Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyporność i tym podobne - obliczenia
#21
Skąd ten wątek jest wydzielony?
"...zażarty absolutysta, wściekły teokrata, nieprzejednany legitymista, apostoł potwornej trójcy złożonej z papieża, króla i kata, zawsze i wszędzie broniący najtwardszego, najciaśniejszego i najbardziej niewzruszonego dogmatyzmu, mroczna postać rodem z ciemnych wieków..."
Odpowiedz
#22
Chyba z 'Wegetarianizmu' wydzielonego z 'Kim jestem" Uśmiech
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#23
pilaster napisał(a):
Cytat:Wybielić białasów?

Chyba czarnuchów? W końcu kto stanowił pierwsze ogniwo w tym handlu i kto zajmował się łowieniem i dostarczaniem towaru na statki? Na pewno nie białasy. Zresztą załogi statków niewolniczych też były rekrutowane głównie wśród Murzynów - z tego samego powodu, czyli odporności na choroby tropikalne.

A to ciekawe, bo w ogóle nie zająłeś się skalą przemysłu niewolniczego afrykańskich kacyków, a skupiłeś na minimalizowaniu skali zarobku "białasów". Czyli w ogóle nie planowałeś dowieść tego, co teraz sugerujesz.

Dodatkowo, żeby dowieść, że ówcześni afrykańscy władcy nie byli tak niegodziwi, powinieneś wykazać, że proporcja biznesu niewolniczego jest większa na korzyść eksportu, a nie popytu wewnętrznego.

W końcu, mógłbyś dokonać porównań wielkości tego procederu wewnętrznego na przestrzeni dziejów, aby sprawdzić, czy pojawienie się kolonistów z Europy miało znaczący wpływ na jego zwiększenie i ewentualnie jak duży. Dziwnym trafem, tego wszystkiego nawet nie poruszyłeś, dlatego nie to miałeś na celu...
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
#24
Proponuję pociągnąć dalej i pochylić się detalicznie nad krematoriami w Auschwitz - wydajność, sprawność energetyczna, rekuperacja energii z ciał, zagospodarowywanie odpadów.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#25
pilaster napisał(a):
Cytat:Serio trzeba "gotować" dla "towaru"?

Serio, serio. Przecież jeżeli nie nakarmi bert04 towaru, to tenże zemrze z głodu i figę zobaczy bert04, a nie żadne zyski.

Człowiek, także niewolnik, musi jeść jakiś ciepły posiłek co najmniej co 2-3 dni, jeżeli ma nie wykitować i zachować jaką taką formę niezbędną do uzyskania za niego godziwej ceny.

Wszystko zależy od tego, czy koszty utrzymywania garkuchni i zapasów są niższe od zwiększenia zysku przez większą przeżywalność towaru. Zależność analogiczna do jakiejkolwiek hodowli czy transportu towaru żywego. Gdyby nie dochodziło tutaj do nadużyć niepotrzebne byłyby regulacje państwowe czy unijne. Niepotrzebne byłyby kampanie filmujące, jak martwe świnie czy krowy są wyciągane z transportów. Ba, takie rzeczy nadal się zdarzają, mimo przepisów. Więc widocznie jest jakaś granica opłacalności, przy której zdychanie części towaru w drodze waży mniej, niż końcowy zysk.

Cytat:
Cytat: Transporty do Gułagów z mniejszą ochroną chodziły

Transporty do Gułagów nie odbywały się na zasadach rynkowych, tylko humanistycznych, bez żądzy zysku i wyzysku. Nikogo nie obchodziło, ile towaru dotrze do celu i jakie będą straty w transporcie. W socjalizmie nie ma wyzysku człowieka przez człowieka i dlatego człowiek nie jest nic wart - jednostka bzdurą, jednostka niczym.

Prawa rynkowe działają niezależnie od chęci czy zamiarów. Tylko priorytety są inne. W komunizmie priorytetem jest wykonanie planu. W kapitalizmie priorytetem jest chciwość. Przy zyskach rzędu 100%, jakie ponoć przy tym handlu można było uzyskać konkurencja między kapitanami o maksymalizację zysku mogła ważyć więcej, niż ryzyko, że jedna-dwie łajby przyniosą straty.

Cytat:Proszę porównać z analogicznymi wskaźnikami dla białych osadników. Im państwo też przecież emerytur nie wypłacało. A śmiertelność wśród Murzynów była znacznie niższa niż wśród białych - dlatego transatlantycki handel niewolnikami miał w ogóle sens ekonomiczny.

No nie zapominajmy, że białych niewolników też transportowano do kolonii. Kto nie czytał w dzieciństwie "Kapitan Blood" ten może nie wie. Niemniej chyba odchodzimy od wątku. Dzisiejsza demografia ma wiele przyczyn, ilość transportowanych murzynów to także jeden z nich.

Cytat:Skrajny przykład - afrykańska Wyspa św Tomasza, jak podaje Charles Mann, w XVI, XVII, XVIII wieku osiedliło się na niej w sumie kilkanaście tysięcy Portugalczyków. Żaden nie przeżył dłużej niż trzy lata.

Chyba to jest plotka, albo może tak było na początku. Historia wyspy św. Tomasza to skomplikowane połączenie zesłania (białych) skazanych na śmierć, przymusowego zesłania żydowskich dzieci, dawania osiedleńcom (czarnej) niewolnicy na start do "towarzystwa", a także krótkiego okresu prosperity przez plantacje trzciny cukrowej. W roku 1844 na wyspie żyło 185 białych, 7054  filhos de terra („Synów Ziemi“), czyli potomków białych Portugalczyków i czarnych matek, 5514 niewolników i 1200 - 1300 Angolares, czyli zbiegłych niewolników i ich potomków. Było to już po tym, jak większość bogatych (!?) plantatorów wyprowadziła się na bardziej opłacalne tereny Brazylii. Jednak gdyby biali przeżywali tylko 3 lata, to kreolów by tam nie było w takich ilościach.

https://de.wikipedia.org/wiki/Geschichte...3%ADncipes

Cytat:Ludzie zachowują się rozmaicie, ale tylko ci racjonalni odnoszą sukces biznesowy i życiowy.

I dlatego kasyna upadają, bo nikt nie podejmuje ryzyka wbrew twardym faktom. Nikt też, w sytuacji, kiedy podróż może trwać od 1 do 6 miesięcy, nie będzie spekulował na to, że on ma akurat szczęście i przewiezie w tym krótkim czasie.

Poza tym jest coś takiego, jak ubezpieczenia. Przypadek, który omawiałem wyżej, dotyczył właśnie kwestii, kiedy kapitanowi statku opłacało się lepiej wyrzucić za burtę część "towaru" i skasować ubezpieczenie.

I jeszcze jeden faktor. Czas największej intensywności handlu niewolnikami to, według moich źródeł, czas klęsk nieurodzaju w Afryce i masowego głodu. Dochodziło do kuriozalnych, z dzisiejszego punktu widzenia, sytuacji, że część niewolników tubylców oddawała się dobrowolnie w niewolę mając nadzieję, że tam przynajmniej będzie miała zapewnione wyżywienie. A więc przynajmniej jakiś czas koszty pozysku "towaru" były praktycznie zerowe. Wystarczyło "tylko" przetransportować.

Cytat:Zapewne były zbliżone. Sytuacja się zaostrzała dopiero w momencie, w którym żywności i wody zaczynało brakować. W interesie właściciela było wtedy ograniczenie racji dla załogi i utrzymanie tych dla niewolników, a w interesie załogi - odwrotnie.

No i już parę razy Ci chyba pisano, że w tym przypadku standardowym postępowaniem było pozbywanie się części "towaru". Tak było na Amistad, tak było na Zong.

Cytat:Ponieważ załoga znajdowała się na miejscu, na statku, a właściciel gdzieś daleko w Londynie, zwyciężyć w tym starciu musiała ta druga racja. I dlatego w interesie właściciela było w ogóle nie dopuszczać do pojawienia się takiego dylematu. Ładować tyle towaru, aby dało się go wykarmić i zabierać odpowiednio dużo zapasów.

Długo jeszcze będziesz ignorował, że czas podróży był ekstremalnie zmienny? To nie kolej (do Gułagu), gdzie opóźnienie może być w granicach kilku dni, to rozpiętość między, jak wskazują moje źródła, jednym miesiącem a sześcioma. W tej sytuacji strategia ryzyka może się opłacać właścicielowi, jak i pewnej części kapitanów, którzy AFAIK mieli udział w zysku.

Cytat:Pierwsze transporty może i były upychane "na czuja". Ale na pewno nie wszystkie kolejne.

Te lata są związane z rozwojem nautyki, nawigacji, nawet wyżywienia załóg. Jeszcze Francis Drake stracił wszystkie zęby przez szkorbut. 200 lat później James Cook za pomocą kapusty, słodu, żelu z marchwi i ekstraktu piwnego poradził sobie z tym problemem. Od drugiej wyprawy miał też na pokładzie chronometr.

Ale przed wymyśleniem maszyn parowych czas żeglugi jest uzależniony od pogody i aktualnego stanu nawigacji.

Cytat:Ale i tak trzeba było za niego zapłacić dostawcy. Zatem tak czy owak jest to strata.

Strata może być wliczona w koszty. A dostawca dawał towar "na pęczki", czytałem że za jednego konia dostawało się 12 niewolników. Nie sądzę, żeby ktoś chciał kupić pół konia za 6.

Cytat:Przecież właśnie się rozmnażali, skoro ich potomkowie żyją do dzisiaj.  Duży uśmiech Oczywiście w strefie karaibskiej rozmnażali się bardziej niż ich właściciele, bo byli odporni na tamtejsze choroby (febrę, malarię)

Kreole to potomkowie i jednych i drugich. Szach mat.

Cytat:W końcu kto stanowił pierwsze ogniwo w tym handlu i kto zajmował się łowieniem i dostarczaniem towaru na statki? Na pewno nie białasy.

Tak, doprowadzało to nawet do regularnych wojen między plemionami o pozyskanie niewolników w celu handlu. Ale, jak pisałem wyżej, w trudnych czasach klęsk głodu nawet tego nie było potrzeba.

Cytat:Zresztą załogi statków niewolniczych też były rekrutowane głównie wśród Murzynów - z tego samego powodu, czyli odporności na choroby tropikalne.

Niebezpieczne porównanie, jeżeli przypomni się, kto stanowił policję w gettach i kto siedział w radach gett. Może jednak zejdź z tej drogi, zanim będzie za późno na zawrócenie.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#26
Żarłak napisał(a):  skupiłeś na minimalizowaniu skali zarobku "białasów". 

Na maksymalizowaniu. I nie "białasów" tylko kupców handlujących niewolnikami i przewożących ich przez Atlantyk. Nie tylko białasy to były.

Cytat:Dodatkowo, żeby dowieść, że ówcześni afrykańscy władcy nie byli tak niegodziwi, 

Godziwość, czy niegodziwość to kategoria nacechowane emocjonalnie. (chociaż istnieje pojęcie "wartości godziwej" np w wycenie nieruchomości  - IMHO niepotrzebnie) Handel niewolnikami to zaś zjawisko ekonomiczne, mające racjonalne podstawy.

bert 04


Cytat:Wszystko zależy od tego, czy koszty utrzymywania garkuchni i zapasów są niższe od zwiększenia zysku przez większą przeżywalność towaru. 

Nie inaczej. Jednak przewożenie setek ludzi przez kilka miesięcy o suchym pysku na pewno nie zapewni maksymalizacji zysku, a wręcz przeciwnie.


Cytat: Niepotrzebne byłyby kampanie filmujące, jak martwe świnie czy krowy są wyciągane z transportów. Ba, takie rzeczy nadal się zdarzają, mimo przepisów.

Nie należy jednak przedstawiać patologii jako normy. Bo inaczej nawet rodzina wyjdzie na organizację patologiczną, bo przecież zdarzają się rodziny dysfunkcyjne.

Inwestorzy działający nieracjonalnie, czy to na rynku niewolniczym, czy świńskim, oczywiście byli i są. Tylko że wskutek ich nieracjonalnych działań, kapitał przepływa od nich do tych, którzy działają racjonalnie. I dlatego na rynku dominują podmioty i inwestorzy racjonalni a patologia pozostaje patologią.


Cytat:W komunizmie priorytetem jest wykonanie planu. W kapitalizmie priorytetem jest chciwość.

W kapitalizmie priorytetem jest zysk. Przychód minus koszty. Dlatego pracownik, nawet niewolnik, ma dużo lepsze warunki w kapitalizmie niż w socjalizmie.


Cytat:I dlatego kasyna upadają, bo nikt nie podejmuje ryzyka wbrew twardym faktom. 

Na odwrót. Kasyna prosperują, natomiast grający w nich frajerzy niekoniecznie.  Cwaniak


Cytat:w tym przypadku [brak żywności/wody -p] standardowym postępowaniem było pozbywanie się części "towaru".

Oczywiście. W sytuacji ekstremalnej lepiej stracić część towaru, niż całość. Jednak jeszcze lepiej tracić mniejszą część niż większą. A najlepiej nie tracić w ogóle.


Cytat:Strata może być wliczona w koszty.

Handel polega na maksymalizacji zysku (różnica przychodu i kosztów), czyli na maksymalizowaniu przychodu, a minimalizowaniu kosztów.

Obiecany art pt

Bardzo zwyczajna instytucja

Niewolnictwo nie jest tak stare jak ludzkość. W obejmującej ponad 90% ludzkiej historii paleolicie, gospodarce łowiecko – zbierackiej, żadnego miejsca na pracę przymusową nie było. Opisujące takie paleolityczne społeczeństwo równania Lotki-Volterry nie pozwalają bowiem, pod groźbą wyginięcia, na jakikolwiek wzrost „produkcji”, czyli zebranej i upolowanej biomasy, powyżej pewnej, niezbyt wysokiej, wartości. Dodatkowe ręce do pracy w żaden sposób zatem nie rekompensują utrzymania dodatkowej gęby do wyżywienia. W paleolicie ani niewolników do niczego nie potrzeba, ani nie ma warunków, aby ich utrzymywać.

Sytuacja zmienia się jednak zasadniczo w neolicie, w momencie wynalezienia rolnictwa i powstania cywilizacji. Teraz produkcja, głównie oczywiście rolna, może rosnąć bez przeszkód. I tak samo zapotrzebowanie na pracę. Pracę jednakże, w znakomitej większości ciężką, monotonną i mało wydajną. Pojawienie się niewolnictwa jest nieuniknionym rezultatem tego procesu. Dlatego też, takie, czy inne formy pracy przymusowej, towarzyszyły cywilizacji przez cały następny okres dziejowy. Niewolnictwo nie było wtedy jakąś „szczególną instytucją”, ale instytucją na wskroś zwyczajną.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#27
pilaster napisał(a): Nie inaczej. Jednak przewożenie setek ludzi przez kilka miesięcy o suchym pysku na pewno nie zapewni maksymalizacji zysku, a wręcz przeciwnie.

Ale to też zależy od sytuacji rynkowej. Jeżeli popyt na niewolników jest duży a podaż "ledwo wyrabia", wtedy sztuka jest sztuka. Kolejka nabywców jest duża, jak się nie podoba to ktoś inny weźmie. Jeżeli rynek niewolników w kraju docelowym jest już względnie nasycony, wtedy owszem, trzeba prześcignąć konkurencję jakością. Dlatego w pierwszym przypadku "przekarmianie" niewolników jest dla handlarza głupotą, w drugim zaczyna się opłacać.

Cytat:Nie należy jednak przedstawiać patologii jako normy. Bo inaczej nawet rodzina wyjdzie na organizację patologiczną, bo przecież zdarzają się rodziny dysfunkcyjne.

Jakoś dziwnie patologie są "wyjątkiem" na obszarze unii, gdzie działają przepisy zakazujące ich. A stają się, może nie normą, ale regularnie obserwowanym zjawiskiem w przypadku transportów czasem tych samych firm, ale poza tereny UE. Czyli ci sami przedsiębiorcy mogą się kierować dwoma różnymi logikami. W zależności od okoliczności.

Cytat:Inwestorzy działający nieracjonalnie, czy to na rynku niewolniczym, czy świńskim, oczywiście byli i są. Tylko że wskutek ich nieracjonalnych działań, kapitał przepływa od nich do tych, którzy działają racjonalnie. I dlatego na rynku dominują podmioty i inwestorzy racjonalni a patologia pozostaje patologią.

Tak ekonomia jak i teoria gier wskazują na to, że racjonalność nie zawsze idzie w parze z moralnością. Pakowanie "towaru" na maksa może być racjonale w pewnych warunkach (tani zakup, wysoki zysk, duży popyt, niepewność czasu podróży), a tracić racjonalność w innych (zakup drogi, zysk średni, popyt zaspokojony, czas trwania podróży regularny). Ty modelujesz pewien typ "uśredniony" i to jest mój główny zarzut wobec tego modelu, gdyż pasuje do późnego okresu handlu, tak w XIX wieku. A nie pasuje do "gold-rush-time" czasu, kiedy plantacje bawełny i trzciny cukrowej startowały w Nowym Swiecie jak grzyby po deszczu, kiedy murzyni w Afryce uciekali przed głodem do handlarzy niewolników, kiedy czas trwania podróży mógł być skrócony do nawet 35 dni <1>

Cytat:W kapitalizmie priorytetem jest zysk. Przychód minus koszty. Dlatego pracownik, nawet niewolnik, ma dużo lepsze warunki w kapitalizmie niż w socjalizmie.

A to też zależy od okoliczności. Jeżeli podaż siły niewolniczej czy pracowniczej jest duży, to niekoniecznie. Jeżeli podaż się zmniejsza, to pracownik zaczyna dbać o pracownika.

Cytat:Na odwrót. Kasyna prosperują, natomiast grający w nich frajerzy niekoniecznie.  Cwaniak

I w handlu niewolnikami, tak jak w wolnej gospodarce, zdarzały się plajty i upadłości. U jednych, bo upychali za gęsto, u innych, bo upychali za mało, normalna sprawa. Są relacje, że niektóre statki nie uzyskiwały pełnego ładunku niewolników, wtedy ładowały towary "drugiego rzutu", jak kość słoniową czy inne afrykańskie towary. Mimo, że ich karmić nie trzeba było, służyły one tylko "minimalizacji strat", a nie maksymalizacji zysku.

Cytat:w tym przypadku [brak żywności/wody -p] standardowym postępowaniem było pozbywanie się części "towaru".

Cytat:Oczywiście. W sytuacji ekstremalnej lepiej stracić część towaru, niż całość. Jednak jeszcze lepiej tracić mniejszą część niż większą. A najlepiej nie tracić w ogóle.

"Część właścicieli statków uważała, że lepiej jest pozostawić niewolnikom większą przestrzeń, gdyż zmniejszy to ilość zachorowań i śmiertelność w czasie podróży. Inni wręcz przeciwnie - napełniali maksymalnie ładownie, uważając, że i tak część niewolników musi umrzeć w drodze, a im więcej ich załadują, tym więcej dowiozą na miejsce." <1>

Normalna sprawa, że w gospodarce wolnorynkowej jedni handlarze idą na ryzyko inni na pewność. Tyle że jeżeli towarem są gruszki lub banany, to strata towaru nie powoduje bólu dupy nikogo, poza frutrianami może. Straty towaru niewolniczego mają jednak drobną, aczkolwiek znaczącą różnicę w ocenie moralnej.

Cytat:Strata może być wliczona w koszty.
Cytat:Handel polega na maksymalizacji zysku (różnica przychodu i kosztów), czyli na maksymalizowaniu przychodu, a minimalizowaniu kosztów.

Oszczędzanie na wyżywieniu jest minimalizowaniem kosztów właśnie. Ewentualnie po dobiciu do brzegu można tych, co przeżyli, dokarmić i "rozruszać" przed aukcją. Pakowanie na maksa jest maksymalizacją zysku. Oczywiście jest tu ryzyko straty, ale tu już musiałbym powtórzyć wszystko, co było napisane powyżej.

Cytat:Obiecany art pt

Bardzo zwyczajna instytucja

No i śliczny artykuł z jednym błędem głównym i jednym pochodnym. Zakłada średni czas transportu na ok. 2,5 miesiąca. A były trasy dłuższe i krótsze, była, zwłaszcza w XVII-XVIII wieku spora niepewność nawigacji. Nie uwzględniłeś, jak to wpływa na koszty, jak i ewentualnie na opłacalność strategii ryzykanckich. Drugi błąd wynika z pierwszego: to, że strategie ryzykanckie się - być może - nie opłacają nie przesądza, że aktorzy na rynku nie będą ich szukać. Ale tu już trzeba by zaprząc teorię gier i pokazać, że w sytuacji sporej rozpiętości czasu podróży większość aktorów będzie stosowała strategie "pewniackie" zamiast ryzykownych.

I jeszcze jedna rzecz. Granicą śmiertelności jest u Ciebie stosunek ceny zakupu do sprzedaży w okolicach 0,4. Wydaje mi się to nieco arbitralne, ale załóżmy. Oznacza to, że jeżeli zysk jest 1,0/0,4-1=+150%, można sobie pozwolić na umieranie towaru. Jest to dosyć logiczny wniosek, który jednak pomijasz w artykule. Trudno jest uzyskać dziś rynkowe dane na temat cen zakupu i sprzedaży niewolników w tamtych czasach, ale podana granica nie wydaje się jakąś nieosiągalną sferą, a wprost przeciwnie. Niektóre źródła podają, że zysk całkowity handlu niewolników wynosił ok. 100%. Można więc założyć, że cena jednostkowa była wyższa a podany zysku jest już po uwzględnieniu kosztów i "strat transportowych".


<1>http://www.maitri.pl/gazetka/my_53/html/liczby.htm
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#28
bert04 napisał(a):
pilaster napisał(a): Nie inaczej. Jednak przewożenie setek ludzi przez kilka miesięcy o suchym pysku na pewno nie zapewni maksymalizacji zysku, a wręcz przeciwnie.

Ale to też zależy od sytuacji rynkowej. Jeżeli popyt na niewolników jest duży a podaż "ledwo wyrabia", wtedy...

Wtedy rosną ceny, to oczywiste, zwiększa się rentowność i tym samym napływa do biznesu dodatkowy kapitał. W rezultacie zwiesza się też podaż


Cytat: sztuka jest sztuka. 


Tylko w gospodarce socjalistycznej. W warunkach rynkowych niewolnika niezdolnego do pracy nie da się sprzedać po żadnej cenie, nawet w warunkach dużego popytu.



Cytat:
Cytat:Nie należy jednak przedstawiać patologii jako normy. Bo inaczej nawet rodzina wyjdzie na organizację patologiczną, bo przecież zdarzają się rodziny dysfunkcyjne.

Jakoś dziwnie patologie są "wyjątkiem" na obszarze unii, gdzie działają przepisy zakazujące ich. A stają się, może nie normą, ale regularnie obserwowanym zjawiskiem w przypadku transportów czasem tych samych firm, ale poza tereny UE. 

Doprawdy? Proszę zatem przedstawić odpowiednie dane ilościowe.  Straty w  transporcie np świń na 100 km na terenie UE i poza nią.




Cytat:
Cytat:Inwestorzy działający nieracjonalnie, czy to na rynku niewolniczym, czy świńskim, oczywiście byli i są. Tylko że wskutek ich nieracjonalnych działań, kapitał przepływa od nich do tych, którzy działają racjonalnie. I dlatego na rynku dominują podmioty i inwestorzy racjonalni a patologia pozostaje patologią.

Tak ekonomia jak i teoria gier wskazują na to, że racjonalność nie zawsze idzie w parze z moralnością.

Moralne w danej epoce jest właśnie to co najbardziej ekonomiczne. Dlatego w czasach rozkwitu niewolnictwa, owszem krytykowano różne jego aspekty ale nigdy nie same niewolnictwo jako takie.

Cytat: Pakowanie "towaru" na maksa może być racjonale w pewnych warunkach (tani zakup, wysoki zysk, duży popyt, niepewność czasu podróży),

Jak wykazuje model, pakowanie "na maksa" może być racjonalne tylko w przypadku bardzo krótkich tras (powiedzmy do tygodnia). Przy dłuższych rejsach, straty z tytułu przegęszczenia zawsze sprowadzą wartość ładunku do tego samego poziomu, niezależnie od ilości załadowanej. W związku z tym ładowanie powyżej tej bezpiecznej ilości nie ma żadnego sensu i jest nieoptymalne.



Cytat:"Część właścicieli statków uważała, że lepiej jest pozostawić niewolnikom większą przestrzeń, gdyż zmniejszy to ilość zachorowań i śmiertelność w czasie podróży. Inni wręcz przeciwnie - napełniali maksymalnie ładownie, uważając, że i tak część niewolników musi umrzeć w drodze, a im więcej ich załadują, tym więcej dowiozą na miejsce." 


No i proszę. Z jednej strony konkretny, ilościowy, testowalny model, z drugiej ...opinia.  Cwaniak

Niczego podobnego nie można było oczekiwać. Niezależnie od tego, ile załadują na początku (o ile tylko więcej od pewnej granicznej maksymalnej wielkości), i tak dowiozą zawsze tyle samo. Oczywiście średnio. Mogą mieć wyjątkowy fart, trafić na świetne warunki żeglugowe i akurat na takim ryzykanctwie zarobić. Ale równie dobrze mogą trafić na kiepskie warunki i zbankrutować.



Cytat:
Cytat:Strata może być wliczona w koszty.
Cytat:Handel polega na maksymalizacji zysku (różnica przychodu i kosztów), czyli na maksymalizowaniu przychodu, a minimalizowaniu kosztów.

Oszczędzanie na wyżywieniu jest minimalizowaniem kosztów właśnie.
 
Po to pilaster zademonstrował model, żeby wykazać, że nie. Tak jest jedynie w tym przypadku, kiedy q>2/3, a p dostatecznie niskie. W praktyce sytuacja właściwie niespotykana.



Cytat:Ewentualnie po dobiciu do brzegu można tych, co przeżyli, dokarmić i "rozruszać" przed aukcją.


Czyli znów ponosić dodatkowe koszty? Przez parę tygodni gdzieś ich trzymać (i pilnować), żywić i kurować?



Cytat:Pakowanie na maksa jest maksymalizacją zysku. 


Nic podobnego. Pakowanie na maksa zmniejsza zysk. Maksimum zysku osiąga się przy k = b-0,5*k0 


Cytat:Zakłada średni czas transportu na ok. 2,5 miesiąca. A były trasy dłuższe i krótsze, była, zwłaszcza w XVII-XVIII wieku spora niepewność nawigacji. Nie uwzględniłeś, jak to wpływa na koszty, jak i ewentualnie na opłacalność strategii ryzykanckich. 


Wydłużenie trasy owszem zwiększa k0 i tym samym ryzyko, że będzie ono większe niż 2/3b. Ale im trudniej gdzies dowieść niewolników, tym będą oni tam drożsi, czyli b będzie wyższe.



Cytat:Granicą śmiertelności jest u Ciebie stosunek ceny zakupu do sprzedaży w okolicach 0,4. 


Nie. Granicą jest stosunek kosztów "bezpiecznego" transportu do ceny sprzedaży. (równy 2/3) koszt zakupu ma znaczenie dopiero przy przekroczeniu tej granicy.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#29
pilaster napisał(a): Wtedy rosną ceny, to oczywiste, zwiększa się rentowność i tym samym napływa do biznesu dodatkowy kapitał. W rezultacie zwiesza się też podaż

Być może, ale są to procesy długoterminowe. Z dnia na dzień nie "wyprodukuje się" ani więcej tubylców ani więcej statków. System gospodarczy w wiekach XV-XVIII jeszcze nie był też w pełni kapitalistyczny, merkantylizm kwitł, monopole na handel, także niewolnikami, były na porządku dziennym i musiały być omijane. Pewnie na przełomie XVIII i XIX wieku ten system się w miarę ustabilizował, ale to też był czas, w którym siła niewolnicza zaczęła tracić swoje znaczenie dla gospodarki. Powstawały i upadały kompanie handlowe, całe państwa staczały się z potęg światowych do europejskich prowincji. I owszem, trzymano się długo też pewnych nieopłacalnych lub ryzykownych strategii, jak przykładowo cła i monopole, rzeczywistość wymuszała zmiany powoli.

Cytat:Tylko w gospodarce socjalistycznej. W warunkach rynkowych niewolnika niezdolnego do pracy nie da się sprzedać po żadnej cenie, nawet w warunkach dużego popytu.

Między "niezdolnym nigdy więcej do pracy" a "niezdolnym aż go się nie dokarmi" jest mniej więcej taka różnica jak między zgniłym bananem a zielonym bananem. Można na logikę założyć, że w warunkach wysokiego popytu plantatorzy kupują "zielony towar" wliczając w koszty, że osiągnie on zdolność do pracy dopiero po jakimś czasie.

Cytat:Doprawdy? Proszę zatem przedstawić odpowiednie dane ilościowe.  Straty w  transporcie np świń na 100 km na terenie UE i poza nią.

Nie dysponuję tutaj jakimiś "neutralnymi" statystykami, gdyż albo są one publikowane przez "ochroniarzy zwierząt" albo... wcale. Jeden raport z Austrii, przez tamtejszego "naczelnego weterynarza" wymieniał kwotę 75% naruszeń prawa przy transportach zwierząt poza granice UE. Charakterystyczne jest też to, że po wprowadzeniu regulacji europejskich relacje "ochroniarzy" z czasem przestały się czepiać transportów wewnątrz UE, więc widocznie tu już pole do znajdowania wykroczeń się wyczerpało. Niektóre szacunki mówią, że przed wprowadzeniem regulacji straty były zakresie kilku procent a po wprowadzeniu spadły poniżej procenta, ale to dosyć niedokładne i nieweryfikowalne dane.

Cytat:Moralne w danej epoce jest właśnie to co najbardziej ekonomiczne. Dlatego w czasach rozkwitu niewolnictwa, owszem krytykowano różne jego aspekty ale nigdy nie same niewolnictwo jako takie.

Kwestia mocno dyskusyjna, podobnie jak ta o altruizmie. Można, za Kantem, odważyć się na tezę, że moralne jest to, co jest (ekonomicznie i nie tylko) korzystne dla wszystkich, jeżeli wszyscy stosują się po równo do tej zasady. Jednakże moralność i ekonomia mają to do siebie, że "funkcjonują" tylko wtedy, jeżeli, jak u Kanta, ta zasada staje się powszechnie obowiązującym prawem. W warunkach bezprawia, dzikiego rynku, braku reguł, przewagę mogą uzyskać zachowania ryzykowne, kantowanie konkurencji, przeładowywanie towaru.

Cytat:Jak wykazuje model, pakowanie "na maksa" może być racjonalne tylko w przypadku bardzo krótkich tras (powiedzmy do tygodnia). Przy dłuższych rejsach, straty z tytułu przegęszczenia zawsze sprowadzą wartość ładunku do tego samego poziomu, niezależnie od ilości załadowanej. W związku z tym ładowanie powyżej tej bezpiecznej ilości nie ma żadnego sensu i jest nieoptymalne.

Albo coś nie rozumiem z Twojego modelu albo ten wykres jest błędny. Jeżeli trasa jest krótka, to stosunek kosztów transportu do zysku jest znikomy. Gdyby jakimś cudem przepłynięcie z Afryki do Ameryku trwało trzy dni, to nie trzeba by ich karmić wcale, większość przeżyje. Im dłuższy transport, tym bardziej kosztowne jest nie tylko zapewnienie ilości jedzenia ale też jego zdatności. Dlatego "lewa" część (0,02 <q<0,66) odpowiada transportom krótkim. Czy nie?

I jeszcze jedno. Skąd wytrzasnąłeś to "rozmnażanie się"? Nawet najdłuższe transporty nie trwały więcej niż 5 miesięcy, a u człowieka to potrzebne jest jakieś 9, minimum. No chyba że wszystkie kobiety już ciężarne załadujemy.

Cytat:No i proszę. Z jednej strony konkretny, ilościowy, testowalny model, z drugiej ...opinia.  Cwaniak

Jak na razie ten Twój model przeczy sam sobie, gdyż zakłada dobre traktowanie dla tras krótkich (niskie q) a nawet rozmnażanie się (przez pączkowanie?), podczas gdy Ty twierdzisz, że to na krótkich trasach opłaca się źle traktować.

Cytat:Niczego podobnego nie można było oczekiwać. Niezależnie od tego, ile załadują na początku (o ile tylko więcej od pewnej granicznej maksymalnej wielkości), i tak dowiozą zawsze tyle samo. Oczywiście średnio. Mogą mieć wyjątkowy fart, trafić na świetne warunki żeglugowe i akurat na takim ryzykanctwie zarobić. Ale równie dobrze mogą trafić na kiepskie warunki i zbankrutować.

Mówimy o czasach, w których bankrutowała cała holenderska giełda na spekulacjach tulipanowych, więc owszem, niektórzy bankrutowali, inni spekulowali nadal.

Cytat:Czyli znów ponosić dodatkowe koszty? Przez parę tygodni gdzieś ich trzymać (i pilnować), żywić i kurować?

Może się to bardziej opłacać, niż kosztowne zabieranie prowiantu na drogę. Na stałym lądzie prowiant nie zabiera ani miejsca, ani tonażu, ani nie opóźnia statku. Niewolnicy nadal mogą być na statku z dala od brzegu do czasu osiągnięcia "przydatności do sprzedaży".

Nie zapominajmy też, że głodny niewolnik chudnie czyli... właśnie. Traci na wadze. A to znowu zmniejsza tonaż i przyspiesza podróż. Jeżeli dokarmiamy niewolników do syta, to ich waga pozostaje stała, przez co statek jest wolniejszy.

Cytat:Nic podobnego. Pakowanie na maksa zmniejsza zysk. Maksimum zysku osiąga się przy k = b-0,5*k0 

A gdzie w tym wzorze dałeś zależność k od czasu podróży? Może, cytując klasyka, wskażesz mi palcem, bo tego nie widzę. Pośrednio można założyć, że tak k jak i k0 rosną w czasie. więc dla krótkich tras właściwa będzie "lewa" część wykresu. Obawiam się, że po wyprowadzeniu zależności k i k0 od czasu musiałbyś sporą część Twojego wykresu skasować, zwłaszcza tę "zieloną".

Cytat:Wydłużenie trasy owszem zwiększa k0 i tym samym ryzyko, że będzie ono większe niż 2/3b. Ale im trudniej gdzies dowieść niewolników, tym będą oni tam drożsi, czyli b będzie wyższe.

... i dlatego tam też sprzeda się towar, który na bliższych trasach nie znalazłby nabywcy. Patrz wyżej ("niezdolni do pracy") i niżej (marża a "opłacalność śmiertelności")

Cytat:
Cytat:Granicą śmiertelności jest u Ciebie stosunek ceny zakupu do sprzedaży w okolicach 0,4. 
Nie. Granicą jest stosunek kosztów "bezpiecznego" transportu do ceny sprzedaży. (równy 2/3) koszt zakupu ma znaczenie dopiero przy przekroczeniu tej granicy.

Jedno wynika z drugiego, powyżej 0,4 także w Twoim wykresie nie ma już złego traktowania, poniżej to już w zależności od faktora k0. Przy wszystkich zastrzeżeniach do Twojego modelu, akurat to zgadza się z intuicją, przy niskich marżach utrata niewielu sztuk "towaru" oznacza już stratę, przy wysokich - ciągle pozostaje w strefie zysku. Jeżeli zysk "za sztukę" spadnie poniżej pewnego poziomu, to ryzyko utraty przeważy na tyle, że handel przestanie być opłacalny wcale. Ale to znowu wymusi zmniejszenie podaży, zwiększenie ceny i tak od nowa.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#30
bert04 napisał(a): Nie dysponuję tutaj jakimiś "neutralnymi" statystykami, gdyż albo są one publikowane przez "ochroniarzy zwierząt" albo... wcale.

Zatem jesteśmy skazani na teoretyczne modele ilościowe.  Cwaniak Oczywiście, żeby je poprawnie zweryfikować należy posiadać więcej, niż tylko współczynnik strat, danych - czas transportu, cena zakupu, cena sprzedaży, etc..



Cytat:
Cytat:Moralne w danej epoce jest właśnie to co najbardziej ekonomiczne. Dlatego w czasach rozkwitu niewolnictwa, owszem krytykowano różne jego aspekty ale nigdy nie same niewolnictwo jako takie.

Kwestia mocno dyskusyjna, podobnie jak ta o altruizmie. Można, za Kantem, odważyć się na tezę, że moralne jest to, co jest (ekonomicznie i nie tylko) korzystne dla wszystkich, jeżeli wszyscy stosują się po równo do tej zasady. Jednakże moralność i ekonomia mają to do siebie, że "funkcjonują" tylko wtedy, jeżeli, jak u Kanta, ta zasada staje się powszechnie obowiązującym prawem. W warunkach bezprawia, dzikiego rynku, braku reguł, przewagę mogą uzyskać zachowania ryzykowne, kantowanie konkurencji, przeładowywanie towaru. 

Dlatego nieodzownym warunkiem funkcjonowania wolnego rynku i tym samym generowania przez niego moralności jest właśnie praworządność, jakiś jej minimalny poziom, co zauważył przecież już Adam Smith. 

Samo niewolnictwo zostało zlikwidowane nie z powodu moralnego oburzenia, tylko z powodu rewolucji przemysłowej - wygenerowanej przez wolny rynek.


Cytat:Albo coś nie rozumiem z Twojego modelu albo ten wykres jest błędny. Jeżeli trasa jest krótka, to stosunek kosztów transportu do zysku jest znikomy. Gdyby jakimś cudem przepłynięcie z Afryki do Ameryku trwało trzy dni, to nie trzeba by ich karmić wcale, większość przeżyje. Im dłuższy transport, tym bardziej kosztowne jest nie tylko zapewnienie ilości jedzenia ale też jego zdatności. Dlatego "lewa" część (0,02 <q<0,66) odpowiada transportom krótkim. Czy nie?

Niedokładnie. Po pierwsze mamy do czynienia z dwoma odrębnymi zjawiskami. 

1. Wymieranie z powodu przegęszczenia, czyli sytuacja w której współczynnik śmiertelności zależy od liczebności ładunku dN/dt = -r*N*N.  W tym przypadku zachodzi sytuacja o której pisał pilaster  - regresja ładunku do wartości optymalnej - ile by się nie załadowało i tak do celu dopłynie tyle samo sztuk (chyba że rejs trwa bardzo krótko - kilka dni i układ nie zdąży osiągnąć owego atraktora). Ponieważ jest to sytuacja z punktu widzenia kupca absurdalna, pilaster szerzej jej nie opisywał

2. Wymieranie z powodu złego traktowania (głodzenia) - oszczędzania na kosztach transportu - dN/dt = -r*N w której współczynnik r zależy od wysokości nakładów na jednego przewożonego Murzyna r(k). dla k= k0, r = 0. I model przedstawiony przez pilastra opisuje właśnie tą sytuację

Po drugie współczynnik q to nie są koszty "optymalnego" transportu, ale ich stosunek do ceny sprzedaży q = k0/b. Oczywiście przy dłuższych rejsach k0 rośnie, ale i b wtedy też rośnie

Cytat:I jeszcze jedno. Skąd wytrzasnąłeś to "rozmnażanie się"? Nawet najdłuższe transporty nie trwały więcej niż 5 miesięcy, a u człowieka to potrzebne jest jakieś 9, minimum. No chyba że wszystkie kobiety już ciężarne załadujemy.

Albo kobiety ciężarne, albo (przy odpowiednio wysokim k>k0), zajdą w ciążę w czasie rejsu


Cytat:Twój model przeczy sam sobie, gdyż zakłada dobre traktowanie dla tras krótkich (niskie q) a nawet rozmnażanie się (przez pączkowanie?), podczas gdy Ty twierdzisz, że to na krótkich trasach opłaca się źle traktować.

Bo bert miesza myślowo sytuację nr 1 i nr 2 Na krótkich (do tygodnia) trasach zaprezentowany model nie ma zastosowania bo wtedy właśnie opłaca się "dogęszczać na maksa". Zresztą tak samo jest dzisiaj. Autobusy miejskie i tramwaje mają więcej miejsc stojących niż siedzących, czyli są "dogęszczane" a pociągi dalekobieżne i samoloty - odwrotnie


Cytat:
Cytat:Czyli znów ponosić dodatkowe koszty? Przez parę tygodni gdzieś ich trzymać (i pilnować), żywić i kurować?

Może się to bardziej opłacać, niż kosztowne zabieranie prowiantu na drogę. Na stałym lądzie prowiant nie zabiera ani miejsca, ani tonażu, ani nie opóźnia statku. Niewolnicy nadal mogą być na statku z dala od brzegu do czasu osiągnięcia "przydatności do sprzedaży". 

I na ten statek trzeba dowozić prowiant, przeładowywać go, przetaczać wodę w beczkach, etc, etc... I jeszcze - jak statek stoi to nie zarabia. Statek musi pływać. Z ekonomicznego punktu widzenia każdy postój - to strata na amortyzacji.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#31
pilaster napisał(a): Dlatego nieodzownym warunkiem funkcjonowania wolnego rynku i tym samym generowania przez niego moralności jest właśnie praworządność, jakiś jej minimalny poziom, co zauważył przecież już Adam Smith.

Hmm... ale przecież Slave Act Trade jest właśnie takim elementem praworządności. Nie rozumiem, jak z jednej strony oburzasz się sztucznie na abolicjonistów, którzy wprowadzają jakieś regulacje dla handlarzy żywym towarem, a z drugiej strony negujesz, jego sens.

Cytat:Samo niewolnictwo zostało zlikwidowane nie z powodu moralnego oburzenia, tylko z powodu rewolucji przemysłowej - wygenerowanej przez wolny rynek.

Nawet w tym samym kraju (federalnym) nierównomierne rozłożenie przemysłu sprawiało, że w części stanów niewolnictwo było moral... ten, ekonomicznie sensowne, a w części - nie.

To zresztą dobre odniesienie do tematu głównego wątku. Dla części handlarzy opłacało się pakować na maksa, dla części - nie. W zależności od trasy, gotowości ryzyka, oczekiwanego zarobku, własnych zasobów finansowych. Zakładanie, że wszyscy handlarze w tym samym czasie kierują się tą samą strategią jest tak samo sensowne jak założenie, że stany południowe i tak już nie uprawiały niewolnictwa a wojna secesyjna to fikcja.

Cytat:Niedokładnie. Po pierwsze mamy do czynienia z dwoma odrębnymi zjawiskami. 

1. Wymieranie z powodu przegęszczenia, czyli sytuacja w której współczynnik śmiertelności zależy od liczebności ładunku dN/dt = -r*N*N.  W tym przypadku zachodzi sytuacja o której pisał pilaster  - regresja ładunku do wartości optymalnej - ile by się nie załadowało i tak do celu dopłynie tyle samo sztuk (chyba że rejs trwa bardzo krótko - kilka dni i układ nie zdąży osiągnąć owego atraktora). Ponieważ jest to sytuacja z punktu widzenia kupca absurdalna, pilaster szerzej jej nie opisywał

2. Wymieranie z powodu złego traktowania (głodzenia) - oszczędzania na kosztach transportu - dN/dt = -r*N w której współczynnik r zależy od wysokości nakładów na jednego przewożonego Murzyna r(k). dla k= k0, r = 0. I model przedstawiony przez pilastra opisuje właśnie tą sytuację

I zapomniałeś 3), wymieranie "naturalne". Smiertelność podczas podróży morskich była w tych czasach po prostu normą. W tym temacie były już nawet porównania do śmiertelności załóg "nie-niewolniczych". Dlatego k0 po prostu jest założeniem nierealnym dla rejsów oceanicznych tamtego okresu. Operujesz na czymś, co będzie możliwe dopiero w wieku XX. Wtedy nawet, owszem, porody na pokładzie będą już czymś w miarę normalnym (patrz niżej).

Cytat:Po drugie współczynnik q to nie są koszty "optymalnego" transportu, ale ich stosunek do ceny sprzedaży q = k0/b. Oczywiście przy dłuższych rejsach k0 rośnie, ale i b wtedy też rośnie

Ktoś bardziej złośliwy ode mnie mógłby w tym miejscu stwierdzić, że jeżeli k0 oraz b rosną proporcjonalnie w stosunku do długości rejsu, w takim razie q będzie oscylowała wokół jakiejś stałej wartości. Oczywiście proporcjonalność nie musi być liniowa dla obu przypadków, niemniej jakieś widełki to będą i ekstremalnie niskie jak i wysokie q po prostu należy obciąć.

Cytat:Albo kobiety ciężarne, albo (przy odpowiednio wysokim k>k0), zajdą w ciążę w czasie rejsu
Nawet gdyby, pardon, inseminować stale wszystkie kobiety przez cały czas trwania rejsu, to w najlepszym (najgorszym?) przypadku będziemy mieli pod koniec kobiety w 3-4 miesiącu ciąży. Sztuka jest sztuka, a czy jakość i cena "towaru" ciężarnego jest większa od "towaru" nieciężarnego, śmiem poważnie wątpić.

Kwestię, że w warunkach pre-XIX wiecznych porody na statkach morskich miałyby statystycznie znaczące szanse na przeżycie, odłożę w sferę Science Fiction.

Cytat:Bo bert miesza myślowo sytuację nr 1 i nr 2 Na krótkich (do tygodnia) trasach zaprezentowany model nie ma zastosowania bo wtedy właśnie opłaca się "dogęszczać na maksa". Zresztą tak samo jest dzisiaj. Autobusy miejskie i tramwaje mają więcej miejsc stojących niż siedzących, czyli są "dogęszczane" a pociągi dalekobieżne i samoloty - odwrotnie

Mam wrażenie, że zaprezentowany model nie ma zastosowania ani do tras długich ani do tras krótkich. Z dotychczasowej dyskusji można wywnioskować, że q jest wartością względnie stałą. Wartości poniżej 0,5 dla statków żaglowych sprzed XIX wieku to abstrakcja, dlatego zakres niebieski będzie dużo mniejszy a zakres zielony, cóż, nawet teoretycznie nie zajdzie. O praktycznej możliwości pisałem wyżej.

Jeszcze dziwniejsze jest operowanie wartościami q > 1. Jeżeli wyżywienie murzyna tak, żeby na 100% przeżył kosztuje tyle samo, co dochód b, to wychodzimy na, pardon, czarne zero. Jeżeli stosunek k/k0 jest wprost proporcjonalny do śmiertelności to to przy k w okolicach 50% k0 to przeżyje 50% niewolników, znowu czarne zero. Musielbyśmy założyć, że śmiertelność rośnie wolniej, niż braki wyżywienia, przykładowo że przy k=50%k0 śmiertelność osiąga "tylko" 25%. Co zresztą odpowiada mniej więcej śmiertelności na statkach (niewolniczych i nie tylko) we wczesnym okresie żeglugi. Jednakże nie widzę, w którym momencie w ogóle poczyniłeś takie założenie. A ma ono kluczowe znaczenie na to, ile "sztuk towaru" przeżyje.

Last but not least: q=k0/b a p=(a+x)/b... jeżeli obie osie dzielisz przez b, to możemy obie osie przez b pomnożyć. Wtedy cała funkcja staje się proporcją między k0 oraz (a+x)... niezależnie od wartości b. Wygląda więc na to, że cena sprzedaży się "skraca" i nie ma wpływu na wygląd wykresu.

Cytat:I na ten statek trzeba dowozić prowiant, przeładowywać go, przetaczać wodę w beczkach, etc, etc... I jeszcze - jak statek stoi to nie zarabia. Statek musi pływać. Z ekonomicznego punktu widzenia każdy postój - to strata na amortyzacji.

Statek jak płynie to też "nie zarabia" a generuje koszty i zużycie materiału. Praktyka ówczesnych żaglowców zakładała "skakanie" od wyspy do wyspy, od portu do portu i postoje na redzie w celu zaprowiantowania, regeneracji i uzupełnieniu załogi, ewentualnych napraw. Statek I TAK musiał jakiś czas stać przed kolejnym rejsem, niezależnie od tego, jak szybko opylił towar i załadował nowy.

A podczas postoju "na redzie" można zacząć opylać a) co bardziej wytrzymałych niewolników (nikt nie mówi, że głodzimy wszystkich po równo) lub b) "towary zastępcze", kość słoniową, materiały egzotyczne, przyprawy. A "zielony towar" w tym czasie dojrzewa.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#32
Odrażająca dyskusja.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#33
bert04 napisał(a):  Dla części handlarzy opłacało się pakować na maksa, dla części - nie. 
No i w koło Macieju...  Wywracanie oczami
Dla nikogo nie opłacało się pakować na maksa, jeżeli w perspektywie było przepłynięcie oceanu. Pakować na maksa można było dla rejsu między różnymi portami na Kubie. 



Cytat:
Cytat:Niedokładnie. Po pierwsze mamy do czynienia z dwoma odrębnymi zjawiskami. 

1. Wymieranie z powodu przegęszczenia, czyli sytuacja w której współczynnik śmiertelności zależy od liczebności ładunku dN/dt = -r*N*N.  W tym przypadku zachodzi sytuacja o której pisał pilaster  - regresja ładunku do wartości optymalnej - ile by się nie załadowało i tak do celu dopłynie tyle samo sztuk (chyba że rejs trwa bardzo krótko - kilka dni i układ nie zdąży osiągnąć owego atraktora). Ponieważ jest to sytuacja z punktu widzenia kupca absurdalna, pilaster szerzej jej nie opisywał

2. Wymieranie z powodu złego traktowania (głodzenia) - oszczędzania na kosztach transportu - dN/dt = -r*N w której współczynnik r zależy od wysokości nakładów na jednego przewożonego Murzyna r(k). dla k= k0, r = 0. I model przedstawiony przez pilastra opisuje właśnie tą sytuację

I zapomniałeś 3), wymieranie "naturalne"


Nie ma znaczenia dla naszych rozważań, bo dotyczy jednakowo wszystkich. Jak się bert upiera, może k0 interpretować jako "koszty transportu przy których wymieranie nie jest wyższe niż naturalne"



Cytat: porody na pokładzie będą już czymś w miarę normalnym (patrz niżej).

Kobiety, żony kapitanów, oficerów i marynarzy, pływały jako członkowie załóg statków bardzo powszechnie. Oczywiście zachodziły w ciąże i rodziły na morzu jak najbardziej. Było tak nawet, mimo oficjalnych zakazów, na okrętach wojennych Royal Navy.

Cytat:
Cytat:Po drugie współczynnik q to nie są koszty "optymalnego" transportu, ale ich stosunek do ceny sprzedaży q = k0/b. Oczywiście przy dłuższych rejsach k0 rośnie, ale i b wtedy też rośnie

Ktoś bardziej złośliwy ode mnie mógłby w tym miejscu stwierdzić, że jeżeli k0 oraz b rosną proporcjonalnie w stosunku do długości rejsu, w takim razie q będzie oscylowała wokół jakiejś stałej wartości.

Nie, bo zarówno k0 jak i b będą rosły w różnym tempie (k0 zwykle szybciej, ale przy dużym popycie może być na odwrót)



Cytat:
Cytat:Albo kobiety ciężarne, albo (przy odpowiednio wysokim k>k0), zajdą w ciążę w czasie rejsu
Nawet gdyby, pardon, inseminować stale wszystkie kobiety przez cały czas trwania rejsu, to w najlepszym (najgorszym?) przypadku będziemy mieli pod koniec kobiety w 3-4 miesiącu ciąży. Sztuka jest sztuka, a czy jakość i cena "towaru" ciężarnego jest większa od "towaru" nieciężarnego, śmiem poważnie wątpić.

Lepszą cenę dostanie się za niewolnicę ciężarną czy za nieciężarną?


Cytat: Z dotychczasowej dyskusji można wywnioskować, że q jest wartością względnie stałą.

Dla stabilnego rynku. Jednak w dłuższych okresach czasu mogło się zmieniać. 

Cytat:Wartości poniżej 0,5 dla statków żaglowych sprzed XIX wieku to abstrakcja,

Ależ skąd. Ceny niewolników w Ameryce były bardzo wysokie, znacznie przekraczające nawet wieloletni koszt ich utrzymania, co dopiero kilkumiesięczny. Niewolnicy nie trudzili się przecież przy uprawie żywności, tylko przy uprawach przemysłowych - trzciny cukrowej, bawełny, czy tytoniu, znacznie bardziej rentownych. A żywność najczęściej wytwarzali sobie sami w czymś w rodzaju "działek przyzagrodowych"



Cytat:Jeszcze dziwniejsze jest operowanie wartościami q > 1. Jeżeli wyżywienie murzyna tak, żeby na 100% przeżył kosztuje tyle samo, co dochód b, to wychodzimy na, pardon, czarne zero.

Dlatego musimy wtedy zmniejszyć koszty wyżywienia poniżej k0, godząc się z faktem, że część towaru wtedy nie przeżyje

Cytat:Jeżeli stosunek k/k0 jest wprost proporcjonalny do śmiertelności to to przy k w okolicach 50% k0 to przeżyje 50% niewolników, znowu czarne zero.

Ależ skąd. Ci, którzy umrą po drodze nie muszą być karmieni i nieco więcej zostaje dla pozostałych. Dlatego przy 50% k0 przeżyje więcej niż 50% niewolników. Zresztą proszę przeliczyć na modelu. Wszystko się zgadza...


Cytat:Praktyka ówczesnych żaglowców zakładała "skakanie" od wyspy do wyspy, od portu do portu i postoje na redzie w celu zaprowiantowania, regeneracji i uzupełnieniu załogi, ewentualnych napraw. Statek I TAK musiał jakiś czas stać przed kolejnym rejsem, niezależnie od tego, jak szybko opylił towar i załadował nowy.

ale nie powinien stać dłużej niż to koniecznie potrzebne.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
#34
pilaster napisał(a): No i w koło Macieju...  Wywracanie oczami
Dla nikogo nie opłacało się pakować na maksa, jeżeli w perspektywie było przepłynięcie oceanu. Pakować na maksa można było dla rejsu między różnymi portami na Kubie. 

https://de.wikipedia.org/wiki/Leusden_(Schiff)

Niestety, tradycyjnie strona w języku Schillera (i Hitlera). Jak ktoś umie po holendersku lub rosyjsku, może skorzystać z linków. Statek o tyle dobry do badań, gdyż prowadził praktycznie wyłącznie transport niewolników, więc mamy porównanie danych z krótkiego okresu czasu. Mamy czasy podróży, ilość załadowanych niewolników, śmiertelność (w pierwszych 8 wyprawach w przedziale 41-91, dopiero dwie ostatnie wyprawy zawyżają średnią) i na potwierdzenie mamy cenę sprzedaży. Jak kto sam poszuka, znajdą się rejestry w internecie innych statków (wspominane już Zong) i wychodzi nam, że przy przeprawach atlantyckich oscylowano między 400 a 800 zniewolonych ludzi. A cena akurat dla Leusden placuje się między 192 a 262 floreny.

Dla porównania, krótkodystansowa La Amistad przewoziła tylko 53 Afrykańczyków, a było to, jak opisywałeś wyżej, między różnymi portami Karaibów.

Więc z jednej strony mamy relacje handlowe układające się w logiczną całość. Z drugiej strony mamy... wykres pilastra. Z którego ma wszystko wynikać, tylko trudno się tego doszukać.

Cytat:
Cytat: porody na pokładzie będą już czymś w miarę normalnym (patrz niżej).
Kobiety, żony kapitanów, oficerów i marynarzy, pływały jako członkowie załóg statków bardzo powszechnie. Oczywiście zachodziły w ciąże i rodziły na morzu jak najbardziej. Było tak nawet, mimo oficjalnych zakazów, na okrętach wojennych Royal Navy.

Nawet wtedy od zajścia w ciążę do porodu potrzeba standardowych 9 miesięcy. A u Ciebie dla q=0,33 następuje "podwojenie". Musiałbyś założyć, że na statek pakujemy tylko i wyłącznie kobiety w 6-8 miesiącu ciąży i mamy sprawną akuszerkę na pokładzie.

Dla q<0,33 zielony wykres "wystrzeliwuje" ponad skalę, więc tu pewnie mamy wylew bliźniaków i trojaczków. Albo - kompletny odlot w nierealność.

Cytat:Nie, bo zarówno k0 jak i b będą rosły w różnym tempie (k0 zwykle szybciej, ale przy dużym popycie może być na odwrót)

Dlatego w części, której nie zacytowałeś, pisałem o "widełkach". W każdym bądź razie sytuacja, w której b rośnie do nieba a k0 spada w dół jest mało prawdopodobna, może być co najwyżej lokalną fluktuacją na rynku niewolniczym (przykładowo po rozkwicie plantacji w Brazylii był tam wysoki popyt przy stosunkowo krótkim bo nawet 35-dniowym, rejsie). Ale te fluktuacje po pewnym czasie wracają do normy, rynki "bliskie" są nasycone i wracamy do reguły, że im dalej tym mniejsza podaż i wyższe oczekiwane ceny.

Cytat:Lepszą cenę dostanie się za niewolnicę ciężarną czy za nieciężarną?

Ciężko stwierdzić, z jednej strony jest to pewien plus, z drugiej strony mówimy o wypadnięciu z pracy na parę miesięcy i konieczności jakiegoś dokarmiania (sama swojej sobotniej działki nie obrobi). Jeszcze niedawno twierdziłeś, że plantator nie zgodzi się na kupno "podgłodzonego" niewolnika, którego parę tygodni będzie musiał "doprowadzać do pełnej sprawności", a to przecież podobna sytuacja, w obu plantator inwestuje dodatkowe pieniądze w uzyskanie po pewnym (krótszym lub dłuższym) czasie dodatniej siły roboczej.


Cytat:Ależ skąd. Ceny niewolników w Ameryce były bardzo wysokie, znacznie przekraczające nawet wieloletni koszt ich utrzymania, co dopiero kilkumiesięczny. Niewolnicy nie trudzili się przecież przy uprawie żywności, tylko przy uprawach przemysłowych - trzciny cukrowej, bawełny, czy tytoniu, znacznie bardziej rentownych. A żywność najczęściej wytwarzali sobie sami w czymś w rodzaju "działek przyzagrodowych"

To wszystko bardzo ciekawe, ale o czym Ty piszesz? Przecież (a + x) to koszty statku a k0 to "optymalny" koszt utrzymania na pokładzie statku. Czy tam też uprawiali swoje działki? Jeżeli nie, to ten wykład nie ma nic wspólnego z wykresem, a dotyczy co najwyżej kalkulacji plantatorów.

Handlarz natomiast kalkuluje ceny w porównaniu do oczekiwanej długości rejsu. I tu dochodzimy do tego paradoksu. Jeżeli odległość jest daleka, to k0 też będzie wysokie, ale i b będzie wysokie. Im wyższe k0 tym wyższe q,. Im wyższe b tym niższe q ale tym niższe też p. Więc na Twoim wykresie lądujemy albo w czerwonym zakresie albo w "dolnym niebieskim".

A sfera zielona, którą tu postulowałeś, jest dla wysokiego p, a więc... niskiego b? Największa rozrodczość wtedy, jeżeli "koszty stałe" statku są dwukrotnie (+) większe, niż cena za sprzedaż? Przecież dla p=1 koszty stałe "zjadły" zysku już w momencie wyjścia z portu, nawet gdybyśmy nie karmili niewolników wcale (k=0)

Próbuję "rozgryźć" ten wykres i wychodzą mi rzeczy bez sensu. Niskie p można osiągnąć przez "zagęszczenie" (zmniejszamy x w przeliczeniu na "jednostkę towarową", czyli a oraz b). Jednocześnie przy wysokim zagęszczeniu - z powodów technicznych - ciężej jest zapewnić k=k0. Jak na dzień dzisiejszy odnoszę wrażenie, że "pokolorowałeś" złą stronę wykresu. Albo, inaczej pisząc, b dałeś do mianownika zamiast do licznika (przez co wysokie p oraz q to niska opłacalność procederu.

Cytat:
Cytat:Jeszcze dziwniejsze jest operowanie wartościami q > 1. Jeżeli wyżywienie murzyna tak, żeby na 100% przeżył kosztuje tyle samo, co dochód b, to wychodzimy na, pardon, czarne zero.

Dlatego musimy wtedy zmniejszyć koszty wyżywienia poniżej k0, godząc się z faktem, że część towaru wtedy nie przeżyje

Cytat:Jeżeli stosunek k/k0 jest wprost proporcjonalny do śmiertelności to to przy k w okolicach 50% k0 to przeżyje 50% niewolników, znowu czarne zero.

Ależ skąd. Ci, którzy umrą po drodze nie muszą być karmieni i nieco więcej zostaje dla pozostałych. Dlatego przy 50% k0 przeżyje więcej niż 50% niewolników. Zresztą proszę przeliczyć na modelu. Wszystko się zgadza...

Zapomniałem już, gdzie na tym modelu da się przeliczyć prawdopodobieństwo przeżycia. Lub w ogóle w tekście. Oczywiście, że ta zależność nie będzie całkiem liniowa i z każdym zmarłym niewolnikiem, czy to przez głód czy przez "wyrzucenie z pokładu", zwiększają się szanse na przeżycie pozostałych, ale mówimy nie o funkcji w czasie dla pojedynczego statku ale do prawdopodobieństwa końcowego.

I tu możemy założyć, że dla niskiego k0 (krótkie rejsy) nawet ekstremalne zmniejszenie k do zera tylko nieznacznie zwiększy oczekiwaną śmiertelność. Odpadną słabsi, schorowani, niedożywieni. Przy wysokim k0 (długie rejsy) ta zależność będzie inna. Wprawdzie z każdą śmiercią (przez głód czy przez "pozbycie się ładunku") zostaje więcej dla pozostałych. Ale jednocześnie zwiększają się efekty długotrwałego niedożywiania. Zaczynają choroby, szkorbuty, drobne rany się nie goją. Dlatego tu proporcja między k/k0 a oczekiwaną śmiertelnością będzie większa, niż przy rejsach krótkich.

I to kolejny powód, dlaczego nieuwzględnienie przez Ciebie czasu podróży dewaluuje ten wykres. Prosta zależność od k0 to jeszcze za mało.

Cytat:ale nie powinien stać dłużej niż to koniecznie potrzebne.

No to ile jest "koniecznie potrzebne"? Zniszczone żagle, zużyty sprzęt, zaopatrzenie w prowiant. Naprawy szkód na pokładzie. I pod pokładem. No i załoga, nie ma bata, żeby nie potrzebowała czasu "rekreacji". W tawernach i / lub burdelach. Zakładam, że dwa tygodnie to minimum "techniczne". Dłuższe postoje mogą się o tyle opłacać, o ile cena za "dojrzały towar" rośnie wraz z dożywieniem. Ale dwa tygodnie to już spoko wystarczy na doprowadzenie do sprawności tych, co przeżyli.

Powyżej linkowałem do zestawienia dla statku Leusden. Przy większości sprzedaży są tam ciekawe uwagi: "682 -10 krótko po przybyciu" / "280 -51 krótko po przybyciu". Oznacza to, że standardową praktyką było, że po przybyciu sprzedawano małą partię niewolników, coby zapewnić pokrycie kosztów zaopatrzenia, a resztę sprzedawano stopniowo. W przed-ostatnim rejsie sprzedano zaraz po przybyciu rekordową liczbę 51 niewolników. I to jest logiczne, gdyż w czasie tej podróży były też (dotychczas) rekordowe straty ponad połowy "towaru". Więc więcej zostało do podziału i więcej niewolników było na tyle odżywionych, żeby można było uzyskać za nich właściwą cenę.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#35
Coś mi się przypomina, że jest taka chorobą metaboliczna, częsta u Afroamerykanów, która miała być skutkiem selekcji na statkach, pod kątem odporności na odwodnienie. Pamięta ktoś o co chodzi?
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#36
pilaster napisał(a): Zgodnie bowiem z tymi oszacowaniami w ciągu tych trzystu lat imigracja z Afryki musiałaby być co najmniej dziesięciokrotnie wyższa niż imigracja z …Europy. A tymczasem nawet dzisiaj, choć są w Ameryce kraje, zwłaszcza na Karaibach, w których Murzyni stanowią większość, to jednak w obu Amerykach łącznie, ludzie pochodzenia europejskiego zdecydowanie dominują nad nimi liczebnie, czego prezentyści wytłumaczyć nie potrafią.

No tak, jak wszystkie możliwe dane historyczne nie zgadzają się z wyliczeniami pilastra, to wszystkie te dane muszą być fałszywe, innej opcji nie ma. "Prezentyści" nie mają problemu z wyjaśnieniem problemu, dlaczego 10 milionów "imigrantów" afrykańskich nie doprowadziło do tego, że prawie cała populacja Ameryki jest czarna. Niewolnicy zwyczajnie nie byli zwierzętami hodowlanymi. Ludzi nie hodowano tego samego powodu, dla którego nie hodowano nigdy słoni, które też bywały pożyteczne. Po prostu taniej jest złapać, niż wyhodować. Niewolników nie dopuszczano w ogóle do rozrodu, bo to byłoby kompletnie nieopłacalne. Ciąża krowy lub klaczy to zysk, ciąża niewolnicy to strata. Oczywiście, bywali wyzwoleńcy, których potomkowie byli już wolnymi ludźmi, jak również uciekinierzy, którzy potem krzyżowali się z Indianami, ale stanowili oni niewielki promil wszystkich czarnych. Wraz z upowszechnianiem się rasizmu zresztą ich liczba malała. "Hodowle" niewolników powstały w USA dopiero po kasacji handlu niewolnikami na początku XIX wieku. Obraz czarnych matron otoczonych przez stada Murzyniątek, jakie znamy z dzieł opisujących życie w stanach południowych, jest więc reprezentatywny jedynie dla bardzo krótkiego, schyłkowego okresu niewolnictwa w Ameryce, i to tylko północnej. W Brazylii handel niewolnikami trwał aż do likwidacji niewolnictwa w ogóle. Samo istnienie tego handlu jest dowodem na brak przyrostu naturalnego niewolników, bo gdyby ich liczba zwiększała się normalnie - czyli w postępie geometrycznym - transoceaniczny handel ludźmi nie miałby żadnego sensu, tak jak nie miał sensu transoceaniczny handel końmi czy bydłem (poza bardzo drogimi rasowymi egzemplarzami rozpłodowymi, traktowanymi jak święte krowy). Oznacza to, że przodkowie zdecydowanej większości współczesnych amerykańskich Murzynów mieszkali w Afryce jeszcze w XIX wieku.
Odpowiedz
#37
bert04 napisał(a): Dla q<0,33 zielony wykres "wystrzeliwuje" ponad skalę, więc tu pewnie mamy wylew bliźniaków i trojaczków. 

To już akurat wykracza poza zakres stosowalności modelu, który, "maltuzjańsko" zakłada liniową relację pomiędzy ilością dostępnych zasobów a rozrodczością. Przy dużej ilości zasobów per capita oczywiście nie jest to założenie spełnione. Niemniej, jakościowo taki efekt, chociaż słabszy, to jednak nastąpi. 



Cytat:
Cytat:Lepszą cenę dostanie się za niewolnicę ciężarną czy za nieciężarną?

Ciężko stwierdzić, z jednej strony jest to pewien plus, z drugiej strony mówimy o wypadnięciu z pracy na parę miesięcy i konieczności jakiegoś dokarmiania (sama swojej sobotniej działki nie obrobi). Jeszcze niedawno twierdziłeś, że plantator nie zgodzi się na kupno "podgłodzonego" niewolnika, którego parę tygodni będzie musiał "doprowadzać do pełnej sprawności", a to przecież podobna sytuacja, 

Nie, bo w przypadku ciężarnej niewolnicy wiadomo mniej więcej kiedy urodzi. Zresztą przerwa na poród nie trwała w czasach przedindustrialnych dłużej niż kilka dni. Kobiety spoza arystokracji pracowały do ostatniej chwili przed porodem i wracały do pracy z niemowlakiem na plecach już po kilku, góra kilkunastu dniach. A dzieci szły do pracy już w wieku kilku lat.

w przypadku zagłodzonego niewolnika rekonwalescencja trwa dłużej i nie wiadomo na pewno czy się powiedzie. Jego zły stan fizyczny może przecież być nie nabyty w trakcie podróży i chwilowy, ale stały. Jeżeli nabywca nawet weźmie na siebie te koszty i ryzyko, to musi dostać za to rekompensatę w cenie kupna



Cytat:
Cytat:Ależ skąd. Ceny niewolników w Ameryce były bardzo wysokie, znacznie przekraczające nawet wieloletni koszt ich utrzymania, co dopiero kilkumiesięczny. Niewolnicy nie trudzili się przecież przy uprawie żywności, tylko przy uprawach przemysłowych - trzciny cukrowej, bawełny, czy tytoniu, znacznie bardziej rentownych. A żywność najczęściej wytwarzali sobie sami w czymś w rodzaju "działek przyzagrodowych"

To wszystko bardzo ciekawe, ale o czym Ty piszesz? 

O cenie niewolników. Wartość niewolnika, jak zresztą każdej inwestycji kapitałowej, jest ściśle związana z zyskiem, jaki jego praca przynosi. Dokładnie wartość ta wynosi:

W = (s/r)*(1-exp(-r*t))

Gdzie s - to zysk (czysty, po odliczeniu kosztów utrzymania) z pracy niewolnika w jednostce czasu, t - czas w którym niewolnik jest w stanie efektywnie pracować z wydajnością s, a r - średnia stopa procentowa (dyskonto)

Cena kupna w naszym modelu - b nie może być zbyt długo znacząco niższa od tej wartości. A im wyższe s, tym wartość większa. Dla upraw trzciny cukrowej, czy bawełny, s było znacznie wyższe niż dla kukurydzy, czy fasoli. Dla t dłuższego niż kilka lat, niewolnik musiał więc kosztować znacznie więcej niż kilkumiesięczny koszt jego wyżywienia.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na rolę stopy procentowej. Im jest ona wyższa, tym bardziej opłaca się wyciskać z niewolników wyższe s, nawet kosztem skrócenia czasu t - czyli zaharowywać ich szybko na śmierć. Jednak przy niższych stopach procentowych, opłacalne jest działanie odwrotne - maksymalne wydłużanie t, nawet kosztem zmniejszenia s. Czyli im niższe r tym niewolnicy są lepiej traktowani. Przy odpowiednio niskich stopach procentowych opłaca się wyciąganie t nawet do nieskończoności - czyli zapewnienie niewolnikom tak dobrych warunków, aby się rozmnażali i ich dzieci dziedziczyły swoje stanowiska po rodzicach. Dzieje cywilizacji chrześcijańskiej, od upadku Rzymu poczynając, to jak wykazał Clark, stałe obniżanie stopy procentowej. Z kilkudziesięciu procent w antycznym Rzymie, do kilku procent pod koniec XVIII wieku. Siłą rzeczy warunki życia niewolników musiały się w tym czasie systematycznie poprawiać.



Cytat:A sfera zielona, którą tu postulowałeś, jest dla wysokiego p, a więc... niskiego b? 


Dla niskiego, w porównaniu z a. I niskich kosztach utrzymania k0. 

Cytat:Największa rozrodczość wtedy, jeżeli "koszty stałe" statku są dwukrotnie (+) większe, niż cena za sprzedaż? Przecież dla p=1 koszty stałe "zjadły" zysku już w momencie wyjścia z portu, nawet gdybyśmy nie karmili niewolników wcale (k=0)

I dlatego, aby osiągnąć zysk, należy do celu dowieść więcej towaru niż się załadowało ww porcie początkowym.


Cytat:Zapomniałem już, gdzie na tym modelu da się przeliczyć prawdopodobieństwo przeżycia.


W takim razie sugeruje pilaster ponowną lekturę. Bo jak wół napisał on:


Cytat:że śmiertelność s zależy liniowo od kosztu utrzymania s= 1-k/k0,

Oczywiście to założenie jest spełnione, jak to już wyżej wspomniano, jedynie w pewnym zakresie parametrów, ale odchyłki od niego, pojawiają się nie nagle, tylko stopniowo. 

Cytat:
Cytat:ale nie powinien stać dłużej niż to koniecznie potrzebne.

No to ile jest "koniecznie potrzebne"? 

Tyle, żeby odtworzyć zdolność do kolejnego rejsu - dokonać niezbędnych napraw i remontów, załadować zapasy, zamustrować brakujących załogantów, etc..


Zakotem



Cytat:"Prezentyści" nie mają problemu z wyjaśnieniem problemu, dlaczego 10 milionów "imigrantów" afrykańskich nie doprowadziło do tego, że prawie cała populacja Ameryki jest czarna.

Wręcz przeciwnie. Właściwie nie mają na to dobrego wytłumaczenia. 


Cytat: Niewolnicy zwyczajnie nie byli zwierzętami hodowlanymi. Ludzi nie hodowano tego samego powodu, dla którego nie hodowano nigdy słoni, które też bywały pożyteczne. Po prostu taniej jest złapać, niż wyhodować.

Dlatego, że stopy procentowe są zbyt wysokie, aby czekać na efekty hodowli. Ludzie, tak jak słonie, rozmnażają się na to zbyt powoli. Z tego samego powodu nie uprawiano tez nigdy dębów, chociaż ich żołędzie, jeżeli występują w mutacji bez taniny, są bardzo smaczne i pożywne.

Fakt jednak, że Murzynów w Ameryce przed XIX wiekiem nie hodowano, nie oznacza jednak, że nie rozmnażali się oni sami z siebie. Zważywszy na ich znacznie większą odporność na choroby tropikalne - febrę i malarię, ich przyrost naturalny był nawet większy niż białasów. Dlatego w strefie Karaibów, Murzyni dzisiaj akurat stanowią większość ludności, nawet do 100%.


Cytat: Ciąża krowy lub klaczy to zysk, ciąża niewolnicy to strata.

Nic podobnego. To też zysk. Wieloaspektowy zresztą (np niewolnicy mający dzieci z mniejszym prawdopodobieństwem spróbują zwiać z plantacji)

Zysk tym większy, im niższe są stopy procentowe.


Cytat:Samo istnienie tego handlu jest dowodem na brak przyrostu naturalnego niewolników, bo gdyby ich liczba zwiększała się normalnie - czyli w postępie geometrycznym 

To typowy błąd myślenia o czasach maltuzjańskich. Wzrost populacji w maltuzjanizmie, długookresowo nie jest nie tylko geometryczny, ale może w ogóle nie występować. Populacja rośnie tylko wtedy, jeżeli wcześniej wzrosła produkcja (np zagospodarowano nowe ziemie, albo wprowadzono bardziej wydajne metody uprawy)

Równie dobrze mógłby Zakotem argumentować, że samo istnienie migracji np do Ameryki (albo ze wsi do miast) wskazuje na brak przyrostu naturalnego tamże.  Cwaniak

Zresztą, skoro zdaniem Zakotem, Murzyni w Ameryce się nie rozmnażali, to dlaczego dzisiaj jest ich na Jamajce czy Haiti prawie 100% populacji?
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości