Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ochrona planety
Nie lepiej po prostu przejść? Strach nigdy nie motywuje ludzi do efektywnego działania, a co najwyżej do agresji.
Odpowiedz
Ładne rozprawienie się z bredniami zawartymi w nowym OdRzeczy - https://www.energetyka24.com/prawdziwe-k...-komentarz
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Nie wydaje mi się, żeby taka była intencja autora wywiadu, ale wychodzi na to, że jak na razie strach przed zmianami klimatycznymi wywołuje więcej szkód niż zmiany klimatyczne:

Przykładowo, jedną z moich rozmówczyń była młoda kobieta, która niedawno urodziła dziecko. Była tak przejęta, że z tego powodu nie mogła spać przez miesiąc. Jej mąż nie mógł tego znieść, bo budziła go noc w noc i pytała, co zrobią, kiedy już będzie naprawdę źle. Inny uczestnik badania to mężczyzna, któremu również niedawno urodziło się dziecko. On z kolei zastanawiał się, co zrobić, by przygotować się na nadchodzącą katastrofę: czy przygotować zapasy żywności i zbiornik na wodę? Czy zapisać się do Wojsk Obrony Terytorialnej, by nauczyć się obsługi broni? Objawy takiego lęku to też poszukiwanie lub unikanie informacji na ten temat, bezsenność, nawracające myśli i obrazy katastrofy, śmierci, niepokój, utrata sensu życia.

https://oko.press/to-bedzie-koniec-cywil...ce-wywiad/

Biedne dziecko. Ta osoba (wygląda na taką co zapięłaby bambino w wszelkiego rodzaju ochraniacze i prowadziła na smyczy, aby tylko się nie obtarło) więcej zrobi mu krzywdy swoją histerycznością niż katastrofa klimatyczna, której może ono nie dożyje. Ale to ofiara "klimatycznych katastrofistów", którzy dla osiągnięcia celów obrali taktykę straszenia. Właśnie dlatego wywołuje to taką polaryzację, a np. pilaster próbując walczyć z tym sposobem narracji popada w pułapkę negowania nurtu dowodzącego antropogenicznego źródła zmian.

Tomasz Sommer to pikuś. On tylko dba o sprzedaż gazetki. Gdzieś nawet otwarcie przyznał, że strona gazety ma sznyt sensacjonistyczny, żeby zarobić, więc to co wypisuje zawsze biorę za chęć nagonienia klików.

Łukasz Warzecha jest lepszy. Wyjawił ostatnio, że jego dyskutanci są nosicielami wirusa ekspertozy. A jak Ł.W. odkrył tego wirusa? Przeprowadził test zdrowego rozsądku. Serio! Duży uśmiech


Cytat:Wreszcie trzecia grupa, najmniej liczna, to samodzielnie myślący sceptycy, na których argumenty z autorytetu nie działają. Którzy sami je weryfikują, poddając przede wszystkim testowi zdrowego rozsądku, nawet jeżeli nie są specjalistami w danej dziedzinie.
https://wei.org.pl/article/ekspertoza/
Zdziwko Szczerbol Szczęśliwy

Nie ma to jak wymyślić na samego siebie epitet. Łukasz Warzecha - nosiciel ekspertozy. Przez cały rok będę się z tego śmiał. Duży uśmiech
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Moje pięć groszy Oczko

http://strata-czasu.net/smog-on-the-water/
Odpowiedz
Cytat:... czy naprawdę podgrzewamy klimat – nie wiem tego. Nikt tego nie wie.

Dziwne, bo mnie babcia mówiła, że jak się napali w piecu, to robi się ciepło.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Dziwne, bo mnie babcia mówiła, że jak się napali w piecu, to robi się ciepło.

W piecu Oczko

Bart
Napisałeś naprawdę ciekawy komentarz, w gruncie rzeczy mógłbym się pod tym podpisać. Zawsze zastanawiało mnie w jaki sposób ocieplenie się średniej temperatury o 1-2 stopnie miałoby wywołać apokalipsę. Nie wywoła, co najwyżej wymusi pewne zmiany i konieczność dostosowania się do nich. I nie będzie to proces, który odbędzie się w nocy z wtorku na środę.

Jeśli chodzi o ochronę środowiska to widzę inne rzeczy, które należałoby zmienić tu i teraz. Na dzień dobry, w Polsce leży system dystrybucji opakowań zwrotnych, chodzi przede wszystkim o butelki, czy to po piwie czy innych napojach. Tu nie przyjmą tych, tu tamtych, nużna paragon itp. pierdolenie. Kurwa, to jest proste, każdą butelkę powinno się móc oddać w każdym sklepie, każda hurtownia powinna mieć obowiązek odebrać to od sklepu, a każdy producent od hurtowni. I to naprawdę działa, sprawdzone na zachodzie i tu akurat powinniśmy wziąć przykład. I wtedy można spokojnie okaucjować i plastikowe butelki, i puszki. Większość zacznie oddawać, ci którym się nie chce niech płacą za luksus. Na dziś dzień płacą wszyscy bo opakowanie niezwrotne też kosztuje.

Kolejną rzeczą jest gospodarka śmieciowa, która zachęca ludzi do pozbywania się odpadów... inną drogą niż oficjalna. Bo sorry, jeśli człowiek płaci pierdolony podatek od śmieci i nie może ich wszystkich zwyczajnie wyrzucić to automatycznie najprostszą opcją jest gdzieś je wywieźć. I ja tam wywożę, na śmietnik do moich rodziców w blokach, gdzie nie ma segregacji ani limitów. Ale idiota wywiezie do lasu.

Śmiech mnie ogarnia, jak słucham i czytam, że koniecznością jest abyśmy płacili cztery razy więcej za prąd i paliwo kiedy jest masa bliższych i prostszych do rozwiązania spraw, o których mało kto wspomina.
Odpowiedz
kkap napisał(a): Śmiech mnie ogarnia, jak słucham i czytam, że koniecznością jest abyśmy płacili cztery razy więcej za prąd i paliwo kiedy jest masa bliższych i prostszych do rozwiązania spraw, o których mało kto wspomina.

A gdzie takie coś słyszałeś czy przeczytałeś? Do mnie nie dotarło. A jedną z przyczyn podwyżek cen jest złe zarządzanie tym obszarem przez urzędników (zaniedbania).
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
kkap napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Dziwne, bo mnie babcia mówiła, że jak się napali w piecu, to robi się ciepło.

W piecu Oczko

Bart
Napisałeś naprawdę ciekawy komentarz, w gruncie rzeczy mógłbym się pod tym podpisać. Zawsze zastanawiało mnie w jaki sposób ocieplenie się średniej temperatury o 1-2 stopnie miałoby wywołać apokalipsę. Nie wywoła, co najwyżej wymusi pewne zmiany i konieczność dostosowania się do nich. I nie będzie to proces, który odbędzie się w nocy z wtorku na środę.

Ten wzrost temperatury nie rozłoży się po równo na cały glob - tropiki ogrzeją się w stopniu minimalnym. Za to zdecydowanie ogrzeją się rejony powyżej 50 równoleżnika. Co to może dla nas oznaczać? Topniejąca Arktyka będzie wpływać na cyrkulację na naszej półkuli. Zgodnie z obecnymi badaniami może to wpływać choćby na to, że blokady wyżowe mogą się utrzymywać dłużej niż kiedyś. Co to oznacza dla nas? To co mamy w tym roku. Po miejscami rekordowo suchym kwietniu (rekord minimalnego opadu dla kwietnia na stacji Warszawa-Okęcie) przyszedł maj z powodzą w Małopolsce. Po maju mieliśmy rekordowo gorący i rekordowo suchy czerwiec (rekordowo niskie opady dla choćby Katowic, Opola, Krakowa). Teraz mamy lipiec - chłodniejszy od czerwca, jednakże dalej bardzo suchy. 
Zmiany w sposobie gospodarowania i rolnictwie będą musiały nastąpić. Kto za nie zapłaci? My Polacy, Niemcy, Francuzi.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): (...)
Przykładowo, jedną z moich rozmówczyń była młoda kobieta, która niedawno urodziła dziecko. Była tak przejęta, że z tego powodu nie mogła spać przez miesiąc.
(...)
Inny uczestnik badania to mężczyzna, któremu również niedawno urodziło się dziecko.

Dopóki dzieci się rodzą, jeszcze jest nadzieja. Jeżeli ludzie zdecydują się na antynatalizmy, antykoncepcje lub inne aborcje, żeby klimat ratować bądź nie wystawiać potomstwa na cierpienia apokalipsy, to będzie źle.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Krak napisał(a): Kto za nie zapłaci? My Polacy, Niemcy, Francuzi.
Tu nadal pozostaje kwestia bilansu zysków i strat. A póki co, to jest on, w Polsce przynajmniej" zdecydowanie pozytywny - mniejsze koszty ogrzewania i docieplania, dłuższy sezon budowlany, możliwość uprawy bardziej ciepłolubnych roślin, etc. Straty suszowo-powodziowe jednak trudno z tym porównywać, dotyczą głownie coraz mniej istotnego rolnictwa, dla którego chyba większym nieszczęściem są klęski urodzaju.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a):
Krak napisał(a): Kto za nie zapłaci? My Polacy, Niemcy, Francuzi.
Tu nadal pozostaje kwestia bilansu zysków i strat. A póki co, to jest on, w Polsce przynajmniej" zdecydowanie pozytywny - mniejsze koszty ogrzewania i docieplania, dłuższy sezon budowlany,  możliwość uprawy bardziej ciepłolubnych roślin, etc. Straty suszowo-powodziowe jednak trudno z tym porównywać, dotyczą głownie coraz mniej istotnego rolnictwa, dla którego chyba większym nieszczęściem są klęski urodzaju.

Mniejsze koszty ogrzewania? Tak. Koszty ocieplenia? Jeszcze przez kilka dekad zgodnie z różnymi wariantami IPCC zimy będą przynosić mróz i śnieg. Żeby daleko nie szukać - zeszły rok i wyjątkowo zimny luty i marzec. Kolejna sprawa- mamy niższe koszty ogrzewania zima ale wzrosną nam koszty chłodzenia latem. Znaczący wzrost zużycia prądu w czerwcu nie wziął się znikąd. Nasze budownictwo nie jest w ogóle przystosowane do wysokich temperatur i dużego nasłonecznienia. 
Możliwość uprawy cieplolubnych roślin? Jakich np? Wielosezonowych czy jedno sezonowych?
Odpowiedz
Krak napisał(a): Możliwość uprawy cieplolubnych roślin?
Wiesz, Polska nie tak dawno była importerem papryki. Dziś jest eksporterem. Jakieś winnice ze 30 lat temu były nie do pomyślenia. A dziś są do pomyślenia.
Krak napisał(a): Kolejna sprawa- mamy niższe koszty ogrzewania zima ale wzrosną nam koszty chłodzenia latem.
Są to porównywalne wydatki?
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a):
Krak napisał(a): Możliwość uprawy cieplolubnych roślin?
Wiesz, Polska nie tak dawno była importerem papryki. Dziś jest eksporterem. Jakieś winnice ze 30 lat temu były nie do pomyślenia. A dziś są do pomyślenia.
Krak napisał(a): Kolejna sprawa- mamy niższe koszty ogrzewania zima ale wzrosną nam koszty chłodzenia latem.
Są to porównywalne wydatki?

Naprawdę uważasz, że fakt, że 30 lat temu ludzie nie uprawiali papryki wynika wyłącznie dlatego, że średnio było chłodniej? Podobnie z winoroślą. Z ciekawośco sprawdziłem sobie jak to było dla jednego z najcieplejszych miejsc w Polsce - Zielonej Góry. Sezon kwiecień - sierpień dla lat 1990-1994 był chłodniejszy średnio o 1,05 stopnia od lat 2014-2018. Jednakże znaczenie mają też temperatury w porze chłodnej - nikt nie chce aby nam wszystko wymarzło... w latach 1990-94 średnia temp okresu 01-03 wyniosła 2,34, a w latach 2014-2018... 2,05. Nawet w 2017 mieliśmy w Zielonej Górze mróz na wysokości 2m zarówno w kwietniu i maju. 
Klimat Polski średnio się ociepla, ale moim zdaniem jeszcze zajmie trochę czasu, zanim będziemy mogli tu hodować winorośl w celach innych niż hobbystyczne.

Jak jesteś zainteresowany tematem polecam się pobawić poniższym:
https://meteomodel.pl/dane/srednie-miesi...jSRsYInwOh
Odpowiedz
Krak napisał(a):
Cytat: Jakieś winnice ze 30 lat temu były nie do pomyślenia. A dziś są do pomyślenia.

Naprawdę uważasz, że fakt, że 30 lat temu ludzie nie uprawiali papryki wynika wyłącznie dlatego, że średnio było chłodniej? Podobnie z winoroślą. Z ciekawośco sprawdziłem sobie jak to było dla jednego z najcieplejszych miejsc w Polsce - Zielonej Góry. Sezon kwiecień - sierpień dla lat 1990-1994 był chłodniejszy średnio o 1,05 stopnia od lat 2014-2018. Jednakże znaczenie mają też temperatury w porze chłodnej - nikt nie chce aby nam wszystko wymarzło... w latach 1990-94 średnia temp okresu 01-03 wyniosła 2,34, a w latach 2014-2018... 2,05. Nawet w 2017 mieliśmy w Zielonej Górze mróz na wysokości 2m zarówno w kwietniu i maju. 
Klimat Polski średnio się ociepla, ale moim zdaniem jeszcze zajmie trochę czasu, zanim będziemy mogli tu hodować winorośl w celach innych niż hobbystyczne.

http://www.cit.zielona-gora.pl/article,p...rstwo.html

Według przekazu ustnego pierwsze winnice powstały w rejonie Zielonej Góry ok. 1150 roku. Jednak pierwsze udokumentowane historycznie informacje o zielonogórskich winnicach pochodzą z 1314 roku. (...)

(...) Henryka IX, (...)Po wymarznięciu winnych krzewów w 1453 roku odnowił uprawy, sprowadzając z zagranicy nowe sadzonki.

W 1800 roku ogólny obszar winnic w Zielonej Górze wynosił 2800 mórg magdeburskich (715 ha). W powiecie Zielona Góra znajdowało się wtedy około 1400-1500 ha winnic. (...)

Zielona Góra wielkimi literami wpisała się w dzieje europejskiego winiarstwa. W okresie industrializacji powstało siedem znaczących wytwórni win, w tym słynne zakłady Gremplera, gdzie rozpoczęto produkcję pierwszego w Niemczech wina musującego. Produkty Gremplera były nagradzane na licznych światowych wystawach.(...)


Taaa, nie do pomyślenia... Taaa, hobbystycznie...
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a):
Krak napisał(a):
Cytat: Jakieś winnice ze 30 lat temu były nie do pomyślenia. A dziś są do pomyślenia.

Naprawdę uważasz, że fakt, że 30 lat temu ludzie nie uprawiali papryki wynika wyłącznie dlatego, że średnio było chłodniej? Podobnie z winoroślą. Z ciekawośco sprawdziłem sobie jak to było dla jednego z najcieplejszych miejsc w Polsce - Zielonej Góry. Sezon kwiecień - sierpień dla lat 1990-1994 był chłodniejszy średnio o 1,05 stopnia od lat 2014-2018. Jednakże znaczenie mają też temperatury w porze chłodnej - nikt nie chce aby nam wszystko wymarzło... w latach 1990-94 średnia temp okresu 01-03 wyniosła 2,34, a w latach 2014-2018... 2,05. Nawet w 2017 mieliśmy w Zielonej Górze mróz na wysokości 2m zarówno w kwietniu i maju. 
Klimat Polski średnio się ociepla, ale moim zdaniem jeszcze zajmie trochę czasu, zanim będziemy mogli tu hodować winorośl w celach innych niż hobbystyczne.

http://www.cit.zielona-gora.pl/article,p...rstwo.html

Według przekazu ustnego pierwsze winnice powstały w rejonie Zielonej Góry ok. 1150 roku. Jednak pierwsze udokumentowane historycznie informacje o zielonogórskich winnicach pochodzą z 1314 roku. (...)

(...) Henryka IX, (...)Po wymarznięciu winnych krzewów w 1453 roku odnowił uprawy, sprowadzając z zagranicy nowe sadzonki.

W 1800 roku ogólny obszar winnic w Zielonej Górze wynosił 2800 mórg magdeburskich (715 ha). W powiecie Zielona Góra znajdowało się wtedy około 1400-1500 ha winnic. (...)

Zielona Góra wielkimi literami wpisała się w dzieje europejskiego winiarstwa. W okresie industrializacji powstało siedem znaczących wytwórni win, w tym słynne zakłady Gremplera, gdzie rozpoczęto produkcję pierwszego w Niemczech wina musującego. Produkty Gremplera były nagradzane na licznych światowych wystawach.(...)


Taaa, nie do pomyślenia... Taaa, hobbystycznie...
 
Pytanie zatem jak wyglądał klimat tych rejonów w okolicach XIV i XV wieku? Uśmiech
Odpowiedz
Krak napisał(a): Pytanie zatem jak wyglądał klimat tych rejonów w okolicach XIV i XV wieku? Uśmiech

Pytanie o tyle dobre, co trudne do udzielenia satysfakcjonującej odpowiedzi. Podobnie jak te o klimat na Grenlandii, małą epokę lodowcową czy inne sporne kwestie. Faktem jest jednak, że w okolicach Zielonej Góry uprawiano wino od co najmniej 700 lat. Więc może przypadek opisywany ma związek z lokalnymi flukutacjami klimatu? Albo tylko z przemianami kulturowymi? W końcu to, że królowa Bona przywiozła do Polski "włoszczyznę" nie oznacza, że przedtem klimat nie pozwalał na uprawę warzyw nad Wisłą.

A to, że po 1945 roku wina W PL nie uprawiano ma tak związek z gospodarczym upadkiem regionu zielonogórskiego już w latach międzywojennych, jak i z wysiedleniem całej masy ludzi kultywującej te rośliny. Bo przesiedleńcy z polskich terenów Ukrainy czy Białorusi niewiele mogli począć z tym zielskiem. Kiedyś w radiu polskim omawiano jakąś książkę (fabularną) o losach tego rejonu. Wtedy pierwszy raz się dowiedziałem, że jeszcze przed DWS uprawiano tu wino. Tytułu nie spomnę, niestety, nawet gugiel tu nie pomaga.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a):
Krak napisał(a): Pytanie zatem jak wyglądał klimat tych rejonów w okolicach XIV i XV wieku? Uśmiech

Pytanie o tyle dobre, co trudne do udzielenia satysfakcjonującej odpowiedzi. Podobnie jak te o klimat na Grenlandii, małą epokę lodowcową czy inne sporne kwestie. Faktem jest jednak, że w okolicach Zielonej Góry uprawiano wino od co najmniej 700 lat. Więc może przypadek opisywany ma związek z lokalnymi flukutacjami klimatu? Albo tylko z przemianami kulturowymi? W końcu to, że królowa Bona przywiozła do Polski "włoszczyznę" nie oznacza, że przedtem klimat nie pozwalał na uprawę warzyw nad Wisłą.

A to, że po 1945 roku wina W PL nie uprawiano ma tak związek z gospodarczym upadkiem regionu  zielonogórskiego już w latach międzywojennych, jak i z wysiedleniem całej masy ludzi kultywującej te rośliny. Bo przesiedleńcy z polskich terenów Ukrainy czy Białorusi niewiele mogli począć z tym zielskiem. Kiedyś w radiu polskim omawiano jakąś książkę (fabularną) o losach tego rejonu. Wtedy pierwszy raz się dowiedziałem, że jeszcze przed DWS uprawiano tu wino. Tytułu  nie spomnę, niestety, nawet gugiel tu nie pomaga.

Ciekawe informacj,e bardzo dziękuję. Z czysto klimatycznego punktu widzenia dobre warunki do uprawy winorośli ma jeszcze kotlina sandomierska oraz niektóre rejony podkarpacia.
Odpowiedz
Tylko ze światłem cienko, wino będzie kwaśne. Oczko
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
Niekoniecznie.
Po pierwsze, w winiarstwie dokonał się spory postęp i od dawna są dostępne szczepy winorośli bardziej odpornych na zimowe mrozy.
Po drugie, grona win 'północnych' często są zostawiane na krzakach do pierwszych przymrozków i dopiero wtedy zbierane. Takie zmacerowane naturalnie owoce są słodsze od zwykłych.
Po trzecie, istnieje spora grupa smakoszy wina, którzy szukają nowych, nieoczywistych kierunków produkcji wina, delektując się nowymi smakami.
I to jest szansa dla naszych producentów, chociaż swego czasu Biedronka wystawiła do sprzedaży partię wina z Polski, i smakowało bardzo dobrze.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Z tymi smakoszami, trudno powiedzieć na co będzie moda, jakie będą trendy. Na nic oryginalność, kiedy na salonach brylować będzie określony typ.
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości