Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ochrona planety
Cytat:Nawet takie polskie Razem zrozumiało, że atom jest potrzebny, węgla nie można pozbywać się z dnia na dzień, a zamiast zakazywania wszystkiego odgórnie lepiej promować dążenie do gospodarki o obiegu zamkniętym.

Przecież Razem od początku było za atomem.

Cytat:Jest tak jak napisał pilaster.

Firmy przestaną produkować produkty "jednorazowe" czy "postarzane", gdy ludzie wyrażą chęć kupowania produktów z dłuższą datą przydatności do użycia.

Firmy przestaną produkować "jednorazowe czy "postarzane" produkty dopiero jak poczująna sobie knagę państwa. I na szczęście UE już się za to wzięła:

https://www.prawokonsumenckie.pl/pl/a/pr...-2021-roku
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
cobras napisał(a):
Cytat:Nawet takie polskie Razem zrozumiało, że atom jest potrzebny, węgla nie można pozbywać się z dnia na dzień, a zamiast zakazywania wszystkiego odgórnie lepiej promować dążenie do gospodarki o obiegu zamkniętym.

Przecież Razem od początku było za atomem.


Napisałem, że zrozumieli.

Cytat:Firmy przestaną produkować "jednorazowe czy "postarzane" produkty dopiero jak poczująna sobie knagę państwa. I na szczęście UE już się za to wzięła:

https://www.prawokonsumenckie.pl/pl/a/pr...-2021-roku


Ty myślisz, że to knaga państwa, a tymczasem to prawodawstwo, które przerzuci koszty na konsumentów, czyli dokładnie to o czym napisałem. Tylko umiejętne dobranie paragrafów i ram czasowych może zwiększyć lub zmniejszyć obciążenie tego procesu dla ogółu.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
A czemu za komuny powstawały lodówki o żywotności 20 czy 15 lat, a teraz tego typu produktów nie uswiadczysz? Komuniści potrzebowali jakichś specjalnych wytycznych klimatyczno - ekologicznych?
Odpowiedz
Cytat:A czemu za komuny powstawały lodówki o żywotności 20 czy 15 lat, a teraz tego typu produktów nie uswiadczysz? Komuniści potrzebowali jakichś specjalnych wytycznych klimatyczno - ekologicznych?

Ano, w domu dalej działa u mnie Silesia która ma już ponad 30 lat. Rodzice czekają aż padnie, żeby ją wymienić, a tu lipa, ta paść nie chce Duży uśmiech
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): Jest tak jak napisał pilaster.

Firmy przestaną produkować produkty "jednorazowe" czy "postarzane", gdy ludzie wyrażą chęć kupowania produktów z dłuższą datą przydatności do użycia. Nie rozumieją tego pewne kręgi, które wolałyby ograniczyć wszystko bez względu na koszty (w stylu: "wyłączmy bloki węglowe do 2030 r.", "zakażmy hodowli futerkowych od zaraz", "zabrońmy ludziom spożywanie mięsa").
Rownasz rzeczy nieporównywalne. W Polsce w ogóle już nie ma zbytu na futra, a na klientelę np. kanadyjską wpływ mamy niewielki. Futra, kiedy się je jeszcze kupowało, były artykułem luksusowym, a odkąd weszły do produkcji syntetyczne ocieplacze nie tylko tańsze, ale po prostu lepsze od futer, futro stało się wyłącznie burżujskim szpanem. Burżujski szpaner to klient praktycznie niewrażliwy na bodźce ekonomiczne słabsze od rewolucji bolszewickiej, bo taki zastawi się, a postawi się. Jest w zamian za to wrażliwy na bodźce modowo-kulturowe i dlatego one zadziałały. Dziś noszenie futra to obciach po prostu. Dlatego zakaz produkcji futer nijak by nie wpłynął na polskich konsumentów.

Zupełnie inaczej jest z mięsem, bo mięso to nie artykuł luksusowy jak w średniowieczu.  Przeciwnie, to dieta wegańska jest dla lansownych i dobrze sytuowanych, a biedacy pasą się kurczakami pasionymi kurczakami. Dlatego stosowanie wobec mięsa takiej taktyki, jak wobec futer, jest idiotyczne. Ludzie przestaną jeść mięso zwierząt wtedy, gdy pojawi się tanie mięso syntetyczne.

Jeśli chodzi o węgiel, to nie ma w Polsce, ani nigdzie indziej, jakiegoś szczególnego zapotrzebowania na energię z węgla, nikt nie kupuje prądu z węgla chętniej niż innego.

lumberjack napisał(a): A czemu za komuny powstawały lodówki o żywotności 20 czy 15 lat, a teraz tego typu produktów nie uswiadczysz? Komuniści potrzebowali jakichś specjalnych wytycznych klimatyczno - ekologicznych?

Bo to po prostu były urządzenia prostsze w konstrukcji, nie miały tylu części, które mogą się popsuć. To się przekładało na dużą trwałość, ale także energochłonność, hałaśliwość i inne dyskomforty. Dziś nikt by nie kupił takiej "Silesii" nawet gdyby miał na nią gwarancję na 20 lat. Ja niedawno znalazłem u mamy w szafie żelazko z czasów mojego dzieciństwa. Działa, a jakże. Ale dziw mnie bierze, jak ludzie mogli czegoś takiego używać. Jest tylko trochę lżejsze od żelazka na rozgrzane sztaby (takie to, zauważ, i przez trzysta lat się nie zepsuje), a każda nieuważność grozi poparzeniem lub pożarem. Ja tam wolę współczesne żelazko z elektronicznymi zabezpieczeniami - chociaż jasne jest, że takie "pożyje" tylko z pięć lat. Tak jest ze wszystkim, to delikatna elektronika zmniejsza żywotność współczesnego sprzętu, a nie żadne sztuczne postarzanie.
Odpowiedz
Cytat:Lumber
A czemu za komuny powstawały lodówki o żywotności 20 czy 15 lat, a teraz tego typu produktów nie uswiadczysz? Komuniści potrzebowali jakichś specjalnych wytycznych klimatyczno - ekologicznych?


Ano temu, że gospodarka niedoboru już tak miała, rzeczy były rzadkim dobrem więc musiały być zajechane do końca.

Zresztą ten paradygmat oszczędnościowy obowiązywał już znacznie wcześniej - właściwie od zawsze.
Nicowało się ubrania (ktoś młody wie, co to nicowanie?), podnosiło się oczka w rajstopach, rozplatało liny, dzieliło się zapałki na czworo, przeszukiwalo popiół w poszukiwaniu kawałeczków węgla, naprawiało żarówki (tak, tak) i zdejmowało buty po wyjściu z kościoła (żeby nie niszczyć), mleko lało się do kanek, donaszało się ubrania po starszym rodzeństwie, etc.

Ogólnie cnotą była maksymalna oszczędność.

Zmiana paradygmatu w Europie (bo w Stanach zdarzyła się wcześniej) nastąpiła w latach 50.
Teraz cnotą stała się jednorazowa konsumpcja i wyrzucanie, bo to napędza młyny produkcji.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): naprawiało żarówki (tak, tak)

Tak tak? O naprawianiu korków to słyszałem, ba, sam widziałem. Ale żarówek? Jesteś pewien, że to nie były knoty do lamp naftowych?

Cytat:Zmiana paradygmatu w Europie (bo w Stanach zdarzyła się wcześniej) nastąpiła w latach 50.
Teraz cnotą stała się jednorazowa konsumpcja i wyrzucanie, bo to napędza młyny produkcji.

Ten kij ma dwa końce. Z jednej strony nie opłaca się robić zbyt dobrych produktów, jeżeli przez to klient kupuje towar tylko raz w życiu (choć tu mogą być wyjątki od reguły). Z drugiej strony państwa Okcydentu ujednoliciły okresy gwarancyjne na 2 lata. Niektóre firmy dobrowolnie przedłużają gwarancje, ale wtedy to góra 5 lat, przynajmniej w "normalnym" segmencie. To tworzy pewne "widełki jakości" wewnątrz których firmom opłaca się produkować sprzęt. Niektóre nieco gorzej (zakładając, że tylko część zepsutego towaru będzie reklamowana), niektóre nieco wyżej (podkreślając przy tym jakość i wspomniane przedłużenia gwarancji), ale bez przesady w obie strony.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Ja tam wolę współczesne żelazko z elektronicznymi zabezpieczeniami - chociaż jasne jest, że takie "pożyje" tylko z pięć lat. Tak jest ze wszystkim, to delikatna elektronika zmniejsza żywotność współczesnego sprzętu, a nie żadne sztuczne postarzanie.

nie trafia do mnie taka argumentacja. Spróbuję następnym razem powiedzieć kontrahentowi, soft się wiesza, nie działa, no cóż, to kod źródłowy, napiszemy jeszcze raz, pan zapłaci ale pewnie będzie to samo. Stary program w DOS zawsze pracował, no wie pan, był mniej skomplikowany.
Jeśli elektronika jest do dupy to trzeba ją dopracować a nie zmuszać klienta do zakupów co 2-3 lata tego samego badziewa.

Sofeicz napisał(a): podnosiło się oczka w rajstopach

już nie wspomnę że rajstopami naprawiało się malucha.
Odpowiedz
Cytat:
Sofeicz napisał(a): napisał(a):naprawiało żarówki (tak, tak)
Bert
Tak tak? O naprawianiu korków to słyszałem, ba, sam widziałem. Ale żarówek? Jesteś pewien, że to nie były knoty do lamp naftowych?Jak najbardziej - bańkę żarówki rozgrzewano palnikiem gazowym tworząc 'cycek' z otworem.


Jak najbardziej - za pomocą palnika gazowego rozgrzewano szklaną bańkę i wyciągano z niej 'cycek' z otworem.
Mając dostęp do wnętrza żarówki zaplatano końce przerwanego włókna.
Potem odsysano powietrze za pomocą pompki próżniowej, zasklepiano cycek i szlus
Taka żarówka jeszcze jakiś czas poświeciła.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
O czym wy tu pierdzielicie...
Siły "wolnorynkowe" owszem załatwiłby sprawę, gdyby pełne koszty środowiskowe ponosił konsument a nie całe społeczeństwo, ludzkość lub przyszłe pokolenia.
Ot i cała filozofia. Konsumuj ile chcesz, ale zapłać za usunięcie szkód, które powstały przy wytwarzaniu dobra, które konsumujesz.
Nic więcej nic mniej.
Można to zrobić na dwa sposoby:
1. Sprywatyzować wszystko.
Tylko że sama prywatyzacja wszelkich zasobów naturalnych jest technicznie, prawnie i politycznie niemożliwa, a jej skutkiem wcale nie będzie wymuszenie na trujących by nie truli, bo gdy z zasobu naturalnego się nie korzysta, to jego właściciel nie zarobi.
2. Instytucje powinny pilnować, by konsumujący finansował naprawę środowiska, które zniszczono by mógł konsumować to co konsumuje.
Dzięki temu to społeczeństwo w ramach procesów politycznych może kontrolować jak dalece chce (i może) posuwać się w tym procesie. Dzięki temu np redukcja emisji CO2 może następować stopniowo, tak by nie zabić z dnia na dzień nieprzystosowanej do tego gospodarki.

"Wolny rynek" to mrzonka. Nigdy nie istniał i nigdy nie zaistnieje. By system społeczny i gospodarczy mógł istnieć musi istnieć odpowiednia równowaga pomiędzy obszarami "wolnorynkowymi" i regulowanymi. Od nas zależy gdzie i w jakim stopniu pozwolimy działać wolnemu rynkowi a gdzie i w jakim stopniu będziemy te siły regulować. Raz jeszcze: nigdy nigdzie nie istniało społeczeństwo, którego wszelkie aspekty życia byłyby "wolnorynkowe" lub w którym choć jeden aspekt życia byłby w pełni "wolnorynkowy". Zawsze w każdym obszarze życia istnieją regulacje, prawa, obyczaje itp.
Ideologiczne pierdolety, że "wolny rynek jest zawsze lepszy" albo że "gdy w jakimkolwiek stopniu w jakimkolwiek obszarze ograniczasz wolny rynek to skutkiem tego jest gułag i bieda" to jakieś kompletne aberracje idiotów, którzy nie rozumieją, że "wolny rynek" sam wymusza, wymuszał i zawsze będzie wymuszał swoje ograniczenia.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Bo to po prostu były urządzenia prostsze w konstrukcji, nie miały tylu części, które mogą się popsuć. To się przekładało na dużą trwałość, ale także energochłonność, hałaśliwość i inne dyskomforty.

Spora część lodówek, zwłaszcza typu "no frost", wciąż jest mocno hałaśliwa.

Sprawdziłem moc Silesii i nowego typowego Szajsunga. W ciągu doby Silesia zużyje 3,1kWh, a Szajsung 0,75 kWh. Silesia zużywa więc ponad trzy razy więcej prądu niż Szajsung. Ale Silesia ma żywotność kilkadziesiąt lat, a w tym czasie entuzjasta nowych lodówek kupi se ze trzy nowe.

I teraz pytanie - co jest bardziej ekologiczne - wytrzymała energochłonna Silesia czy energooszczędny Szajsung z niesamowitą gwarancją na zawrotne całe 2 lata? Ile kosztuje wyprodukowanie 3 Szajsungów - ile zużywa się róznych surowców i co z utylizacją już zepsutych lodówek? Jaki jest jej koszt? Silesia więcej prądu zeżre, ale gdyby była popularna, to na wysypiskach byłoby ze 3 lub 4 razy mniej lodówek.

ZaKotem napisał(a): Ja tam wolę współczesne żelazko z elektronicznymi zabezpieczeniami - chociaż jasne jest, że takie "pożyje" tylko z pięć lat. Tak jest ze wszystkim, to delikatna elektronika zmniejsza żywotność współczesnego sprzętu, a nie żadne sztuczne postarzanie

Wszystkie samochody ze "zdownsizingowanymi" silnikami nadadzą się na szrot po paru latach użytkowania. To jest dopiero meganieekologiczne.

Co do sztucznego postarzania i celowego tworzenia produktów szybciej się zużywających:

https://forsal.pl/artykuly/1406904,zmowa...ku-ke.html


Cytat:Komisja Europejska zarzuciła BMW, Daimlerowi oraz należącym do VW markom Audi, Porsche i Volkswagen zmowę ograniczającą konkurencję w zakresie technologii redukcji spalin. Sprawa może się wiązać z wysokimi grzywnami - podała w piątek agencja Reutera.

Według wstępnych ustaleń KE niemieccy producenci określani jako "krąg pięciu" w latach 2006-2014 uczestniczyli w zmowie naruszającej unijne przepisy o ochronie konkurencji. Zdaniem Komisji spółki prowadziły spotkania techniczne, w ramach których uzgodniły, że nie będą konkurować ze sobą w kwestii opracowywania i wdrażania systemów zmniejszenia szkodliwych emisji w samochodach osobowych zasilanych benzyną i olejem napędowym.

[...]Zastrzeżenia KE dotyczą przede wszystkim wdrażania i stosowania przez producentów systemów SCR redukujących emisję szkodliwych tlenków azotu w silnikach Diesla, a także filtrów cząsteczkowych "Otto" (OPF) w samochodach na benzynę. Według wstępnych ustaleń KE niemieccy producenci w latach 2006-2014 koordynowali swoje działania, by ograniczać zużycie wykorzystywanego w katalizatorach SCR dodatku do paliw AdBlue, a tym samym umniejszali ich skuteczność. Ponadto w latach 2009-2014 koncerny BMW, Daimler i VW miały uzgadniać starania, by uniknąć lub przynajmniej opóźnić wdrożenie filtrów OPF w samochodach z układem bezpośredniego wtrysku paliwa.


https://superbiz.se.pl/wiadomosci/niemie...-7zFi.html

Cytat:A także uzgadniano technikę neutralizowania tlenków azotu w spalinach silników Diesla. W tym Daimler, BMW, Volkswagen, Audi i Porsche uzgadniały np. ozmiary zbiorników na AdBlue. Ponieważ duże zbiorniki byłyby droższe, firmy zdecydowały się na małe, które – jak się okazało - nie wystarczały do solidnego oczyszczania spalin.


Sofeicz napisał(a): Ano temu, że gospodarka niedoboru już tak miała, rzeczy były rzadkim dobrem więc musiały być zajechane do końca.

Zresztą ten paradygmat oszczędnościowy obowiązywał już znacznie wcześniej - właściwie od zawsze.
Nicowało się ubrania (ktoś młody wie, co to nicowanie?), podnosiło się oczka w rajstopach, rozplatało liny, dzieliło się zapałki na czworo, przeszukiwalo popiół w poszukiwaniu kawałeczków węgla, naprawiało żarówki (tak, tak) i zdejmowało buty po wyjściu z kościoła (żeby nie niszczyć), mleko lało się do kanek, donaszało się ubrania po starszym rodzeństwie, etc.

Ogólnie cnotą była maksymalna oszczędność.

Zmiana paradygmatu w Europie (bo w Stanach zdarzyła się wcześniej) nastąpiła w latach 50.
Teraz cnotą stała się jednorazowa konsumpcja i wyrzucanie, bo to napędza młyny produkcji.

No nie no - do tej pory widać ten paradygmat oszczędnościowy. Ciuchów dla dziecka prawie nie kupuję - wszystkie ciuchy mamy od znajomych i rodziny i te ciuchy, z których mały szybko wyrasta, niedługo oddamy innym znajomym, którym dopiero co urodziło się dziecko. Wózek czy łóżeczko kupuje sie na olxie. I tak to się kręci - przynajmniej w proletariackich kręgach robotniczo-chłopskich ;P Bogate burżuje pewnie kupują swoim dzieciom wszystko nowe.

Nie wiem, może już nie na taka skalę jak kiedyś, ale nadal sporo ludzi oszczędza na przeróżne sposoby.

Peter napisał(a): Jeśli elektronika jest do dupy to trzeba ją dopracować a nie zmuszać klienta do zakupów co 2-3 lata tego samego badziewa.

Dokładnie. Tu jest temat o przedmiotach solidnie wykonanych, które w przeciwieństwie do nowego szajsu, ciągle działają i wcale nie maja zamiaru przestać: https://ateista.pl/showthread.php?tid=13...#pid673154
Odpowiedz
Cytat:No nie no - do tej pory widać ten paradygmat oszczędnościowy. Ciuchów dla dziecka prawie nie kupuję - wszystkie ciuchy mamy od znajomych i rodziny i te ciuchy, z których mały szybko wyrasta, niedługo oddamy innym znajomym, którym dopiero co urodziło się dziecko. Wózek czy łóżeczko kupuje sie na olxie. I tak to się kręci - przynajmniej w proletariackich kręgach robotniczo-chłopskich ;P Bogate burżuje pewnie kupują swoim dzieciom wszystko nowe.

Nie wiem, może już nie na taka skalę jak kiedyś, ale nadal sporo ludzi oszczędza na przeróżne sposoby.
To bardzo niedobrze i niepatriotycznie, i dlatego jeszcze nie jesteśmy w G20.

Prawdziwy Polak-patriota powinien wszystko szybko zużywać i wyrzucać.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Cora Kitty Hawk - elektryczny pojazd pionowego startu i lądowania. Przeznaczony dla dwóch osób na niskim zakresie wysokości i niewielkim zasięgu. Bogacze dostają ekologiczne zabawki. Współczuję faszokatastrofistom. Znowu muszą coś wymyślić, bo tracą argumenty, żeby zepsuć innym zabawę. Większe samoloty też staną się bardziej ekologiczne.

https://evtol.news/aircraft/kitty-hawk-cora/
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości