25.01.2017, 04:15
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2017, 04:18 przez Roan Shiran.)
Zastanawia mnie fenomen filozofii Hegla. Dwukrotnie w życiu zostałem zmuszony do (pobieżnej) analizy tejże filozofii i dwukrotnie wyciągałem te same wnioski - albo to z moją inteligencją jest coś nie tak, albo z ich (apologetów heglizmu). Dla mnie to po prostu bełkot pomieszany z fantastyką, w którym większość rzeczy nie za bardzo trzyma się kupy, o ile w ogóle dowiemy się, skąd te rzeczy autor w ogóle bierze (wypisz wymaluj - 60% filozofii). Pomimo tego często spotykam się z powszechnym uwielbieniem dla niej pomieszanym z klimatem tajemnicy. I mamy np. takie wypowiedzi, jak dr Guczalskiej (http://www.guczalska.pl/teksty-naukowe/t...hegla.html:
Z mojej perspektywy wygląda to, jak typowa sekta (tajemnica, skomplikowanie, elitarność, trudność, ostatecznie - bełkot) filozofów aspirujących do posiadania pewnej elitarnej wiedzy niedostępnej dla innych. Czy się mylę? Może powinienem czytać teksty źródłowe Hegla (oczywiście w oryginale!) i wtedy być może drogą osmozy część tej tajemnicy przeniesienie się na mnie? Zastanawia mnie, bo rzecz wydaje mi się oczywista, a i tak duża część środowiska akademickiego wydaje się chorować na pewne zaćmienie (nie żebym miał bardzo wysokie zdanie o środowisku akademickim, szczególnie jeśli chodzi o filozofię).
Jakie są Wasze odczucia, co do Hegla?
Cytat:„Paradoks Hegla” polega na tym, iż heglizm urzeczywistnia to, czego filozofia i ludzkość myśląca zawsze pragnęła: dostarcza uniwersalnego systemu wiedzy koniecznej, a więc czystego spełnienia filozofii. Nawet jeśli nie czyni tego doskonale, to przynajmniej w takim stopniu, który daje wyobrażenie o tym, czym byłaby sytuacja, gdybyśmy na serio zrealizowali zadanie filozofii. Któż by to jednak brał na serio? Jeśli filozofia jest „zrobiona” –wszyscy możemy rozejść się do domu. Z jednej strony filozofia jest „zrobiona”, z drugiej strony – musi przecież toczyć się dalej... Paradoksalnie, nie wiemy, co czynić z Heglowskim darem dziejowym – dar ten jest niewygodny i poniekąd zbędny. Rzecz jasna „wykonanie filozofii”, jej spełnienie się, nie może być czymś łatwym i dostępnym dla wielu. Zapoznawanie się z absolutnym spełnieniem, rozumem, który rozpoznał siebie, wiąże się bowiem z przejściem całej fenomenologii ducha i całej logiki, a nie z zapoznaniem się z końcowym „rezultatem”. W praktyce okazuje się zatem, że nie każdy jest na tyle zdolny (czytaj: rozumny), by sprostać filozofii Hegla. Wszystko to rozumie się samo przez się, lecz nie może zostać stematyzowane publicznie, gdyż – mówiąc trywialnie – projekt filozoficzny Hegla jest zbyt trudny. To oznacza, że przeciętny, uczciwy człowiek, wiedząc, że go nie rozumie, musi go tak czy inaczej zignorować – tym samym nie ma za bardzo o czym mówić. Okazuje się, że heglizm będący wyjściowo filozofią otwartą i sytuującą się na antypodach ekskluzywizmu, w praktyce okazuje się filozofią elitarną. Nie mamy zatem wyjścia: musimy przejść obojętnie obok filozofii Hegla mimo jej najlepszych dokonań (6).
Cytat:(6) Jak się można w ogóle w tej sytuacji zachować? Cóż, wersja optymistyczna: trzeba sobie i studiującym filozofię lekturę Hegla narzucać, nawet jeśli niewiele się z tego rozumie, w nadziei, że coś z tego przeniknie przez skórę. Poza tym, bardzo wiele określeń heglowskich jest mimo wszystko zastępowalnych, tj. myśl wyrażoną przez Hegla w jednym zdaniu, inteligentny człowiek jest w stanie zrekonstruować jakoś niedoskonale w dłuższej opowieści, sformułowanej w języku zbliżonym do potocznego. Wersja pesymistyczna: o filozofii Hegla można gadać i pisać, co się chce i można to robić w miarę bezkarnie, gdyż znakomita większość Heglowskich tekstów źródłowych nie czyta, więc mało kto wie, o co w nich tak naprawdę chodzi.
Z mojej perspektywy wygląda to, jak typowa sekta (tajemnica, skomplikowanie, elitarność, trudność, ostatecznie - bełkot) filozofów aspirujących do posiadania pewnej elitarnej wiedzy niedostępnej dla innych. Czy się mylę? Może powinienem czytać teksty źródłowe Hegla (oczywiście w oryginale!) i wtedy być może drogą osmozy część tej tajemnicy przeniesienie się na mnie? Zastanawia mnie, bo rzecz wydaje mi się oczywista, a i tak duża część środowiska akademickiego wydaje się chorować na pewne zaćmienie (nie żebym miał bardzo wysokie zdanie o środowisku akademickim, szczególnie jeśli chodzi o filozofię).
Jakie są Wasze odczucia, co do Hegla?
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)


