Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czekanie na przeszczep - modlitwa o dawcę?
#1
Duży uśmiech Nie chciałabym się znaleźć w sytuacji czekania na przeszczep, jednak to nie ja stworzyłam świat i czekających na przeszczepy , mogę chyba wyrazić ciekawość?

Chodzi mi o to o co modlą się czekający na przeszczep i co doradza ksiądz przy łóżku chorego?

Żeby się modlić o to, żeby zginął młody motocyklista lub młoda kobieta w samochodzie i żeby dał/dała organ na przeszczep, czy żeby się modlić o to, żeby na motorze lub w samochodzie nikt nie zginął i nie dał swoich organów, i żeby czekający na przeszczep umarł i poszedł do Nieba?


No to o co jest właściwa modlitwa chorego czekającego na przeszczep, o śmierć cudzą czy własną?
1. Maryja w Niebie  nie słucha modlitw gdy  śpi masturbuje się robi kupę.
Maryja w Niebie już nic nie potrzebuje oprócz modlitw i tlenu, nie nosi więc majtek i sukienki, lata nago w stanie nieważkości bo grawitacji też nie potrzebuje. 
Brak oddychania tlenem = śmierć.

2. Ustawiczne dzwonienie w dzwony kościelne jest uciążliwe dla osób nerwowo chorych w tym dla mnie. Mieszkam w średnim mieście.
Piski bachorów pod samymi oknami bloku też mi pogłębiają nerwicę i napieprzanie dorosłych o dupie Marynie.

3. Wynajmujący mieszkanie piętro niżej znęcają się nade mną dokuczliwym stukaniem np. w kaloryfery i zastraszaniem np. przez agresywne napieprzanie w łazience, że jestem wariatka i żeby mnie do Toszka zabrali.

4. Nie miałam na chleb i wodę, 4 lata głodowałam mając dochód 50 zł miesięcznie z MOPSu bo byłam bez  pracy i renty.
Odpowiedz
#2
To taki paradoks. Wierzący tak bardzo chcą do Nieba i wiecznej szczęśliwości a mimo to kurczowo trzymają się tego marnego ziemskiego żywota.
Odpowiedz
#3
Osiris napisał(a): To taki paradoks. Wierzący tak bardzo chcą do Nieba i wiecznej szczęśliwości a mimo to kurczowo trzymają się tego marnego ziemskiego żywota.

Wierzący nie chcą do Nieba, z tego co zaobserwowałam, oni chcą żyć, nawet jak mają 90 lat. Im chyba chodzi o to, że chcą zmartwychwstać skoro nie ma wyjścia i trzeba umrzeć.


Gdyby tak było, że wierzący zamiast chcieć żyć, chcą umrzeć i iść do Nieba pod wpływem religii i nauk kościoła to by było, że kościół zachęca do samobójstw lub do morderstw w szlachetnej intencji, żeby zamordowani szybciej poszli do Nieba.
1. Maryja w Niebie  nie słucha modlitw gdy  śpi masturbuje się robi kupę.
Maryja w Niebie już nic nie potrzebuje oprócz modlitw i tlenu, nie nosi więc majtek i sukienki, lata nago w stanie nieważkości bo grawitacji też nie potrzebuje. 
Brak oddychania tlenem = śmierć.

2. Ustawiczne dzwonienie w dzwony kościelne jest uciążliwe dla osób nerwowo chorych w tym dla mnie. Mieszkam w średnim mieście.
Piski bachorów pod samymi oknami bloku też mi pogłębiają nerwicę i napieprzanie dorosłych o dupie Marynie.

3. Wynajmujący mieszkanie piętro niżej znęcają się nade mną dokuczliwym stukaniem np. w kaloryfery i zastraszaniem np. przez agresywne napieprzanie w łazience, że jestem wariatka i żeby mnie do Toszka zabrali.

4. Nie miałam na chleb i wodę, 4 lata głodowałam mając dochód 50 zł miesięcznie z MOPSu bo byłam bez  pracy i renty.
Odpowiedz
#4
gąska9999 napisał(a):
Osiris napisał(a): To taki paradoks. Wierzący tak bardzo chcą do Nieba i wiecznej szczęśliwości a mimo to kurczowo trzymają się tego marnego ziemskiego żywota.

Wierzący nie chcą do Nieba, z tego co zaobserwowałam, oni chcą żyć, nawet jak mają 90 lat. Im chyba chodzi o to, że chcą zmartwychwstać skoro nie ma wyjścia i trzeba umrzeć.

Ewolucyjnie rozwinięta wola przetrwania zwykle zwycięży nad chęcią wdrożenia w życie pustych obietnic, za które dodatkowo każą sobie płacić.
Nieśmiertelność jest na pewno bardziej pociągająca niż wieczne wpatrywanie się w boską istotę. Nawet gdyby Bóg przybrał postać mojej żony to nie wiem czy dałbym radę wytrzymać z Nim/Nią aż tyle czasu Uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości