Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy można wszystkim zrobić dobrze?
Wypominasz innym biedę. To moze sie pochwal na co ty zapracowałaś pracą własnych rąk
Odpowiedz
Niczego nikomu nie wypominam, skoro tak to odbierasz, to nie moja wina.
Każdy inaczej definiuje biedę, dla jednego to może być niemożliwość kupienia sobie ferrari a dla drugiego zaspokojenie podstawowych potrzeb egzystencjalnych. Poza tym, owszem ludzie się zabijają z powodu biedy nawet jak tego nie chcą. Kiedy nie są w stanie osiagnąć zadowalajacego poziomu życia, są bardziej skłonni do ryzykownych zachowań typu uleganie nałogom czy brawurowa jazda samochodem.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Zawsze wydawało mi się, że w najlepiej rozwiniętych krajach jest najwięcej samobójstw tymczasem widać, że Rosja i Indie wyłamują się z tego schematu. Także ten... ciekawe co jest powodem poczucia nieszczęścia w krajach bogatych i biednych. Będę miał więcej czasu to sprawdzę to.

Jeśli chodzi o Azję, to na pewno swoje robi buddyzm/hinduizm. Te religie sprzyjają samobójstwom.
Odpowiedz
towarzyski.pelikan napisał(a):
lumberjack napisał(a): Zawsze wydawało mi się, że w najlepiej rozwiniętych krajach jest najwięcej samobójstw tymczasem widać, że Rosja i Indie wyłamują się z tego schematu. Także ten... ciekawe co jest powodem poczucia nieszczęścia w krajach bogatych i biednych. Będę miał więcej czasu to sprawdzę to.

Jeśli chodzi o Azję, to na pewno swoje robi buddyzm/hinduizm. Te religie sprzyjają samobójstwom.
Niby w jaki sposób sprzyjają? Zarówno w hinduizmie jak i buddyzmie samobójstwo uważane jest za czyn niemoralny.
Odpowiedz
Osiris napisał(a):
towarzyski.pelikan napisał(a):
lumberjack napisał(a): Zawsze wydawało mi się, że w najlepiej rozwiniętych krajach jest najwięcej samobójstw tymczasem widać, że Rosja i Indie wyłamują się z tego schematu. Także ten... ciekawe co jest powodem poczucia nieszczęścia w krajach bogatych i biednych. Będę miał więcej czasu to sprawdzę to.

Jeśli chodzi o Azję, to na pewno swoje robi buddyzm/hinduizm. Te religie sprzyjają samobójstwom.
Niby w jaki sposób sprzyjają? Zarówno w hinduizmie jak i buddyzmie samobójstwo uważane jest za czyn niemoralny.
W świetle tych religii życie to cierpienie, zło. Dusza jest spętana życiem. Śmierć jest wyzwoleniem. Z takim nastawieniem aż się prosi popełnić samobója. Dla odmiany katolicyzm czy chrześcijaństwo w ogóle przedstawia życie jako dar. Mimo, że to życie doczesne ma być tylko przedsionkiem do życia wiecznego, to jednak nie neguje to samej wartości tego życia. Życie jest szansą, darem od Boga. Czymś, za co należy być wdzięcznym. Przy takim nastawieniu nie chce się popełniać samobója. Niezależnie od tego, czy się wierzy w piekło czy nie.
Odpowiedz
towarzyski.pelikan napisał(a): W świetle tych religii życie to cierpienie, zło. Dusza jest spętana życiem. Śmierć jest wyzwoleniem. Z takim nastawieniem aż się prosi popełnić samobója. Dla odmiany katolicyzm czy chrześcijaństwo w ogóle przedstawia życie jako dar. Mimo, że to życie doczesne ma być tylko przedsionkiem do życia wiecznego, to jednak nie neguje to samej wartości tego życia. Życie jest szansą, darem od Boga. Czymś, za co należy być wdzięcznym. Przy takim nastawieniu nie chce się popełniać samobója. Niezależnie od tego, czy się wierzy w piekło czy nie.

To dlaczego np. w Nepalu i Birmie jest mniej samobójstw niż w Polsce?
Może Polacy nie nauczyli się nic o wartości życia jakie proponuje katolicyzm.

lumberjack napisał(a): Zawsze wydawało mi się, że w najlepiej rozwiniętych krajach jest najwięcej samobójstw tymczasem widać, że Rosja i Indie wyłamują się z tego schematu. Także ten... ciekawe co jest powodem poczucia nieszczęścia w krajach bogatych i biednych. Będę miał więcej czasu to sprawdzę to.

Ponoć, więcej ludzi ginie rocznie w wyniku samobójstw, niż wojen i konfliktów na świecie. Nie wiem, nie szukałem potwierdzenia tej informacji.


Powracając do buntu młodych za 20-30 lat...


Cytat:Młodzi Polacy, którzy właśnie rozpoczęli pracę, dostaną za 30-40 lat średnio - w przeliczeniu na obecne pieniądze - emeryturę wysokości 1200 zł na rękę, czyli 31 proc. przeciętnej pensji. To drugi najgorszy wynik po Meksyku.
Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) opublikowała właśnie raport o systemach emerytalnych na świecie – przebadała ich 40. Nasz wypadł fatalnie – jeżeli nic nie wymyślimy, istnieje szansa, że większość z nas na starość będzie żyła w nędzy.

Wspomniana wysokość średniej emerytury w przyszłości – 1200 zł netto – to mniej niż przeciętny emeryt dostaje w Polsce dzisiaj – 1800 zł netto.
Więcej: http://next.gazeta.pl/next/7,151003,2442...=BoxOpLink


Ale to są szacunki optymistyczne, bo zakładają, że w ogóle jakakolwiek emerytura będzie. ; )
A może być gorzej, jeśli zostanie wprowadzony podatek katastralny. Obecnie w rękach Polaków odsetek posiadania nieruchomości na własność jest jednym z najwyższych w Europie.
Z pewnością wskaźnik ten spadnie po wprowadzeniu wyższego podatku od nieruchomości.

A potem będzie tylko płacz, bo pieniędzy na płacenie będzie mało.


Cytat:Znika relikt PRL, żegnamy użytkowanie wieczyste. To wstęp do "katastru"?
Miliony Polaków wraz z dniem 1 stycznia stały się współwłaścicielami gruntów, które wcześniej były objęte użytkowaniem wieczystym. Niektórzy obawiają się, że masowe uwłaszczenie będzie pretekstem do wprowadzenia podatku katastralnego. Takie rozwiązanie na pewno skutkowałoby sporymi kosztami.

https://www.money.pl/gospodarka/znika-re...0289a.html
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
ErgoProxy napisał(a): Jak jest wojna, nędza, choroby, to pewno szczęścia jest mniej. Natomiast mam wątpliwości co do umieszczenia na liście mierników szczęścia pekabu. No bo jeśli mamy państwa A i B takie że PKB(A) < PKB(B), ale państwo B wypracowuje swój pekab drakońskimi harmonogramami, tj. zaorywując swoich robotników dosłownie na śmierć, to ja nie wiem, kto z nas uznałby relokację do takiego kraju za uśmiech losu. Ktoś z elity może, jeśli dostatecznie wyalienowany.

Nie chce znowu włączać tego filmu, bo mi net mocno haczy, ale tam było bardzo analizowanych dużo kryteriów odnośnie tego, że na świecie jest lepiej, nie pamiętam w jakim to pkb było kontekście. Prostego przełożenia na szczęście to też myślę, że nie ma.






towarzyski.pelikan napisał(a):
Lampart napisał(a): No tak ale statystycznie to się pewnie przekłada. Jak jest wojna nędza choroby i tak dalej, to na pewno jest więcej cierpienia i mniej szczęścia.

Ja bym nie była tego taka pewna. Zauważ, że człowiek, który żyje w mniejszym dobrobycie, a więc np. w warunkach walki o byt czy to z powodu niedoborów podstawowych dóbr, groźby wojny czy jakichś zagrożeń naturalnych, ma jakąś motywację do życia. Ma o co walczyć. Musi podjąć konkretne działania, żeby przetrwać. I to nadaje jego życiu sens i pozwala się cieszyć małymi rzeczami. Głupi łyk wody, słoneczko, ulga po zjedzeniu ciepłego posiłku przynosi radość. Życie jest dla takiego człowieka niekwestionowaną wartością.

Co zaś się dzieje w państwach dobrobytu? Mamy znudzonego życiem filozofa, który ma wszystko (pieniądze, pracę, sklepy pełne towarów, rozrywka, kultura), żyć nie umierać. A jednak zasiada wieczorem przed kartką papieru i piszę rozprawę o tym, że życie jest absurdem, świat jest przepełniony cierpieniem i należy coś z tym zrobić, np. wyeliminować ludzką rasę w drodze powstrzymania się od prokreacji. Na tym etapie dobrobytu, totalnego spełnienia, życia pozbawionego prawdziwych problemów zaczyna się kwestionowanie wartości życia. Nagle się okazuje, że najbardziej cierpią ci, którzy nie cierpią w ogóle. Taki paradoks  Uśmiech

Taki paradoks bo do paradoksu to sprowadziłaś. Bierzesz wycinek z rzeczywistości ludzi żyjących w nędzy typu słoneczko, łyk wody itp. potem wycinek z rzeczywistości świata dobrobytu, typu jakiegoś filozofa i to kontrastujesz, tworząc karykaturę. Przyznam, że tego się spodziewałem bo wiem, że gloryfikujesz cierpienie, a jeśli nie gloryfikujesz to lekką ręką je bagatelizujesz, że jest to potrzebne dla jakichś ideałów.
Przede wszystkim film pokazał, że świat wydostaje się ze skrajnej nędzy, jest o wiele mniej wojen, zabójstw itd., a nie to, że wszyscy opływają w dobrobyt. Podnosi się dolna poprzeczka, a z tego to się tylko cieszyć. Badania mówią wyraźnie jest mała różnica między poziomem szczęścia przeciętnego obywatela, a bogacza, za to znacząca między przeciętnym, a takim żyjącym w nędzy. A dodaj do tego wojny, epidemie itd.,
głębokość koszmaru jest niezmierzona, większość ludzi utrzymuje się na powierzchni. W głębinach nie ma nic dobrego, a już na pewno nie ma tam szczęścia.

Na prawdę lepiej jest nie doceniać sytości niż być potwornie głodnym cały czas.
Poza tym jak się rozejrzę to nie widzę filozofów rozprawiających o unicestwieniu rzeczywistości. Połowa Polaków jest zadowolona z życia.
Sam mam takie dość depresyjne usposobienie, ale z drugiej strony względny dobrobyt daje mi duże możliwości spędzania czasu na różne sposoby, realizowania pasji i pracowania z psychiką, że aż mi przykro jak ten czas szybko zlatuje - żyje mi się całkiem dobrze.

W krajach dobrobytu jest dużo słabych jednostek, bo po prostu dobrobyt pozwala im wogóle istnieć, w ekstremalnych warunkach przeżywają tylko najsilniejsi i nie powinno się z tego robić dalekoidących wniosków.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): Ponoć, więcej ludzi ginie rocznie w wyniku samobójstw, niż wojen i konfliktów na świecie. Nie wiem, nie szukałem potwierdzenia tej informacji.

Mam.

- Samobójstwa ponad 800 tys. rocznie;
- morderstwa> 390 tys.;
- z niedożywnienia > 368 tys.;
- alkoholizm > 173 tys.;
- narkotyki > 143 tys.;
- pożary > 132 tys.;
- konflikty > 115 tys.;
- terroryzm > 34 tys.

https://ourworldindata.org/what-does-the-world-die-from
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Przykładowe zarobki w sektorze publicznym.


Cytat:Dziś prezentujemy dochody operatora urządzeń, emeryta dorabiającego w świetlicy, pracownika gospodarczego szkoły, urzędników, ratownika medycznego, montera i instruktorki z domu kultury. Zadzwonił do nas m.in. pan Jakub z Janikowa: - Pracuję w znanym i dużym zakładzie. Jako operator urządzeń zarabiam 2400 zł netto miesięcznie. Od dwóch kwartałów nie otrzymaliśmy premii, a podwyżki - 300 złotych na rękę - może raz w roku otrzymać tylko osiem osób, także rzadko kto się łapie. Ukraińcy, którzy wykonują dla nas zlecenia, ale są zatrudnieni przez zewnętrzną firmę, zarabiają 3000 zł netto.

O swoich dochodach opowiedział nam również emeryt z powiatu bydgoskiego: - Mam 66 lat, ukończyłem dwa kierunki studiów, w szkole przepracowałem 41 lat. Moja emerytura wynosi 2038 zł. Dorabiam sobie w wiejskiej świetlicy. (...) że tak szeroki zakres zadań jest wyceniany na 480 złotych miesięcznie. Tyle dorabiam do emerytury.
Oto zaś treść wiadomości od pana Gabriela: "Nauczyciele żądają podwyżek, a co z resztą pracowników szkoły? Za ile oni muszą pracować? Jako konserwator z ponad 25 letnim stażem mam 1850 zł na rękę. Czy to są godne zarobki jak na mężczyznę ze średnim wykształceniem? Powtarzam, tacy ludzie też są potrzebni w szkole, więc zacznijmy traktować ich poważnie".

Czytaj więcej: https://pomorska.pl/kujawskopomorska-lis...fa-biznesu
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Nie rozumiem ich niezadowolenia. Mają pewne posadki na etacie. Nie za duże, ale pewne zarobki. Nie muszą się bawić w stachanowca.

A jak się chce więcej to trza założyć firmę i podjąć ryzyko licząc się z tym, że firma może nie wypalić.
Odpowiedz
Lenin powiedział, że "państwo policyjne jest wtedy, kiedy policjant zarabia więcej od nauczyciela".
Sami sobie odpowiedzmy, w jakim kraju żyjemy.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Dane o rozpoczętych budowach domów wpisują się w wątek dot. migracji ludności i dyskusję o doprowadzaniu wszędzie komunikacji publicznej.

Cytat:Gdzie Polacy chcą budować swoje domy?

. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, które krajowe lokalizacje cieszyły się największą popularnością wśród osób budujących własne „cztery kąty”.

[Obrazek: KYok9kpTURBXy8yMDFjNGVjZGQwNzdkZWUwMmY1Y...4KhMAWhMQE]
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Zastanawiające są niektóre wyspy bezrobocia. O ile Mazury, część Pomorza, Lubuskie można sobie wytłumaczyć, to nie mam pojęcia co się dzieje (czy raczej dlaczego nie dzieje), że w Szydłowcu niewiele się zmienia. Nie jest to wiocha odcięta od świata. Leży prawie na skrzyżowaniu ciągów komunikacyjnych, całkiem blisko Warszawy, ale problem nadal jest.


Cytat:W Polsce jest wciąż 76 powiatów, w których bezrobocie przekracza 10 proc. i mieszka w nich łącznie 216,9 tys. bezrobotnych, czyli co czwarty w kraju. W jedenastu bezrobocie przekracza 15 proc., a w jednym powiecie - 20 proc.

Ten powiat ma stolicę w Szydłowcu. Bez pracy jest tam aż 22,6 proc. chętnych, czyli 3200 osób. A i sytuacja, choć się poprawia, to bardzo powoli. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy z rejestrów w urzędzie pracy wykreślono w Szydłowcu zaledwie dwieście osób i bezrobocie spadło o tylko 0,8 pkt. proc.

Nawet, jak się porówna ze stanem sprzed dziesięciu lat, to "szału nie ma". W tym czasie stopa bezrobocia spadła w Szydłowcu o 9,1 pkt. proc., tj. z 31,7 proc. do 22,6 proc. Wtedy w skali całego kraju gorzej było w Bartoszycach na Warmii. Tyle, że w Bartoszycach poprawiło się dużo bardziej.

Bliskość Radomia zdecydowanie działa na niekorzyść. W pierwszej dziesiątce najwyższego bezrobocia są: Przysucha, Radom i Szydłowiec, oddalone od siebie o kilkadziesiąt kilometrów. Po oddaniu obwodnicy Radomia w tym roku, jest z tamtego rejonu około półtorej godziny samochodem do Warszawy, gdzie... bezrobocie wynosi zaledwie 1,4 proc. Być może to coś zmieni i bezrobotni odważą się jeździć do pracy w stolicy? Bo pomysł z lotniskiem w Radomiu, delikatnie mówiąc, nie okazał się trafiony.

https://www.money.pl/gospodarka/mapa-bez...8769a.html
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): ale problem nadal jest

Nie ma. Ci ludzie na czarno robią. Tylko nieliczni są naprawdę bezrobotni.

Już obecne stawki ZUS-u są za wysokie dla ludzi z najbiedniejszych regionów, a co dopiero jak wejdą te wyższe...

Tak czy owak nie ma co utożsamiać ludzi zarejestrowanych w UP z ludźmi bezrobotnymi.
Odpowiedz
Ale to i tak ciekawe (acz zrozumiałe), że wolą robić na czarno i nie przeprowadzać się, niż legalnie gdzie indziej. Zastanawiam się ile mają na rękę że tak kalkulują.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): Ale to i tak ciekawe (acz zrozumiałe), że wolą robić na czarno i nie przeprowadzać się, niż legalnie gdzie indziej.

Jeden znajomy wyprowadził się z Radomia i pracuje dla jakiejś korpo. Nadzoruje zespół zagranicznych informatyków robiących aplikacje internetowe dla banków. Zarabia ok. 15k miesięcznie, ale widzę, że nie jest ok, bo siedzi przed kompem po 12h dziennie; nie ma tam żadnych znajomych; ma za to lodówkę pełną przeróżnych alko. I se popija cały czas. Rozumiem, że takie zarobki to sukces, ale takie życie moim zdaniem nie jest zbyt fajne.

Niektórzy ludzie wolą z kolei zostać w tym pięknie wyremontowanym, ale już praktycznie zbankrutowanym mieście i zarobić na czarno (część na pewno zarobi tyle samo na biało) te 3-4 tysie i żyć blisko rodziny i znajomych. Myślę, że są szczęśliwsi, a przy okazji takie zarobki w tak biednym mieście są adekwatne do zarabiania np. 5 tysi w takiej Wawie, gdzie czynsze, wynajmy itp. koszty życia są znacznie wyższe.

Wydaje mi się, że duże miasto nie jest jakąś nadzwyczajną alternatywą - jeśli nie robisz niczego wyjątkowego, to wcale nie zarobisz znacznie więcej niż w takim Radomiu.* Ba, mam kolegę, który mieszkając w Wawie zarabia tylko 2k miesięcznie. I weź tu przeżyj za takie coś - wieczna wegetacja i życie z rodzicami.

*Zarobisz właśnie tyle więcej, żeby było na ZUS. I teraz powiedz mi - ilu znasz ludzi, którzy tak bardzo kochają ZUS, że dla jego dobra zostawią swoje miejsca zamieszkania, rodzinę i przyjaciół? Uśmiech
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): I teraz powiedz mi - ilu znasz ludzi, którzy tak bardzo kochają ZUS, że dla jego dobra zostawią swoje miejsca zamieszkania, rodzinę i przyjaciół
Duży uśmiech
Dzięki za opisanie problemu.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości