Pochwalony!
Jeżeli świadomość może istnieć w fizycznym ciele, to znaczy, że jest ona również fizyczna. Do fizycznych rzeczy nie potrzeba boga.
Fizyczne ciało można zniszczyć. Jeżeli zniszczymy fizyczne ciało (np. kremacja) to zniszczymy też fizyczną świadomość.
Nie ma ciała, nie ma świadomości... trudno bardziej być martwym.
Ale dlaczego niby według Ciebie??? Bo nie rozumiem trzech kwestii.
Po pierwsze:
Nie chcę tu absolutnie łapać za słówka ale piszesz: "Jeżeli świadomość może..." używasz tu za mną słowa może. Może oznacza może ale nie musi. Znaczy że może istnieć w nim, w ciele (fizycznie w fizycznym - jak fizyczna nerka w fizycznym ciele) jak i poza tym fizycznym ciałem. Czy nie można wyjąć nerki z ciała??? A jeśli można to czy po wyjęciu jej i spaleniu reszty ciała nerka przestaje istnieć? Dematerializuje się?? Ja nie twierdze kategorycznie że świadomość nie jest fizyczna ani oczywiście ze jest fizyczna w takim rozumieniu jak nerka na przykład czy płuca bo byś mi powiedział tutaj "to mi pokaz zdjęcie świadomości po wyjęciu bo chce widzieć jak wygląda". I jestem zgaszony. Ona być może jest fizyczna ale współczesna fizyka tego rodzaju fizyczności jeszcze nie odkryła. Tak jak były czasy gdy nic najtęższe nawet mózgi na przykład o elektryczności nie wiedziały (choć pioruny pewnie widziały) co wcale elektryczności nie przeszkadzało by istnieć. Tak jak i Amerykom (i Indianom) nie przeszkadzało w istnieniu to że był czas gdy nikomu w Europie, Azji i Afryce nie śniło się że jakaś Ameryka (i Indianie) w ogóle istnieje. Może to coś na zasadzie antymaterii / ciemnej materii. Na tym świecie jest dobro i zło. Ciepło i zimno. Winda jadąca w górę i przeciwwaga jadąca w dół. Siła dośrodkowa i odśrodkowa. Kobieta i mężczyzna. Lato i zima. Słowem – skrajności wzajemnie na siebie oddziałujące w taki czy inny sposób. Dlaczego więc ma być fizyczność i... nic więcej?? Żadnej przeciwności??? (i nie znaczy to że przeciwnością zaraz ma być bóg lub jest do jej istnienia niezbędny)
To że w kosmosie istnieje znacznie więcej czegoś czego nie widać (mówię o ciemnej materii) od tego co widać wiadomo już na pewno. Czym więc to coś jest??? Wiadomo że ma masę, więc istnieje. Ale tego nie widać. Ponadto, coś wypełnia przestrzeń kosmiczną która z fizycznego punktu widzenia jest próżnią, coś co pozwala światłu falować, jakiś ośrodek. Fizyk Michio Kaku twierdzi że światło faluje na granicy czwartego wymiaru przestrzennego. Widać jest jednak coś ponadto.
Jeszcze raz podkreślam tutaj – oddzielam „niefizyczność” od tak zwanego boga czy też wyłączam boga od niefizyczności tak jak i od fizyczności.
Po drugie:
Dlaczego sądzisz że jeśli coś jest w czymś to zaraz ma być tym samym? Czy jak w metalowym samolocie jest pilot to znaczy że on też jest z metalu?? A jak czajnik jest ze stałego metalu to woda w nim też w postaci lodu?? A z kolei jak skorupka jajka twarda i martwa to jest taka i w środku? Ja wiem że podaje przykłady nierównorzędne bo materialno - materialne a mowa o materialno - niematerialnych ("antyfizycznych", niefizycznych, czy jak to nazwać) ale dlaczego niby uważasz że fizyczność ma wykluczać zawieranie w sobie niefizyczności???
Po trzecie:
Zakładając jednak ze świadomość istnieje i jest niefizyczna (niefizyczna według obowiązującej obecnie nauki) to dlaczego uważasz że z tego powodu potrzebuje do tegoż istnienia boga a fizyczność już go nie potrzebuje??
Uważam że możliwość istnienia dalszego życia świadomości po śmierci ciała jest wielokroć bardziej prawdopodobna od możliwości istnienia boga i dlatego nie uważam za słuszne stawianie znaku równości pomiędzy brakiem boga a brakiem życia po śmierci, innymi słowy utożsamianiu ateizmu z nieistnieniem dalszego życia po śmierci. Albo w końcu uznawania że każdy ateista (lub prawie ateista) automatycznie wyklucza możliwość dalszego życia po śmierci. Albo, jeżeli niewiara w boga a wiara w dalsze życie po śmierci ma kolidować czy być jakąś ujmą dla „czystego” ateizmu to należy ukuć jakieś nowe określenie dla takich właśnie którzy w boga nie wierzą lub prawie nie wierzą ale wierzą w dalsze życie po śmierci.
Często ci wierzący w boga mawiają ze bez wiary w boga nie ma zdolności do miłości (na takiej chyba samej zasadzie jak „czyści” ateiści mawiają że bez boga nie ma życia po śmierci). Innymi słowy dla nich ktoś kto nie wierzy w boga nie jest zdolny do miłości. Stawiają znak równości miedzy ateizmem a byciem złym, niezdolnym do miłości, amoralnym. Dla mnie to bzdura – niewiara w boga nie ma nic wspólnego z miłością i byciem dobrym tak właśnie jak i z możliwością życia po śmierci.
Genialnie, moim zdaniem, to że i świat „niefizyczny” może istnieć bez potrzeby odnoszenia się do jakiegoś boga obrazuje świat „płaszczaków” – istot dwuwymiarowych. Może ktoś słyszał. Wyobrażając sobie taki właśnie świat i istoty żyjące na dwuwymiarowej płaszczyźnie, jak kartka papieru, bez wysokości – trzeciego wymiaru. Dla nich nie ma trzeciego wymiaru. Więc płaszczaka można uwięzić obrysowując go na tej płaszczyźnie. I już nie ucieknie. Ale wystarczy że pojawi się ktoś kto może poruszać się i w trzecim wymiarze przestrzennym, człowiek powiedzmy. Może podnieść płaszczaka (przenosząc go tym samym do tegoż trzeciego wymiaru – płaszczak znika na ten czas dla innych płaszczaków, one widza tylko na tej płaszczyźnie dwuwymiarowej) i przenieść z powrotem poza obrys uwalniając. Dokonać czegoś dla płaszczaka niemożliwego – czegoś dla niego boskiego. Ale my wiemy że boga to tego nie było trzeba – jedynie głupi trzeci wymiar, dla nas normalny dla płaszczaków właściwie niewyobrażalny (bez odnoszenia się do boga) Płaszczak dla swego płaskiego świata przestał na krótko istnieć choć wciąż istniał w najlepsze i to również fizycznie.
Zwykle ludzie, żeby zapewnić sobie nieśmiertelność, wymyślają boga.
No pierwszych bogów ludzie sobie nie wymyślili, nie musieli. Pierwsi bogowie istnieli na prawdę i wciąż istnieją na prawdę. Są to słońce, inne gwiazdy, księżyc, planety itd. I dopiero w miarę postępu nauki, gdy wyszło szydło z worka co i jak, trzeba było bogów wymyślić i to takich jakich nauka nie mogłaby zdemaskować możliwie nigdy. No i mamy to co mamy. Chociaż nie! ze wszystkich współczesnych bogów jeden również istnieje na prawdę i jestem to w stanie niedowiarkom ateistom udowodnić. Nazywa się Tadeusz Rydzyk bardziej znany jako Ojciec Dyrektor. Ale nie o tym.
Ty wymyśliłeś sobie (i w nie wierzysz) życie nie-fizyczne.
Wolałbym nazwać to trochę naukowo „wysunąłem teorię na podstawie” ok??? Nie zależy mi specjalnie na tym, nazwiesz to oczywiście jak chcesz, ja tylko proponuję a to dlatego że nie brzmi jak bezpodstawne kłamstwo. „Wymyślić sobie” to kojarzy się z alibi na czas napadu na bank, czyli wiem że skasowałem miliony (albo tylko miałem taki zamiar) ale konstruuje bajeczkę że wtenczas leżałem na plaży i wmawiam to kłamstwo światu. Ja nie wymyślam a przynajmniej nie w całości. Mój wywód oparty jest na pewnych przesłankach w postaci doniesień wielu innych ludzi i to doniesień odbiegających od typowo religijnych („Czuję obecność boga, zatem bóg istnieje!”, albo „modliłem się o szczęśliwy powrót syna i szczęśliwie wrócił. Więc Alleluja!”

a jednocześnie w skali świata częstych. Owszem, dodałem do tego pewne własne "puzzle" próbując uskładać to w pewną sensowność, sprawiedliwość i logiczność (opowieść pana Alfreda) bo konstrukcja tego tylko tutaj świata oraz także tego chrześcijańskiego (życie doczesne tu i wieczne w niebie lub piekle) sensowności, sprawiedliwości i logiczności nie posiada żadnej) i to jest wymyślone ale jest to oparte w podstawach na twierdzeniach innych. Twierdzeniach które założyłem że są prawdziwe. I nie ma tu większego znaczenia jak traktuje się te doniesienia – kłamstwo czy halucynacja. Są doniesienia – są więc przesłanki, jest pewna podstawa. I do tego się odniosłem. Zakładając że wszystkie te doniesienia są celowym kłamstwem, to „wymyślili” je tamci ludzie, ja odniosłem się do nich zakładając że są prawdziwe i spróbowałem odpowiedzieć na pytania jakie te doniesienia stawiają, wypełnić lukę pewną, i całość nazwać, w cudzysłowie oczywiście bo nie jestem naukowcem więc nie mam społecznych możliwości by podnosić to do rangi teorii czy hipotezy więc w cudzysłowie: „teorią”, „hipotezą”. Mogę się mylić oczywiście, może to Ty masz rację. Nie mam dowodów tylko właśnie przesłanki które uznałem za wiarygodne i na podstawie których ułożyłem pewne puzzle w jakiś sensowny obraz ale nie nazwałbym tego wymyśleniem sobie, to po prostu kojarzy się z kłamstwem.
A co do mojej wiary w to, powiedział bym tak: Ani w to wierzę ani nie wierzę. Ale po prostu zainteresowały mnie te doniesienia o wychodzeniu z siebie, założyłem że są prawdziwe i stosownie do tego spróbowałem, jak pisałem, ubrać to w sensowność (opowieść pana Alfreda). Sensowność naszego istnienia wiecznie, także po śmierci (ciała). Ponieważ dogmat „życie doczesne tutaj (nie znając dnia ani godziny) a potem wieczne w raju lub piekle” sensowności dla mnie nie posiada absolutnie żadnej z powodów które przytoczyłem w pierwszym moim poście. To się po prostu kupy nie trzyma.
Tak czy owak mowa o jakimś niematerialnym "duszku".
To natomiast można tak nazwać oczywiście.
Zobaczyłeś jakiś niematerialnych ludzi, którzy sobie niematerialnie żyją???
W jaki sposób?
Nie. Mówimy o świecie „po tamtej stronie”. Nikt go nie widzi (przynajmniej przy aktualnym stanie wiedzy i techniki) póki nie wyjdzie – umrze fizycznie. Według tego co zawarłem w mej „teorii” nie widzi dlatego że nasz „niefizyczny” umysł zamknięty jest w fizycznym, ograniczonym opakowaniu i odbierać może tylko to co to fizyczne opakowanie jest w stanie swymi czujnikami odebrać i mu przekazać (mówię o naszych zmysłach) Posłużę się tu pewnymi porównaniami, na przykład człowiek który ubrał aparat oddechowy, no taki jaki mają nurkowie czy straż. Chodzi sobie po pięknej wiosennej ukwieconej łące. Cieszy oczy ich widokiem. I tylko je może nimi cieszyć. Nie może ich poczuć ani posmakować! Maska mu na to nie pozwala. Oddycha powietrzem z butli. Węch jest dla niego bez wartości. I smak. Dla niego zapach i smak nie istnieją. W „jego świecie” nie ma zapachu i smaku. Mogą wąchać ale poznają tylko zapach maski. Maska i powietrze zamknięte w butli izoluje ich od zapachu i smaku, nie są w stanie ich odebrać co nie oznacza że zapach i smak nie istnieją, kwiaty nie istnieją i człowiek nie istnieje! Po prostu nos i język tego człowieka zapakowany w maskę aparatu oddechowego oddziela go od zapachu i smaku dopóty dopóki człowiek się jej nie pozbędzie. Póki tego nie zrobi nie jest w stanie powiedzieć to pachnie tak a smakuje tak. I jeśliby „wymazać” takiemu człowiekowi pamięć od momentu założenia maski wstecz to póki jej nie zdejmie w ogóle może uznać za urojenie pomysł że coś może mieć zapach i smak.
Albo jeszcze inaczej. Poszukiwacz skarbów. Chodzi po lesie z tym wykrywaczem i słucha czy piszczy. Dlaczego? No dlatego że bez tego aby przekonać się o tym czy w tym lesie są jakieś metalowe skarby pod ziemią musiałby ten las przekopać na głębokość trzech metrów. Bo jego zmysły nie wykrywają metalu pod ziemią. Co nie znaczy że pod ta ziemia tego metalu nie ma.
Albo inny chyba najlepszy przykład – pilot w samolocie myśliwskim. Jaka jest możliwość komunikacji pilota w lecącym wysoko samolocie myśliwskim z ludźmi na ziemi?? Praktycznie tylko radiowa. Nie mając radia kiedy więc można się porozumieć z pilotem takiego samolotu??? No myślę że dopiero wtedy kiedy pilot opuści samolot, czy to katapultując się czy to lądując a więc wtedy gdy opuści on swe opakowanie - samolot. Dopóki leci w samolocie i nie mamy kontaktu radiowego dopóty jesteśmy od siebie izolowani na tyle ze komunikacja miedzy nami nie jest możliwa. Można by pomyśleć że w tym co tam wysoko leci nie ma człowieka tak jak i pilot może pomyśleć ze tam na ziemi nie ma ludzi. Bo nie ma komunikacji. Bo jesteśmy od siebie izolowani. Co nie znaczy że nie istniejemy! Mało tego, też myślę ze gdyby wymazać takiemu pilotowi pamięć od momentu wejścia do samolotu wstecz, mógłby myśleć że on i samolot to nierozerwalne jedno, skrzydło samolotu tak jak ręka. Wpięty pasami w fotel, trzymający drążki w rękach, sterujący każdym manewrem może myśleć że bez samolotu i on istnieć na zewnątrz nie może. Ale wiadomo że może. Co nie znaczy też ze trzeba do tego istnienia boga.
powinieneś sobie odpowiedzieć na pytanie, czy uważasz, że miernik, którego będziesz użytkował w warunkach skrajnie różnych od warunków nominalnych (np. ciśnienie, temperatura, zakłócenia elektromagnetyczne, otwarcie obudowy i wlanie różnych substancji chemicznych), będzie wskazywał wiarygodne wartości?
Odpowiadam sobie: oczywiście, nie będzie. Jednakże ja zakładam że miernik (w sensie mózg, bo chyba o tym mówimy tak?) to wciąż nie początek a pośrednik. Pośrednik miedzy świadomością – wolą a resztą ciała. Dlatego to co dla Ciebie będzie błędnym odczytem niedotlenionego mózgu, dla mnie jest już odczytem prawidłowym tyle że „wyższego rzędu” miernika czyli świadomości tyle że „uwolnionej” od ciała. Dlatego też wizje tych ludzi po spaleniu marychy uznaję za faktyczne halucynacje, zaś wizje ludzi „w tunelu poza ciałem” za rzeczywisty, faktyczny, zgodny z prawdą obraz.
To właśnie fundament naszej niezgodny bo to co dla Ciebie wciąż fizyczną, cielesną halucynacją dla mnie już niefizyczną pozacielesną rzeczywistością.
Montujesz w miejscach niedostępnych dla narządów zmysłów osoby o zdolnościach paranormalnych tabliczki z losowymi obrazami lub liczbami, a po wszystkim pytasz się ich co widzieli.
Dowodów na OOBE brak, mimo, że ich zwolennicy sami próbowali już przeprowadzać badania w sposób naukowy.
Nie no ja wiem że to byłby najlepszy dowód tylko że (tu odnoszę się do przypadków ludzi umierających, nie tych twierdzących że są zdolni do własnowolnego OBE):
Są przypadki gdy osoby po powrocie mówiły co, dajmy na to, znajdowało się na strychu szpitala w którym ich ratowano albo o czym gadały pielęgniarki w sąsiednich pomieszczeniach. Na przykład. Są to przypadki w których pisze się że zostało to potem potwierdzone. Jest tego trochę. Ja nie wiem oczywiście na ile to zostało potwierdzone, nie mam możliwości takiej weryfikacji ale w samym Internecie są takie właśnie relacje – podobno potwierdzone. I co? I nic. Wciąż gdy zapytać twierdzi się że „dowodów brak!” Zaryzykuję podejrzenie że tak samo byłoby i z tymi tabliczkami. Nawet gdyby był ktoś, jeden człowiek, dwóch, trzech… którzy by to prawidłowo odczytali i podali, pewnie wspomniano by o tym tu i tam ale zaraz na pytanie o dowody odparto by: brak! I tak w koło Macieju. To tak jak z obserwacjami UFO. Setki tysięcy obserwacji w ciągu dziesięcioleci na całym globie, tysiące spotkań przypadkowych ludzi z kosmitami, setki zdjęć i nagrań, Niejaki Lazar ujawniający (już przed 25 laty!) i Derek Hennesy z detalami wszystko co wiedzą o obcych statkach reticulan w S-4 w Nevadzie i co??? Dowodów na istnienie obcych istot brak! Halucynacja obserwatorów!
Ale ok. Załóżmy że taki przypadek gdyby nastąpił stałby się rzeczywiście potwierdzonym dowodem. Tylko że to o czym mówimy czyli konkretne działanie – odczytanie z danego miejsca obrazu lub obrazka to możliwość do zrealizowania teoretyczna a niekoniecznie praktyczna co nie znaczy że osoba faktycznie na pewien czas nie wyszła z ciała. Przecież i w tym fizycznym świecie można wiele, nawet większość, ale tylko teoretycznie, bo praktycznie nie można. Z różnych powodów. Nieważne jakich. Ważne że teoretycznie można ale praktycznie nie co nie znaczy ze z tego powodu nie istniejemy. Ktoś powiedzmy faktycznie opuścił na krótki czas swe ciało ale nie znaczy to ze mógł przemieszczać się gdzie chciał. Coś może stać na przeszkodzie. Tak jak w fizycznym świecie tak i tym niefizycznym. Każdy choć trochę inteligentny człowiek na tym świecie dąży do bogactwa, i każdy teoretycznie ma tę możliwość ale niewielu zostaje bonzami bo jak napisał Suworow: „Nie można mieć samych generałów i dyplomatów, w społeczeństwie musi być ktoś kto będzie wywozić gówno”. Więc większość pozostaje na etapie „ledwości wiazania końca z końcem”. Teoretycznie każdy może zostać bogaczem i do tego dąży, praktycznie większość pozostaje golcami. Albo przeciętniakami. To tylko przykład, jeden z milionów, na tym fizycznym świecie kiedy teoretycznie coś można, ale praktycznie już nie bardzo albo wręcz wcale. Na tym świecie niefizycznym może być podobnie. Być może nie jest tak prosto że oto wyszedłem ze swego ciała i sobie lecę gdzie dusza zapragnie i wszystko wiem. Teoretycznie możesz, praktycznie cos cię ogranicza.
No i proszę: "to jest właśnie tajemnicą". Czemu mnie to nie dziwi.
Nie ma boga, ale i tak kończymy z niematerialnymi duchami, nijak niewytłumaczalnymi.
Kolego, Ty sobie wymyślasz fantastyczne rzeczy bo tak Ci pasuje, bo tak historia może będzie fajna.
Ojjjjjj źle się zrozumieliśmy, to znaczy kompletnie się nie zrozumieliśmy. Ale mea culpa, ja zawiniłem bo użyłem niewłaściwego słowa które z automatu kojarzy się z naukową niemożliwością sprawdzenia a dokładnie z religijną gawędą. Oczywiście rozumiem że odczytałeś moje słowo tajemnica na kształt czegoś w rodzaju „Wielkiej Tajemnicy Wiary” czyli skrótowo tego co duchowni tego czy innego obrządku wciskają ludowi kiedy sami nie wiedzą co maja powiedzieć a ich religijna historia nijak kupy się nie trzyma. „WTW” to ich ostatnia deska ratunku no bo na przykład co powiedzieć na takim pogrzebie kiedy powiedzmy dziewczyna lat 17 została zamordowana??? Albo przypadkowo przez auto przejechana??? Albo zeszła w męczarniach na sepsę czy inne dziadostwo??? No że to kara za grzechy to trochę nie pasuje w takim młodym wieku a i bliscy za takie słowa mogliby lico obić no to mówią że „bóg ją tak bardzo kochał więc dla tego powołał do siebie” (no wręcz grzechem się z tej śmierci nie cieszyć!) No ale, k…wa, to znowu się tak po ludzku kupy nie trzyma: kochać, być wszechmocnym i przyzwolić na straszną śmierć w młodym wieku?? Ludziska włączą myślenie logiczne, zaczną zadawać niewygodne pytania i tej bajeczki nie kupią. Wiec trzeba wymyślić coś dzięki czemu to logiczne myślenie wyłączą i zdają się na bezmyślną ufność i bajkę kupią, bo inaczej cały ten religijny biznes przez śmierć jakiejś smarkuli diabli wezmą. I po to właśnie wymyślono „Wielką tajemnicę wiary”,– czyli coś czego nijak i nigdy naukowo nie sprawdzisz. I ludzkim rozumem nie ogarniesz. A skoro tak to nie ma co tu o czym myśleć, a więc i stawiać pytań. I szukać na nie odpowiedzi. Wystarczy tylko ufać. Więc trąbią: „Boże ufam tobie!” Skoro tajemnica naukowo niesprawdzalna no to wielu im ufa.
Nie. Ja nie o tym. Zupełnie nie o taką tajemnicę mi chodziło. Ja mam na myśli taką tajemnicę jaką kiedyś było to dlaczego słońce świeci i grzeje, albo czym jest i jak powstaje chmura, dlaczego dzień zmienia się w noc a noc w dzień. Mam na myśli coś co zakładam istnieje (niematerialna, niefizyczna świadomość) i jej połączenie z materialnym, fizycznym mózgiem. Bo do tego odnosi się Twój cytat. Zakładam istnienie niematerialnej świadomości ale nie wiem jak jest ona połączona z mózgiem tak jak kiedyś nie wiedziano jak powstają i dlaczego biją pioruny. Czy też raczej ufano że to bóg je miota by ukarać ludzi za grzeszne życie. Dopóki nauka tego nie poczęła badać i nie odkryła. Nie mam na myśli nigdy niesprawdzalnej „Tajemnicy Wiary”.
Natomiast moja historia na pewno jest choć minimalnie fajna bo ułożona w pewną sensowność, jakąś tam sprawiedliwość i logiczność jakiej za grosz nie ma ani ten jeden świat fizyczny (czysto ateistyczny) ani żaden z religijnych z tych religii które przestudiowałem (włącznie z buddyzmem) I oparta jest na twierdzeniach wielu ludzi które uznałem za prawdziwe.
Jaka niematerialna świadomość???
Przecież rąk używa mózg, więc to jedynie mózg mógł napisać książkę.
No dobrze ale bez użycia narzędzi w postaci rak (i dalej maszyny do pisania i papieru) i najmądrzejszy mózg książki nie zrobi. Można pomyśleć że dopóki ręce się ruszają sterowane przez mózg dopóty ten mózg żyje. Cóż więc z tymi sparaliżowanymi po wypadkach po szyję?? Albo tymi z amputowanymi rękami??? No jeśli nie używają rąk i nie napisali tej książki to znaczyłoby ze ich mózgi nie żyją. Nie, żyją w najlepsze ale rąk już nie używają, tymi rękami już książki nie napiszą. Na tej samej zasadzie ja twierdze że tak ręce jak i również mózg są narzędziami świadomości. I tak jak u Ciebie mózg może żyć bez rąk tak u mnie świadomość (niematerialna) może żyć bez ciała. Ale w obu przypadkach te mózgi/świadomości książki nie napiszą – nie maja już narzędzia by tego dokonać. W mojej teorii mózg jest narzędziem świadomości a po nim reszta ciała. Na świadomości niematerialnej się zaczyna. W Twoim ręce są narzędziem mózgu i na nim się zaczyna.
Jak masz wątpliwości, czy to duchy sterują mózgiem, to zapytaj się tych naukowców od naszego europejskiego, jednego z dwóch głównych, projektów dotyczących nowych technologii: Human Brain Project.
Oni tam symulują pomyślnie funkcjonowanie neuronów na komputerach.
I to bez użycia duchów.
No ale jak uważasz, że wiesz lepiej, to daj im znać, może ostanie lata prac i symulacji (jeszcze pod nazwą Blue Brain Project) im się tylko przyśniły, a obecnie ten otrzymany miliard Euro tylko marnotrawią.
Punkt dla Nich. Nie uważam że od kogokolwiek wiem lepiej, nawet od Ciebie. Przeczytaj również moje wstępy i zakończenia postów. Nie wykluczam że mogę się mylić.
Z naukowcami tez mogę pogadać, dawaj ich tu:-) o ile nie będzie dla nich ujmą dyskusja ze mną, będą mieli czas i o ile znają polski bo ja znam tylko ten język. Powiem szczerze że najbardziej chciałbym podyskutować o tym z samym Richardem Dawkinsem, ale nie będę z Nim przecież pisał przez translator.
Ty tutaj postulujesz istnienie jakiś niematerialnych bytów i ich oddziaływań ze światem materialnym, więc je teraz udowadniaj.
W mózgu człowieka żadnych duchów nie znaleziono.
Udowodnić nie mogę, nie jestem w stanie.
Żadnych duchów nie znaleziono. Zgadzam się. Ale nie wykluczam że tego ducha (niematerialną świadomość) kiedyś znajdą jak onegdaj znaleziono bakterie. Były od zawsze, i to wszędzie, ale w skali ludzkości odkryto je względnie niedawno. Bo bez wynalezienia i skonstruowania mikroskopu nie było mowy o dowodach na ich istnienie. Można było o nich jedynie snuć teorie.
Nie miej mi więc za złe, że nazywam Twoje postulaty historiami o duchach, bajkami.
Relax! :-) Nie mam. Masz prawo do niezależnej opinii. Jak już pisałem we wstępach – to tylko moje przemyślenia. Chcesz się zgadzać – dziękuję, nie chcesz – w porządku, apetytu mi to nie odbiera. To forum publiczne i wyrażając zdanie mam świadomość i poparcia, i olania i krytyki. Z tej trójcy świętej mogąc wybierać oczywiście wybrałbym poparcie ale z kolei i krytyka lepsza niż olewka totalna a tu już dyskusja na parę stron:-) Ponadto proszę zauważyć ze umieściłem to w dziale „Niewyjaśnione lub też zwyczajnie głupie”, nie domagam się uznania – nie chcesz, przyjmij za zwyczajnie głupie. Albo za bajkę. Ja się nie gniewam.
Po prostu, postawiłem pewną „teorię” i dopóki nie uznam ze coś całkowicie ją obaliło dopóty spróbuję jej bronić. Jak się powiedziało A no to wypada tez powiedzieć B.
Nie byłbym tego taki pewien:
(odnośnie mojego przykładu z telefonem i aborygenem)
No to był tylko pewien uproszczony przykład z tym aborygenem ale nawet pomimo tego te wyniki eksperymentu który zalinkowałeś: „dziura w ścianie” odrzucam. Pachnie nadinterpretacją. Facet zakłada że wszystkie te dzieciaki w życiu komputera na oczy nie widziały. No przecież to nieprawdopodobne. Nie mowa tu o jakiś oderwanych od świata ludziach którzy z księżyca spadli i pierwszy raz na oczy zobaczyli w ścianie budynku coś co nawet nie wiedzieli jak się nazywa ani o latach sześćdziesiątych kiedy i dorośli faktycznie mogli o komputerach nie wiedzieć nic. I w slamsach New Dehli ludziska używają takich rzeczy jak komórki i nawet laptopy. A popatrz ile tam talerzy do satelitarnego odbioru TV Trwam:
http://www.itv.com/news/update/2013-11-0...elhi-slum/ Kluczem są tu uważam zdania : „Maszyna była dostępna dla każdego.” oraz ” wzajemnie uczyły się nowo nabytych umiejętności”. Po prostu w chmarze dzieciaków choćby i ze slamsów Kambodży znajdą się takie które komputer widziały pierwszy raz na oczy ale przed czterema laty. A dalej to już rzeczywiście wzajemne uczenie się od siebie a nie samodzielne dojście.
Mogadiszu – stolica jednego z najbiedniejszych (dalece biedniejszych od Indii i nawet Kambodży) krajów świata, częściowo zrujnowana wojną. Generalnie całe miasto i ten kraj to slams. Prawie sami analfabeci. I jej cafe Internet:
http://www.theguardian.com/world/2012/ma...-mogadishu
Ta technika jest wszędzie.
Czy wiesz, że teoria strun nie jest udowodnioną teorią?
Wiem. Jak każda teoria najpierw musi powstać by następnie można było ja obalić lub dowieść. Niestety przy aktualnym stanie wiedzy każda nowa teoria w fizyce, nowe odkrycie, wymaga już takich nakładów finansowo technicznych że potwierdzenie jej lub obalenie to lata pracy i fura szmalu. To już nie poziom szkolnych eksperymentów do których starczy zawartość szuflady w kuchni i bateria. Chociażby ten zderzasz cząstek – tyle lat ciężkiej pracy, pieniędzy, gigantyczny obiekt, gigantyczne energie, po to by wykryć cząstki jakich okiem nie zobaczysz. Ponadto nie teoria strun akurat musi wyjaśniać ewentualne życie po śmierci. Może teoria strun jest błędna ale nie wyklucza to ze pojawi się inna która kiedyś okaże się prawdziwą a mającą związek z możliwością życia po śmierci.
Zresztą nie tylko teraz. Niemal trudno uwierzyć ale żelazny dowód na to ze Ziemia nie jest płaska (zdjęcie z kosmosu) uzyskano dopiero po 2,500 latach po pojawieniu się pierwszych o tym teorii. Choć i dziś niektórych to nie przekonuje :-D
Czyli nie mam żadnych przesłanek aby tak sądzić?
Specem od słowotwórstwa też nie jestem ale jeśli dobrze rozumie to przesłankę do tego by zadać pytanie o możliwość życia po śmierci masz – relacje ludzi. To za co je uznasz i na jakiej podstawie to już Twoja sprawa.
Świadomość jest wynikiem pracy mózgu. Czym go chcesz zastąpić w świecie "niematerialnym"?
No jeśli tak jak piszesz świadomość jest tylko wynikiem, konsekwencją, pracy mózgu to po jego śmierci faktycznie nie istnieje. Ja założyłem ze świadomość nie jest wynikiem pracy mózgu ale czymś w rodzaju pilota w samolocie – czasowo połączonego z samolotem, czasowo będącego z nim jednością ale zdolnego i żyć poza nim.
Znów odniosę się do tego przykładu pilota ale tym razem samolotu pasażerskiego lecącego na autopilocie. Świadomość i wola to pilot – człowiek, mózg to komputer samolotu + autopilot, zmysły to czujniki wszelkiego rodzaju, ciało to reszta samolotu. Pilot-człowiek może wpływać na kierunek, wysokość, prędkość, no praktycznie na wszystko. Jest on świadomą wolą tego samolotu. Również wpływa na pracę autopilota programując go. Chcę lecieć tam i tam z taką a taką prędkością. Po czym idę czytać gazetę lub spać a samolot nadal leci, nadal działa. Świadomość, wola czyta lub śpi ale mózg-komputer pracuje. I ciało – samolot pracuje.
Jasne ze pilot-człowiek ma o wiele większą możliwość wpływu na działanie mechanizmów samolotu niż świadomość na działanie ciała ale to przykład.
Co miałby robić umysł po śmierci?
Istnieć :-) Po prostu. Tak jak istniejesz tu i teraz. O ileż samo istnienie jest sensowniejsze od nieistnienia. Nie musi nic robić tak jak można leżeć będąc na garnuszku mamy i tez nic nie robić :-) Istnieć tak jak istnieje w mózgu ale pewną „teorię” próbującą w sensowny sposób wyjaśnić po co istnieje umysł tu i po śmierci poza ciałem zawarłem w pierwszym poście w „opowieści pana Alfreda”.
O teorii hologramu czytałem właśnie w książkach Michio Kaku. Choć przyznam szczerze że trudno ze mną dyskutować o niej akurat bo do końca nie ogarniam tej teorii. Zakłada jakby że ten świat jest jakby symulacją czy odbiciem innego. Ale zastanawiam się czasem nad pewną rzeczą (która jeśli faktycznie byłaby prawdziwa może ma coś z tym wspólnego, o ile teoria hologramu również faktycznie byłaby prawdziwa) Mówi się czasem o „prawie Murphy’ego”. Że coś poszło nie tak akurat wtedy gdy absolutnie nie powinno – bateria padła akurat wtedy gdy pilnie trzeba było zadzwonić, albo że „zawsze tu tyle policji a teraz nagle jak biją to żadnego”, albo że akurat jak ktoś apteki koniecznie szukał to „wszystkie sklepy były tylko apteki brak. Albo nieczynna”. Słowem coś niekorzystnego w najpilniejszym momencie, albo kumulacja negatywnych czynników w najgorszym momencie. Wiadomo o co chodzi.
Wielu mówi na to „przypadek”. Najprawdopodobniej tak, najprawdopodobniej to przypadek ale czasem zastanawiam się czy faktycznie są to przypadki czy coś jednak tym sterowało? Czy coś celowego miało na to wpływ? Czy sytuacja taka nie była konsekwencją, odbiciem czegoś w jakimś równoległym świecie???
Ale to taka dygresja tylko.
Pozdro!
I z bogiem:-)