Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pazerność
#1
Ciekawe byłoby wyliczenie, jaki ma wpływ wynagrodzenie pracowników na finanse takich sieciówek jak Biedronka, Lidl czy Rossmann?
Czy gdyby ci pracownicy zarabiali podobne pieniądze, jak np w Niemczech (ok. 1200 euro) to o ile wzrosłyby ceny towarów?
W końcu te same sieci tam płacą więcej, a ceny nie są wyższe (chyba).

PS. Policzyłem na szybko.
Biedronka zatrudnia 45.000 pracowników. Przeciętnie zarabiają 2000 brutto więc na płace idzie ok. 100 milionów zł.
Obrót 36 mld zł, zysk EBTIDA 3 mld (14%), zysk netto 1,25 mld.
Gdyby więc zatrudnili niemieckie kasjerki i zapłacili niemieckie stawki (ok. 1200 euro), to płace wzrosłyby do 400 mln (dodatkowe 300 mln).
Ergo - zysk EBTIDA spadłby do do 2,700 mld czyli 10%, a udział tej podwyżki w cenach wyniósłby NIECAŁY 1%

Jakby co, to ja (Lumber) założyłem wątek, ale Sofeicz czasowo ubiegł mnie z pomysłem Oczko Dlatego wyszło tak jak wyszło Oczko
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#2
Chciałbym tu podyskutować o cesze charakteru, która moim zdaniem odgrywa we współczesnym świecie dosyć ważną rolę. O pazerności. 

Z moich obserwacji wynika, że ludzie dążą do tego aby jak najwięcej brać, a jak najmniej od siebie dać. Ale to jeszcze nie jest pazerność. Człowiek, który kombinuje aby jak najmniejszym kosztem zdobyć jak najwięcej to normalny człowiek. Przejawy tego widać na każdym kroku - wystarczy pójść na targ i posłuchać jak klienci z handlarzami "walczą" o każdą złotówkę. Widać to po nas samych kiedy szukamy w internecie, w ofertach wielorakich sklepów i na portalach aukcyjnych produktów po jak najniższej cenie. I nie ważne czy chodzi tu o jakąś pierdółkę jak książka czy o coś poważniejszego jak na przykład samochód czy mieszkanie - mechanizm jest zawsze ten sam.

I ten sam mechanizm, który w niewypaczonej wersji jest czymś zdroworozsądkowym potrafi przybrać patologiczną formę, którą też widzimy na co dzień. Są to:

- oficjalnie biedni, a nieoficjalnie średniozamożni studenci, którzy ubiegają się o stypendium socjalne
- ludzie, którzy chodzą na posiłki do caritasu mimo, że byłoby ich stać na wyżywienie samych siebie
- urzędnicy, którzy przyznają sobie niczym nieuzasadnione nagrody
- bardzo zamożni ludzie zakładający swoje firmy za granicą mimo, że  i tak dałyby sobie radę gdyby zostały założone w Polsce
- firmy, które zatrudniają ludzi na czarno nie z powodu trudnej sytuacji, problemów z rentownością itd., lecz takie, które z kilkunastotysięcznym miesięcznym przychodem chcą po prostu zaoszczędzić sobie te kilka tysięcy złotych ZUSu miesięcznie

Rozpatrzmy problem pazerności na przykładzie kasjerki. To będzie takie moje teoretyczne gdybanie, więc może być mylne, no ale po to tu piszę, żeby mi przynajmniej ktoś tu wytknął błąd w rozumowaniu. Ad rem:

Tu jest bardzo dobry tekst o marketach - biorąc go pod uwagę jestem w stanie zrozumieć, że niskie zarobki kasjerek mają czasem swoje uzasadnienie, ale istnieją sieci marketów dobrze prosperujących... np. Biedronka. I teraz tak - mamy kasjerkę z tegoż marketu. Załóżmy, że kasjerka zarabia 1,600 zł netto miesięcznie. Czy gdyby miała ze cztery stówy więcej, to czy odczulibyśmy to w cenie produktów czy może po prostu Biedronka by trochę mniej zarobiła? Jeśli po podwyżce zarobków firma dalej przynosiłaby duże zyski, to czemu tego nie robi? Przecież jaka byłaby to ekstra reklama dla marketu. Mogliby sobie jakieś fajne slogany robić "U nas docenia się pracowników", "Biedronka. Godność przede wszystkim" itd. itp. Jaka byłaby to świetna antyreklama dla tych wszystkich marketów, które zatrudniają na najchujowszych warunkach. Ilu więcej klientów by miał taki dobrze płacący market. Przecież w pierwszej kolejności wybrałbym taki, który jednocześnie słynie z niewyzyskiwania pracowników i z niskich cen dobrych produktów. A zresztą - policzmy Biedronkę czy dałaby radę płacić więcej: 

http://www.biedronka.pl/pl/news,id,890,t...y-sprzedaz

Cytat:W PIERWSZEJ POŁOWIE 2015 ROKU ZYSK NETTO WZRÓSŁ O 3% DO 150 MILIONÓW EURO

1 euro to 4,2 zł
150 mln euro to 630 mln zł

http://www.biedronka.pl/pl/onas/kariera

Cytat:Jeronimo Martins jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce. Zatrudniamy ponad 55 tys. osób o najróżniejszym wykształceniu i doświadczeniu zawodowym.

Załóżmy, że każdy pracownik (nie tylko kasjerki) dostałby od teraz 4 stówy więcej miesięcznie. To byłoby 22 000 000 zł miesięcznie. To po sześciu miesiącach byłoby 132 000 000 zł. Po sześciu miesiącach Biedronka miałaby nie 630 mln zł zysku netto, lecz 498 mln zł. A jednocześnie klienci nie odczuliby tego w wyższych cenach produktów spożywczych.

Chyba, że się mylę, to niech ktoś mnie wyprowadzi z błędu. Póki co uważam zarzut pazerności za uzasadniony.

I jeszcze jedna kwestia - czy da się w ogóle cokolwiek zrobić w kwestii pazerności czy taka jest po prostu posrana natura ludzka?
Odpowiedz
#3
lumberjack napisał(a): I jeszcze jedna kwestia - czy da się w ogóle cokolwiek zrobić w kwestii pazerności czy taka jest po prostu posrana natura ludzka?
W gruncie rzeczy zgadzam się z Twoją wypowiedzią. A co do natury ludzkiej - w równie dużym stopniu, co biologia, ma na nią wpływ kultura. I to kulturę, formę społeczeństwa, wartości w nim preferowane można by uszlachetnić, by przeciwdziałać takim zjawiskom. Kultura daje początek trendom - wystarczy odpowiedni grunt, by powstał jeden z tych hipotetycznych, doceniających pracowników marketów i by się to przyjęło w społeczeństwie, pociągając za sobą wszystkie inne. Delikatny temat ogólnie.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#4
lumberjack napisał(a): Chciałbym tu podyskutować o cesze charakteru, która moim zdaniem odgrywa we współczesnym świecie dosyć ważną rolę. O pazerności. 

Z moich obserwacji wynika, że ludzie dążą do tego aby jak najwięcej brać, a jak najmniej od siebie dać. Ale to jeszcze nie jest pazerność. Człowiek, który kombinuje aby jak najmniejszym kosztem zdobyć jak najwięcej to normalny człowiek. Przejawy tego widać na każdym kroku - wystarczy pójść na targ i posłuchać jak klienci z handlarzami "walczą" o każdą złotówkę. Widać to po nas samych kiedy szukamy w internecie, w ofertach wielorakich sklepów i na portalach aukcyjnych produktów po jak najniższej cenie. I nie ważne czy chodzi tu o jakąś pierdółkę jak książka czy o coś poważniejszego jak na przykład samochód czy mieszkanie - mechanizm jest zawsze ten sam.

I ten sam mechanizm, który w niewypaczonej wersji jest czymś zdroworozsądkowym potrafi przybrać patologiczną formę, którą też widzimy na co dzień. Są to:

- oficjalnie biedni, a nieoficjalnie średniozamożni studenci, którzy ubiegają się o stypendium socjalne
- ludzie, którzy chodzą na posiłki do caritasu mimo, że byłoby ich stać na wyżywienie samych siebie
- urzędnicy, którzy przyznają sobie niczym nieuzasadnione nagrody
- bardzo zamożni ludzie zakładający swoje firmy za granicą mimo, że  i tak dałyby sobie radę gdyby zostały założone w Polsce
- firmy, które zatrudniają ludzi na czarno nie z powodu trudnej sytuacji, problemów z rentownością itd., lecz takie, które z kilkunastotysięcznym miesięcznym przychodem chcą po prostu zaoszczędzić sobie te kilka tysięcy złotych ZUSu miesięcznie

Rozpatrzmy problem pazerności na przykładzie kasjerki. To będzie takie moje teoretyczne gdybanie, więc może być mylne, no ale po to tu piszę, żeby mi przynajmniej ktoś tu wytknął błąd w rozumowaniu. Ad rem:

Tu jest bardzo dobry tekst o marketach - biorąc go pod uwagę jestem w stanie zrozumieć, że niskie zarobki kasjerek mają czasem swoje uzasadnienie, ale istnieją sieci marketów dobrze prosperujących... np. Biedronka. I teraz tak - mamy kasjerkę z tegoż marketu. Załóżmy, że kasjerka zarabia 1,600 zł netto miesięcznie. Czy gdyby miała ze cztery stówy więcej, to czy odczulibyśmy to w cenie produktów czy może po prostu Biedronka by trochę mniej zarobiła? Jeśli po podwyżce zarobków firma dalej przynosiłaby duże zyski, to czemu tego nie robi? Przecież jaka byłaby to ekstra reklama dla marketu. Mogliby sobie jakieś fajne slogany robić "U nas docenia się pracowników", "Biedronka. Godność przede wszystkim" itd. itp. Jaka byłaby to świetna antyreklama dla tych wszystkich marketów, które zatrudniają na najchujowszych warunkach. Ilu więcej klientów by miał taki dobrze płacący market. Przecież w pierwszej kolejności wybrałbym taki, który jednocześnie słynie z niewyzyskiwania pracowników i z niskich cen dobrych produktów. A zresztą - policzmy Biedronkę czy dałaby radę płacić więcej: 

http://www.biedronka.pl/pl/news,id,890,t...y-sprzedaz

Cytat:W PIERWSZEJ POŁOWIE 2015 ROKU ZYSK NETTO WZRÓSŁ O 3% DO 150 MILIONÓW EURO

1 euro to 4,2 zł
150 mln euro to 630 mln zł

http://www.biedronka.pl/pl/onas/kariera

Cytat:Jeronimo Martins jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce. Zatrudniamy ponad 55 tys. osób o najróżniejszym wykształceniu i doświadczeniu zawodowym.

Załóżmy, że każdy pracownik (nie tylko kasjerki) dostałby od teraz 4 stówy więcej miesięcznie. To byłoby 22 000 000 zł miesięcznie. To po sześciu miesiącach byłoby 132 000 000 zł. Po sześciu miesiącach Biedronka miałaby nie 630 mln zł zysku netto, lecz 498 mln zł. A jednocześnie klienci nie odczuliby tego w wyższych cenach produktów spożywczych.

Chyba, że się mylę, to niech ktoś mnie wyprowadzi z błędu. Póki co uważam zarzut pazerności za uzasadniony.

I jeszcze jedna kwestia - czy da się w ogóle cokolwiek zrobić w kwestii pazerności czy taka jest po prostu posrana natura ludzka?

Nie mam teraz czasu wszystkiego liczyć, ale:

1. 150 mln euro to zysk netto całej grupy, a nie Biedronki;
2. Nigdzie nie wyczytałem, że Biedronka ma marżę wyższą niż te 2 czy 3%;
3. Brutto które masz w umowie to nie jest koszt pracy - jak ostatnio sprawdzałem pracownik zarabiający 2.500 netto (a to interesuje pracowników) kosztuje pracodawcę 4.200 zł.
4. z oczywistych dla każdego poza komunistami względów nie może być tak, że każdy pracownik będzie dostawał tyle samo;
5. widzę, że nie uwzględniłeś kosztów benefitów pracowniczych;
6. jaki jest poziom zysku, który Biedronka może sobie zatrzymać, przy którym już nie mamy do czynienia z pazernością?
7. Dlaczego kiedy Ty próbujesz kupić jak najtaniej pozbawiając ludzi zarobku, a może nawet pracy (jak idziesz obejrzeć do sklepu stacjonarnego, a kupujesz w internecie) to wszystko jest OK, a kiedy robi to Biedronka, to jest be?
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#5
Socjopapa napisał(a): 1. 150 mln euro to zysk netto całej grupy, a nie Biedronki;
Całej grupy w ramach Polski? Jeśli tak to można do 45000 pracowników dodać te 2000. Lumber i tak policzył jakby było ich 50000.
Cytat:3. Brutto które masz w umowie to nie jest koszt pracy - jak ostatnio sprawdzałem pracownik zarabiający 2.500 netto (a to interesuje pracowników) kosztuje pracodawcę 4.200 zł.
Przy 2000 brutto mamy 2412 kosztów czyli zamiast 100 mln, 120 mln.
Cytat:4. z oczywistych dla każdego poza komunistami względów nie może być tak, że każdy pracownik będzie dostawał tyle samo;.
Przeciętna, a na taką powoływał się lumber, nie znaczy że każdy zarabia tak samo.
Cytat:5. widzę, że nie uwzględniłeś kosztów benefitów pracowniczych;
Za to podwyżkę policzył dla 55 tys pracowników, a nie 45 tysięcy.
W sumie błedy na + i na - się znoszą. Nie wiem jak w przypadku marży.
Odpowiedz
#6
Do wszystkich uwag Socjopapy dołączę jeszcze taką, że JM jest spółką. Wyobraź sobie, że jesteś dyrektorem zarządzającym jakiejś spółki. I nagle podejmujesz zupełnie rynkowo nieuzasadnioną decyzję, która upierdala zyski firmy o 20%. Przychodzą wkurwieni akcjonariusze, a Ty co? Mówisz im "nie bądźcie tacy pazerni"?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#7
Machefi napisał(a):
Socjopapa napisał(a): 1. 150 mln euro to zysk netto całej grupy, a nie Biedronki;
Całej grupy w ramach Polski? Jeśli tak to można do 45000 pracowników dodać te 2000. Lumber i tak policzył jakby było ich 50000.

Nie widziałem zastrzeżenia, że chodziło tylko o polską część portugalskiej grupy.

Machefi napisał(a): Przy 2000 brutto mamy 2412 kosztów czyli zamiast 100 mln, 120 mln.

Masz 20 melonów? To się podziel.

Machefi napisał(a): Przeciętna, a na taką powoływał się lumber, nie znaczy że każdy zarabia tak samo.

Przeciętna kasjerek... Wbrew pozorom grupa nie działa tylko dzięki kasjerkom.

Machefi napisał(a): W sumie błedy na + i na - się znoszą.

Ciekawe jak to policzyłeś...

Machefi napisał(a): Nie wiem jak w przypadku marży

Tym bardziej ciekawe jak te - i + policzyłeś.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#8
Socjopapa napisał(a): Nie mam teraz czasu wszystkiego liczyć, ale:

1. 150 mln euro to zysk netto całej grupy, a nie Biedronki;
2. Nigdzie nie wyczytałem, że Biedronka ma marżę wyższą niż te 2 czy 3%;
3. Brutto które masz w umowie to nie jest koszt pracy - jak ostatnio sprawdzałem pracownik zarabiający 2.500 netto (a to interesuje pracowników) kosztuje pracodawcę 4.200 zł.
4. z oczywistych dla każdego poza komunistami względów nie może być tak, że każdy pracownik będzie dostawał tyle samo;
5. widzę, że nie uwzględniłeś kosztów benefitów pracowniczych;
6. jaki jest poziom zysku, który Biedronka może sobie zatrzymać, przy którym już nie mamy do czynienia z pazernością?
7. Dlaczego kiedy Ty próbujesz kupić jak najtaniej pozbawiając ludzi zarobku, a może nawet pracy (jak idziesz obejrzeć do sklepu stacjonarnego, a kupujesz w internecie) to wszystko jest OK, a kiedy robi to Biedronka, to jest be?

1. Ok, ale Biedronka jest głównym, dominującym i podstawowym filarem całej grupy.
2. Nigdzie nie pisałem, że ma wyższą
3. Ok. Jeśli kasjerki teraz mają 1600 zł netto, to jest to to  2200 zł brutto. Gdybym miały 2000 netto to byłoby niecałe 2800 zł. Czyli realny koszt podwyżek dla pracodawcy byłby dwukrotnie wyższy niż napisałem w pierwszym poście. Trzeba by to jeszcze raz przeliczyć, ale nie chce mi się dziś. Jeśli by wyszło naprawdę dużo, to można by pomyśleć o mniejszej podwyżce - np. 200 zł. Dla całej armii pracowników Biedronek z obszaru Polski B to i tak byłoby wchuj dużo.
4. Nie twierdzę, że każdy ma dostawać tyle samo. Pisałem o tym, żeby każdy (kasjerki i cała reszta, która jest wyżej w hierarchii) miał o 400 zł więcej.
5. Racja.
6. Taki, żeby wilk był syty i owca cała  Oczko Żeby właściciele mieli na swoje jachty i żeby zwykli szarzy pracownicy przestali się bać jutra. Dla kogoś kto przez ileś lat miał miesięcznie ok. 1.6k, dwa tysiące byłyby zajebistym podwyższeniem poziomu życia. Mniej ludzi bałoby się o przyszłość, mogliby sobie coś odłożyć na starość, a nie żyć z miesiąca na miesiąc.
7. Ja żem biedak-cebulak i poszukiwanie najniższych cen jest podyktowane moją kondycją finansową. Powiedz - jakbyś mnie ocenił gdybym, będąc multimilionerem, poszedł na targ i wykłócał się o cenę skarpetek czy kapci, żeby kupić je o złotówkę taniej? Jebnięty sknerus, który nie chce dać zarobić lepiej ludziom, mimo że sam nic by na tym nie ucierpiał.

zefciu napisał(a): Do wszystkich uwag Socjopapy dołączę jeszcze taką, że JM jest spółką. Wyobraź sobie, że jesteś dyrektorem zarządzającym jakiejś spółki. I nagle podejmujesz zupełnie rynkowo nieuzasadnioną decyzję, która upierdala zyski firmy o 20%. Przychodzą wkurwieni akcjonariusze, a Ty co? Mówisz im "nie bądźcie tacy pazerni"?

Nie no coś ty. Wyobrażam to sobie zupełnie inaczej. Trzeba by było przecież tak ważną decyzję uzgodnić z najważniejszymi akcjonariuszami.

Przychodzi dyrektor do akcjonariuszy i mówi: "Chłopaki! Jest zajebiście! Zarabiamy tyle hajsiwa, że choćbyśmy chcieli je na siłę przepierdolić na najgorsze głupoty, to i tak się nie uda! Od lat wiedzie się nam wyśmienicie, działamy prężnie i dosłownie zjadamy całą konkurencję, więc wiecie co - może dajmy podwyżkę naszym ludziom, bo zasługują na to. Jeśli kiedyś będzie gorzej to obniżymy im pensje, ale póki co niech i oni, przynajmniej w małym stopniu, odczują sukces jaki osiągnęła nasza firma."

Jeśli akcjonariuszami byliby teiści, np. katolicy, to siepnąłbym im jeszcze takim argumentem:


Cytat:Czytając Stary Testament, możemy się przekonać, że w sposób jasny i wyraźny potępia on w bardzo wielu tekstach tych, którzy pragną nieustannie coraz większego bogactwa, nie przejmując się przy tym losem innych. To właśnie Bóg staje w obronie ubogich, którzy sami nie mogą się obronić. Czyni to przede wszystkim za pośrednictwem proroków, którzy w mocnych słowach wzywają chciwców do zmiany dotychczasowego stylu życia. 
Nowy Testament rozwija i podejmuje ten temat. Sam Jezus z Nazaretu mówi przecież: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia” (Łk 12, 15). Następnie Jezus opowiada przypowieść o bogaczu, który woli budować spichlerze niż zatroszczyć się o swe zbawienie. 
W Pierwszym Liście do Tymoteusza czytamy zaś: „...korzeniem wszelkiego zła jest chciwość...” (6, 10).

Wydaje się, że aby nie wpaść w sidła chciwości, należy poprzestawać na małym. Bez wątpienia refleksja nad przemijalnością i marnością tego, co ziemskie, też nam w tym pomoże. Chciwość nie jest pragnieniem posiadania. Chciwość jest nienasyconą chęcią posiadania więcej. Chciwiec, choćby posiadał największe bogactwa, zawsze będzie się uważał za potrzebującego.

http://www.niedziela.pl/artykul/81596/nd...e-Chciwosc

Akcjonariusze mogliby się trochę podzielić.  Oni tego bardzo nie odczują, za to o ile więcej poprawiłby się los zwykłego człowieka. Oczywiście nie jestem za przymusem, za zmuszaniem ich do takiej decyzji. Fajnie by było jakby dobrowolnie zechcieli poprawić byt innych.

Ja bym ich do tego zachęcał nawet nie uderzając do ich sumień, do ich poczucia tego co jest godnym zachowaniem, a co pazernym. Ja bym ich do tego zachęcił ze względów marketingowych. No kurde - po takiej decyzji należy spotkać się ze wzrostem sympatii całego społeczeństwa i z większą ilością chętnych do robienia zakupów w tej sieci. Może i więcej wydadzą na pracowników i podatki, ale też będą mieli więcej wpływów, a zyskanie sympatii społeczeństwa da im pewność i stabilność pozycji na rynku.
Odpowiedz
#9
lumberjack napisał(a): Jeśli kiedyś będzie gorzej to...

...się zwolnią i w dupie będą mieli to, że wcześniej ktoś o nich pomyślał.

Odpowiedz
#10
...co najlepiej widać na przykładzie pracowników kopalni Silesia, którzy z własnej oddolnej inicjatywy uratowali upadającą firmę.

ps
Dlaczego tak z automatu dopatrujesz się złej woli u zwykłych pracowników? Podążając twoim tokiem rozumowania można zanegować sens jakiejkolwiek podwyżki dla jakiegokolwiek pracownika. No bo "łon się po prostu kiedyś zwolni i w dupie będzie miał firmę."
Odpowiedz
#11
lumberjack napisał(a): ...co najlepiej widać na przykładzie pracowników kopalni Silesia, którzy z własnej oddolnej inicjatywy uratowali upadającą firmę.

Są też alternatywne formy działalności gospodarczej. Spółdzielnie mają swoje problemy, ale ich sprawne istnienie na rynku jest jak najbardziej możliwe. Na naszym polskim gruncie będzie to np. wspomniany w artykule mlekpol.
O spamelu działającym w branży elektrotechnicznej także słyszałem i jest ponoć dosyć ceniony.

"Dodatkowo, z podanych przez nią danych wynika, że w spółdzielniach zarabia się o 9% więcej niż w sektorze prywatnym ogółem na takich samych stanowiskach."

http://rynekpracy.org/wiadomosc/794835.html
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#12
A czemu Ty tak usilnie się dopatrujesz złej woli u "pazernych" pracodawców? Oczko
Co to znaczy pazerny? Jak zarabiam 2000 zł to jeszcze mogę kupować w tanich supermarketach i pozbawiać zarobku babcie na targu czy już nie? A jak 5000 zł? A jak 100000 zł? Gdzie jest granica?
Fajnym gestem ze strony firmy byłoby podwyższenie pensji pracownikom do jakiegoś ludzkiego poziomu, ale też nie przesadzajmy z tą pazernością, jak mi ktoś oferuje usługę za określoną cenę to nie będę na siłę wciskać więcej (chyba, że zostanie świetnie wykonana, ale na tej samej zasadzie działają premie w takich sklepach). Skoro tym ludziom pasuje praca za 1600 zł i nie robią nic w kierunku polepszenia swoich kwalifikacji to czemu pracodawcy ma zależeć za nich? Najmniej w życiu zarabiałam jakieś 3,5zł/h i się po prostu szybko zwolniłam, bo oprócz śmiesznej pensji pracodawca był jeszcze oszustem i wyzyskiwaczem. W barach typu fast food można spokojnie wyciągnąć 10 zł/h + premie, przy pełnym etacie wychodzi pod 2000 zł i wcale nie zatrudniają tylko młodych studentów, na zapleczu pracuje sporo ludzi w średnim wieku. Ale na kasie wygodniej, bo nie trzeba zapieprzać jak robocik ze ścierką przez 9h. Jakby ci wszyscy uciemiężeni ludzie z kas odeszli do fast foodów czy sprzątać biura (w warszawie ~130 zł za 5-6h roboty) to nagle pracodawcy by byli przymuszeni płacić więcej i nie musielibyśmy wymyślać tkliwych hasełek, by poruszyć ich twarde serca Oczko

Sama oczywiście nie mam dobrego zdania o pracodawcach podcierających się banknotami, podczas gdy pracownikom płacą głodowe pensje, ale prawda jest taka, że po pierwsze ze swoimi pieniędzmi mogą robić co chcą, póki ktoś chce za takie kwoty pracować, a po drugie jojczeniem ich myślenia nie zmienimy, a jeśli ktoś ma nóż na gardle i mu do pierwszego nie starcza to naprawdę są też inne możliwości zarobku. Szkoda mi takich ludzi, ale bardzo często oni sami żadnych zmian w swoim życiu nie chcą wprowadzić.
"- Chciałem powiedzieć - wyjaśnił z goryczą Ipslore - że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE."
Odpowiedz
#13
lumberjack napisał(a): Dlaczego tak z automatu dopatrujesz się złej woli u zwykłych pracowników?

Może przez obowiązujące prawo, które jest bardziej po stronie pracownika.

Odpowiedz
#14
lumberjack napisał(a): Nie no coś ty. Wyobrażam to sobie zupełnie inaczej. Trzeba by było przecież tak ważną decyzję uzgodnić z najważniejszymi akcjonariuszami.

Przychodzi dyrektor do akcjonariuszy i mówi: "Chłopaki! Jest zajebiście! Zarabiamy tyle hajsiwa, że choćbyśmy chcieli je na siłę przepierdolić na najgorsze głupoty, to i tak się nie uda! Od lat wiedzie się nam wyśmienicie, działamy prężnie i dosłownie zjadamy całą konkurencję, więc wiecie co - może dajmy podwyżkę naszym ludziom, bo zasługują na to. Jeśli kiedyś będzie gorzej to obniżymy im pensje, ale póki co niech i oni, przynajmniej w małym stopniu, odczują sukces jaki osiągnęła nasza firma."
Ale teraz to już żartujesz, prawda?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#15
lumberjack napisał(a): 3. Ok. Jeśli kasjerki teraz mają 1600 zł netto, to jest to to  2200 zł brutto. Gdybym miały 2000 netto to byłoby niecałe 2800 zł.



Jeżeli miałyby 2000 netto to całkowity koszt pensji wyszedłby około 3370 złotych.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#16
Socjopapa napisał(a): Nie widziałem zastrzeżenia, że chodziło tylko o polską część portugalskiej grupy.
No to nieuważnie czytałeś wątek. Była mowa o tym, że za granicą pracownicy zarabiają lepiej, mimo to towary kosztują podobnie. Na ale jeden nie widzi, drugi nie czyta, zawsze wtedy kiedy im wygodnie.
Machefi napisał(a): Masz 20 melonów? To się podziel.
Do kogo ta mowa?
To nie ja zgłosiłem ten lewacki postulat tylko lumber, który podobno lewactwa nie lubi, do niego z roszczeniami.
Cytat:
Machefi napisał(a): W sumie błędy na + i na - się znoszą.
Ciekawe jak to policzyłeś...
Normalnie. Mam lewacki kalkulator.
Koszty pracy obciążają zysk przed opodatkowaniem. Pracodawca wypłacając pracownikowi 100 zł więcej, traci na tym 82 zł. Bowiem gdyby był sknerą i te 100 zł zostawił sobie musiałby zapłacić od nich PIT. I tym sposobem błędy na + i na - się znoszą.
Cytat:
Machefi napisał(a): Nie wiem jak w przypadku marży
Tym bardziej ciekawe jak te - i + policzyłeś.
A co ma marża do kosztów podwyżki? Przecież to inna strona równania, ja omówiłem jedną stronę nie wypowiadając się z braku wiedzy o drugiej.

Całe rachunki można bardzo uprościć.
Jeśli zna się zysk spółki i liczbę zatrudnionych, to informacje o marży, przeciętnej płacy itp. "drobiazgach" nie są nam potrzebne. W końcu chodzi o sprawdzenie, czy spółkę byłoby stać na podwyżkę dla pracowników i czy ta podwyżka byłaby odczuwalna. Co do jej sensu i od kiedy jest odczuwalna, to już nie do mnie, nie mój pomysł.
Odpowiedz
#17
Ja lumbera post odczytałam bardziej jak apel do uczciwości ludzkiej, takie bardziej filozofowanie w jego stylu (na przykładzie, to fakt) niż jakieś podejrzanie czerwone postulaty które mu tu Machefi imputuje Oczko Końcowe pytania dotyczące kondycji ludzkiego ducha na to przynajmniej wskazują.

lumberjack napisał(a):Jeśli akcjonariuszami byliby teiści, np. katolicy, to siepnąłbym im jeszcze takim argumentem:

Duży uśmiech Wątpię, czy by zadziałało. Pazera zawsze znajdzie dobre wytłumaczenie.
Nie wiem czy kojarzysz taką anegdotę z Franciszkiem z Paoli. Raz zagadał do kościelnego dostojnika poruszającego się w wypasionej karecie dlaczego porusza się w takim przepychu, nie tak przecież podróżowali apostołowie Jezusa. Kardynał na to odrzekł: "Nie gorsz się synu mój, gdybyśmy postępowali inaczej godność świętego Kościoła i nasza jeszcze bardziej byłyby deptane i pogardzane"...

Ja też odnoszę wrażenie, że dziś konsumpcjonizm wyżera ludziom mózgi bardziej niż np. dwadzieścia parę lat temu, tylko nie wiem czy nie patrzę trochę na czas mojego dorastania przez różowe okulary.
I nie wiem jak można by odgórnie z tym walczyć. Promować modę na minimalizm? A komu by się to opłacało? Oczko
Raczej każdy tu musi zacząć od siebie (pytanie kto będzie chciał), co jakiś czas dając sobie czas na zastanowienie czy branie udziału w tym powszechnym wyścigu aby na pewno daje nam szczęście.
Odpowiedz
#18
białogłowa napisał(a): Ja lumbera post odczytałam bardziej jak apel do uczciwości ludzkiej, takie bardziej filozofowanie w jego stylu (na przykładzie, to fakt) niż jakieś komunistyczne postulaty które mu tu Machefi imputuje Oczko
Komunistyczne? Gdzieżby. Komuniści upaństwowili by Biedronki rozwiązując w ten sposób dylemat podziału zysków. Białogłowa widziała chociaż na oczy komunizm w działaniu?
Natomiast wrażliwość społeczna jest jądrem lewicowości i choćby stanął na rzęsach, filozofując w ten sposób, staje po stronie lewicy, często nazywanej tu po prostu lewactwem.
Odpowiedz
#19
Machefi napisał(a): Białogłowa widziała chociaż na oczy komunizm w działaniu?
Zależy pewnie która. Do mnie się zwracałeś?
Cytat:Natomiast wrażliwość społeczna jest jądrem lewicowości

 Pytanie zasadnicze brzmiało raczej jak walczyć z ludzką zachłannością, niż co zrobić by ulżyć tej biednej kasjerce z przykładu:
lumberjack napisał(a):Chciałbym tu podyskutować o cesze charakteru, która moim zdaniem odgrywa we współczesnym świecie dosyć ważną rolę

 Jasne, że jedno pociąga za sobą drugie, pazerność jednego skutkuje zawsze krzywdą drugiego, tylko ze niepotrzebnie odczytałeś to dosłownie jakby lumber chciał wprowadzać jakieś systemowe rozwiązania które zapewnią równy podział dóbr. Wtedy Twój zarzut miałby rację bytu.
No nie wiem, może to ja nie łapię przesłania, ale inaczej to odebrałam niż Ty.
Odpowiedz
#20
Na pewno odebrałaś inaczej. Jestem też ciekaw po czym wnosisz jak odbieram pisanie lumbera?
Już raz pomyliłaś lewactwo z komunistami, teraz chyba też coś mylisz. Tak to chyba socjo odebrał.
białogłowa napisał(a): Zależy pewnie która. Do mnie się zwracałeś?
Nie, do twojego konta. Oczko
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości