Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Channeling zatwardziałego katolika
#81
ZaKotem napisał(a):
Osiris napisał(a): No to zagadka dla znawców chrześcijaństwa: gdzie wyląduje ów cudzołożnik Osiris a gdzie wujek Józek? Wie ktoś?
Jako znawca chrześcijaństwa odpowiadam: Jezus to nie Ozyrys Uśmiech Nie waży czynów, tylko miłość bliźniego. Jeśli tyran mordował i torturował ludzi, bo był szczerze przekonany, że to dla dobra ludzi i jedynie w taki sposób można walczyć ze złem i osiągnąć sprawiedliwość, to ma szansę na zbawienie (być może po jakimś uprzednim przeczyszczeniu). Jeśli jednak traktował swoich poddanych po prostu jako przeszkody do usunięcia lub narzędzia do wykorzystania, to sam zostanie tak potraktowany. Tak samo cudzołożnik: jeśli cudzołożył z miłości do kobiet - albo mężczyzn, albo i dzieci - i pragnął, aby były szczęśliwe, to niezależnie od tego, czy ten efekt osiągnął, również po przeczyszczeniu ma szansę na zbawienie. Ale jeśli te jego kochanki były dla niego po prostu narzędziami do masturbacji i punktami do zaliczenia, to sam będzie tak potraktowany. Cudzołożnik może się więc równie dobrze znaleźć w lepszym albo w gorszym miejscu, niż ludobójca, albo w tym samym. Dlatego właśnie żaden poważny chrześcijanin nie wypowiada się o tym, czy ten czy ów poszedł do piekła, na podstawie jego czynów.

W sumie to zgadza się z interpretacją, którą przedstawiłem. Różnica dotyczy tego, że w Twoim wyjaśnieniu "piekło" jest zapewne miejscem, a w moim stanem umysłu. Każdy człowiek zna najlepiej swoje intencje, a kiedy pozna to czego nie wiedział, będzie mógł osądzić swoje czyny. Jeżeli chodzi o tortury cielesne po zmartwychwstaniu to uważam, że ich nie ma - wszystkim będzie wybaczone. Każdy zasługuje, by dać mu szansę poprawy - nawet tyran. (Zdaje się, że nie będzie to odebrane jako sprawiedliwe, bo człowiek ma w naturze szukanie odwetu.)

Agniesz
Cytat:A co myślicie na temat tych historii typu "umarłem , widziałem piekło"

"Piekielne" sceny są udziałem ludzi tu na ziemi. Podczas wojny ludzie siedzieli w okopach i obrzucali się kawałkami żelaza, puszczali na siebie ogień i trujące gazy, rozrywali ziemię i swoje ciała wybuchami. Po co? Miliony poległy. Gdyby mogli mówić, to powiedzieliby że nie było warto. Ale zanim rozpętali "piekło" to nie potrafili tego przewidzieć? Zostały miliony kalek - bez nóg, rąk, oślepionych, głuchych, z rozwalonymi bebechami i ze spalonymi płucami. Nie domyślali się że tak będzie? Rozwalili swoje miasta, spalili wsie, zniszczyli fabryki, zburzyli mosty - ogromne szkody po obu stronach. Co zyskali? Po co to robili? Jak można się w ogóle nazwać człowiekiem myślącym (homo sapiens), skoro się nie myśli? Teraz już się myśli? Watpię, te same kraje wzmacniają swe armie i w każdej chwili są gotowe do powtórki.

Tego "piekła" trzeba się bać. A jest jeszcze gorzej, bo znów tylko 2 minuty do 12 - kiedy stokroć bardziej niszczycielskie siły mogą być uwolnione. Konfliktu atomowego jeszcze ludzkość nie widziała, ale jeżeli nie zaczniemy myśleć, to biada wszystkim. Zmiecione zostanie pół planety, w tych miejscach gdzie mieszka najwięcej ludzi i jest najbardziej rozwinięta infrastruktura. Nasz świat zostanie zmieciony. Zostaną rejony 3 świata i ludzkość cofnie się w rozwoju o dekady lub stulecia.

Nie wierzę w cudowną moc umysłu (nie jesteśmy bohaterami z komiksu), ale biorę pod uwagę (a w sumie nawet mocno w to wierzę), że dostejemy ostrzeżenia, które mają uchronić tych, którzy zechcą. Tym mogą być wizje piekła. Ale nie ma pewności, czym są te wizje. Jeżeli jednak chodzi o proroctwo wielkiego ucisku z NT, to osoby wierzące mają wiekszą pewność. Ten ucisk najwyraźniej jest nieuchronny, a ocalenie jest tylko dla niektórych - tych, którzy zechcą i wybiorą właściwie. Nie chodzi o ocalenie fizyczne, ale że można przejść na "jasną stronę mocy". Być silnym duchem i zostać człowiekiem nawet w najgorszej sytuacji. Można otrzeźwieć i ogarnąć się, zanim nastąpi samo-destrukcja. Uruchomić myślenie, a nie podążać ślepo za innymi w przepaść.
Odpowiedz
#82
neuroza napisał(a):
ARHIZ napisał(a): Neurozo, a a czy, jako ego-katolik, potrafisz odpowiedzieć dlaczego powstałeś? Przed czym masz chronić?
Zapewne przed piekłem, przynajmniej formalnie rzecz biorąc.
Ale tak emocjonalnie to ja tu widzę prawdopodobnie reakcję na traumę deprywacyjną w wieku 3-4 lat. Później pojawiły się u mnie sztywne struktury osobowościowe (już chyba gdzieś w wieku 4-5 lat je miałem).
No właśnie ten cały "katolik" zdaje się mieć nie więcej niż 5 lat. Ale czy dziś również musisz mierzyć się z deprywacją? Czy "katolik" nadal jest Ci potrzebny?
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
#83
ARHIZ napisał(a): Ale czy dziś również musisz mierzyć się z deprywacją?
Przedświadomie wyczuwam i antycypuję czasem gdzieś tam takie zagrożenia. Co się wydarzyło raz, może wydarzyć się ponownie.

ARHIZ napisał(a): Czy "katolik" nadal jest Ci potrzebny?
Nie wiem. To jest jakaś nierozwiązania/niezintegrowana część mnie i nie wiem co mam zrobić.
Why so serious?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości