jest jeszcze jedna przesuwka, że nam się wpaja przekonanie, że być Polakiem znaczy być kimś w rodzaju kapłana historii. Kapłan jest zawsze moralny, nawet jeśli robi rzeczy niemoralne, ale osądzać może każdego i będzie w prawie - ponieważ jest kapłanem. W Ukrainie czegoś takiego raczej nie ma.
Dziad, chyba już kiedyś była mowa o tym, że znamy innych ludzi XD
A nawiasem mówiąc, we wschodniej części Ukrainy chyba rseczywiście nie wiedzą.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Dziad Borowy napisał(a):A na kogo Ty byś na ich miejscu postawił?
Kiedyś na tym forum proponowano Sahajdacznego.
Tak czy inaczej, byłbym świadomy, że Wołyń ściągnie na mnie polityczne problemy. Czyli najpierw odrobiłbym w moim środowisku solidną dyskusję na temat, jak ustawiamy się jako państwo i naród wobec sąsiadów. Jeżeliby wyszło z dyskusji, że Polska jest nam zbędna po całości, to owszem, UPA na pełnej kurtyzanie. W przeciwnym razie, jasny i otwarty komunikat, że pewne rzeczy odkreślamy grubą linią i nie celebrujemy ich w przestrzeni publicznej. Czyli sorry kolego Szuchewycz, ale twój tatko nas nie zachwyca i ciebie też nie powinien.
Niestety, mam wrażenie, że w Kijowie sporo rzeczy robionych było (i dalej jest) bez głowy, na zasadzie załatwiania politycznej bieżączki tym, co leży pod ręką.
(08.12.2024, 13:59)Arrogance napisał(a): Niestety, mam wrażenie, że w Kijowie sporo rzeczy robionych było (i dalej jest) bez głowy, na zasadzie załatwiania politycznej bieżączki tym, co leży pod ręką.
Jest to zajebiście ostre oskarżenie wobec narodu, który walczy o przetrwanie w warunkach stałego niedoboru środków.
09.12.2024, 10:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2024, 10:59 przez bert04.)
(07.12.2024, 23:08)zefciu napisał(a):
(06.12.2024, 16:01)bert04 napisał(a): Czyli co, tolerancja na jakiejś społecznej wersji piramidy Masłowa?
Tak. Ludzie którzy nie głodują nie zżerają się nawzajem (co do zasady). Ludzie spełnieni społecznie nie zostają faszystami (również, co do zasady). Itd. itp. To jest to, co dziadzio Marks pisał o bycie i świadomości.
No to jak pisał dziadzio Marks, a jeszcze w kontekście "Sein und Bewusstsein", to już dla samej zasady muszę zaprzeczyć. Zgodzę się co do negatywnego wariantu, głodowanie wyzwala w nas negatywne instynkty. Wystarczy parę dni na łódce pośród oceanu i nagle pasażerowie łódki zaczynają patrzeć łakomie na innych pasażerów. Bawią się w zapałki o różne długości. A potem po przybyciu do brzegu tłumaczą, że tego jednego pasażera to rekiny zjadły, albo tygrys, który się na łódce uchował.
W drugą stronę to tak nie działa, nie tak szybko. Memy świadomości pozostają w społeczeństwach długo dłużej niż ich praktyczne znaczenie. Najprostsze rzeczy zabierają parę pokoleń, żeby być usunięte z dziedziczonej traumy. Stąd tak łatwo rozróżnić nowobogackiego, co nadal oszczędza na dziurawych skarpetach, wydając jednocześnie megasumy na drogie auta od takiego Williama Gatesa III, który chodzi ubrany, jakby w szmateksie się zaopatrywał, choć pewnie jego jeden sweterek jest droższy od mojej całej garderoby. Stąd jeszcze drugie pokolenie imigrantów postępuje według wzorców kulturowych wyjętych z kraju urodzenia rodziców. Podobnie z drugim pokoleniem dzieci awansu społecznego, nawet bez elementu migracji.
I potem na końcu dnia tacy wyżywieni ludzie bez egzystencjalnych potrzeb idą na lep różnych prawicowych narracji, od prawackich przez faszolskie po naziolskie. Bo ich świadomość określa ich byt.
(07.12.2024, 23:08)zefciu napisał(a):
Cytat:A jak się wsbogacimy, to niejako automatycznie sobie będziemy mogli pozwolić na to, żeby tolerować tak kochających-inaczej jak i białych-inaczej?
Na pewno nie będzie można ludziom wzbogaconym tak łatwo sprzedać gadki „przez tych odmieńców jesteś biedny”.
No to jakiś cud, bo straszenie "odmieńcami" działa. Generalnie strach jest emocją, stąd trafia bardziej do emocjonalnej strefy świadomości, niż do tej racjonalnej. Ludzie, którzy w dzieciństwie jedli chleb z cukrem mogą mieć pełną lodówkę, a nadal będą tenstrach przed biedą czuć. Dotyczy to w nieco mniejszym stopniu ich dzieci, które były opierdzielane za najdrobniejsze marnotrastwo, bo rodzice wychodząc z biedy szanowali każdy okruch, gromadzily każdy śmieć, bo może się przydać. Trauma generacyjna działa mocniej niż aktualny czek wypłaty.
(07.12.2024, 23:08)zefciu napisał(a): No widzisz. A zdaniem różnych Braunów, to problemem jest, że mamy tego poczucia winy względem Ukraińców za dużo. Rozumiesz teraz, czemu mnie niektóre wypowiedzi wkurwiają tak głęboko, że nie mam ochoty nawet na polemikę z nimi?
Rozumiem. I mam wyrozumiałość do tego. Jednocześnie Twój rozum powinien ci podpowiadać, że taka rezygnacja z polemiki jest oddawaniem pola walkowerem. Tutaj u ciebie świadomość określa byt, emocje zwyciężają z racjonalnością.
Pamiętasz sławetne "przebaczamy i prosimy o przebaczenie"? Pamiętasz, jak 20 lat po naszej największej tragedii narodowej biskupi polscy wystosowali ten list? Jak ówcześni Braunowie, wtedy głównie w partyjnych barwach, ten list traktowali? pokontempluj, z czym byli skonfrontowani ówcześni biskupi. I pomyśl, czy twoje wkurwienie jest słuszne.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.
(09.12.2024, 10:27)bert04 napisał(a): No to jakiś cud, bo straszenie "odmieńcami" działa.
Ale działa z różną siłą. Nieprzypadkowo „zwrot na prawo” dokonuje się w Europie w obliczu kryzysu gospodarczego. Nieprzypadkowo „refugees-welcome” reprezentowany jest przez młodą klasę średnią.
Cytat:Rozumiem. I mam wyrozumiałość do tego. Jednocześnie Twój rozum powinien ci podpowiadać, że taka rezygnacja z polemiki jest oddawaniem pola walkowerem.
Nie. Ja mam po prostu lepsze rzeczy do roboty.
Cytat:Pamiętasz sławetne "przebaczamy i prosimy o przebaczenie"? Pamiętasz, jak 20 lat po naszej największej tragedii narodowej biskupi polscy wystosowali ten list? Jak ówcześni Braunowie, wtedy głównie w partyjnych barwach, ten list traktowali? pokontempluj, z czym byli skonfrontowani ówcześni biskupi. I pomyśl, czy twoje wkurwienie jest słuszne.
Nie bardzo kumam analogii. Uważam, że ówcześni biskupi mieli prawo być wkurwieni.
09.12.2024, 17:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2024, 18:12 przez bert04.)
(08.12.2024, 08:06)Iselin napisał(a): Mnóstwo ludzi świetnie wie o ukraińskich krzywdach, tylko reaguje emocjonalnie na próby zrównywania ich z późniejszym ludobójstwem.
Nie chodzi o jakieś próby zrównywania. Chodzi o odwrotnie, próby tabula-razowania, w której to narracji krew przelana przez ludobójstwo na Wołyniu usprawiedliwia w niewinności wszystkie poprzednie czyny. Jest to tylko pozornie ekstremum, gdyż ponieważ albowiem tak to obieram, ostatnie największe okrucieństwo zdaje się w polskiej perspektywie wymazywać wszystko, co było uprzednio.
(08.12.2024, 09:41)Arrogance napisał(a): DLa mnie kompletnym zaskoczeniem była wiedza, że bezpośrednią przyczynę Wołynia stanowiła zimna kalkulacja (geo)polityczna.upowskiego naczalstwa. Oni spodziewali się, że po wojnie granice znowu będą wykreślane na zasadzie etnicznej, więci postanowili zawczasu wybić argumenty z rąk kolejnym lordom Curzonom.
Jak się na siłę chce, to można dodać logiczne wytłumaczenia do każdego ludobójstwa. Słyszałem teorią o holocauście, że w paranoicznej wizji Adolfa Zydzi byli trzymani jako coś w rodzaju zakładników. Tak jak Polacy w różnych miastach, tylko na większą skalę. I tak jak Gestapo rozstrzeliwało zakładników po zamachach na niemieckich dygnitarzy, tak III Rzesza zaczęła "Rozwiązanie końcowe" dopiero w 1942, a z pełną parą to pod sam koniec wojny. Adof jeszcze w swoim testamencie osobny rozdział poświęcił właśnie wyżej wspominanej żydomasonerii, którą obwiniał za klęski Rzeszy i śmierci jej obywateli właśnie.
(08.12.2024, 11:24)Arrogance napisał(a): Którzy Ukraińcy? Szeregowi obywatele, zwłaszcza z młodego pokolenia, są częstokroć zdumieni, że w ogóle był jakiś Wołyń.
Szeregowi obywatele, także młodszego pokolenia, mają opowieści rodzinne o dziadkach, co to o wolność Ukrainy walczyli. Nie zawsze co do detali technicznych, jak to ta walka wyglądała i komu tam się przy okazji obrywało.
A jeżeli już wiedzą, to z pewnością z okrasą, dlaczego akurat tej grupie się należało. Znam paru ukraińskich aktywistów (tak, z internetów), nie zawsze to są łatwe tematy.
(08.12.2024, 15:47)Arrogance napisał(a): Od Euromajdanu (2014) do pełnoskalowej napaści (2022) minęło - no właśnie. Czy zefciu umie w arytmetykę?
Tak, i po Euromajdanie (2013-14) byla pierwsza inwazja, przy której całe bazy i całe statki były oddawane bez walki, całe oddziały przechodziły na rosyjską stronę, całe obszary deklarowały swoją wierność nowym panom. Rosja osiągnęła sukcesy w 2014 śmiesznie niskimi nakładami, choć owszem, częściowo przy pomocy elit. Ukraina w 2014 roku startowała z poziomu, nie wiem, Polski w roku 1793, zgoda na kolejny rozbiór i bierność elitarnych jednostek. Krótki zryw pod dowództwen syna miecznika brzeskiego w 1794 nie zmieni faktu, że przeważająca część tzw. elit albo współpracowała z zaborcami, albo miała to serdecznie w dupie, kto ich zabierze. Pytanie jest więc raczej, co doprowadziło do takiego rozkładu między 1991, deklaracją niepodległości, a 2014. Natomiast między 2014 a 2022 Ukraina odwaliła pracę organiczną o mentalność narodu. Która, jak pokazuje przykład Afganistanu i obecnie Syrii, jest ważniejsza, niż ilość ładowanego sprzętu. Sprzęt jest wtedy tylko coś wart, jeżeli ręka go trzymająca nie porzuca go przy pierwszej okazji, albo gorzej, nie kieruje w drugą stronę.
Ukraina 2014 zajmowana przez grupki "zielonych ludzików" i Ukraina w lutym 2022 dająca opór drugiej armii świata to dwie różne Ukrainy.
(09.12.2024, 11:17)zefciu napisał(a):
(09.12.2024, 10:27)bert04 napisał(a): No to jakiś cud, bo straszenie "odmieńcami" działa.
Ale działa z różną siłą. Nieprzypadkowo „zwrot na prawo” dokonuje się w Europie w obliczu kryzysu gospodarczego. Nieprzypadkowo „refugees-welcome” reprezentowany jest przez młodą klasę średnią.
Zastanów się, czy twoja definicja "klasy" jest prawidłowa. Swego czasu u Orlińskiego właśnie wyczytałem aspekt, że kapitał dziedziczony jest kluczowy we współczesnej definicji. I że do tego kapitału należy też kapitał społeczny, pojęcie nie do końca zdefiniowane, ale sprowadzające się do tych wszystkich soft-skills ludzi ponad kwestie czysto materialne.
Cytat:Nie. Ja mam po prostu lepsze rzeczy do roboty.
No ale ten problem nie dotyczy samego zefcia, i zefciu nie jest w tym wcale wyjątkowy. Problem dotyczy całej lewicy, ignorowanie jego przez zefcia jest dla niej symptomatyczne. Oczekiwałem od zefcia przynajmniej refleksji, jak takie ignorowanie wpływa na to, że jakaś część potencjalnych wyborców zostaje spisana "na straty" niejako za karę za niesłuszne poglądy. Czy może za to, że wbrew teorii byt nie określa świadomości w sposób oczekiwany?
Cytat:]Nie bardzo kumam analogii. Uważam, że ówcześni biskupi mieli prawo być wkurwieni.
Owcześni biskupi mieli prawo być wkurwieni na wiele rzeczy, w tym to, że do 1978 operowali na całych Ziemiach Wyzyskanych w charakterze tymczasowych administratorów. KRK dopiero za rządów JP2 zrezygnował z przedwojennych granic administracyjnych. Polscy biskupi zareagowali na jakąś lokalną inicjatywę jakiegoś protestanckiego Kościoła w Niemczech wychodząc na przekór oczekiwaniom Polaków, a nawet na przekór własnym interesom partykularnym. Owcześni polscy biskupi mieli święte prawo powiedzieć, że mają lepsze rzeczy do roboty.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania,
czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania,
czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsania,
czas rzucania kamieni i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymania,
czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania,
czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia,
czas miłości i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.