Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 3
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[oddzielony] Chrześcijaństwo a seksy
#41
Rodica napisał(a): Kobiety się łudzą, że będą towarzyszkami życia, przyjaciólkami i kimś z kim można spędzić miło czas.
Okazuje się, ze jest tylko uzupełnieniem sprzętu AGD a facet jak widzi babę to myśli: seks, cycki, dzieci, obiad na stole.

Można też odbić piłeczkę:

"Okazuje się, że facet jest tylko portfelem, szoferem, robolem od brudnej roboty kiedy tylko trzeba przetkać zapchany kibel."

A zamiast postrzegać się nawzajem przedmiotowo, facety i baby powinny skupić się na współpracy i wzajemnej pomocy. Każdy wnosi do związku jakieś zdolności, ale to nie znaczy, że powinno się do nich sprowadzać całą relację.
Odpowiedz
#42
Ale najpierw(i trzeba to powiedzieć głośno); - Kobiety do fabryk!!!
Odpowiedz
#43
Rodica napisał(a): Okazuje się, ze jest tylko uzupełnieniem sprzętu AGD
Oczywiście zupełnie nie zrozumiałeś tego, o czym mówił ZaKotem. Nie chodziło mu o to, że baba jest od tego, żeby odwalać czarną robotę w domu. Od tego jest wspomniany sprzęt AGD. Baba jest (między innymi) od tego, żeby chłopa nieustannie ściągać z życiowej linii najmniejszego oporu. A większość chłopów (mnie wliczając) czuje do tej linii olbrzymi pociąg. Baba jest po to, żeby chłop robił cokolwiek ponad to, co jest mu potrzebne do przeżycia bieżącego dnia. Toteż oczywistym jest np. że żonaci mężczyźni dłużej żyją i są zdrowsi. Jak chłop jest mądry, to to docenia. Jak głupi, to mu się nie podoba, że „baba ciągle zrzędzi”.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#44
Biedne te baby, musza wam jeszcze dostarczać ekscytujących doznań. Nie lepiej się od nich uwolnić i polecieć np. w kosmos?
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#45
Rodica napisał(a): Biedne te baby
A możesz się za moją, czy ZaKotemową babę nie wypowiadać?
Cytat:Nie lepiej się od nich uwolnić i polecieć np. w kosmos?
Nie. I wyjaśniliśmy z ZaKotem dlaczego. Ty jednak nie czytasz w ogóle tego, co piszemy, tylko powtarzasz swoje brednie.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#46
zefciu:
Chciałeś powiedzieć, że nagrodą za wspaniałomyślne zrzędzenie jest dla kobiety dłuższe życie mężczyzny.
Tylko że, po pierwsze kobieta musi się zamienić w zrzędzącą ropuchę a to odbiera kobiecość,
po drugie komplikowanie przez babę prostych spraw nie uczyni z was mężczyzn.
Do tego potrzebne jest to tajemnicze przejście w dorosłość, rodzaj inicjacji, dzięki której stajecie się odpowiedzialnymi za siebie mężczyznami i nie zatruwacie kobietom życia.
Męzczyzna musi mieć świadomość, że dbanie o swoje zdrowie to jest jego obowiązk, podobnie jak przetykanie rur i wszelaka brudna robota. Jego zadaniem jest odciążanie kobiety w najtrudniejszych zadaniach, których się podejmuje z własnej woli. Jeśli jesteś na etapie szukania najprostszych dróg do celu to twoje życie jest naprawdę nudne i nie dające satysfakcji.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#47
Quinque napisał(a): Ale najpierw(i trzeba to powiedzieć głośno); - Kobiety do fabryk!!!

Yyy... a nie ma ich tam, czy co?
Odpowiedz
#48
Tego to nie wiem. Ale są pewne rzeczy które powiedzieć głośno trzeba
Odpowiedz
#49
Rodica napisał(a): Chciałeś powiedzieć, że nagrodą za wspaniałomyślne zrzędzenie jest dla kobiety dłuższe życie mężczyzny.
Nie. Nie chciałem. To dla mężczyzny „nagrodą” za porządniejsze życie jest dłuższe życie. Ale to normalne zjawisko.
Cytat:Tylko że, po pierwsze kobieta musi się zamienić w zrzędzącą ropuchę a to odbiera kobiecość,
Nie, nie musi. Kobiecość wyraża się m. in. w troskliwości.
Cytat:po drugie komplikowanie przez babę prostych spraw nie uczyni z was mężczyzn
Nie uczyni z nas mężczyzn, bo mężczyznami już jesteśmy. Ale może uczynić z mężczyzny mniej zadbanego mężczyznę bardziej zadbanego.
Cytat:Do tego potrzebne jest to tajemnicze przejście w dorosłość, rodzaj inicjacji
Ale stworzenie stabilnego związku, wyprowadzenie się od mamusi i tatusia oraz zamieszkanie pod wspólnym dachem z żoną/mężem/partnerem jest etapem tego przejścia w dorosłość.
Cytat:Jego zadaniem jest odciążanie kobiety w najtrudniejszych zadaniach, których się podejmuje z własnej woli.
A ktoś to neguje?
Cytat:Jeśli jesteś na etapie szukania najprostszych dróg do celu to twoje życie jest naprawdę nudne i nie dające satysfakcji.
A ja nie jestem na tym etapie. Ale kto wie, na jakim bym był etapie, gdyby nie moja żona.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#50
Rodica napisał(a): zefciu:
Chciałeś powiedzieć, że nagrodą za wspaniałomyślne zrzędzenie jest dla kobiety dłuższe życie mężczyzny.
Tylko że, po pierwsze kobieta musi się zamienić w zrzędzącą ropuchę a to odbiera kobiecość,
po drugie komplikowanie przez babę prostych spraw nie uczyni z was mężczyzn.
Do tego potrzebne jest to tajemnicze przejście w dorosłość, rodzaj inicjacji, dzięki której stajecie się odpowiedzialnymi za siebie mężczyznami i nie zatruwacie kobietom życia.
Męzczyzna musi mieć świadomość, że dbanie o swoje zdrowie to jest jego obowiązk,

Powiedzmy, że do tego momentu nawet się z Tobą zgodę. Owszem, zefciu i ZaKoteł prezentują pewien tradycyjny podział ról w małżeństwie, takie patriarchalno-matriarchalne typowo polskie, w którym mężczyzna przechodzi z opieki mamusi wprost pod "opiekę żonusi". Ten model ma swoje zady i walety, ale jednak zady przeważają. Nieco. To na dłuższą metę jest niezdrowe, prowadzi do schematu zołzy, herod-baby, ksantypy z jednej strony i bambaryły, pantoflarza, maminsynka z drugiej. Prowadzi do tego, że matka dwójki dzieci ma jeszcze trzecie dziecko na głowie. A to źle wpływa na kwestie odpowiedzialności, respektu, intymności i tak dalej.

Piszę to z całą samokrytyką, bo sam walczę w sobie z tym modelem. I różnie mi wychodzi. Ten archetyp głęboko siedzi, ale mam kontakty z innymi archetypami. Dla mnie parę lat temu odkryciem było "męskie gotowanie", ile frajdy to przynosi, jak fajnie jest rodzinie małą ucztę urządzić. Największym komplementem było dla mnie, jak po wizycie w profesjonalnej restauracji hamburgerowej (takiej polecanej przez znajomych) rodzina stwierdziła, że moje burgery są lepsze... Poza tym przejąłem rolę domowego zaopatrzeniowca, dzięki temu spiżarnia zawsze na bieżąco jest uzupełniana. Takie drobnostki niby, ale sam je przejąłem, bez gadania i gderania, i nie mam zamiaru na tym kończyć.

Cytat:podobnie jak przetykanie rur i wszelaka brudna robota. Jego zadaniem jest odciążanie kobiety w najtrudniejszych zadaniach, których się podejmuje z własnej woli.

A tutaj sama popadasz w schemat słabej kobietki, która nie potrafi walizki w pociągu dać na półkę. Jak w pamiętnej scenie w "Dniu Swira". Tym razem to Ty chcesz faceta z wszystkimi zaletami partnerskiego związku, ale jednocześnie wypełniającego rolę domowego majsterklepki, hydraulika, tragarza i - pewnie - kierowcy jeszcze. Nie widzisz, że to ten sam schemat, tylko nieco bardziej patriarchalny w akcencie? Jeżeli facet ma się troszczyć o "brudną robotę", to dlaczego kobieta nie ma przejąć pieczy nad "zdrowiem i estetyką"? A jeżeli facet ma sam sobie prać skarpetki, to dlaczego kobieta nie może sama przykręcić półkę lub wnieść skrzynkę z wodą na drugie piętro?

Pewnie każdy związek wypracowuje z czasem własny model uzupełniania się. Niedobrze jest, jeżeli model jest zbyt jednostronny względem oczekiwań. Albo jeżeli prowadzi do wypaczeń związku. Ale dopóki obie strony się nań zgadzają i im to dobrze robi, to komu to przeszkadza, oprócz grup feministek i mizoginistów?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#51
bert04:
Cytat:A tutaj sama popadasz w schemat słabej kobietki, która nie potrafi walizki w pociągu dać na półkę. Jak w pamiętnej scenie w "Dniu Swira". Tym razem to Ty chcesz faceta z wszystkimi zaletami partnerskiego związku, ale jednocześnie wypełniającego rolę domowego majsterklepki, hydraulika, tragarza i - pewnie - kierowcy jeszcze. Nie widzisz, że to ten sam schemat, tylko nieco bardziej patriarchalny w akcencie? Jeżeli facet ma się troszczyć o "brudną robotę", to dlaczego kobieta nie ma przejąć pieczy nad "zdrowiem i estetyką"? A jeżeli facet ma sam sobie prać skarpetki, to dlaczego kobieta nie może sama przykręcić półkę lub wnieść skrzynkę z wodą na drugie piętro?
Nie o to mi chyba chodziło. Odgrywanie słabej kobietki w ogóle mi nie wychodzi, kobieta powinna być samodzielna w miarę mozliwości, przecież kiedy jest np. singielką musi sobie dac sama z wszystkim radę. Chodzi o to, że tego typu zajęcia powodują wzrost męskiej energii. Ja na przyklad odczuwam potrzebę oddawania się kobiecym zajęciom, w przeciwnym razie zaczynam odczuwać pewną maskulinizację.
"Miłość jest sprawą uczucia. Nie ma nic wspólnego z moralnością. Uczucie natomiast nie zna zdrady. Ono wzmaga się, znika albo się zmienia. Gdzie tu zdrada. Miłość to nie kontrakt"   Erich Maria Remarque
Odpowiedz
#52
bert04 napisał(a): Aż tak źle to nie jest. Zakładając regularny cykl 28 dniowy można ustalić przedział czasowy, kiedy stosunek jest potencjalnie płodny. W zależności od "stopnia pewności"* będzie to jakiś tydzień, góra półtora. Dodajmy do tego samą menstruację, wyjdzie nam dwa tygodnie "wstrzymania", może parę dni więcej. Jest czas między menstruacją a owulacją, kiedy jest "podwyższona niepewność", jest też czas po owulacji**, kiedy jest "podwyższona pewność". Ale w sumie to będzie jakieś 50% czasu całego cyklu. Owszem, jest to ograniczenie, nie zawsze współgra z trybem życia i pracy, ale bez przesadyzmu, że to tylko dwa-trzy dni***. To może być dopiero przy ekstremalnie nieregularnych cyklach, ale i tu są metody pomiarów i obserwacji, które AFAIK polepszają zakres pewności.
Nie do końca tak jest. Jeśli absolutnie nie chce się mieć dziecka, to całkowicie bezpieczna jest tylko trzecia faza cyklu  - ta po owulacji. Nawet przy regularnym cyklu owulacja może wystąpić wcześniej z różnych powodów takich jak stres, podróż, stan zdrowia. Dopóki nie nastąpi, nie da się ze stuprocentową pewnością powiedzieć, kiedy będzie. Kobieta może być święcie przekonana, że za osiem dni, a w rzeczywistości pojawi się za dwa. Trzeba też uwzględnić to, że plemniki żyją kilka dni w drogach rodnych, więc seks przed owulacją też może zaowocować ciążą.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#53
@Rodica

Ja do " typowo męskich"* zajęć mam dwie lewe ręce,  próbowanie roli majsterklepki, zamiast męskiej energii i testosteronu dało mi frustrację, wkurwienie i jedno trwałe, choć nieznaczne, uszkodzenie cielesne. Nie mówiąc o efekcie zawiedzionych oczekiwań.

(*na terenie PL, Włosi przykładowo gotują, Niemcy - co niektórzy, co do innych nacji są różne opinie)

@Iselin

Niby racja, ale równie dobrze owulacja może nastąpić nieomal bezobjawowo, a para czekająca z termometrem i wykresem na najpewniejszą czwartą fazę** doczeka się menstruacji. Wtedy z 25% robi się 0% cyklu. Ot, uroki NRP. Z drugiej strony z mojego doświadczenia i z niektórych relacji wynika, że kobieta po pewnym czasie badania, mierzenia i zapisywania "wczuwa" się w swój cykl i wie z wyprzedzeniem, w której fazie jest. A i facet częściowo.

(**liczę fazy tak: 1 menstruacja, 2 pre-owulacja, 3 owulacja + parę dni wcześniej, 4 post-owulacja. Ewentualnie jeszcze 5 ZNP / PMS)
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#54
bert04 napisał(a): Powiedzmy, że do tego momentu nawet się z Tobą zgodę. Owszem, zefciu i ZaKoteł prezentują pewien tradycyjny podział ról w małżeństwie, takie patriarchalno-matriarchalne typowo polskie, w którym mężczyzna przechodzi z opieki mamusi wprost pod "opiekę żonusi". Ten model ma swoje zady i walety, ale jednak zady przeważają. Nieco. To na dłuższą metę jest niezdrowe, prowadzi do schematu zołzy, herod-baby, ksantypy z jednej strony i bambaryły, pantoflarza, maminsynka z drugiej. Prowadzi do tego, że matka dwójki dzieci ma jeszcze trzecie dziecko na głowie. A to źle wpływa na kwestie odpowiedzialności, respektu, intymności i tak dalej.
Myślę, że grubo przesadziłeś w drugą stronę. Jest różnica między mobilizowaniem faceta do tego, żeby był bardziej męski, a kastrowaniem go i wsadzaniem pod pantofel.
Cytat:Dla mnie parę lat temu odkryciem było "męskie gotowanie", ile frajdy to przynosi, jak fajnie jest rodzinie małą ucztę urządzić.
Gotowanie jest w ogóle bardzo fajne i potwierdzam to z całego serca. Problem w tym, że jak jest żona, to potrafię robić śniadania według Julii Child. A jak zdarzy mi się pomieszkiwać przez tydzień samemu, to wpierdzielam zupki chińskie. I to jest to, o czym mówiłem. Bez baby wielu rzeczy się nie chce.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#55
zefciu napisał(a): Myślę, że grubo przesadziłeś w drugą stronę. Jest różnica między mobilizowaniem faceta do tego, żeby był bardziej męski, a kastrowaniem go i wsadzaniem pod pantofel.

Powiedzmy, że granice są płynne a metody podobne. Stają się może bardziej widoczne, jeżeli w związku / małżeństwie są dzieci. Moment, w którym żona przypomina dwóm facetom o ubraniu wyprasowanej koszuli, z czego jeden facet jest synem a drugi - mężem, to moment, w którym trzeba bić na alarm. I to dla dobra obojga.

Cytat:Gotowanie jest w ogóle bardzo fajne i potwierdzam to z całego serca. Problem w tym, że jak jest żona, to potrafię robić śniadania według Julii Child. A jak zdarzy mi się pomieszkiwać przez tydzień samemu, to wpierdzielam zupki chińskie. I to jest to, o czym mówiłem. Bez baby wielu rzeczy się nie chce.

U mnie trochę odwrotnie, ale jak się ma dzieci to jest dla kogo gotować. Pewnie gdybym sam zostawał, wystarczyłaby grochówka z puszki, ale tak to się chce zrobić coś szczególnego. A dzięki Jamie Oliverowi nauczyłem się parę fajnych domowych fast foodów i parę dań poza standardowym repertuarem zupa/mielone/schabowe. I danie rybno-warzywno-ziemniaczane, sam wymyśliłem, od tego się zaczęło. Niestety, zbyt rzadko mam / znajduję okazję.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#56
bert04 napisał(a): U mnie trochę odwrotnie, ale jak się ma dzieci to jest dla kogo gotować. Pewnie gdybym sam zostawał, wystarczyłaby grochówka z puszki, ale tak to się chce zrobić coś szczególnego.
No tak, ale dzieci dla mężczyzny to tak jakby skutek współżycia z kobietą, więc to nadal wpisuje się w schemat: jakby nie baba, to byś jadł coś dziwnego z puszki albo cham-burgery.

Oczywiście, dymorfizm płciowy się zmniejsza. Szczególnie wśród ludzi poniżej 30 roku życia często już spotykamy kobiety żywiące się cham-burgerami lub mężczyzn uważających, że istnieje jakiś związek między kolorem spodni a kolorem butów (o tempora, o mores!). Jestem pozytywnie nastawiony do tego zjawiska, ale nie zmienia to faktu, że pewna psychiczna specjalizacja genderowa wciąż istnieje i w jakimś stopniu - chociaż już nie jako norma moralna, na szczęście, a jedynie statystyczna - będzie się utrzymywać jeszcze długo.
Odpowiedz
#57
ZaKotem napisał(a): No tak, ale dzieci dla mężczyzny to tak jakby skutek współżycia z kobietą, więc to nadal wpisuje się w schemat: jakby nie baba, to byś jadł coś dziwnego z puszki albo cham-burgery.

Dzieci tym się różnią od kotów, że łamią wszystkie schematy. Dla mężczyzny stanie się ojcem oznacza stanie się innym człowiekiem. Może nie tak "organicznie", jak w przypadku matek, to przemiana w głowie. Niektórzy z tym sobie nie dają rady, więc uciekają od rodziny. Albo uciekają w pracę, zostawiając kobietę samą "z domem na głowie". Jeżeli taki facet traktuje dzieci tylko jako "skutek współżycia", to prędzej czy później poszuka kochanki, z którą będzie miał "współżycie bez skutków".

Cytat:pewna psychiczna specjalizacja genderowa wciąż istnieje i w jakimś stopniu - chociaż już nie jako norma moralna, na szczęście, a jedynie statystyczna  - będzie się utrzymywać jeszcze długo.

Pewna specjalizacja jest oczywiście potrzebna, o ile nie próbuje wtłoczyć małżeństwo / partnerstwo XXI wielu w schematy rodem z XX, XIX lub XVIII wieku. I o ile wiek XX był wiekiem, w którym kobiety przedefiniowały swoją rolę w społeczeństwie i w rodzinie, to na przełomie mileniów okazało się, że faceci jeszcze swojej nowej roli nie odnaleźli. Są dwie ekstremalne grupy softie-femimistów i redpilersów, a gdzieś między nimi paru zwykłych facetów bez zabezpieczeń i sieci ochronnej stąpa po linie zawieszonej między oczekiwaniami a samorealizacją.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#58
Nie umiem i nie lubię prasować. Przygarnęłabym faceta, który to umie i lubi Duży uśmiech
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#59
Nie trzeba umieć prasować, zdradzę wam pewien trik, po wyciągnięciu prania, należy je porozciągać przed wyłożenie m na suszarkę.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#60
Iselin napisał(a): Nie umiem i nie lubię prasować. Przygarnęłabym faceta, który to umie i lubi Duży uśmiech

Umiem, ale nie lubię :-P Szach-mat!
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości