Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wędrówki Ludów AD 2015
Dwa Litry Wody napisał(a):
Cytat:Skoro pilaster raz świadomie został katolikiem, to równie dobrze może przestać nim być, gdyby doszedł do wniosku, że jest to wskazane.
Czyli w każdej chwili jednak nie może…

W każdej chwili, kiedy zajdzie taka potrzeba. Islamiści najwyraźniej nie odczuwają takiej potrzeby. Tkwienie w stanie dzikości, barbarzyństwa i antycywilizacji musi im odpowiadać.

Cytat:
Cytat:To że Murzyni nie są w stanie osiągnąć poziomu nagrody Nobla, nie czyni ich automatycznie zbędnymi.
A to, że muzułmanie nie są w stanie osiągnąć poziomu nagrody Nobla czyni ich automatycznie zbędnymi?

I znów manipulacja. bo przecież pilaster pisał:


Cytat:Inaczej jednak jest z islamem. To nie fenotyp, tylko ideologia, zatem analogia z Murzynami, którą uprawia 2 litry jest całkowicie nieuprawniona. Bez wątpienia społeczeństwo osiągnęłoby wiele korzyści, gdyby zniknęli z niego komuniści, czy naziści. Z islamem sprawa jest mniej oczywista, ale jest to teza, przynajmniej dyskusyjna.

Murzyn może spełniać w społeczeństwie wiele różnych pożytecznych ról, które nie wymagają jednak bycia noblistą. A islamista? Cokolwiek pożytecznego nawet by robił (np kebaby), to i tak jego islamizm by mu w  tym przeszkadzał.

Żeby islamista mógł w społeczeństwie pełnić jakąś pożyteczną rolę, musi swój islamizm odrzucić, przynajmniej w części, a najlepiej w całości. Dlatego społeczeństwo mogłoby skorzystać, gdyby uczynili tak wszyscy islamiści.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
Pilaster
Cytat:W każdej chwili, kiedy zajdzie taka potrzeba.
Czyli jednak nie w każdej chwili.  Cwaniak
Cytat:Murzyn może spełniać w społeczeństwie wiele różnych pożytecznych ról, które nie wymagają jednak bycia noblistą. A islamista? Cokolwiek pożytecznego nawet by robił (np kebaby), to i tak jego islamizm by mu w  tym przeszkadzał.
A w jaki niby sposób wyznawanie islamu miałoby przeszkadzać w robieniu kebabów, skoro nie przeszkadza np. w zarządzaniu Londynem?
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
Nie zrobi kebsa z wieprzowiną. Czyli nie wprowadzi powiewu innowacji. Kuchnia fusion umiera nim się narodzi...
Sebastian Flak
Odpowiedz
Gawain
Cytat:Nie zrobi kebsa z wieprzowiną. Czyli nie wprowadzi powiewu innowacji. Kuchnia fusion umiera nim się narodzi...
Wieprzowina innowacją w Polsce?! Innowacyjnego kebaba to trzeba by robić z psa lub innego kota... Duży uśmiech
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
Ale ortodokebs to z baraninki lub kurczęcia chyba. Wieprzowina to innowacyjne złamanie przepisu. Sam Amaro by się nie powstydził. A w ortodokebsie taka herezja jest nie do pomyślenia. Z psa tym bardziej. Z kota to nie wiem, ale za takie bestialstwo stosowalbym odpowiedzialność zbiorową.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Gawain
1. Ortokebs jest z baraniny, co w naszych przesyconych wieprzowiną realiach kulturowych stanowi właśnie innowację.
2. Faktycznie, kebabu z psa fundamentalista islamski raczej nie przyrządzi, ale nie ma chyba żadnych przeszkód dla przyrządzenia takowego dania z kota.
3. Jeżeli jedzenie kotów w kebabie jest z jakichś tam względów dla ciebie niedopuszczalne, to zawsze możemy rozważyć konsumpcję jakiegoś innego czworonoga. Wystarczy zkebabować taką świnkę morską i mamy kuchnię fusion w wydaniu iście międzykontynentalnym. To się dopiero nazywa postęp!
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
Dwa Litry Wody napisał(a): Gawain
1. Ortokebs jest z baraniny, co w naszych przesyconych wieprzowiną realiach kulturowych stanowi właśnie innowację.
2. Faktycznie, kebabu z psa fundamentalista islamski raczej nie przyrządzi, ale nie ma chyba żadnych przeszkód dla przyrządzenia takowego dania z kota.
3. Jeżeli jedzenie kotów w kebabie jest z jakichś tam względów dla ciebie niedopuszczalne, to zawsze możemy rozważyć konsumpcję jakiegoś innego czworonoga. Wystarczy zkebabować taką świnkę morską i mamy kuchnię fusion w wydaniu iście międzykontynentalnym. To się dopiero nazywa postęp!

1. Użycie wieprzowiny byłoby nie tylko złamaniem przepisu, ale odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku. W końcu nie bez kozery wieprzowina nie daje się zdeklasować ;-)
2. i 3. Podejrzewam, że coś w tym rodzaju jest dostępne w krajach Ameryki Południowej. U nas chyba tylko snobizm i długotrwałe forsowanie mody na myszokebsa doprowadziłoby do jego przyjęcia. Ale z króliczym mięsem powinno się udać. Tylko czy to coś zmienia? Bariera kulturowa w myszokebsie jest do złamania, w ortokebsie tylko po apostazji...
Sebastian Flak
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Jeżeli nie usuwamy, to prawdopodobieństwo że Polak dostanie naukowego Nobla jest i tak kilkadziesiąt razy większe, niż że dostanie go islamista.
Spore to było przed wojną. Niestety, możliwy klejnot naszego narodu został wymordowany Smutny

Dwa Litry Wody napisał(a): Pisałem o polskiej (podwójnej) noblistce. Polskich noblistów (z wyłączeniem nagrody literackiej i pokojowej) jeszcze nie ma.

Zależnie od definicji, może ich być całkiem sporo. Niestety, dla niektórych Żyd nie może być Polakiem
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka...mieta.read
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Murzyn może spełniać w społeczeństwie wiele różnych pożytecznych ról, które nie wymagają jednak bycia noblistą. A islamista? Cokolwiek pożytecznego nawet by robił (np kebaby), to i tak jego islamizm by mu w  tym przeszkadzał.

Żeby islamista mógł w społeczeństwie pełnić jakąś pożyteczną rolę, musi swój islamizm odrzucić, przynajmniej w części, a najlepiej w całości. Dlatego społeczeństwo mogłoby skorzystać, gdyby uczynili tak wszyscy islamiści.
Jakbym czytał przemyślenia Hansa Franka na temat predystynacji untermenschów.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Z tym, że oni sami uważają się za ubermenschow gardzacych zgnilym gejZachodem pełnym podludzi, którzy, aby doznać łaski, powinni zacząć jebac głową o podłogę 5 razy dziennie w stronę Mekki.
Odpowiedz
ErgoProxy napisał(a): Ja tylko chciałem zauważyć, że stary lewak ZaKot , co na zęby zjadł na lewackiej propagandzie, teraz rozpowszechnia jakieś ohydne, zelżywe, nacjonalistyczne stereotypy odnośnie ludzi mówiących po niemiecku. Niechże ZaKot przysyła mi swojego kota czym prędzej, bo muszę jakoś wyczyścić monitor z lodów koktajlowych. Duży uśmiech

Ależ ja już dawno takie zelżywe, nacjonalistyczne stereotypy rozpowszechniałem:
https://ateista.pl/showthread.php?tid=13...#pid673584
I wtedy, i teraz uważam zresztą, że skłonność Niemców do poważnego podejścia do wszystkiego jest czymś zazwyczaj pozytywnym i korzystnym nie tylko dla Niemiec, ale i dla całej Europy. Wszak gdyby nie oni, to jeździlibyśmy w najlepszym razie syrenkami, a w najgorszym pełgotami. Jednakże po prostu nie należy mieszać Niemców i uprzedzeń, bo to mieszanka wybuchowa.

pilaster napisał(a): A dlaczego żydzi już w Średniowieczu tworzyli społeczeństwo typowo miejskie, a muzułmanie jeszcze nawet w XXI wieku nie są w stanie wyjść ze społeczności typu agrarnego?
Żydzi byli do tego zmuszeni prawnie, bo zabroniono im posiadania ziemi, czyli podstawowego środka produkcji, i musieli zająć się czynnościami mniej poważanymi, jak handel. A potem tak już im zostało. A większość muzułmanów po prostu pochodzi z krajów zacofanych cywilizacyjnie. Owo zacofanie nie jest jednak czymś charakterystycznym dla muzułmanów.

Cytat:Co jest zatem przyczyną tej różnicy? Dlaczego dwie, tak rzekomo podobne kultury, wytworzyły dwie tak skrajnie odmienne cywilizacje?
Przypadki historyczne, które sprawiły, że jedna z tych kultur została symbiontem kultury dominującej (zachodniej) i w końcu weszła w jej skład (żydzi bliskowschodni, mizrahim, niczym specjalnym w świecie się nie odznaczyli, a w Izraelu pełnią rolę moherów), a druga, na skutek kolonializmu z XIX wieku, nabawiła się wobec niej kompleksów i irracjonalnej wrogości.
Odpowiedz
Jeden z najlepszych artykułów podsumowujących temat migracji. Autorką jest Polka, która pracowała w Niemczech jako nauczycielka w jednej z klas dla uchodźców. Sporo tekstu, więc nie wklejam całego; wybiórczo na zachętę parę urywków:

http://krytykapolityczna.pl/swiat/rachun...chodzcami/

Cytat:W 2015 roku narracja wyglądała następująco: to wyjątkowa sytuacja humanitarna, musimy pomóc, bo tego wymaga nasza moralność, dziedzictwo chrześcijaństwa i humanizmu. Tego strumienia ludzi nie da się zatrzymać, więc musimy stanąć na wysokości zadania, musimy ratować świat. Sposobem tego ratowania było otwarcie granic. To, co w Polsce budziło przerażenie, w Niemczech było festiwalem radości. We wszystkich mediach zdjęcia radośnie uśmiechniętych ludzi witających na dworcach oszołomionych uchodźców – kwiaty, misie dla dzieci, balony. Sale gimnastyczne, świetlice, domy pomocy, nieużywane od lat budynki biurowe błyskawicznie przemieniano w domy dla azylantów. Trwała gigantyczna zbiórka ubrań, butów, środków czystości przeprowadzona wśród zwykłych obywateli. Zbieraliśmy pieniądze na pampersy, szampony, ubranka dla dzieci. Zbieraliśmy ubrania, przede wszystkim kurtki, bo szła zima. Rok 2015 to olbrzymie kolejki i koczowanie przed LAGeSo (Urzędem do spraw socjalnych i zdrowia) w Berlinie. To sprawa małego Mohameda zabitego przez niemieckiego pedofila na berlińskich ogródkach działkowych.

To gigantyczny transfer środków do szkół na tworzenie klas uczących języka niemieckiego (w samym Berlinie powstało takich klas ponad tysiąc). To poszukiwanie tysiąca nauczycieli do Willkommensklassen, czyli klas przeznaczonych dla dzieci uchodźców, to czas dokształcania zawodowego i niebywałego zarobku dla firm szkoleniowych (sama jako nowo zatrudniona nauczycielka w takich klasach odbyłam w ciągu roku około 20 szkoleń, większość była kompletnie bezwartościowa). To transfery pieniędzy dla szkół językowych oferujących kursy integracyjne. Wreszcie podniesiono docentom (w Niemczech tak nazywa się nauczycieli bez stałej umowy) zarobki do 35 euro za godzinę – latami było to niemożliwe, a tu nagle taki prezent. Uczyć mógł prawie każdy: poluzowano kryteria dopuszczania do zawodu, aktywizowano emerytowanych nauczycieli.

Rok 2015 to strumień artykułów w gazetach opowiadających koleje ucieczek z Syrii, to wypowiedzi polityków i ekonomistów pełne nadziei na ożywienie niemieckiej gospodarki, to przekonanie, że uchodźcy po krótkim przeszkoleniu znajdą pracę w niemieckim przemyśle, to przywoływanie statystyk pokazujących dobry poziom wykształcenia wśród Syryjczyków. To młodzi chłopcy w telewizji tłumaczący po angielsku, jakim szczęściem jest dotarcie do Niemiec. To rzesza nowych pracowników socjalnych (zatrudnionych oczywiście na umowy czasowe), obejmujących stanowiska w najprzeróżniejszych instytucjach pomocowych, w domach azylantów, w ośrodkach przejściowych. To ogromny biznes dla firm produkujących łóżka, materace, kontenery, to biznes dla właścicieli hosteli, którzy dostawali za noc co najmniej 37,50 euro i mieli stałe obłożenie.

[...]Lata 2015–2016 to był prawdziwy festiwal Willkommenskultur. Nowe słowa, nowe pojęcia, nowe społeczeństwo – nowe czasy i nowe wyzwania. Karnawał. Radość dzielenia się, radość z „bycia po stronie dobrych, jasnych Niemiec”, jak to powiedział prezydent, były pastor ewangelicki Joachim Gauck. Ta reszta, która się nie radowała, to ciemne Niemcy. A kto chciałby stać po stronie ciemności?

Życie płynie i zagęszcza się. Nowi mieszkańcy Berlina wyruszają grupkami oglądać miasto. Jeżdżą tak po sześciu, siedmiu, zawsze sami młodzi chłopcy. Rozglądają się niepewnie, łamanym angielskim pytają, jak dojechać do Alexanderplatz – w rękach plan komunikacji miejskiej, jakieś uśmiechy, jakieś rozmowy, są osobni, choć w grupie. Spotykam ich codziennie w metrze, czasem objaśniam zawiłości trasy, czasem tylko stoję i patrzę, jak chłopak w panice odrywa rękę od poręczy przy drzwiach metra, bo młoda dziewczyna weszła i złapała się poręczy tuż obok (może nawet dotknęła jego ręki?). Na pierwszy rzut oka widać, że to uchodźcy. Dostali już miejsce w ośrodku, jedzenie i ubrania, jeżdżą na spotkania do urzędów w mieście. Często to ludzie zniszczeni życiem i w nieokreślonym wieku. Zastanawiamy się wtedy, gdzie są ci ładni chłopcy występujący jako uchodźcy w telewizji, skoro na zajęciach w naszych grupach większość to ludzie bez zębów? Która prawda jest prawdziwsza, która bliższa średniej statystycznej? Jedziemy razem o 7 rano, ja do pracy, oni do swoich spraw.

Rok później już mniej zagubienia, mniej grupek, więcej matek z wózkami, jakaś orientacja w mieście, jakiś swój świat. Syryjczycy mają mieszkania, wszyscy im zazdroszczą. Wśród uchodźców, których uczę niemieckiego, na okrągło słyszę pełne żalu, pretensji i zazdrości głosy: „Ci to się umieli ustawić, od razu im dają azyl! Tam, skąd on jest, wcale nie było wojny! Tam, skąd ja jestem, nie znasz dnia ani godziny, zabić cię może każdy, przez przypadek, wejdziesz na targ i już… Fru i lecisz w powietrze, jak pomidory. Taka masakra! Tak jest w Iraku, a nam nie dają od razu wiz, nas sprawdzają, szukają. Czego oni szukają? Przecież im mówię, jak jest! Siedzi taki i patrzy i nic nie mówi. Boję się tych z biura, nie wiem dlaczego tak mało mówią. Słyszałem, że trzeba dać 6 tysięcy euro”. Tutaj się wtrącam: „Ile? I komu?”. „No urzędnikowi, ale trzeba wiedzieć jak. Dajesz adwokatowi, a on to już załatwia”. Legenda miejska – myślę sobie, który to już raz słyszę takie bzdury! „Niemiecki urzędnik nie bierze łapówek” – mówię. Rozstajemy się każdy ze swoją opinią, nasze drogi się już nie skrzyżują. Anonimowy człowiek z Bagdadu, kolejna rozmowa bez znaczenia i kolejna taka sama historia ucieczki – myślę rozzłoszczona tą rozmową. Trzy lata później przeczytam, że to on miał rację.

Moja koleżanka z pracy, starsza, elegancka pani w białych spodniach i pięknej granatowej bluzce, przychodzi rano i mówi mi na korytarzu: „Merkel musi odejść, ja nie mogę patrzeć na to, co się dzieje. Moje mieszkanie jest już nic nie warte, sami migranci wkoło, idę wczoraj z psem na spacer, a mieszkam koło urzędu, gdzie oni koczują całą dobę, moje maleństwo biegnie, a ja widzę, jak jakiś chłopak z tej kolejki wychodzi i kopie mojego psa. Biegnę i krzyczę na niego, a on się śmieje, kolejka się śmieje, a moja psinka piszczy ze strachu. Płakałam całą drogę do domu. Oni nienawidzą psów! Nieczyste są… czy coś takiego”. Mówi tak głośno, że zza biurek wychodzą inne osoby, słuchają i w milczeniu wracają do pracy.

Sprawą tego psa żyliśmy parę dni. Koleżanka wybrała AfD, nie ukrywa tego i nie widzi powodu, by się tego wstydzić. „Zbudowaliśmy taki piękny kraj, a teraz go niszczymy”. To jej słowa, zapadły mi w pamięć, bo bardzo ją lubiłam, była mi niezwykle życzliwa i pomocna w każdej zawodowej sytuacji. W historię z psem uwierzyłam od razu, tysiące razy słyszałam wśród moich uczniów dyskusje o tym, jak obrzydliwe są zwierzęta domowe i że Europejczycy zamiast dzieci mają koty i psy. Nowi uchodźcy pytają mnie, czy to prawda, że Niemcy jedzą z psami z jednego talerza? Czy śpią z psami w jednym łóżku?

Jesień 2015 to także strumień rozmów, których echo słyszę do dziś. Koleżanka z Berlina dziwi się, że mamy tak znakomity poziom techniki, a nie chcemy zbudować mostu przez Morze Śródziemne, by ci ludzie nie ginęli na pontonach. Inna pełna oburzenia krzyczy, że Niemcy powinni wysłać autobusy do Turcji, po co cały ten marsz przez Europę, jak można tę drogę po prostu przejechać? Kolejna mówi, że nam się nie spodoba to, co powie. Oczywiście jesteśmy tym bardziej zaciekawieni. Jest tuż po zamachach w Paryżu, a ona mówi, że w Niemczech się to nie zdarzy, bo myśmy wymordowali Żydów. Słucham i czuję, jak ta logika mnie obezwładnia: „Naprawdę sądzisz, że w Niemczech zamachów nie będzie dlatego, że Arabowie uważają Niemców za sojuszników przeciw Żydom?”. Koleżanka nie odpowiada. Parę miesięcy potem dochodzi do zamachu w Berlinie i jest już jasne, że Niemcy nie mogą czuć się bezpieczni dlatego, że zabili Żydów.

[...]W lipcu 2015 roku AfD ma w efekcie podziału w partii poparcie w okolicach 3%. Partia powstała zaledwie dwa lata wcześniej. Zaczęła wynikiem 4,7 % w wyborach do Bundestagu, czyli nie przekroczyła progu wyborczego. W 2014 roku w wyborach europejskich dostaje 7%. Otwarcie granic nastąpiło we wrześniu 2015 roku, a już w marcu 2016 roku we wschodnim landzie Saksonia-Anhalt AfD uzyskuje 24,3%, w zachodnich landach Badenii-Wirtembergii 15,1%, a w Nadrenii-Palatynacie 12,6%. W wyborach do Bundestagu w 2017 roku AfD uzyskała 12,6%. W ostatnich sondażach dostaje już 17% i w wielu regionach jest już drugą siłą polityczną, degradując bezlitośnie socjaldemokrację.

AfD niemal cały swój kapitał polityczny buduje na uchodźcach. Przez trzy lata żadna z głównych partii politycznych nie pozwalała sobie na wysłuchanie obaw społecznych. Przecież obawa równa się nietolerancja, równa się ciemne Niemcy, rasizm, nazizm. Co ciekawe, jednocześnie w siłę rośnie także partia Zielonych, która w sprawie uchodźców stoi na przeciwległym końcu politycznego spektrum i jest całkowicie za kontynuowaniem polityki otwartości. Te dwie przeciwstawne wizje oddają skalę podziałów społecznych i nakreślają linie debaty. Zieloni bazują na polityce szantażu emocjonalnego, a cały ich przekaz utkany jest na przesłaniu moralnościowym. AfD cały przekaz buduje z kolei na retoryce obrony wartości niemieckich, poczuciu zagrożenia, utraty tożsamości. Obie opcje nie mają realnych propozycji, jak uporządkować ustawodawstwo, przygotować system na stałą obecność migracji w Europie.

I drugi ciekawy tekst, wywiad z Wolfgangiem Templinem* na temat wydarzeń w Chemnitz i rosnącej sile AfD:

http://krytykapolityczna.pl/swiat/ue/eks...g-templin/

* działacz opozycji demokratycznej w NRD i publicysta. W latach 2011-2013 roku kierował biurem Fundacji Heinricha Bölla w Warszawie.
Odpowiedz
Glassius napisał(a): Spore to było przed wojną. Niestety, możliwy klejnot naszego narodu został wymordowany Smutny

To nie do końca racja.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_laur...olsk%C4%85

Lista noblistów, którzy nie załapali się do "polskiego kanonicznego panteonu" jest całkiem spora. Sporo też wśród nich przedstawicieli tzw. narodu wybranego. Odrzucając nagrody pokojowe i literackie, wśród "znaczących związków" naliczyłem 7 noblistów, 6 żydów, a wśród "w małym stopniu" jeszcze 12, z czego kolejnych czterech to mozaiści. Niektórzy emigrowali z terenów polskich jeszcze w XIX wieku, inni dopiero po II WS.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Jeden z najlepszych artykułów podsumowujących temat migracji. Autorką jest Polka, która pracowała w Niemczech jako nauczycielka w jednej z klas dla uchodźców. Sporo tekstu, więc nie wklejam całego; wybiórczo na zachętę parę urywków:

http://krytykapolityczna.pl/swiat/rachun...chodzcami/

Istotnie, ciekawy tekst. Niemniej pominąłeś pewną kluczową IMHO kwestię w tym cytacie, moment, od którego wszystko się zmieniło:

Cytat:Kilka wydarzeń wrzyna się w świadomość społeczną, niedobrych wydarzeń. Dobre nikogo nie interesują, w dobrych rozsmakowują się tylko neofici.

Pierwsze z nich to sylwestrowa noc w Kolonii 2015. Bilans zamieszek to 1182 zgłoszeń, 497 napaści na tle seksualnym, 1276 potencjalnych ofiar, 183 potencjalnych sprawców. Tyle policyjnej statystyki. Sprawcami byli w większości młodzi mężczyźni z północnej Afryki, tworzyli zorganizowane grupki mające na celu ataki seksualne i kradzieże w tłumie, na ile byli zorganizowani, nie wie nikt, ale dogadani, jak to zrobić, byli rzeczywiście.

Mediom wydawało się jeszcze wtedy, że kształtują opinię społeczną. Cztery dni po zamieszkach prasa, telewizja, radio milczały jak zaczarowane.
(...)
Ceną za milczenie mediów, policji i polityków jest trwała utrata zaufania. Premier Nadrenii, landu będącego twierdzą socjaldemokracji, polityczka SPD Hannelore Kraft pięć miesięcy później przegrała wybory.

Prawda była nie do zatrzymania, wbrew całej ogólnie panującej narracji. Ilość zdarzeń, relacji była jak lawa, która przykrywa wszystko. Czy dziennikarz powinien się zajmować wychowywaniem społeczeństwa, pouczaniem, co ma myśleć obywatel, czy informowaniem?

Tłumaczenia, jakie serwowano potem dosłownie wszędzie, brzmiały tak:

Po pierwsze, takie przypadki się zdarzają wszędzie, na Oktoberfest w Monachium też były i robili to Niemcy.

Po drugie, to bez znaczenia, kto to zrobił, bo młodzi mężczyźni są wszędzie agresywni i mają problem z seksualnością.

Po trzecie, nie podajemy pochodzenia sprawców, by nie nie stygmatyzować uchodźców, zawiniła niewielka grupa, a konsekwencje będą ponosić wszyscy.

Po czwarte, kodeks dziennikarzy niemieckich uczula na takie sprawy. Punkt 12.1 został zmieniony w 2017 roku, a i tak dalej budzi ogromne kontrowersje (często pada choćby zarzut o autocenzurę). Obecnie brzmi on następująco:

W doniesieniach na temat przestępstw należy zwracać uwagę , że przywoływanie przynależności etnicznej sprawcy lub podejrzanego, przynależności religijnej i do innych mniejszości nie powinno prowadzić do dyskryminujących uogólnień jednostkowego błędnego zachowania.  Przynależność nie powinna być przywoływana, za wyjątkiem powstania uzasadnionego interesu publicznego. Szczególnie należy mieć na uwadze, że przywoływanie pochodzenia może prowadzić do szerzenia się uprzedzeń wobec mniejszości.

Żadna przestrzeń nie pozostaje pusta, tym razem na miejsce opuszczone przez tradycyjne media wlał się przekaz z Facebooka, Twittera, YouTube’a i innych mediów społecznościowych. Wszędzie publikowano zdjęcia, filmiki, dziewczyny pisały, mówiły, co im się przytrafiło. Nikt tego nie segregował, nikt nie przesiewał, nikt nie kontrolował strumienia.

W Dreźnie i w Lipsku tysiące ludzi wyszły na ulice z hasłem „Prasa kłamie”.
(...)

To był moim skromnym zdaniem moment kluczowy, od którego Niemcy podzieliły się na tych, którzy jeszcze kształtują swoją opinię na podstawie oficjalnych mediów (czy zgadzając się czy też nie), oraz tę część, która przerzuciła się na media alternatywne. I ten podział pogłębia się do dziś. Jeżeli komuś nasuwają się jakieś skojarzenia z Polską, z budowaniem alternatywnych mediów na bazie "mitu smoleńskiego", to będzie miał podobne skojarzenia jak ja.


Coby nie nadwyrężać cierpliwości czytelników nie będę przytaczał kolejnych historii, tylko tę jedną, która wypada poza szablon:

Cytat:Niemiecki oficer, porucznik Franco A. stacjonujący w alzackim Illkirch zarejestrował się w 2017 roku jako uchodźca w Bawarii, nie mówił po arabsku, z urzędnikiem rozmawiał po francusku. Dostał status ograniczonego pobytu, pobierał zasiłek, choć nie był widziany w ośrodku, gdzie miał mieszkać (w tym samym czasie pełnił służbę w Illkirch). Ponoć należał do prawicowej grupy żołnierzy i planował zamach na wysokich funkcjonariuszy politycznych. Chciał skierować podejrzenia na uchodźców, zatem zarejestrował się jako uchodźca z Damaszku, choć nie umiał opisać żadnej dzielnicy tego miasta. Podał, że jest prześladowanym chrześcijaninem. Status pobytowy otrzymał jednak w związku z wojną w Syrii, a nie ze względu na prześladowania religijne.

(...)

Co ciekawe na trop Franco A. wpadły służby austriackie, nie niemieckie.

Co ciekawe, a już nie opowiedziane w tekście, austriackie służby wpadły na trop Franco A. po próbie przemytu broni na lotnisku. Co jeszcze ciekawsze, było to niedługo po bardzo dziwnych wypowiedziach niektórych oficerów Bundeswery, które graniczyły z wypowiedzeniem posłuszeństwa. Mówiąc delikatnie.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Co ciekawe, a już nie opowiedziane w tekście, austriackie służby wpadły na trop Franco A. po próbie przemytu broni na lotnisku. Co jeszcze ciekawsze, było to niedługo po bardzo dziwnych wypowiedziach niektórych oficerów Bundeswery, które graniczyły z wypowiedzeniem posłuszeństwa. Mówiąc delikatnie.

Można utkać z tego kolejną teorię spiskową, że część zamachów jest kierowana przez służby czy jakieś grupy nieformalne celem zmiany kursu polityki, stąd stawianie na AfD. Zostawiając takie wymysły na boku, ważnym jest, aby ilość przybyszów z państw trzeciego świata malała i była kontrolowana.

Cała ta sprawa pokazuje też jak wielka przepaść cywilizacyjna panuje pomiędzy ludźmi na świecie, która nie powinna się pogłębiać, jeśli jakiś ład ma zostać zachowany. Poziom życia w nierozwiniętych państwach powinien znacząco wzrosnąć, żeby uniknąć większych problemów w przyszłości.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Cytat:Poziom życia w nierozwiniętych państwach powinien znacząco wzrosnąć, żeby uniknąć większych problemów w przyszłości.

Przecież rośnie. Dochód na głowę w Somalii jest dziś taki, jak na początku XIX wieku w najpotężniejszym
i najbogatszym państwie tamtych czasów. A technologia tylko te różnice zniweluje. Jak dobrze pójdzie to brak infrastruktury będzie dla Afryki zaletą. Zamiast linii kolejowych i dróg asfaltowych będą budować modułowe Hyperloopy i drogi z nawierzchniami z nanorurek i odpadów kopalnianych. Albo będą popylać dronami i będą budować same lądowiska. Największym problemem pozostaje produkcja rolna i zaopatrzenie w wodę, energię i środki czystości. A to nawet z technologiami rodem z końcówki zeszłego wieku masakrycznie podnosi wydajność. Po upowszechnieniu się chemicznych czy cząsteczkowych drukarek 3D problem zniknie.

Osobiście jestem optymistą.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Gawain napisał(a):
Cytat:Poziom życia w nierozwiniętych państwach powinien znacząco wzrosnąć, żeby uniknąć większych problemów w przyszłości.

Przecież rośnie. Dochód na głowę w Somalii jest dziś taki, jak na początku XIX wieku w najpotężniejszym
i najbogatszym państwie tamtych czasów. A technologia tylko te różnice zniweluje. Jak dobrze pójdzie to brak infrastruktury będzie dla Afryki zaletą. Zamiast linii kolejowych i dróg asfaltowych będą budować modułowe Hyperloopy i drogi z nawierzchniami z nanorurek i odpadów kopalnianych. Albo będą popylać dronami i będą budować same lądowiska. Największym problemem pozostaje produkcja rolna i zaopatrzenie w wodę, energię i środki czystości. A to nawet z technologiami rodem z końcówki zeszłego wieku masakrycznie podnosi wydajność. Po upowszechnieniu się chemicznych czy cząsteczkowych drukarek 3D problem zniknie.

Osobiście jestem optymistą.

Optymizm - cenna rzecz Uśmiech

Cytat:Od 1991 roku w Somalii trwa wojna domowa, obecnie kraj jest w stanie faktycznego rozpadu, a rząd kontroluje tylko niewielkie skrawki jego terytorium. W 2011 Somalia zajęła 1. miejsce (czwarty rok z rzędu) w rankingu państw o najtrudniejszych warunkach do życia[4]. W lipcu 2011 na terenie Somalii ogłoszono stan klęski głodowej spowodowany długotrwałą suszą, plagami szarańczy, a także długoletnią wojną domową. W wyniku głodu zmarło już 12 tys. osób. Szacuje się, że w całym regionie tzw. „Rogu Afryki" (południowo-wschodnia Etiopia, Somalia, północna Kenia), blisko 12 mln ludzi jest zagrożonych głodem[5].

Według raportu opublikowanego przez FAO oraz amerykańską agencję rządową USAID głód, który panował w Somalii w latach 2010–2012, był skutkiem największej od 60 lat suszy w tym rejonie świata i zabił prawie 260 tysięcy ludzi; połowa ofiar to dzieci poniżej piątego roku życia. Do klęski przyczyniła się także niepewna sytuacja bezpieczeństwa i związany z nią ograniczony dostęp organizacji humanitarnych do poszkodowanych, niektóre rejony znajdowały się bowiem pod kontrolą grup związanych z Al-Kaidą
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Ależ ja to wiem. I takie bagno jest na poziomie zamożności imperium sprzed dwóch stuleci, bo tak poziom życia podciągnął rozwój technologiczny. Za ile lat najbiedniejsze kraje świata osiągną poziom zamożności np. Stanów?
Sebastian Flak
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Za ile lat najbiedniejsze kraje świata osiągną poziom zamożności np. Stanów?

Bez ingerencji z zewnątrz prawdopodobnie nigdy. Za kilkaset lat ludzie nadal mogliby sobie tam jeździć jak do jakiegoś zoo z książki Huxleya.
Żeby technologia mogła zrobić swoje, to potrzebne są odpowiednie przepisy, kultura i poziom edukacji. Tego w np. Somalii nie ma, więc jej status jest niski z zerową szansą na dogonienie kogokolwiek w Europie w tym wieku (z krajów rozwiniętych), a może i przyszłym, chyba że wynalezione zostanie rozwiązanie tego problemu.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Ale dochód na łebka znacząco wyższy niż 200 lat temu. Zostawiając ekstrema to dzisiejszy Bułgar (mieszkaniec najbiedniejszego państwa UE) żyje na poziomie wyższym niż dowolny średniowieczny władca, a i na wyższym niż niejeden zamożny szlachcic z XVIII czy XIX wieku. A korupcja i niedowład praworządności to bałkańska specjalność. Taka Polska, rozjechana przez wszystkie większe wojny zeszłego wieku jest gdzieś w okolicach G20. A korzystamy jedynie z bonusa znajdowania się w Europie. 120 lat temu Polski nie dość, że w ogóle nie było na mapach to jeszcze jej późniejsze ziemie były w stanie permanentnego niedorozwoju gospodarczego (za wyjątkiem zaboru rosyjskiego, tam byliśmy najbogatszymi ziemiami z najlepiej rozwiniętym przemysłem XD). A dzisiaj jesteśmy 6 gospodarką EU i 8 Europy (chyba). Sto lat wystarczyło. Przy dzisiejszej technologii raczej ten trend przyspieszy. Co więcej żeby korzystać ze smartfonów czy samochodów elektrycznych wcale nie trzeba ich wytwarzać i wymyślać. Wystarczy mieć dość hajsu, a na smartfona stać dzisiaj tak wielu ludzi, że nawet w Somalii jakieś znajdziesz i pewnie wcale nie mało. Jak potanieją auta elektryczne to i te się tam znajdą. Pytanie kiedy, bo na moje oko to nie więcej niż pół wieku.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości