Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Channeling zatwardziałego katolika
#21
Kogo zawiodłeś? Jakiemu kodeksowi się sprzeniewierzyłeś?

Rozważ kryształ. Im siatka krystaliczna doskonalsza, tym kryształ twardszy.,Zatem siatki idealne dają najodporniejsze kryształy, prawda? Nieprawda, siatka idealna rozlatuje się od stuknięcia. W siatce idealnej, gdy pęknie jedno wiązanie, to kryształ się pruje w poprzek wiązań, prostą linią, bo narastająca rysa nie ma się na czym zatrzymać. Dlatego konieczne są dyslokacje, błędy w strukturze.

Dlatego i życie ludzkie nie powinno być ustawione pod sznurek, choć jakaś dyscyplina oczywiście się przydaje.

neuroza napisał(a):Hmm...raczej nie sądzę by tu chodziło o kapitalizm...bardziej tu widzę takie przekonania, że w ładną pogodę należy wyjść z domu.
Raz wpojone, takie przekonania działają lepiej niż chemtrailsy. Duży uśmiech

neuroza napisał(a):Hmm...ale czy to nie chodzi właśnie o to aby właściwie ukierunkować lgnięcie? Czy lgnięcie różni się czymś od intencji?
Na moje intencja wypływa z woli, a lgnięcie z tego, co bezwolne.Acz mogę się mylić; czy leci z nami ARHIZ?

Ale tak w ogóle to mam teorię, że w oświeceniu naprawdę chodzi o przejście: mój mistrz jest moim kolegą, a cała reszta to efekty uboczne. Ze względu na raczej silną w Oriencie tradycję posłuchu, jakim darzy się mistrzów, jest to u nich przejście nietrywialne. U nas natomiast należałoby raczej oświecać ludzi, że mistrza trza się słuchać. Język
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#22
ErgoProxy napisał(a): Kogo zawiodłeś? Jakiemu kodeksowi się sprzeniewierzyłeś?
Zawiodłem kogoś/coś co jest we mnie Oczko

ErgoProxy napisał(a): Raz wpojone, takie przekonania działają lepiej niż chemtrailsy.
Duży uśmiech A Ty nie sądzisz, że lepiej jest w ładną pogodę wyjść z domu? Po co ma się pogoda/okazja marnować?

Choć z drugiej strony istnieje też pogoda wewnętrzna. No i zgodnie z nią również fajnie byłoby działać. A o tym mało kto mówi. Fajnie gdy pogoda wewnętrzna i zewnętrzna idą w parze. A tak to jest konflikt. Coś zyskam i też coś stracę.
Why so serious?
Odpowiedz
#23
Wielki Lem zalecałby rzut monetą w takim przypadku. Uśmiech

Zawiodłeś więc archetyp. Powiedzmy, że spasuję, bo sam też bawię się z (powiedzmy) archetypami i doszedłem do tego, że są one moim raison d'etre - oczywiście podświadomie, bo na poziomie świadomości, to chcę przedłużać swoje życie jak się da najdłużej, ażeby świadkować historii. Ot co.

A pogoda na polu, to wicie-rozumicie: płaskie toto jakieś i banalne. Ja już tak mam, że wolę się bawić wyobraźnią w zaciszu swojej czaszki. Za dużo Psa Pankracego w dzieciństwie. Język
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#24
ErgoProxy napisał(a): Wielki Lem zalecałby rzut monetą w takim przypadku.
Jednak mam poczucie, że mimo wszystko pogoda wewnętrzna ważniejsza pod tym kątem. Jeśli wybiorę kierowanie się pogodą zewnętrzną, to pozostanę na tym samym poziomie. A tak to wsiadam w windę i dochodzę do głębszych głębin wewnętrznego spokoju. Chociaż ten gorąc...

ErgoProxy napisał(a): A pogoda na polu, to wicie-rozumicie: płaskie toto jakieś i banalne. Ja już tak mam, że wolę się bawić wyobraźnią w zaciszu swojej czaszki. Za dużo Psa Pankracego w dzieciństwie.
Moje ciało ma swoje potrzeby, a ich respektowanie wpływa u mnie dość mocno na moje samopoczucie, dobrostan i funkcjonowanie - jedzenie, spanie, relaks, powietrze, woda, słońce, temperatura, ruch. Poza tym chcę być w harmonii z naturą i okolicznościami. Wtedy można razem coś fajnego stworzyć, gdy się płynie z wiatrem Uśmiech
Why so serious?
Odpowiedz
#25
U mnie dysc, panocku, dysc. Jakoś chanelling się urwał; wewnętrzny ultramontanin się załamał i siedzi cicho? Duży uśmiech

neuroza napisał(a):Poza tym chcę być w harmonii z naturą i okolicznościami. Wtedy można razem coś fajnego stworzyć, gdy się płynie z wiatrem
Przypominam o niezbędnej szczypcie niedoskonałości. Choćby dlatego, że ciężko opisywać chodzący ideał,; za to na studium brudów i błędów można nawet Nobla zarobić, jak się farta ma. Uśmiech
In my spirit lies my faith
Stronger than love and with me it will be
For always
- Mike Wyzgowski & Sagisu Shiro
Odpowiedz
#26
ErgoProxy napisał(a): Jakoś chanelling się urwał; wewnętrzny ultramontanin się załamał i siedzi cicho?
No my teraz rozmawiamy Uśmiech "Ultramontanin" zaczął się w tym czasie rozpleniać i męczyć ludzi w innych tematach Duży uśmiech

ErgoProxy napisał(a): Na moje intencja wypływa z woli, a lgnięcie z tego, co bezwolne.Acz mogę się mylić; czy leci z nami ARHIZ?
Miałem refleksję, że lgnięcie to może być niewłaściwie ukierunkowana intencja. Ale rzeczywiście można by wyróżnić lgnięcie mimowolne i lgnięcie celowe/świadome/dobrowolne. Czy może jest to po prostu intencjonalne wkroczenie w lgnięcie?

Pytanie też czy lgnięcie to nie to samo co kompulsja?
Why so serious?
Odpowiedz
#27
Neuroza napisał

Cytat:Wniosek jest taki, że powinieneś się nawrócić. No chyba że chcesz być torturowany w piekle przez całą wieczność. Ale sądzę, że jednak nie chcesz.

Błąd. Przez strach nie ma nawrócenia. Najpierw trzeba uwierzyć, że raz zaczęte życie nie ma końca i od Kogo to przychodzi. Potem dopiero następuje refleksja o tym co ewentualnie nas czeka. Te opisy są sugestywne, pełnią podobną role co obecnie obrazy. Czy tak to będzie wyglądać, nie wiemy.

Mądrości Syracha - wolność ludzka.

 Kładę przed tobą ogień i wodę,
co zechcesz, po to wyciągniesz rękę.
Przed ludźmi życie i śmierć,
co ci się podoba, to będzie ci dane.

To jest właśnie wybór który dokonujemy. Bojaźń, odpowiedzialność za swój los, nie strach. To ogromna różnica przy kształtowaniu swojego losu. Channeling sobie podaruj do niczego nie prowadzi, nie wiesz skąd to do ciebie przychodzi, więc dzwonią wszystkie dzwonki alarmowe.
Odpowiedz
#28
Gladiator napisał(a): Błąd. Przez strach nie ma nawrócenia.
Jak to nie? Niby dlaczego? Boję się piekła, więc się nawracam na posłuszeństwo wobec Boga i Kościoła. Idę do spowiedzi, żeby wyczyścić sobie konto i odtąd staram się nie grzeszyć. Nawet żal może być doskonały i niedoskonały (wynikający ze strachu własnie). Czyli żałuję, bo teraz przez to boję się, że mogę trafić do piekła. A tak byłbym spokojny.

Gladiator napisał(a): Najpierw trzeba uwierzyć, że raz zaczęte życie nie ma końca i od Kogo to przychodzi.
Nie trzeba w to uwierzyć - wystarczy dopuścić taką możliwość. Czy musisz uwierzyć w to, że jeśli zostawisz otwarte mieszkanie, to ktoś Cię okradnie? Nie, wystarczy że dopuścisz możliwość iż tak się stanie. Czy musisz uwierzyć, że istnieje piekło? Nie, wystarczy dopuścić taką możliwość i ubezpieczyć się na wszelki wypadek.

Gladiator napisał(a): Channeling sobie podaruj do niczego nie prowadzi, nie wiesz skąd to do ciebie przychodzi, więc dzwonią wszystkie dzwonki alarmowe.
Wiem skąd - z mojego wnętrza.

Gladiator napisał(a): Bojaźń, odpowiedzialność za swój los, nie strach. To ogromna różnica przy kształtowaniu swojego losu.
Zwał jak zwał.
Why so serious?
Odpowiedz
#29
Neurozo - czy zastanawiałeś się czy jesteś osobowością zewnątrz- czy wewnatrzsterowalną?
Bo ta nabożna akceptacja dowodu z autorytetu i potęgi wskazuje, że raczej to pierwsze.
I tu zaczynają się schody.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#30
Sofeicz napisał(a): Neurozo - czy zastanawiałeś się czy jesteś osobowością zewnątrz- czy wewnatrzsterowalną?
Nie wiem jak to określić.

Sofeicz napisał(a): Bo ta nabożna akceptacja dowodu z autorytetu i potęgi wskazuje, że raczej to pierwsze.
I tu zaczynają się schody.
Nikt nie powiedział że będzie łatwo Szczęśliwy
Why so serious?
Odpowiedz
#31
neuroza napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Neurozo - czy zastanawiałeś się czy jesteś osobowością zewnątrz- czy wewnatrzsterowalną?
Nie wiem jak to określić.

No to może przysiądź fałdów i zastanów się, bo to kluczowa sprawa.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#32
Sofeicz napisał(a): No to może przysiądź fałdów i zastanów się, bo to kluczowa sprawa.
Ja to widzę w ten sposób, że moje wybory wypływają z wewnątrz, więc powiedziałbym raczej, że mimo wszystko wewnątrzsterowną...a że zewnętrze odcisnęło na mnie swoje piętno i jest nadal na mnie w stanie oddziaływać, wzbudzając u mnie pewne nawet dość intensywne doznania, to osobna kwestia...staram się zachować spokój i uważność i nie dawać się porywać pierwszym impulsom.
Why so serious?
Odpowiedz
#33
neuroza napisał(a):
Dragula napisał(a): Myślałem, że ty po prostu jakiś dyskurs teologiczny tutaj rozpoczynasz.
1. Nie ma takiej potrzeby. Po co mam przekonywać już przekonanych? Wiadomo, że należy się nawrócić, tylko trzeba by odrzucić swoje irracjonalne mechanizmy obronne, opakowane ucieczkami w racjonalizacje i intelektualizacje.

Dragula napisał(a): W takim wydaniu, to całość mogę skontrować prostym "faktem jest, że samo uznanie czegoś za fakt przez kościół wiosny nie czyni".
2. To zależy przez jaki kościół, bo Kościół Katolicki reprezentuje Boga na Ziemi. Poza tym gdyby to nie było prawdą, to nie mogliby mówić tego z taką mocą, z taką pewnością, z takim autorytetem, z taką perswazją. Widać i czuć że wiedzą co mówią. Nikt inny nie mówi z taką mocą.

Dragula napisał(a): Poza tym nie jestem bezbożnikiem, o czym pisalem, wiec z czym do ludzi
3. A to nie wiem, nie kojarzę tego. Czyli jesteś katolikiem? Żyjesz w zgodzie z Bogiem i Kościołem? Jesteś w stanie Łaski Uświęcającej?

Bo jeśli nie, to nie mają większego znaczenia różne szczegóły. "Wszyscy podobnie zginiecie".
Numeracja moja.

1. Nie ma też potrzeby istnienia kolejnego wątku nawracającego. Wszystkie pozostałe jedynie umacniały ludzi w ich przekonaniach. Duży uśmiech debaty na tematy teologiczne są ciekawsze, jeśli ktoś się tym interesuje. Nikt nie interesuje się byciem nawróconym.

2. Śmiem wątpić. Jak maca mała dzieci, to to też jest związane z reprezentowaniem Boga? Duży uśmiech

3. Nie. Do zostania katolikiem musiałby mnie chyba dioboł opętać Duży uśmiech
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#34
neuroza napisał(a):
Sofeicz napisał(a): No to może przysiądź fałdów i zastanów się, bo to kluczowa sprawa.
Ja to widzę w ten sposób, że moje wybory wypływają z wewnątrz, więc powiedziałbym raczej, że mimo wszystko wewnątrzsterowną...a że zewnętrze odcisnęło na mnie swoje piętno i jest nadal na mnie w stanie oddziaływać, wzbudzając u mnie pewne nawet dość intensywne doznania, to osobna kwestia...staram się zachować spokój i uważność i nie dawać się porywać pierwszym impulsom.

A ja widzę, że po prostu racjonalizujesz. Typowe strategia obronna przed brutalną prawdą rzeczywistości.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#35
Sofeicz napisał(a): A ja widzę, że po prostu racjonalizujesz. Typowe strategia obronna przed brutalną prawdą rzeczywistości.
Jaką prawdą?
Why so serious?
Odpowiedz
#36
Obojętną przyrodą.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#37
Gdzie konkretnie widzisz racjonalizacje?
Why so serious?
Odpowiedz
#38
Rozumiem, neurozo, Twoją fascynację zatwardziałym katolicyzmem. Wynika ona z tego, że człowiek ma naturalną potrzebę pewności (trwałości), która jest nieodzowna, żeby sprawnie poruszać się w świecie. Łatwiej się żyje, kiedy nie trzeba się za każdym razem zastanawiać, wątpić, namyślać się, stąd np. człowiek sobie wypracowuje różne nawyki, sama osobowość (charakter) jest takim nawykiem. Potem te nawyki niejako decydują za nas, jak już się zaprogramujemy albo inni nas zaprogramują, to potem jedziemy na automacie. Jest ekonomicznie. Nie tracimy energii na każdorazowe ustalanie siebie na nowo.

Zatwardzenie katolickie bierze się z tej silnej potrzeby stabilności, pewności. Jak raz sobie odpowiesz na te egzystencjalne pytania, zagadki i wokół siebie masz mnóstwo osób, które z równą siłą wierzą w te odpowiedzi, są święcie przekonane, ze to prawda, osiągasz spokój. Im więcej osób wierzy w daną religię/mit, tym bardziej jest to dla nas wiarygodne. Dodatkowym czynnikiem uwiarygadniającym jest to, że w daną religię wierzą osoby, które postrzegamy jako mądre oraz to, że dana religia ma pozytywny wpływ na osoby ją wyznające (np. daje twardy kręgosłup czy pogodę ducha).

Z drugiej strony masz rozum, który Ci każe wątpić, który dostrzega hipokryzję osób wierzących, podwójne standardy a czasem wręcz istne zło, agresję, nienawiść. Rozum, który podpowiada, że skoro jest tyle religii na świecie, jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat katolicyzm jest prawdziwy? Czy nie jest bardziej przekonujące, że jednak to taka sama bajka jak każda inna? Albo że dróg do Boga jest wiele i nie trzeba koniecznie wyznawać tej czy innej, żeby uniknąć piekła? Czy dobry Bóg stworzyłby piekło? Wszystko się wydaje strasznie naciągane.

Jednak tutaj katolicyzm spieszy z odpowiedzią: Te wątpliwości podsuwa szatan, to szatan chce, by człowiek swoim bogiem uczynił rozum. Wątpienie oddala od Boga. Jezus Chrystus nie wątpił. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

Nie da się rozstrzygnąć, czemu człowiek powinien zaufać, bo nie da się wykluczyć, ze katolicyzm oddaje prawdę, tak samo jak nie da się wykluczyć, że każda inna religia oddaje prawdę. Jedyne, czego człowiek może się chwytać jest zdrowy rozsądek. 

Czy kochający, dobry Bóg naprawdę zdolny by był do stworzenia takiego eksperymentu, w którym na człowieka wciąż czyhają zasadzki? Czy mógł dać mu rozum, który jest zwodzicielem albo kurwą (jak chciał tego Luter)? Czemu ten sympatyczny Bóg tak utrudnił biednemu człowiekowi życie, tak wielce uprawdopodabniając jego potknięcie i trafienie do piekła?


Katolik zagrzmi: kim ty jesteś, żeby próbować pojąć sprawiedliwość i mądrość Bożą?! Marsz do spowiedzi! 

A co jeśli Bóg jest zły, ten katolicki? Jest zły, więc stworzył sobie taki eksperyment z piekłem itepe. Czy człowiek powinien pokierować się strachem i ukorzyć przed złym panem, żeby nie trafić do piekła? A może zrobić coś szalonego i zdecydować się być dobrym w złym świecie - nie ugiąć się przed tyranem, nawet jeśli trzeba będzie iść na męki jak Chrystus. A potem inni będą mnie naśladować. Kościoły opustoszeją. Nie będzie chętnych służyć staremu Panu. Teraz ja będę Bogiem, założycielem nowej religii, wiecznie konającym na krzyżu, przykutym do skał Kaukazu albo wtaczającym w górę wielki głaz. I pozostanie mi tylko nadzieja, że pewnego dnia Bóg w obliczu daleko posuniętej niesubordynacji ze strony swego stworzenia wyrazi niezadowolenie, ale tym razem nie ze swego dzieła, tylko z samego siebie. Nie ześle drugiego potopu. Zrozumie, ze zwyczajnie nie ma talentu, zwątpi w swoją boskość i wraz z tym zwątpieniem skończy się wszystko, łącznie z samym Bogiem.
Mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie.
- Julian Tuwim
Odpowiedz
#39
neuroza napisał(a): (kontynuuję "channeling")

Dragula napisał(a): Chciałem od razu przewinąć do wniosków... A ich tak za bardzo nie ma na dole
Wniosek jest taki, że powinieneś się nawrócić. No chyba że chcesz być torturowany w piekle przez całą wieczność. Ale sądzę, że jednak nie chcesz.

Pójdź do spowiedzi pojednać się z Bogiem. Jeszcze wciąż nie jest za późno. On tam na Ciebie czeka i wciąż ma nadzieję, że się nawrócisz i nie będzie musiał Cię karać. Pokonaj swój irracjonalny lęk, wyrzeknij się niepotrzebnego grzechu i żyj w zgodzie z Bogiem.
Jakbym pokazał to moim baptystom, byliby zachwyceni. Oczko




Wolałbym poodpisywać najpierw z zaległych wątkach, żeby nie robić sobie galimatiasu, ale Ergo woła, więc jestem. Powiedz mi, Naurozo, jaki masz właściwie cel w tym, co teraz robisz? Co chcesz osiągnąc przez ten "channeling" i dlaczego uważasz, że Ci się uda?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#40
@neuroza, co sądzisz o poniższym fragmencie?

J 8
01 Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną,
02 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On
usiadłszy nauczał ich.
03 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą
pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku,
04 powiedzieli do Niego: Nauczycielu, tę kobietę przyłapano na gorącym uczynku, gdy
cudzołożyła.
05 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?
06 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus
nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.
07 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, wyprostował się i rzekł do nich: Kto z was jest bez
grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem.
08 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.
09 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od
starszych, aż do ostatnich. I pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.
10 Wówczas Jezus wyprostowawszy się, rzekł do niej: Kobieto, gdzie oni są? Nikt cię nie
potępił?
11 A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. Idź i już więcej
nie grzesz.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości