Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dzieci - bić czy nie bić
#21
cobras napisał(a): Kiedy jest tym cudownym środkiem, lepszym od innych metod wychowawczych?

Nigdzie tak nie twierdziłem. Nie jest po prostu czymś strasznym, okropnym. Nie jest bestialstwem jak to niektórzy demonizują. Nie jest czymś za co należałoby ścigać rodziców lub odbierać im prawa do wychowania dzieci.

cobras napisał(a): No dobra lumber, a teraz może jakoś uzasadnij, w jakich sytuacjach ten klaps jest usprawiedliwiony, i nie do zastąpienia?

Należałoby się zastanowić nad strasznością różnych kar. Czy klaps jest tak straszny, że należy myśleć tylko o tym jak go zastąpić jakąkolwiek inną karą? A może ban na komputer i wychodzenie z domu jest karą gorszą i bardziej bolesną? Masz miernik straszności?

Sofeicz napisał(a): Ale nie wiem, co bym wyczyniał gdyby trafił mi się mały zbój, agresor, mała złośliwa menda, do której żadne gadanie nie dociera.

Ja powiem tak, że właśnie istnieją różne dzieci. Dzieci nie są niczego nieświadomymi niewinnymi aniołkami, na które trzeba dmuchać i chuchać. Są często złośliwymi, brutalnymi istotami, które z pełną premedytacją używają przemocy mając świadomość, że jest to złe. Pamiętam jak będąc gówniarzem kiedyś z kolegą zabraliśmy innemu dziecku buta. Kolega do niego nasikał i położył wysoko na latarni tak by tamto dziecko oblało się moczem zdejmując buta.

Albo kiedyś znaleźliśmy na śmietniku puszkę z jakąś farbą. Rozlaliśmy ją po całej jezdni i podpaliliśmy. I tak dalej. No i były później za to pasy, ale moim zdaniem zasłużone.
Odpowiedz
#22
Zwykle w takich dyskusjach rodzice przywołują przykłady jakichś sytuacji, w których dziecku groziło jakieś niebezpieczeństwo i dostało wpierdol za karę. "Wybiegł mi na drogę", "wkładał widelec do gniazdka", "kręcił się obok pieca kuchennego" itd. Najpierw taki delikwent kładzie lagę na to co się z dzieckiem dzieje i co robi, a potem spuszcza mu wpieprz jak się okazuje, że skutkowało to, lub mogło skutkować, tragedią. To taka wymówka w połączeniu z manipulacją: "Człowieku, ja mojemu dziecku życie uratowałem, a Ty mi coś o wpierdolu gadasz!". I nie przekonują mnie "argumenty" typu "mam 3 etaty i nie wyrabiam na dziecko", "jak będziesz miał swoje to zmądrzejesz". Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Jak się ktoś decyduje, to powinien dysponować jakąś odpornością na stres. Jeśli nie, to może trzeba jeszcze wydorośleć.

Bo ludzi nie uczy się jak radzić sobie z własnymi błędami i stresem. Potem dochodzi do ekstremalnej sytuacji i dorośli tracą panowanie nad sobą.

I takie pytanie moje do Ekipy Wpierdol: jeśli bicie dzieci jest normalną metodą wychowawczą, to czy jest normalne osądzenie swojego dziecka na zimno i na zimno spuszczenie mu wpieprzu? Tak nie w nerwach, bez adrenaliny, po prostu rozważacie co zrobił źle, a co dobrze i racjonalnie stwierdzacie że się należy.
Odpowiedz
#23
Cytat:I takie pytanie moje do Ekipy Wpierdol.
Raczej Ekipy Klaps.
El - pogadamy, jak będziesz się uganiał za gromadką własnych genów.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#24
Ja tego nie rozróżniam. 40-kilogramowa kobieta spuści taki wpierdol, że nie poczujesz, a 100-kilowy facet da takiego klapsa że poczujesz mocno.
Odpowiedz
#25
Chyba nic mądrzejszego niż Socjo nikt w tym temacie nie napisał Oczko
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#26
Nie sądzę żebym potrafił pisać w tym temacie mądrzej od Socjo.
Odpowiedz
#27
El Commediante napisał(a): I takie pytanie moje do Ekipy Wpierdol: jeśli bicie dzieci jest normalną metodą wychowawczą

Ty możesz uważać, że nie jest normalną i możesz wychowywać swoje dzieci jak chcesz. Znam całą masę rodzin, które tę metodę stosowało w tym moja. I są i były to normalne rodziny. Wkurzające co najmniej jest gdy jakieś w tym wypadku najczęściej lewicowe mądrale/elity chcą napuszać na nie policję i inne państwowe instytucje oraz zastraszać takie rodziny. A może też odbierać dzieci. Bo im to nie pasuje do "nowoczesnych" metod o których się dowiedzieli od pań feministek w programach śniadaniowych.
"Nie można powiedzieć, która masa ludowa ma więcej źródeł piękna. Są wieki całe, że jakiś naród przoduje drugim, są znów wieki, że idzie za drugim. Kto tępi narody, ten jakby zrywał struny z harfy świata. Cóż komu przyjdzie, że będzie miał harfę o jednej tylko strunie? Nie tępić, lecz rozwijać należy narodowości. A rozwijać je może wolność narodów, niepodległość i poszanowanie ich odrębności…"

Ignacy Daszyński
Odpowiedz
#28
El Commediante napisał(a): I takie pytanie moje do Ekipy Wpierdol: jeśli bicie dzieci jest normalną metodą wychowawczą, to czy jest normalne osądzenie swojego dziecka na zimno i na zimno spuszczenie mu wpieprzu? Tak nie w nerwach, bez adrenaliny, po prostu rozważacie co zrobił źle, a co dobrze i racjonalnie stwierdzacie że się należy.

A ja mam pytanie do Ekipy Terror Psychiczny: jeśli więzienie dzieci w pokojach czy domach; pozbawianie ich dostępu do rzeczy dla nich bardzo ważnych; odcinanie ich od innych dzieci jest normalną metodą wychowawczą, to czy jest normalne osądzenie swojego dziecka na zimno i na zimno zadanie mu terroru psychicznego? Tak nie w nerwach, bez adrenaliny, po prostu rozważacie co zrobił źle, a co dobrze i racjonalnie stwierdzacie że się należy. I w jaki sposób oceniacie na ile dni więzienia, szlabanu i banu na niektóre rzeczy zasługuje dziecko? No bo ja tego nie rozróżniam. Empatyczna mamusia da na krócej, a surowy tata na dłużej. Ale po czyjej stronie będzie racja?
Odpowiedz
#29
Bicie nie jest metodą wychowawczą. Niczego dziecka nie uczy (poza agresją). Tresowanie a wychowywanie to dwie różne rzeczy. Można dziecko wytresować, żeby nauczyło się unikania bicia (bądź próbowało unikać), ale nie ma to nic wspólnego z wychowywaniem kogoś, zwłaszcza z wychowywaniem kogoś na człowieka, który potrafi sobie radzić z agresją nie stosując przemocy wobec innych.

Bicie (klaps, coś więcej) to sposób na rozładowanie emocji rodzica i ucięcie sytuacji. Chcesz na przykład, żeby dziecko natychmiast się zamknęło, bo wyje, (co rozumiem, że może być  denerwujące) bo robi hałas, bo tupie nogami i chcesz, żeby natychmiast  był tego koniec - więc bijesz dziecko. Nie masz siły, cierpliwości, ochoty przeczekiwać, tłumaczyć itd. więc klaps. A jak dziecko zrobi coś, co jest twoim zdaniem naprawdę niedobre, to zamiast klapsa coś mocniejszego. Żeby odczuło na własnej skórze (dosłownie), że zrobiło coś złego. Bo rozmawianie, konsekwentne karanie (np. odebraniem jakichś przywilejów, dodatkowym obowiązkiem) wymaga systematyczności i cierpliwości. A uderzyć łatwo. Zwłaszcza kogoś słabszego i zależnego od siebie, bo nie odda.

Prawo zabrania używania przemocy fizycznej wobec kogokolwiek. Dzieci nie są własnością rodziców, o czym niektórzy chcieliby zapomnieć. Są osobnymi ludźmi i należą im się takie same podstawowe prawa, jak osobom dorosłym. W tym prawo do godności osobistej.

Na marginesie dodam, że owszem nie demonizowałabym klapsa - jeśli to coś, co zdarza się sporadycznie, najprawdopodobniej nie uczyni dziecku ogromnej krzywdy ( w każdym razie zdrowemu, niezaburzonemu dziecku). Trzeba jednak pamiętać o tym, że nawet taki "niewinny" klaps to porażka rodzica, a nie coś, co należy się dziecku. To rodzic nie poradził sobie ze swoją rolą, zawiódł jako osoba wychowująca (cóż, zdarza się, nawet najlepszym zdarzają się słabsze momenty), zawiódł jako dorosły człowiek, nie wywiązał się ze swojego zadania. Nie można przerzucać odpowiedzialności za własną porażkę (uderzyłem/am dziecko) na dziecko (bo mu/jej się należało).
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#30
A propos Ekipy Wpierdol i Ekipy Child-GodMode-On. Dzisiaj jadę tramwajem, a tam jakieś szczyle puszczają z telefonu na pełną głośność jakiś ciąg bluzgów, że aż uszy więdną. Ktoś tam zwraca uwagę, ja również - one nic. Kiedyś by dostały prawilny wpierdol w postaci oberwania w ucho z powodu niedostosowania się do norm społeczeństwa i pyskowania starszym. Ku uciesze całego tramwaju. Obecnie jednak jedyną presję na nich można wywrzeć poprzez kilka pustosłownych ostrzeżeń, z których to pustosłowności one sobie zdają całkowicie sprawę.
Także ten tego...

Odnośnie postu Lumberjacka - w czasach mego dzieciństwa często wolałem dostać klapsy niż odczuwać długofalowy zakaz rzeczy na których mi naprawdę zależało. Z pewnością to jednak mój wypaczony przemocą masochistyczny umysł wolał konkretną i jednorazową paskudną karę cielesną od milaśnych długich kar psychicznych. Tiaa....
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#31
Cytat:Dzisiaj jadę tramwajem, a tam jakieś szczyle puszczają z telefonu na pełną głośność jakiś ciąg bluzgów, że aż uszy więdną. Ktoś tam zwraca uwagę, ja również - one nic. Kiedyś by dostały prawilny wpierdol w postaci oberwania w ucho z powodu niedostosowania się do norm społeczeństwa i pyskowania starszym. Ku uciesze całego tramwaju. Obecnie jednak jedyną presję na nich można wywrzeć poprzez kilka pustosłownych ostrzeżeń, z których to pustosłowności one sobie zdają całkowicie sprawę.

No, to niezupełnie musi być tak. Wielokrotnie byłam świadkiem (w autobusach, tramwajach) jak dorośli w bardzo nieuprzejmy sposób zwracali uwagę młodzieży (że na przykład siedzą) i wcale nie byłam zdziwiona, że młodzież nie reagowała lub reagowała ironią (niestety, agresja często prowokuje do agresji). A wystarczyło przecież poprosić którąś z tych młodych osób, żeby wstała. No ale gdzie kto dorosły będzie gówniarza prosił.

Jechałam kiedyś autobusem, bolała mnie głowa, obok mnie grupka młodych (na oko z 14-15 lat) głośno słuchała muzyki z telefonu. Uśmiechnęłam się, powiedziałam: przepraszam, boli mnie głowa, czy moglibyście proszę przyciszyć trochę? Muzyka została wyłączona. Nie twierdzę, że zawsze ktoś zareaguje na takie słowa, ale uważam, że jeśli chce się kogoś czegoś nauczyć (np. kulturalnego zachowania), należy samej kulturalnie się zachowywać. To działa w większości przypadków, naprawdę. Głośne komentowanie czyjegoś zachowania, złośliwości, agresja rzadko skutkują oczekiwanym rezultatem i na pewno nie uczą kultury.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#32
znaLezczyni napisał(a):
Cytat:Dzisiaj jadę tramwajem, a tam jakieś szczyle puszczają z telefonu na pełną głośność jakiś ciąg bluzgów, że aż uszy więdną. Ktoś tam zwraca uwagę, ja również - one nic. Kiedyś by dostały prawilny wpierdol w postaci oberwania w ucho z powodu niedostosowania się do norm społeczeństwa i pyskowania starszym. Ku uciesze całego tramwaju. Obecnie jednak jedyną presję na nich można wywrzeć poprzez kilka pustosłownych ostrzeżeń, z których to pustosłowności one sobie zdają całkowicie sprawę.

No, to niezupełnie musi być tak. Wielokrotnie byłam świadkiem (w autobusach, tramwajach) jak dorośli w bardzo nieuprzejmy sposób zwracali uwagę młodzieży (że na przykład siedzą) i wcale nie byłam zdziwiona, że młodzież nie reagowała lub reagowała ironią (niestety, agresja często prowokuje do agresji). A wystarczyło przecież poprosić którąś z tych młodych osób, żeby wstała. No ale gdzie kto dorosły będzie gówniarza prosił.

Jechałam kiedyś autobusem, bolała mnie głowa, obok mnie grupka młodych (na oko z 14-15 lat) głośno słuchała muzyki z telefonu. Uśmiechnęłam się, powiedziałam: przepraszam, boli mnie głowa, czy moglibyście proszę przyciszyć trochę? Muzyka została wyłączona. Nie twierdzę, że zawsze ktoś zareaguje na takie słowa, ale uważam, że jeśli chce się kogoś czegoś nauczyć (np. kulturalnego zachowania), należy samej kulturalnie się zachowywać. To działa w większości przypadków, naprawdę. Głośne komentowanie czyjegoś zachowania, złośliwości, agresja rzadko skutkują oczekiwanym rezultatem i na pewno nie uczą kultury.
No cóż, w mojej sytuacji na kulturalną prośbę współpasażera zaprzestania pewnych działań, dzieciaki kulturalnie miały tę prośbę w dupie. Więc chyba wszystko jest ok z tego etycznego punktu widzenia. Wszyscy się zachowali kulturalnie i nie ma o czym gadać. 

Abstrahując od powyższego, nie rozumiem tego kultu "Jaśnie Panie, czy łaskawie mógłbyś przestać pluć mi w twarz? Nie? Przepraszam więc za kłopot". Potem każdy bachor czuje się jak panisko na włościach i może sobie arystokratycznie rozważać te Wasze uniżone supliki. 
"Brianku, może przestaniesz bić mamę w twarz? Nie widzisz jak ją to boli? Kochany Brianku, proszę przestań..."
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#33
Roan Shiran

Cytat:Potem każdy bachor czuje się jak panisko na włościach i może sobie arystokratycznie rozważać te Wasze uniżone supliki.


Grzeczne poproszenie kogoś o coś nie jest uniżoną supliką. Nie twierdzę, że kulturalne zachowanie wobec kogoś zawsze daje taki sam rezultat z drugiej strony. Twierdzę natomiast, że:
- agresja rodzi najczęściej agresję
- kulturalne zachowanie w sytuacjach, o których mowa była wyżej, najczęściej przynosi pożądany skutek (tak wynika z mojego doświadczenia)

A słownictwo, którego użyłeś  ("bachory") oddaje Twój lekceważący stosunek do tych osób. 


Rodica


Cytat:Nie trzeba bić dzieci, wystarczy ich nie rozpieszczać, traktować jak dorosłego,


Szanować nie oznacza traktować jak dorosłego. Nie można traktować dzieci tak samo jak dorosłych, bo dorosłymi nie są. Dziecko nie jest partnerem rodzica.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#34
znaLezczyni napisał(a): Grzeczne poproszenie kogoś o coś nie jest uniżoną supliką.
Poproszenie kogoś o to, by przestał Ci pluć w twarz z definicji jest dla mnie uniżoną supliką. O pewne zachowania się nie prosi - pewnych zachowań się wymaga.

znaLezczyni napisał(a): Nie twierdzę, że kulturalne zachowanie wobec kogoś zawsze daje taki sam rezultat z drugiej strony. Twierdzę natomiast, że:
- agresja rodzi najczęściej agresję
- kulturalne zachowanie w sytuacjach, o których mowa była wyżej, najczęściej przynosi pożądany skutek (tak wynika z mojego doświadczenia)
Z pewnością uniżone supliki mają największą efektywność, gdyż są jedynymi dozwolonymi metodami. Więc tak jakby wygrały walkowerem.
znaLezczyni napisał(a): A słownictwo, którego użyłeś ("bachory") oddaje Twój lekceważący stosunek do tych osób.
Niezwykle błyskotliwe stwierdzenie. Tylko jakiejś puenty brakuje.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#35
Roan Shiran


Cytat:Poproszenie kogoś o to, by przestał Ci pluć w twarz z definicji jest dla mnie uniżoną supliką. O pewne zachowania się nie prosi - pewnych zachowań się wymaga.

Jeśli dla Ciebie głośne słuchanie muzyki w publicznym miejscu albo nieustąpienie miejsca starszej osobie (+ brak reakcji na zwróconą uwagę) jest pluciem w twarz, proponowałabym poćwiczyć sprowadzanie rzeczy do ich właściwych rozmiarów. Słuchanie muzyki to słuchanie muzyki, tyłek na siedzeniu to tyłek na siedzeniu, żaden powód, żeby odbierać to personalnie albo być wściekłym.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#36
znaLezczyni napisał(a): Roan Shiran


Cytat:Poproszenie kogoś o to, by przestał Ci pluć w twarz z definicji jest dla mnie uniżoną supliką. O pewne zachowania się nie prosi - pewnych zachowań się wymaga.

Jeśli dla Ciebie głośne słuchanie muzyki w publicznym miejscu albo nieustąpienie miejsca starszej osobie (+ brak reakcji na zwróconą uwagę) jest pluciem w twarz, proponowałabym poćwiczyć sprowadzanie rzeczy do ich właściwych rozmiarów. Słuchanie muzyki to słuchanie muzyki, tyłek na siedzeniu to tyłek na siedzeniu, żaden powód, żeby odbierać to personalnie albo być wściekłym.
Nie interesują mnie Twoje przykłady. Odnoszę się nieustannie do opisanego przeze mnie wydarzenia.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#37
Cytat:Nie interesują mnie Twoje przykłady.

Skoro nie interesuje Cię to, co piszę, po co mi odpowiadasz?




Cytat:Odnoszę się nieustannie do opisanego przeze mnie wydarzenia.

Był  bluzgach, nie o pluciu w twarz.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
#38
Może wydzielmy to do osobnego wątku, bo zbaczamy w krzaki.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#39
znaLezczyni napisał(a): Skoro nie interesuje Cię to, co piszę, po co mi odpowiadasz?
Ne martw się. Jak przestanie mnie interesować wszystko, co piszesz, to szybko przerwę rozmowę. A tymczasem to Ty komentujesz opisane przeze mnie wydarzenie, a nie odwrotnie.
znaLezczyni napisał(a): Był  bluzgach, nie o pluciu w twarz.
Ech... To ekstrapolacja, by uzasadnić zasadność roboczej tezy o istnieniu pewnych kategorii zachowań, których zaprzestanie nie powinno zależeć od czyjejś prośby i ew. łaskawego jej rozpatrzenia. Plucie w twarz jest bardziej ekstremalnym przypadkiem, ale dla mnie z pewnością również puszczanie ciągu bluzg (to nawet nie była muzyka) na pełną głośność w tramwaju należy do tej kategorii.

Sofeicz napisał(a): Może wydzielmy to do osobnego wątku, bo zbaczamy w krzaki.
Moderatorze, przybądź!
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#40
Nie wiem czy założyć jeszcze jeden wątek czy pogadamy w tym.

znaLezczyni napisał(a): Bicie nie jest metodą wychowawczą. Niczego dziecka nie uczy (poza agresją).

Czy dziecko nie powinno umieć zachowywać się agresywnie?

Nie wiem jakie wy macie doświadczenia z dzieciństwa, ale ja opiszę swoje. Moja podstawówka była tyglem kipiącej energii i wirem przemocy. Zawsze były jakieś dzieci, które się tłukły. Tłukły się i dokuczały sobie z przeróżnych powodów.

- chodzenie w kalesonach
- okulary
- odstające uszy
- jąkanie się
- otyłość
- pochodzenie z biednego domu
- chodzenie w wiejskich skarpetkach
- długie włosy u chłopaka
- pochodzenie z rodziny polsko-niemieckiej
- rodzice handlujący mięsem
- popuszczanie moczu
- "mocna" chudość
- śmieszne nazwisko
- niski wzrost
- "nadmierny" wzrost

Pamiętam, że każde dziecko miało jakiś "defekt" i jednego dnia ono było wyśmiewane, a innego dnia wyśmiewało inne z innym "defektem". Często nie kończyło się na wyśmiewaniu i dochodziło do rękoczynów. Ja na przykład obrywałem za kalesony, odstające uszy i śmieszne nazwisko. Rodzice może nie uczyli mnie agresji, ale już w podstawówce zauważyłem, że nie wolno udawać, że nic się nie dzieje i że nie wolno dać sobie wejść na głowę. Warto było zaangażować się w solówkę, bo nawet jeśli się przegrało, to później miało się już względny spokój. Te dzieci, które tak nie robiły były szykanowane już permanentnie.

W liceum tak samo - powody bójek były już inne, choć moim zdaniem często równie głupie (bycie synem policjanta, metalem etc.).

I teraz oświećcie mnie proszę - czy miałem jakiś wyjątkowy niefart i trafiłem do buszmeńskiego ośrodku dla dzikusów czy może jest tak wszędzie? Jeśli jest tak wszędzie, to czy rzeczywiście warto nie uczyć dziecka agresji? Nie jestem za tym, żeby ją stosować w byle jakich okolicznościach, ale istnieją takie sytuacje kiedy tylko agresją można coś wskórać. Uczenie dziecka, że agresja jest czymś zawsze złym jest sabotażem na jego zdolnościach do radzenia sobie w społeczeństwie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości