(16.10.2018, 08:30)towarzyski.pelikan napisał(a): A upupione lewactwo bardzo się boi tej osyfionej sfery życia. Rżną wielkich inteligentów, a srają w kibel jak każdy człowiek, w nosach mają obrzydliwe babole i cierpią na wysiłkowe nietrzymanie pierdów.
Snob się brzydzi nagiej prawdy. Snob chce rzeczywistości odfiltrowanej, patrzeć na świat przez różowe okulary naiwniaka. Godny politowania francuski piesek.
Trochę racji masz, a trochę nie. Prawdą jest, że częścią życia każdego człowieka są fekalia, i to nie tylko te materialne, ale także jakieś gówno duchowe, które religijni nazywają "grzechem". Udawanie, że nie, jest idiotyczne i oczywiście prowadzi do zakłamania. Nie można jednak pokazywać czyjejś niepodtartej jeszcze dupy z podpisem "obnażona prawda o papieżu / królowej brytyjskiej / Maryni spod piątki, zobaczcie, jacy są w rzeczywistości". Bo człowiek nagi nie jest bardziej prawdziwy od ubranego. Ubranie, a więc kultura, jest tak samo częścią osoby, jak natura. Ekshibicjonista nie jest bardziej autentyczny, tylko mniej kulturalny. Dlatego nie można czegoś obnażać i opowiadać, że to właśnie rzeczywistość.
W filmie mnie takie obnażanie nie przeszkadza, bo ja nie oczekuję od sztuki, że będzie "o życiu". Ja życie mam swoje, całkiem udane, dziękuję bardzo, i nie potrzebuję cudzego, żeby się podniecać. Żeby się podniecać, oczekuję od sztuki że przedstawi w emocjonalny sposób jakiś konkretny aspekt życia. Może to być i aspekt gówniany, a w tym akurat Smarzowski jest specjalistą. Spodziewałem się, że w kinie będzie śmierdziało i dostałem to, czego oczekiwałem, dlatego odbieram film ogólnie pozytywnie. Zdaję sobie jednak sprawę, że wielu widzów ogląda ten film z nastawieniem, jakby oglądali jakiś dokument, który ukaże im "całą prawdę" o klerze (którą, rzecz jasna, już znają, ale prawda jest jak cycki - wszyscy widzieli, ale i tak lubią, jak ktoś im pokazuje). A to już jest głupie i dlatego głupie jest Wzmożenie zarówno gimboateistów, podnieconych "prawdą", jak i gimbokatolików oburzonych "kłamstwem". Tak to jest, jak w szkole dzieciom nikt nie wyjaśnił różnicy między funkcją dokumentu i funkcją fikcji, bo trzeba było odpytywać z koloru rękawiczek jakiejś dziwki opisanej przez wielkiego literata.


