Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Przełom w walce kobiet z patriarchatem?
ZaKotem napisał(a): A tu poruszyłeś ważny problem, bo owszem, każde dowolne zachowanie człowieka dla kogoś tam akurat będzie przykre i wnerwiające. Niemożliwością fizyczną jest żyć tak, aby nikomu nie przeszkadzać i przykrości nie robić. I tu właśnie pomocą służą normy kulturowe.

O, normy kulturowe, czemu tak późno to hasło wyszło. Przecież w tym cały jest ambaras, że żyjemy w czasach ogromnych przemian norm kulturowych. I nie dotyczy to zrzucania hidżabów przez kobiety (nie u nas), ale właśnie zmieniania norm przyjętych w stosunkach damsko męskich, ale też międzyludzkich. Jeszcze ciągle istnieje norma, według której "delikatna odmowa" jest uprzejmą formą przyzwolenia. Dotyczy to tak banalnych rzeczy, jak rozdawanie cukierków (kiedyś wypadało dwa razy odmówić, żeby nie wyjść na łakomczucha i buca), jak i omawianego określania granic "dopuszczalnego molestowania". Przecież jeszcze pamiętasz uwieczniony w kamerze jak jakiś polski polityk klepnął po tyłku swoją współpracownicę (już nie pamiętam, czy sekretarkę czy coś powyżej). Dziś za takie coś można wyrok dostać. Równolegle do tego istnieją nadal sub-kultury machizmu, także w Europie, gdzie jak facet zbyt szybko odpuści kobiecie, to nawet przez nią jest traktowany jako gej co najmniej. Być może to kwestia innych kodów kulturowych, w których dla kobiety "stałe molestowanie" jest normą, a jego brak oznaką słabości i dżenderyzmu?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
ZaKot się myli. Tzn. on sobie może postrzegać MTV jako subkulturę - prywatnie; nie znam się na manierze intelektualnej polskiego inteligenta (czy ZaKota oburza, że Nobla Dylanowi dali? Podobno dali.) Natomiast w szerokim świecie MTV było trendsetterem, influencerem i treserem nastoletnich mas. ZaKot może być oczywiście denialistą w tym względzie i bardzo dobrze, ponieważ jest to głupie, mniej więcej tak jak płaskoziemstwo. Jest to więc ze strony ZaKota krok we właściwym kierunku. Ale dalece niewystarczający.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
Feminizm w partii to często walka kobiet z kobietami
Justyna Klimasara podkreśla, że nie chce się dzisiaj kłócić, ani nie oczekuje przeprosin. Zareagowała na tweeta spontanicznie, chcąc pokazać, ile fałszu jest w niektórych aktywistkach, które opierają swoją działalność głównie na walce o prawa kobiet.
- Młodym dziewczynom zaczynającym przygodę z polityką jest bardzo ciężko. Feminizm w partii to często walka kobiet z kobietami. Działaczki walczą przede wszystkim o zaistnienie i promowanie własnej osoby, niż o poprawę sytuacji Polek – twierdzi Kilmasara. Gdy zaczynała interesować się polityką, sama określała siebie jako zagorzałą feministkę. Jednak czar prysł, gdy tylko weszła w środowisko. - Pierwszy policzek wymierzyły mi właśnie te panie – dopowiada.

https://kobieta.wp.pl/blazenada-23-letni...s4zZHfl8PE

Cała prawda całą dobę?

bert04 napisał(a): O, normy kulturowe, czemu tak późno to hasło wyszło. Przecież w tym cały jest ambaras, że żyjemy w czasach ogromnych przemian norm kulturowych. I nie dotyczy to zrzucania hidżabów przez kobiety (nie u nas), ale właśnie zmieniania norm przyjętych w stosunkach damsko męskich, ale też międzyludzkich. Jeszcze ciągle istnieje norma, według której "delikatna odmowa" jest uprzejmą formą przyzwolenia.

Nie chcę Cię martwić ale inaczej się nie da.

2. To się nie utrzymie:
https://youtu.be/bZ3G54FCgMQ?t=131
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
Battlecruiser napisał(a): Feminizm w partii to często walka kobiet z kobietami

W Niemczech funkcjonuje określenie "Stutenbissigkeit" - "Gryzienie się klacz". Określa postawę kobiet na wysokich stanowiskach (feministek lub nie, obojętne), które sporo energii poświęcają na walkę z innymi kobietami. Solidarność jajników to mit.


Cytat:Nie chcę Cię martwić ale inaczej się nie da.

Mówisz znowu zagadkami, Smoku, więc nie wiem, co się nie da. Pewnie w jutubce było, a ja tych w... pewnych miejscach nie oglądam.

W tym kontekście powiem Ci tyle, że w Niemczech tego nie ma i nie było, jak sięgam pamięcią. Jak Ci ktoś zaproponuje cokolwiek: cukierka, papierosa, miejsce w tramwaju, to możesz być pewien, że po pierwszej odmowie już druga propozycja nie nastąpi. Parę razy się na tym naciąłem na początku.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04:
Cytat:W Niemczech funkcjonuje określenie "Stutenbissigkeit" - "Gryzienie się klacz". Określa postawę kobiet na wysokich stanowiskach (feministek lub nie, obojętne), które sporo energii poświęcają na walkę z innymi kobietami. Solidarność jajników to mit.
To jest seksistowska bzdura. Równie dobrze można powiedzieć, że solidarność mężczyzn to mit.
Koalicje kobiet ograniczaly się w przeszłości do ochrony rodziny i dzieci a we współczesnym świecie nie ma takiej potrzeby. Mężczyźni tak samo zawiazują koalicje lub zwalczają siebie nawzajem w zależności od potrzeby.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
Akurat jeśli chodzi o kontekst zawodowy czy godowy, to zarówno u kobiet jak i u mężczyzn można zaobserwować tego typu rywalizację, Natomiast kobiety ze sobą walczą również poza tym kontekstem, np. nie jest niczym dziwnym rywalizacja pomiędzy przyjaciółkami albo rywalizacja pomiędzy podwładną a przełożoną (nie że jedna chce drugą wygryżć, ale nie chce słuchać jej poleceń). Kobiety siebie nawzajem szczerze nienawidzą.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): To jest seksistowska bzdura. Równie dobrze można powiedzieć, że solidarność mężczyzn to mit.
Koalicje kobiet ograniczaly się w przeszłości do ochrony rodziny i dzieci a we współczesnym świecie nie ma takiej potrzeby. Mężczyźni tak samo zawiazują koalicje lub zwalczają siebie nawzajem w zależności od potrzeby.

Nie stawiałem tezy o solidarności męskiej, a o "solidarności jajników" było niedawno TUTAJ, dlatego mi się skojarzyło. Owszem, generalnie masz rację, ale nie do końca. Faceci solidaryzują się w sytuacjach, w których interes grupy jest ponad interesem indywidualnym a konkurują w sytuacjach odwrotnych. Typowa równowaga Nasha. Jeżeli faceci konkurują o kobietę, to "wszystkie chwyty dozwolone", jeżeli nie ma konkurencji to się nawzajem kryją i dają alibi w razie potrzeby.

U kobiet natomiast, zwłaszcza na wysokich stanowiskach, myślenie konkurencyjne dominuje nad myśleniem kooperacyjnym wobec własnej płci, interes grupowy przegrywa przed obawami, że koleżanka będzie ją obmawiać. Bądź uwiedzie współpracownika, podwładnego lub męża. Możesz się z tym nie zgadzać, ale takie obserwacje mogłem poczynić przy różnych szefowych, czy to na studiach czy w pracy.

Jeżeli masz inne doświadczenia, to nie krępuj się, chętnie się dowiem, czy wolałaś mieć szefa czy szefową, jeżeli miałaś porównanie.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Miałam na myśli to, że obecnie brakuje obszarów w którch koalicje kobiece mogłyby zaistnieć, ponieważ kobiety solidaryzowały się z innych powodów, nie w celach politycznych czy chęci zdobycia i utrzymania władzy.
Chodziło o przyziemne sprawy typu wspólna opieka nad dziećmi podczas nieobecności mężczyzn czy wspólne chodzenie na siusiu. To drugie jeszcze funkcjonuje.
Ja sama nie jestem typową kobietą i potrafię utworzyć koalicję  z innymi kobietami, ale zazwyczaj są to kobiety bardzo do mnie podobne, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Zauważyłam, że facetom te sprawy są obojętne jeśli chodzi o wspólny interes.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
A mnie się wydaje, że dla wielu mężczyzn agresja tak w polityce, jak w biznesie to sposób na pokazanie "ja mam takiego dużego", "a ja takiego", a po rytualnym napuszaniu oba koguciki mogą przybić piątkę i iść na piwo. Kobiety przez wieki w takich rytualnych rykowiskach nie uczestniczyły od dzieciństwa, toteż intuicyjnie nie czują, kiedy agresja jest wrogością na serio, a kiedy tylko porównaniem swych potencjałów. Toteż albo od polityki i korpobiznesu stronią, albo jeśli już wytrzymują, to angażują się bardziej emocjonalnie.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Miałam na myśli to, że obecnie brakuje obszarów w którch koalicje kobiece mogłyby zaistnieć, ponieważ kobiety solidaryzowały się z innych powodów, nie w celach politycznych czy chęci zdobycia i utrzymania władzy.
Chodziło o przyziemne sprawy typu wspólna opieka nad dziećmi podczas nieobecności mężczyzn czy wspólne chodzenie na siusiu. To drugie jeszcze funkcjonuje.
Ja sama nie jestem typową kobietą i potrafię utworzyć koalicję  z innymi kobietami, ale zazwyczaj są to kobiety bardzo do mnie podobne, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Zauważyłam, że facetom te sprawy  są obojętne jeśli chodzi o wspólny interes.

No dobra, istotnie faceci nie chodzą razem siusiu, przynajmniej faceci hetero, o innych wypowiadać mi się trudno. A istotnie pewne wzorce kooperacji i konkurencji mogą wywodzić się z czasów pierwotnych, w których kobiety współpracowały pod nieobecność mężczyzn. Natomiast w ich obecności liczyła się konkurencja o faceta przed egzystencjalnym problemem, żeby nakarmić własne potomstwo. Nawet czasem kosztem potomstwa innych kobiet, jeżeli było za mało pokarmu.

Ale sam wiem, że to trochę uproszczony model, żeby nie powiedzieć, prostacki. Nie wyjaśnia bowiem jeszcze jednego ciekawego zjawiska. Mianowicie często spotkałem się z negatywną opinią samych kobiet o zespołach czysto kobiecych. I to nie chodziło o jakieś stereotypowe "potrzebują chłopa, żeby im powiedział, co i jak". Chodziło raczej o te wszystkie drobnostki, uszczypliwości, małostkowości, którymi kobiety nakręcają się między sobą. A których unikają w obecności mężczyzny, choćby nie był to ani geniusz ani adonis, tylko po prostu jakiś facet.

To tyle z obserwacji. I wiem, że to brzmi seksistowsko. Ale cóż, nigdy nie byłem zwolennikiem tezy o równości ani nawet o jakiejś symetrii płci.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Rodica napisał(a):Miałam na myśli to, że obecnie brakuje obszarów w którch koalicje kobiece mogłyby zaistnieć, ponieważ kobiety solidaryzowały się z innych powodów, nie w celach politycznych czy chęci zdobycia i utrzymania władzy.

Hmmm. A historia wprowadzenia prohibicji w USA jest Rodice znana?
"...zażarty absolutysta, wściekły teokrata, nieprzejednany legitymista, apostoł potwornej trójcy złożonej z papieża, króla i kata, zawsze i wszędzie broniący najtwardszego, najciaśniejszego i najbardziej niewzruszonego dogmatyzmu, mroczna postać rodem z ciemnych wieków..."
Odpowiedz
bert04:
Cytat:Ale sam wiem, że to trochę uproszczony model, żeby nie powiedzieć, prostacki. Nie wyjaśnia bowiem jeszcze jednego ciekawego zjawiska. Mianowicie często spotkałem się z negatywną opinią samych kobiet o zespołach czysto kobiecych. I to nie chodziło o jakieś stereotypowe "potrzebują chłopa, żeby im powiedział, co i jak". Chodziło raczej o te wszystkie drobnostki, uszczypliwości, małostkowości, którymi kobiety nakręcają się między sobą. A których unikają w obecności mężczyzny, choćby nie był to ani geniusz ani adonis, tylko po prostu jakiś facet.
Trudno mi się wypowiadać w tej kwestii, nigdy nie pracowałam z samymi kobietami a te kobiety z którymi pracowałam nie były typowymi kobietami. W moim zawodzie trzeba posiadać pewne męskie cechy osobowości.
Natomiast zetknęam się z negatywnymi opniami mężczyzn o pracy w czysto męskim gronie.
Znajomi narzekali na większą konkurencję, agresję i brak okazji do zwykłej przyjcielskiej rozmowy.

Łazarz:
Cytat:Hmmm. A historia wprowadzenia prohibicji w USA jest Rodice znana?
Nie, ale mnie zaciekawiłeś.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
Rodica napisał(a): bert04:
Cytat:Ale sam wiem, że to trochę uproszczony model, żeby nie powiedzieć, prostacki. Nie wyjaśnia bowiem jeszcze jednego ciekawego zjawiska. Mianowicie często spotkałem się z negatywną opinią samych kobiet o zespołach czysto kobiecych. I to nie chodziło o jakieś stereotypowe "potrzebują chłopa, żeby im powiedział, co i jak". Chodziło raczej o te wszystkie drobnostki, uszczypliwości, małostkowości, którymi kobiety nakręcają się między sobą. A których unikają w obecności mężczyzny, choćby nie był to ani geniusz ani adonis, tylko po prostu jakiś facet.
Trudno mi się wypowiadać w tej kwestii, nigdy nie pracowałam z samymi kobietami a te kobiety z którymi pracowałam nie były typowymi kobietami. W moim zawodzie trzeba posiadać pewne męskie cechy osobowości.
Natomiast zetknęam się z negatywnymi opniami mężczyzn o pracy w czysto męskim gronie.
Znajomi narzekali na większą konkurencję, agresję i brak okazji do zwykłej przyjcielskiej rozmowy.

Ja miałam okazję pracować tylko i wyłącznie w silnie zdominowanych przez kobiety zespołach (Boże, czemu się nie znam na komputrach?) i potwierdzam to, co napisał bert. Nawet same moje małostkowe i uszczypliwe koleżanki to wprost przyznały, że brakuje w zespole jakiegoś chłopa. Co prawda mamy lidera płci męskiej, ale to mentalnie baba i w ogóle ma nas w dupie.
Odpowiedz
bert04 napisał(a):
Battlecruiser napisał(a): Feminizm w partii to często walka kobiet z kobietami

W Niemczech funkcjonuje określenie "Stutenbissigkeit" - "Gryzienie się klacz". Określa postawę kobiet na wysokich stanowiskach (feministek lub nie, obojętne), które sporo energii poświęcają na walkę z innymi kobietami. Solidarność jajników to mit.


Cytat:Nie chcę Cię martwić ale inaczej się nie da.

Mówisz znowu zagadkami, Smoku, więc nie wiem, co się nie da. Pewnie w jutubce było, a ja tych w... pewnych miejscach nie oglądam.

W tym kontekście powiem Ci tyle, że w Niemczech tego nie ma i nie było, jak sięgam pamięcią. Jak Ci ktoś zaproponuje cokolwiek: cukierka, papierosa, miejsce w tramwaju, to możesz być pewien, że po pierwszej odmowie już druga propozycja nie nastąpi. Parę razy się na tym naciąłem na początku.

1. Paczysz na mój tekst. 
2.paczysz no to, co jest wyżej. Do tego się odnosi

Rodica napisał(a): bert04:
Cytat:W Niemczech funkcjonuje określenie "Stutenbissigkeit" - "Gryzienie się klacz". Określa postawę kobiet na wysokich stanowiskach (feministek lub nie, obojętne), które sporo energii poświęcają na walkę z innymi kobietami. Solidarność jajników to mit.
To jest seksistowska bzdura. Równie dobrze można powiedzieć, że solidarność mężczyzn to mit.
Najwiekszym wrogiem faceta jest inny facet
. Słuchaj  JKM to dobrze na tym wyjdziesz
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
Battlecruiser napisał(a): 1. Paczysz na mój tekst. 
2.paczysz no to, co jest wyżej. Do tego się odnosi

Smoku, z niektórymi userami na tym forum się zgadzam, z niektórymi się nie zgadzam, a jeszcze z niektórymi raz tak raz siak. Ale u Ciebie coraz częsciej nie wiem, czy się zgadzać czy nie.

Po prostu nie rozumiem, co poeta miał na myśli.


I wrażenie jest takie, że poecie nie zależy, żeby być zrozumianym. To trochę zarozumiałe a trochę... autystyczne chyba już.
Odpowiedz
O masz. Widzę że. Terminy muszę rozwinąć. Popatrz se na gołębie gruchajace
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
towarzyski pelikan:
Cytat:Ja miałam okazję pracować tylko i wyłącznie w silnie zdominowanych przez kobiety zespołach (Boże, czemu się nie znam na komputrach?) i potwierdzam to, co napisał bert. Nawet same moje małostkowe i uszczypliwe koleżanki to wprost przyznały, że brakuje w zespole jakiegoś chłopa. Co prawda mamy lidera płci męskiej, ale to mentalnie baba i w ogóle ma nas w dupie.
Ja na przykład w ogóle nie rywalizuję z kobietami, może mam jakieś ukryte skłonności homoseksualne?
Wychodzi na to, że jestem w mniejszości.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
Akurat wiesz co Ty tam robisz z kobietami.
Naszym celem jest LINIA. Bojowa linia!
Odpowiedz
W każdym razie, przed chwilą zrobiłam test i wyszło mi, że mam niewielkie skłonności homoseksualne.
Mam się zglosić do psychologa jeśli zaobserwuję poważniejsze sygały.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Ja na przykład w ogóle nie rywalizuję z kobietami, może mam jakieś ukryte skłonności homoseksualne?
Wychodzi na to, że jestem w mniejszości.

Jeśli rzeczywiście nie drażnią Cię kobiety, to chyba tak. Mnie kobiety zawsze wkurwiały, niezależnie czy chodzi o członków rodziny, koleżanki z klasy, z pracy, szefowe czy dziennikarki. Gdyby dokładnie to samo co robi/mówi jakaś kobieta, zrobił/powiedział mężczyzna, chyba bym dużo łagodniej reagowała. I jak się tak próbuję zastanowić, skąd się to u mnie bierze, to jedyne co mi przychodzi do głowy to fakt, że ja po prostu znam motywację kobiety, wiem, czemu robi to co robi i mówi to, co mówi. Kobieta nie jest dla mnie żadną tajemnicą. Mój wstręt do kobiet wyrasta z dogłębnej świadomości tego, czym jest kobieta. Jedyne kobiety, z którymi sympatyzuję i nie rywalizuję, to te bardziej męskie. Kobietę epatującą mentalną kobiecością odbieram jako jawnogrzesznicę.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości