Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Dharma lepsza niż ateizm?
#21
Nie wiem, myślę, że ateizm połączony z elementami buddyzmu sprawuje się najlepiej.
Wiara że wszystko ma swój cel w tym nieszczęścia jak najbardziej może pomagać w życiu ale jakoś tego nie widzę, jest to takie nienaturalne, że trudno mi uwierzyć. Świat organizmów żywych rządzi się bardzo prostymi, brutalnymi regułami, stąd też pełno jest podłości i dodawanie tu jakiegoś drugiego dna uwznioślającego ten brutalny syf jest dla mnie niepoważne.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre – w tym cel rozumnego życia.

Platon
Odpowiedz
#22
Dobra, tylko czy o tej Japonii jest sens mówić jako o kraju buddyjskim? Tam jednak dominuje szintoizm, a ogólny model społeczno-ustrojowy to jakaś wariacja chińskiego.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#23
A nie wiem, ale ARHIZ zaczął nawijać, że dharma robi z ludźmi cuda niewidy, aż się robią wyjątkowi od tego. Obawiam się, że w takim razie on szuka Boga na niewłaściwej górze. Acz owszem, do wdrażania recept chińsko-japońskich potrzebna jest mała gromadka na dzień dobry, więc rozumiem to - dharmę wygodniej ugryźć w pojedynkę i potem łechtać sobie ego, że jest się rodzynkiem w barbarzyńskim zakalcu .Nie trzeba się po prostu konfrontować ze współwyznawcami dzień po dniu, co potrafi czasem dawać efekty przykre. (Nie żebym sam się tak konfrontował - to jest właśnie mój ból główny, choć niby Japończyków w mieście jakichś znajdę. Ale wstyd mi do nich podejść.)
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#24
ErgoProxy napisał(a): A nie wiem, ale ARHIZ zaczął nawijać, że dharma robi z ludźmi cuda niewidy, aż się robią wyjątkowi od tego.
Ano jest to któryś z rzędu temat typu: kto był najwybitniejszym człowiekiem w historii i dlaczego właśnie Lenin. Pardon, dlaczego właśnie Gautama.
Coby nie było, nie mam nic przeciwko buddyzmowi (hinduizm ze względu na warny budzi moje dużo większe wątpliwości), a dżinizm nawet budzi u mnie swoisty podziw, ale przełom w historii świata to to nie jest.
ErgoProxy napisał(a): Acz owszem, do wdrażania recept chińsko-japońskich potrzebna jest mała gromadka na dzień dobry,
Ano. Patenty wschodnioazjatyckie mają notorycznie wymiar duchowy, wróć, wymiar społeczny. Co miało określone konsekwencje, nie zawsze pozytywne.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#25
ErgoProxy napisał(a): No bo gospodarka to kształtowanie losu własnego i bliźnich na dodatek. A jednostka koniec końców bez bliźnich sobie nie poradzi. Powiedzmy jednak, że zostanę joginem, żeby dzięki panowaniu nad ciałem skutecznie kroić portfele i w mordę lać. Czy będzie to bardzo dharmiczne? Język
Trudno jest zbadać wpływ tylko jednego czynnika na gospodarkę, zwłaszcza tak słabo mierzalnego jak filozofia czy religia. Możemy jedynie dowiedzieć się, czy ankietowani uznają samych siebie za wyznawców czegoś tam czy nie. Tymczasem na gospodarkę wpływ ma multum czynników, mentalność czy religia może być jednym z nich, ale jest także PKB, zasoby naturalne, sposób zarządzania, infrastruktura, stosunki z sąsiadami, import, eksport, edukacja i wiele innych. Ja natomiast przytoczyłem konkretne badania wpływu określonych praktyk na organizm człowieka.

Cytat:]
Widać jest tam wielu praktykujących. Doczesność, zaświaty, jeden pies. Język
Gdybym był złośliwy... ale nie jestem. :*

Lampart napisał(a): Nie wiem, myślę, że ateizm połączony z elementami buddyzmu sprawuje się najlepiej.
Wiara że wszystko ma swój cel w tym nieszczęścia jak najbardziej może pomagać w życiu ale jakoś tego nie widzę, jest to takie nienaturalne, że trudno mi uwierzyć. Świat organizmów żywych rządzi się bardzo prostymi, brutalnymi regułami, stąd też pełno jest podłości i dodawanie tu jakiegoś drugiego dna uwznioślającego ten brutalny syf jest dla mnie niepoważne.
Już starożytności istniały ateistyczne szkoły dharmiczne, zresztą i moja się z takiej wywodzi. Założenie istnienia lub nieistnienia Boga nie jest niezbędne do osiągnięcia realizacji. To wciąż Dharma.
Opowiesz o proponowanym przez siebie modelu? Dlaczego sprawuje się najlepiej?

kmat napisał(a): Dobra, tylko czy o tej Japonii jest sens mówić jako o kraju buddyjskim? Tam jednak dominuje szintoizm, a ogólny model społeczno-ustrojowy to jakaś wariacja chińskiego.
Tak i nie. Akurat Amaterasu wykazuje spore konotacje z Sarasvati. Sam buddyzm i shinto też się w Japonii przenikają. Japońskie szkoły, jak Zen, prowadzą do realizacji jak każde inne. To tak jakby się zastanawiać czy buddyzm w Wietnamie to bardziej buddyzm czy animizm? Ojciec znajomej, Wietnamczyk, niby buddysta, a jego wiara skupia się głównie na czczeniu konkretnych bogów.

ErgoProxy napisał(a): A nie wiem, ale ARHIZ zaczął nawijać, że dharma robi z ludźmi cuda niewidy, aż się robią wyjątkowi od tego. Obawiam się, że w takim razie on szuka Boga na niewłaściwej górze. Acz owszem, do wdrażania recept chińsko-japońskich potrzebna jest mała gromadka na dzień dobry, więc rozumiem to - dharmę wygodniej ugryźć w pojedynkę i potem łechtać sobie ego, że jest się rodzynkiem w barbarzyńskim zakalcu .Nie trzeba się po prostu konfrontować ze współwyznawcami dzień po dniu, co potrafi czasem dawać efekty przykre. (Nie żebym sam się tak konfrontował - to jest właśnie mój ból główny, choć niby Japończyków w mieście jakichś znajdę. Ale wstyd mi do nich podejść.)
W sumie żadne cuda, chodzi o wymierne korzyści i zastanowienie się, czy są czy ich nie ma. A fakt wygodnego ugryzienia w pojedynkę wydaje mi się kluczowy, bo właśnie skupiający się na jednostce a nie na interesie klasy kapłańskiej [co oczywiście nie znaczy, że w religiach dharmicznych do takiej sytuacji nie może dojść - jednak istnienie kapłanów nie jest tu wymagane].
Dlaczego wstyd Ci do nich podejść?
Zakalcu powiadasz. Tylko po co łechtać swoje ego, skoro jest ułudą? Nie lepiej skupić się na szczęściu płynącym z samorealizacji? Swoją drogą, nie wiem jak u Ciebie to jest rozłożone, ale ja mam krysznaitów piętro niżej.

kmat napisał(a): Ano jest to któryś z rzędu temat typu: kto był najwybitniejszym człowiekiem w historii i dlaczego właśnie Lenin. Pardon, dlaczego właśnie Gautama.
Coby nie było, nie mam nic przeciwko buddyzmowi (hinduizm ze względu na warny budzi moje dużo większe wątpliwości), a dżinizm nawet budzi u mnie swoisty podziw, ale przełom w historii świata to to nie jest.
ErgoProxy napisał(a): Acz owszem, do wdrażania recept chińsko-japońskich potrzebna jest mała gromadka na dzień dobry,
Ano. Patenty wschodnioazjatyckie mają notorycznie wymiar duchowy, wróć, wymiar społeczny. Co miało określone konsekwencje, nie zawsze pozytywne.
Wolałbym: czy Lenin faktycznie był najwybitniejszym człowiekiem w historii, pardon Gautama czy tam Patańdżali.
Warny są sprzeczne tak z księgami jak i przykazaniami, to wytwór kulturowy. W Bhagavad Gicie jest wprost napisane, że klasa społeczna zależy od predyspozycji i zdolności, nie od pochodzenia. System warnowy przeczy przykazaniu ahimsy.
Dżinizm wygrał swego czasu jakiś plebiscyt na najbardziej ekologiczną religię. Oczko
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#26
ARHIZ napisał(a):Dlaczego wstyd Ci do nich podejść?
Dlatego, że pomału przyswajam sobie ich ogląd świata, na ile mogę go poznać ze strzępów wiedzy rozmaitej, i wychodzi mi, że jestem barbarzyńcą bez śladu kindersztuby, co se łazi po miejscu świętym i pierdzi. Tak obrazowo.

Lepiej więc, żeby się nie dowiedzieli. A w ogóle to uczciwego praktyka szinto, a więc Japończyka, definiujemy jako osobę, dla której Cesarz jest Narodowym Ojcem. Ja nie wiem, jakimi kanałami i sposoby można zabiegać o adopcję, niechby i duchową, u tak znacznej persony.

Natomiast piętro pode mną to są już tylko szczury zażerające się trutką na szczury. Język
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#27
Hmm, wiesz, znowu mam złośliwe myśli. Oczko

Co zatem można zrobić, żeby zmienić Twój stan na bardziej porządny?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#28
Wiesz co, zapytałeś jak o uszczerbek w samoocenie, a samoocenę to ja raczej mam w porządku. Mój problem leży raczej w tym, jak nie wyjść w ich oczach, a nie swoich własnych, na durnia, co dużo chciałby, a i tak się hańbi; nawet nie wie, jak bardzo. Co jest ważne, ponieważ wszystkie drogi prowadzą do Tokio.

Aczkolwiek to leży na widoku. Natomiast prywatnie mógłbym Ci opowiedzieć co-nieco o dzieciństwie zjebanym przez rozmaite okoliczności i niedorobionych tak rówieśników, jak i dorosłych, co sprofilowało mi mózgownicę do takich, a nie innych reakcji i braków reakcji, tudzież stereotypów myślenia o sobie i społeczeństwie. Na tym z konieczności trzeba budować swój charakter, bo neuronów w końcu nie przeszczepisz.

Nie jest dobrze - ale było katastrofalnie, więc z góry uprzedzam, że jak mnie zaczniesz wysyłać na terapie, to będę gryzł.
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#29
Nadinterpretujesz.

To proste pytanie, co możesz zrobić, by osiągnąć to, co chcesz? Masz jakieś pomysły?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#30
ARHIZ napisał(a): Tak i nie. Akurat Amaterasu wykazuje spore konotacje z Sarasvati. Sam buddyzm i shinto też się w Japonii przenikają. Japońskie szkoły, jak Zen, prowadzą do realizacji jak każde inne. To tak jakby się zastanawiać czy buddyzm w Wietnamie to bardziej buddyzm czy animizm? Ojciec znajomej, Wietnamczyk, niby buddysta, a jego wiara skupia się głównie na czczeniu konkretnych bogów.
Czyli mamy pytanie, czy buddyzm w jakikolwiek sposób wpływał na społeczeństwa wyznawców. Bo konfucjanizm czy taoizm ewidentnie, ale one zawierają po prostu model ustroju.
ARHIZ napisał(a): Warny są sprzeczne tak z księgami jak i przykazaniami, to wytwór kulturowy. W Bhagavad Gicie jest wprost napisane, że klasa społeczna zależy od predyspozycji i zdolności, nie od pochodzenia. System warnowy przeczy przykazaniu ahimsy.
Może i kiedyś były sprzeczne, ale cóż, wszystko płynie. Dziś trudno sobie wyobrazić hinduizm bez kast.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#31
ARHIZ napisał(a):Nadinterpretujesz.

To proste pytanie, co możesz zrobić, by osiągnąć to, co chcesz?
Kategorycznie sformułować swoje chęci i okazać konsekwencję w dążeniu do ich spełnienia. Są z tym niejakie problemy, których przyczyny nie umiem jeszcze określić i wykorzenić.

ARHIZ napisał(a):Masz jakieś pomysły?
Tak, nadinterpretowywać. Język Człowiek sam siebie bez lustra nie obejrzy; w szczególności dla psychiki lustrem jest inna psychika..
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#32
kmat napisał(a): Czyli mamy pytanie, czy buddyzm w jakikolwiek sposób wpływał na społeczeństwa wyznawców. Bo konfucjanizm czy taoizm ewidentnie, ale one zawierają po prostu model ustroju.
Nie znam żadnych badań na temat wpływu buddyzmu na społeczeństwa wyznawców. Natomiast widzę, że cześć forumowiczów próbuje tutaj uprawiać Nauke Etruską.
W jakim sensie model ustroju? Podobnie jak religia Heliopolis w Egipcie?

Cytat:Może i kiedyś były sprzeczne, ale cóż, wszystko płynie. Dziś trudno sobie wyobrazić hinduizm bez kast.
Kamień to kamień. Zawsze będzie kamieniem. Hinduizm to pojęcie tak nieprecyzyjne, że nie ma sensu o nim mówić. W pierwotnym ujęciu brytyjskim hindus to rdzenny mieszkaniec Indii nie będący muzułmaninem, czyli np. tamtejszy żyd. Kasty są natomiast sprzeczne z nauczaniem dharmicznym, ponieważ prowadzą do cierpienia.

ErgoProxy napisał(a): Kategorycznie sformułować swoje chęci i okazać konsekwencję w dążeniu do ich spełnienia. Są z tym niejakie problemy, których przyczyny nie umiem jeszcze określić i wykorzenić.
W sumie mnie też się nie chce. A co robisz, żeby Ci się chciało? Bo ja np. ostatnio czytam różne dziwne motywacyjne rzeczy - podejmuję działanie by zmienić swoją postawę.

Cytat:Tak, nadinterpretowywać. Język Człowiek sam siebie bez lustra nie obejrzy; w szczególności dla psychiki lustrem jest inna psychika..
Co przez to rozumiesz?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#33
ARHIZ napisał(a): Myślę, że w przypadku religii dharmicznych [tradycja religijna wywodząca się z subkontynentu indyjskiego] jest nieco inna od pozostałych religii. W tym [rzypadku praktyka religijna wymusza na wierzącym czynności, które z punktu widzenia nauki są ćwiczeniami ciała [np. asany lub pokłony słońca] i umysłu [różne formy medytacji], a czystko fizyczne efekty tych praktyk zostały udowodnione naukowo. Drugi czynnik to dążenie do samorealizacji w czasie życia, a nie jak ma to miejsce w religiach bliskowschodnich typu islam lub chrześcijaństwo, po śmierci lub wcale. Dążąc do doskonalenia się za życia wzrasta poczucie szczęścia lub samoakceptacji. W przypadku religii dharmicznych nawet, gdyby okazały się fałszywe, nie zmienia to faktu, że i tak praktyka będzie nieść ze sobą realne korzyści. Oczywiście można to wszystko robić bez hinduizmu czy buddyzmu, ale uważam, że motor religijny jest tutaj dodatkową motywacją do samorozwoju i dążenia do szczęścia. Dodatkowo wiara, że nieszczęścia mają swój cel i mają czegoś uczyć może pomóc w radzeniu sobie z przeciwnościami losu. 
Co o tym myślicie?

Chrześcijaństwo nie stawia sobie jako celu poczucia szczęścia. Można podać wiele przykładów, kiedy to wzrost szczęścia jednej osoby/grupy osób odbywa się kosztem nieszcześcia innej osoby/grupy osób. Dla chrześcijanina jest niedopuszczalne egoistyczne postępowanie, dlatego nie może stawiać sobie takiego celu.

Również indywidualne osiągnięcie szcześcia w życiu po śmierci wydaje się wątpliwym celem, chociaż jest to bardzo rozpowszechniony pogląd w Kościele. Życie chrześcijanina powinno polegać na harmonijnym współistnieniu z innymi ludźmi i na pracy dla szczęścia ogółu.

A jakie są założenia Twojej religii? Pytam bo nie bardzo się orientuję, co proponujesz.

Cytat:Jeśli spojrzymy na temat religijnie, czyli zakładając istnienie duszy i reinkarnacji, według Sanatana Dharmy jest możliwy regres przy przejściu z jednego żywota do drugiego, ale ostatecznie celem każdej duszy jest pełna realizacja. Indyjskie przysłowie mówi, że każdy przestępca będzie kiedyś mędrcem.

To że koncepcja reinkarnacji ma się dobrze, świadczy o wielkiej tęsknocie ludzi za wiecznością. Sama koncepcja jest nielogiczna: jeżeli dwóch ludzi (np. pan A i pan B) różni się ciałem i tym co pamiętają to jak można mówić o tym, że np. B jest reinkarnacją A? To dwie różne osoby.

Prostszy przykład: oddajesz komputer do serwisu. Po kilku dniach oddają ci inaczej wyglądający komputer. Sprawdzasz, że inna jest każda jego część. Zaglądasz na dysk i widzisz zupełnie inne rzeczy w katalogach. Czy jeżeli serwisant powie ci, że to ten sam komputer w innym "wcieleniu" - to uwierzysz mu?

Lampart

Cytat:Świat organizmów żywych rządzi się bardzo prostymi, brutalnymi regułami, stąd też pełno jest podłości i dodawanie tu jakiegoś drugiego dna uwznioślającego ten brutalny syf jest dla mnie niepoważne.

Celne spostrzeżenie. Ale jednak ludzie mogą spróbować się tak zorganizować, aby usunąć syf. To kwestia pomysłowości, a tej homo sapiens nie brakuje.
Odpowiedz
#34
Jaques napisał(a): Chrześcijaństwo nie stawia sobie jako celu poczucia szczęścia. Można podać wiele przykładów, kiedy to wzrost szczęścia jednej osoby/grupy osób odbywa się kosztem nieszcześcia innej osoby/grupy osób. Dla chrześcijanina jest niedopuszczalne egoistyczne postępowanie, dlatego nie może stawiać sobie takiego celu.
Poczucie szczęścia [Santosza] jest naturalną konsekwencją rozwoju jaźni. A prawdziwe szczęście może być oparte tylko przy respektowaniu niezadawania cierpienia i pomagania w potrzebie [Ahimsa] oraz prawdomówności [Satya]. Egocentryzm [potocznie egoizm] nie daje szczęścia, jedynie tęsknotę, bo zawsze chce się więcej. Szczęśliwy człowiek to taki, który dba o potrzeby innych, ale jednocześnie nie pozwala na krzywdzenie siebie samego.

Cytat:Również indywidualne osiągnięcie szcześcia w życiu po śmierci wydaje się wątpliwym celem, chociaż jest to bardzo rozpowszechniony pogląd w Kościele. Życie chrześcijanina powinno polegać na harmonijnym współistnieniu z innymi ludźmi i na pracy dla szczęścia ogółu.
Poświęcenie siebie kosztem ogółu może być przejawem egocentryzmu, konkretnie dowartościowywania się poprzez odmawianie sobie potrzeb, co powoduje wewnętrzne napięcia i frustrację. Ogół jest szczęśliwy tylko wtedy, gdy szczęśliwe są jego elementy - jednostki.

Cytat:A jakie są założenia Twojej religii? Pytam bo nie bardzo się orientuję, co proponujesz.
To co postrzegasz jest subiektywną interpretacją świata. Poprzez trening medytacyjny poznajesz te interpretacje i uczysz się świadomego postępowania. To, w połączeniu z moralnym postępowaniem prowadzi do szczęścia Ciebie i otaczających Cię osób. Z szerszej perspektywy jesteś dusza, która podróżuje przez kolejne wcielenia, by ostatecznie osiągnąć pełnię realizacji i nauczyć się pojmować naturę świata taką, jaką jest.

Cytat:To że koncepcja reinkarnacji ma się dobrze, świadczy o wielkiej tęsknocie ludzi za wiecznością. Sama koncepcja jest nielogiczna: jeżeli dwóch ludzi (np. pan A i pan B) różni się ciałem i tym co pamiętają to jak można mówić o tym, że np. B jest reinkarnacją A? To dwie różne osoby.
Każda koncepcja duszy po części zaspokaja pragnienie nieśmiertelności.
Dusza jest ta sama, a wszystko co przeżywa przechowywane jest w aspekcie zwanym Buddhi. Obecnie nie masz dostępu do wcześniejszych wspomnień, lub są to jedynie marne prześwity, ale w przyszłości będziesz wiedział wszystko co było. Na tę chwilę pamiętasz tyle, ile jest Ci potrzebne do rozwoju.

Cytat:Prostszy przykład: oddajesz komputer do serwisu. Po kilku dniach oddają ci inaczej wyglądający komputer. Sprawdzasz, że inna jest każda jego część. Zaglądasz na dysk i widzisz zupełnie inne rzeczy w katalogach. Czy jeżeli serwisant powie ci, że to ten sam komputer w innym "wcieleniu" - to uwierzysz mu?
Prosty przykład: jedziesz do miasta. Najpierw tramwaje, potem przesiadasz się na autobus, a na końcu pożyczasz rower. Czy do celu dotarła ta sama osoba?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#35
ARHIZ napisał(a): Poczucie szczęścia [Santosza] jest naturalną konsekwencją rozwoju jaźni. A prawdziwe szczęście może być oparte tylko przy respektowaniu niezadawania cierpienia i pomagania w potrzebie [Ahimsa] oraz prawdomówności [Satya]. Egocentryzm [potocznie egoizm] nie daje szczęścia, jedynie tęsknotę, bo zawsze chce się więcej. Szczęśliwy człowiek to taki, który dba o potrzeby innych, ale jednocześnie nie pozwala na krzywdzenie siebie samego.

Te zasady są OK. Ale co do pozwalania na krzywdzenie siebie jest rozbieżność z chrześcijaństwem. Tam stoi, aby np. nie bronić się, gdy ktoś ci zabiera mienie.

Cytat:Poświęcenie siebie kosztem ogółu może być przejawem egocentryzmu, konkretnie dowartościowywania się poprzez odmawianie sobie potrzeb, co powoduje wewnętrzne napięcia i frustrację. Ogół jest szczęśliwy tylko wtedy, gdy szczęśliwe są jego elementy - jednostki.

OK.

Cytat:To co postrzegasz jest subiektywną interpretacją świata. Poprzez trening medytacyjny poznajesz te interpretacje i uczysz się świadomego postępowania. To, w połączeniu z moralnym postępowaniem prowadzi do szczęścia Ciebie i otaczających Cię osób. Z szerszej perspektywy jesteś dusza, która podróżuje przez kolejne wcielenia, by ostatecznie osiągnąć pełnię realizacji i nauczyć się pojmować naturę świata taką, jaką jest.

Zgadzam się, że postrzegam subiektywnie i to interpretacja. Nie znam się na medytacji. Możesz coś więcej opowiedzieć (o ile to wyrażalne słowiami)?

Cytat:Dusza jest ta sama, a wszystko co przeżywa przechowywane jest w aspekcie zwanym Buddhi. Obecnie nie masz dostępu do wcześniejszych wspomnień, lub są to jedynie marne prześwity, ale w przyszłości będziesz wiedział wszystko co było. Na tę chwilę pamiętasz tyle, ile jest Ci potrzebne do rozwoju.

Co to jest aspekt Buddhi?

Brak obecnie dostępu do wspomnień świadczy o tym, co napisałem. Jeżeli pan B przez całe życie nie pamięta, że był panem A, to nim nie jest. Jeżeli później (w hipotetycznym życiu po śmierci) B przypomni sobie, że był A - to już za późno, i to nie zmieni to faktu, że w trakcie życia B nie był panem A.

Cytat:Prosty przykład: jedziesz do miasta. Najpierw tramwaje, potem przesiadasz się na autobus, a na końcu pożyczasz rower. Czy do celu dotarła ta sama osoba?
 
Piękne porównanie, ale w nim jadąc autobusem pamiętasz, że jechałeś tramwajem. Co w przypadku A i B lub dwóch komputerów nie jest spełnione.
Odpowiedz
#36
Jaques napisał(a): Te zasady są OK. Ale co do pozwalania na krzywdzenie siebie jest rozbieżność z chrześcijaństwem. Tam stoi, aby np. nie bronić się, gdy ktoś ci zabiera mienie.
W niektórych interpretacjach buddyzmu czy hinduizmu też tak stoi, ale jest to pogwałcenie najważniejszego prawa dharmicznego - ahimsy, czyli powstrzymywania się od zadawania cierpienia żyjącym istotom [zwłaszcza czującym]. łamanie ahimsy co prowadzi z przemocy i braku szczęścia. Nieudzielenie pomocy też jest krzywdą a Ty jesteś tak samo ważną istotą jak każdy inny człowiek i także koniecznie jest, by udzielić Ci pomocy w potrzebie - nawet jeśli tej pomocy musisz udzielić sobie sam. Oczko
W szerszym kontekście, jeżeli pozwalamy na to, by nas krzywdzono, w naszej psychice rodzą się napięcia, które mogą przyjmować różne formy: projekcje, wyparcia, przypisywanie sobie roli pokrzywdzonego, zgorzknienie. Takie napięcia będą wpływać na nasze zachowanie i na to jak traktujemy innych, może pojawić się agresja, brak pomocy, potrzeba pokazania dominacji inne. Pozwalając na naszą krzywdę, zwiększamy prawdopodobieństwo, że sami staniemy się oprawcami.

Cytat:Zgadzam się, że postrzegam subiektywnie i to interpretacja. Nie znam się na medytacji. Możesz coś więcej opowiedzieć (o ile to wyrażalne słowiami)?
Różne tradycje przypisują medytacji różne cechy. Z technicznego punktu widzenia medytacja to trening umysłu. To trochę jak z ćwiczeniem mięśni na siłowni, jeżeli powtarzasz jakąś czynność, np. podnosisz ciężary, organizm staje się w tym coraz lepszy i przychodzi mu to z coraz większą wprawą. Medytacja to coś podobnego, ale zamiast muskułów ćwiczymy nasz mózg, a konkretnie jego efektywność.
Pierwsza sprawa to ćwiczenie możliwości skupienia się. Im bardziej potrafimy skupić się n danej myśli, aspekcie, tym wydajniej myślimy, tym mniej jesteśmy podatni na zachowania dyktowane przez emocje takie jak strach czy gniew.
Druga sprawa to zwiększenie poczucia samoświadomości i świadomości w ogóle. Zyskujemy narzędzie, która pozwala nam obserwować samych siebie, być świadomym decyzji, które podejmujemy i myśli, które krążą w naszej głowie, A to pozwala z kolei na rozwiązywanie naszych wewnętrznych napięć i problemów.
Trzecia sprawa to efekt terapeutyczny, który można uzyskać podczas medytacji. Psychika stabilizuje się, odpręża. Na początku tego wątku wrzucałem parę linków z badaniami na temat jogi i medytacji.

Cytat:Co to jest aspekt Buddhi?
Starożytni zbudowali obszerną koncepcję tego jak wygląda dusza i z jakich składa się aspektów. Nie ma dowodów na to, że dusza jest właśnie tak zrozumiana, jest to koncept który po prostu ułatwia jej zrozumienie. W uproszczeniu: według Patańdżalego, jednego ze starożytnych mędrców, Buddhi to część duszy, która ma dwa zadania. Pierwsze to przechowywanie "nasion karmicznych", czyli to z Buddhi biorą się sytuacje, które spotykają nas w tym życiu i są one konsekwencją nagromadzonej w poprzednich żywotach karmy [uczynków]. Drugą funkcją Duddhi jest przechowywanie pamięci, którą dusza nabywa podczas swojej wędrówki przez kolejny żywoty. Im wyższy poziom realizacji duszy, tym większy ma ona dostęp do wspomnieć z poprzednich żywotów.

Cytat:Brak obecnie dostępu do wspomnień świadczy o tym, co napisałem. Jeżeli pan B przez całe życie nie pamięta, że był panem A, to nim nie jest. Jeżeli później (w hipotetycznym życiu po śmierci) B przypomni sobie, że był A - to już za późno, i to nie zmieni to faktu, że w trakcie życia B nie był panem A.
Dlaczego uważasz, że pan A nie jest panem B, jeśli nie mają dostępu do własnych wspomnień? Czy jeżeli doznasz amnezji i nie pamiętasz tego, co robiłeś przez ostatnie 10 lat, jesteś inną osobą niż byłeś przez te 10 lat?

Cytat:Piękne porównanie, ale w nim jadąc autobusem pamiętasz, że jechałeś tramwajem. Co w przypadku A i B lub dwóch komputerów nie jest spełnione.
Muszę dokładnie zrozumieć o co Ci chodzi z tymi panami, dwa pytania, które zadałem powyżej mogą w tym pomóc. Bo tutaj byłoby tak, że wchodząc do tramwaju pamiętasz tylko tramwaj, w autobusie autobus, i dopiero gdzieś pod koniec podróży zaczynasz ogarniać czym jechałeś. Oczko
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#37
ARHIZ napisał(a): W niektórych interpretacjach buddyzmu czy hinduizmu też tak stoi, ale jest to pogwałcenie najważniejszego prawa dharmicznego - ahimsy, czyli powstrzymywania się od zadawania cierpienia żyjącym istotom [zwłaszcza czującym]. łamanie ahimsy  co prowadzi z przemocy i braku szczęścia. Nieudzielenie pomocy też jest krzywdą a Ty jesteś tak samo ważną istotą jak każdy inny człowiek i także koniecznie jest, by udzielić Ci pomocy w potrzebie - nawet jeśli tej pomocy musisz udzielić sobie sam. Oczko
W szerszym kontekście, jeżeli pozwalamy na to, by nas krzywdzono, w naszej psychice rodzą się napięcia, które mogą przyjmować różne formy: projekcje, wyparcia, przypisywanie sobie roli pokrzywdzonego, zgorzknienie. Takie napięcia będą wpływać na nasze zachowanie i na to jak traktujemy innych, może pojawić się agresja, brak pomocy, potrzeba pokazania dominacji inne. Pozwalając na naszą krzywdę, zwiększamy prawdopodobieństwo, że sami staniemy się oprawcami.

W sumie się zgadzam.

Cytat:Pierwsza sprawa to ćwiczenie możliwości skupienia się. Im bardziej potrafimy skupić się n danej myśli, aspekcie, tym wydajniej myślimy, tym mniej jesteśmy podatni na zachowania dyktowane przez emocje takie jak strach czy gniew.
Druga sprawa to zwiększenie poczucia samoświadomości i świadomości w ogóle. Zyskujemy narzędzie, która pozwala nam obserwować samych siebie, być świadomym decyzji, które podejmujemy i myśli, które krążą w naszej głowie, A to pozwala z kolei na rozwiązywanie naszych wewnętrznych napięć i problemów.
Trzecia sprawa to efekt terapeutyczny, który można uzyskać podczas medytacji. Psychika stabilizuje się, odpręża. Na początku tego wątku wrzucałem parę linków z badaniami na temat jogi i medytacji.

OK, te cele wyglądają sensownie. A jak przebiega medytacja od strony "technicznej"?

Cytat:Drugą funkcją Duddhi jest przechowywanie pamięci, którą dusza nabywa podczas swojej wędrówki przez kolejny żywoty. Im wyższy poziom realizacji duszy, tym większy ma ona dostęp do wspomnieć z poprzednich żywotów.

Rozumiem koncepcję. To ma uzasadniać mechanizm reinkarnacji. Ale ten pomysł sam wymagałby uzasadnienia, że jest prawdziwy.

Cytat:Dlaczego uważasz, że pan A nie jest panem B, jeśli nie mają dostępu do własnych wspomnień? Czy jeżeli doznasz amnezji i nie pamiętasz tego, co robiłeś przez ostatnie 10 lat, jesteś inną osobą niż byłeś przez te 10 lat?

Jeżeli masz amnezję i to kompletną od urodzenia do śmierci, to nigdy nie masz dostępu do wspomnień. Twój umysł nie ma związku z tym co hipotetycznie było poprzednio, a więc się różni. Różni się też ciało - inaczej niż przy amnezji. Nie widzę żadnego związku - ani przez umysł ani przez ciało.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości