Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Prawa autorskie & patentowe vs infoanarchizm (oraz nurty pokrewne)
#1
eheon napisał(a):Microsoft najpierw opanował rynek by potem stosować praktyki monopolowe.

Infoanarchizm rozwiązuje problem nie poprzez regulacje, a poprzez ich usunięcie.

[COLOR="Navy"]Offtopic został wydzielony stąd.
Ze względu na często powtarzającą się tematykę, tworzę kolejny z wielkich tematów polityczno-gospodarczo-społecznych[Obrazek: icon6.gif]
[/COLOR]
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#2
Avx napisał(a):Infoanarchizm rozwiązuje problem nie poprzez regulacje, a poprzez ich usunięcie.
Tylko, że od tego np. branża komputerowa przestałaby się rozwijać, nikt nie inwestowałby w tworzenie nowych programów.
Give me your lips for just a moment,
And my imagination will make that moment live.
Give me what you alone can give,
A kiss to build a dream on.
Odpowiedz
#3
Linux ma się dobrze.
A do wielu programów dałoby się reklamy wepchnąć.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#4
Wlasnosc intelektualna to to samo co prywatna wiec nie badz komunistą i nie "nacjonalizuj" jej.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#5
Własność intelektualna zakłada, że twórca informacji otrzymuje częściową kontrolę nad własnością materialną miliardów ludzi na całym świecie, tj. ma prawo narzucać im takie wykorzystywanie ich materialnej własności, by nie miało związku z wymyślonymi przez niego danymi. Ma prawo narzucić mi, co mam prawo zapisać własnym ołówkiem na własnej kartce, mimo, że nie podpisałem z nim umowy.

Absolutnie nie do pogodzenia z moim pojęciem "własności prywatnej". Przejmowanie częściowej władzy nad własnością materialną ponad 6,5 miliardów ludzi, bo twórca sobie popracował i pragnie monopolu na produkcję, śmiechu warte.

Libertarianie odrzucają (przynajmniej powinni) koncepcję “własności intelektualnej” ponieważ sama natura idei jest kompletnie odmienna od natury rzeczy fizycznej czy dobra ekonomicznego. Cytat z pewnego artykułu, który już kiedyś szerzej cytowałem. Co ciekawe, w pewnym sensie przyznają to nawet zwolennicy własności intelektualnej - ograniczeniami czasowymi. Prawdziwa własność nie kończy się po kilkudziesięciu latach. Tyle, że w prawach autorskich i patentowych prowadziłoby to do piramidalnych absurdów, których nawet ich zwolennicy już nie przełkną - jak na przykład monopol spadkobierców Edisona na żarówki.

PS.
http://www.miasik.net/archive/2008/08/za...papierami/ Oczko
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#6
Jezeli za jedyna sluszna wartosc prywatna uznamy fizyczne obiekty, a idee juz nie to ja dziekuje za taki liberalizm. Microsoft faktycznie moze runac tak samo jak caly przemysl informatyczny, muzyczny i filmowy. Pasjonaci beda tworzyc dalej ale nie bedzie to jzu ten sam szybki rozwoj co kiedys.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#7
Miłośnicy korporacjonizmu czasem irytują mnie na równi z socjalistami ;/

Progmast napisał(a):Jezeli za jedyna sluszna wartosc prywatna uznamy fizyczne obiekty, a idee juz nie to ja dziekuje za taki liberalizm.

Ta interpretacja po pierwsze oferuje najwięcej wolności, po drugie rozpieprza w pył korporacje zwiększając prawdopodobieństwo daleko posuniętej konkurencji w produkcji i polipolistycznej struktury rynku, a po trzecie nie wymaga do egzekwowania aparatu państwowego.

Progmast napisał(a):Pasjonaci beda tworzyc dalej ale nie bedzie to jzu ten sam szybki rozwoj co kiedys.

Pomysł, że monopol na produkcję określonego dobra działa na korzyść jakości tego dobra, jest cokolwiek zabawny.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#8
Nie wciskaj mi milosci do korporacjonizmu czy monopolu.Jestem tylko za takim samym traktowaniem wlasnosci intelektualnej jak prywatnej.Od niepamietnych czasow jak tylko pojawia sie ten temat toczymy spor o to, tylko tym razem ty przesunales sie na najbardziej radykalna pozycje.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#9
Własność intelektualna to nic innego, jak zapewniony monopol na dany produkt.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#10
Progmast napisał(a):Jestem tylko za takim samym traktowaniem wlasnosci intelektualnej jak prywatnej.
Nie ma żadnych podstaw, aby rozszerzać prawa własności na "idee" (czy raczej na informację, w szerokim znaczeniu tego słowa). Źródłem instytucji prywatnej własności jest naturalny niedobór dóbr. Zjawisko to nie występuje w przypadku idei.
I jakże to nazwać – ten Absolut, tak niepodobny do ciszy lodowców Goethego, do piorunowej na cherubimach toczącej się chmury Mojżeszowego Boga?... Czerwony śmiech – Czarne Maski – Bezdno – jak nazywali autorowie rosyjscy? Karma, jak mówią teozofowie? Czy też „Cosik”, jak nazywała Wieszczka Mara?
Odpowiedz
#11
Dokładnie. Masz plusa za to stwierdzenie Oczko
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#12
Cytat:Nie ma żadnych podstaw, aby rozszerzać prawa własności na "idee" (czy raczej na informację, w szerokim znaczeniu tego słowa). Źródłem instytucji prywatnej własności jest naturalny niedobór dóbr. Zjawisko to nie występuje w przypadku idei.
Znaczit' zależy dla kogo nie ma powodów. Bo dla "konsumenta" tych idei, rzeczywiście takich powodów nie ma. Czysty zysk.

Ale ktoś, kto natrudził się, żeby wydać w świat pewną informację już taki powód widzi.

On zainwestował w wydanie tej informacji, wydał dobra materialne lub zainwestował czas, który mógł przeznaczyć na zarabianie "dóbr materialnych" (bo oczywiście mówimy o pieniądzach). A, jak sami mówicie, dobra te są obiektem pożądania każdego człowieka.

A więc ja widzę podstawy dla ochrony własności intelektualnej.
[SIZE="2"]agoreton.pl[/SIZE]
Odpowiedz
#13
Avx sam czesto gadasz o pracy wlozonej w ziemie, przedmiot etc. aby mogl stac sie on czyjas wlasnoscia. W napisanie programu czy nagranie utworu czlowiek wklada swoja prace i uzywa zasobow intelektualnych i czasowych, ktore moglby wykorzystac na cos innego, np. walenie kilofem w wegiel. Jak rozumiem to pierwsze ma o wiele mniejsza wartosc( a wlasciwie nie ma jej wcale, skoro nie jest traktowane jako wlasnosc) od drugiego.
Po drugie mowisz, ze nie zawierales z nikim umowy.Mylisz sie. Przy zakupie programu dobrowolnie zgadzasz sie na umowe licencyjna, ktora dokladnie okresla zasady uzytkowania - Nie chcesz? Nie kupuj, nikt ci nie kaze korzystac z platnego oprogramowania.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#14
adVice napisał(a):Znaczit' zależy dla kogo nie ma powodów. Bo dla "konsumenta" tych idei, rzeczywiście takich powodów nie ma. Czysty zysk.

Ale ktoś, kto natrudził się, żeby wydać w świat pewną informację już taki powód widzi.

On zainwestował w wydanie tej informacji, wydał dobra materialne lub zainwestował czas, który mógł przeznaczyć na zarabianie "dóbr materialnych" (bo oczywiście mówimy o pieniądzach). A, jak sami mówicie, dobra te są obiektem pożądania każdego człowieka.

A więc ja widzę podstawy dla ochrony własności intelektualnej.
Dla ścisłości: Progmast napisał Jestem tylko za takim samym [podkreślenie moje] traktowaniem wlasnosci intelektualnej jak prywatnej. Ja uważam, że skoro instytucja własności prywatnej wywodzi się z naturalnego niedoboru, który w przypadku idei nie ma miejsca, to nie ma powodu, aby idee obejmować prawami własności.

To prawda, że w interesie twórców idei (informacji) leży ochrona prawna efektów ich działalności. W interesie producentów towaru X byłoby nałożenie wysokich ceł na towar X oraz maksymalne utrudnienie potencjalnym konkurentom wejścia na rynek. Należy się jednak zastanowić, czy należy koniecznie im tę ochronę zapewniać, zważywszy na to, że godzi ona w interes dużo większej części społeczeństwa, jest kosztowna oraz stanowi pretekst do znaczącej rozbudowy państwowego aparatu inwigilacji.
Progmast napisał(a):Avx sam czesto gadasz o pracy wlozonej w ziemie, przedmiot etc. aby mogl stac sie on czyjas wlasnoscia. W napisanie programu czy nagranie utworu czlowiek wklada swoja prace i uzywa zasobow intelektualnych i czasowych, ktore moglby wykorzystac na cos innego, np. walenie kilofem w wegiel. Jak rozumiem to pierwsze ma o wiele mniejsza wartosc( a wlasciwie nie ma jej wcale, skoro nie jest traktowane jako wlasnosc) od drugiego.
Efektem pracy programisty jest program (ten konkretny ciąg znaków na jego komputerze). Efektem pracy muzyka jest, dajmy na to, zapis nutowy utworu. Prawa własności powinny jak najbardziej obejmować te efekty ich pracy. Nie widzę natomiast podstaw, aby nadawać tym twórcom sztuczne przywileje pozwalające im kontrolować innych ludzi i sposób użytkowania przez nich ich własności, który nikomu bezpośrednio nie szkodzi (jak np. kopiowanie programu czy odtwarzanie muzyki).

Podkreślam: bezpośrednio. Często używany jest argument o "stracie potencjalnego zysku". Czyli: jeśli ktoś skopiował program kosztujący 1000 zł, to firma "straciła" 1000 zł. To bzdurne twierdzenie, ponieważ opiera się na błędnym założeniu, że gdyby ludzie nie mogli kopiować programów, ściągać muzyki czy filmów z internetu itd., to w każdym przypadku kupiliby "legalne" wersje. Ponadto: każdy z nas ponosi codziennie miliardowe "straty potencjalnego zysku". Progmast, mógłbyś przecież podarować mi 1000 zł. Teoretycznie istnieje taka możliwość. Nie robisz tego jednak. Wniosek: przez Ciebie tracę 1000 zł!

Warto jeszcze zastanowić się: gdyby opowieść o rozmnożeniu chleba przez Jezusa była prawdziwa, to jak należałoby ocenić ten postępek? Czy był dobry? Czy Jezus nakarmił głodnych? Czy suma dóbr na świecie się zwiększyła? Figa z makiem. W myśl ideologii "własności intelektualnej" Jezus był złodziejem, bo okradł okolicznych piekarzy z ich "potencjalnych zysków".
I robi to zresztą każdy, kto zajmuje się jakąkolwiek działalnością gospodarczą ("okrada z potencjalnych zysków" inne, już funkcjonujące firmy).
Progmast napisał(a):Po drugie mowisz, ze nie zawierales z nikim umowy.Mylisz sie. Przy zakupie programu dobrowolnie zgadzasz sie na umowe licencyjna, ktora dokladnie okresla zasady uzytkowania - Nie chcesz? Nie kupuj, nikt ci nie kaze korzystac z platnego oprogramowania.
Pozostaje jeszcze kwestia, jakie umowy państwo powinno respektować i chronić swoim aparatem represji. Możesz założyć się z koleżanką, że jeśli trafisz kamieniem w tamto drzewo, to ona dożywotnio zostanie Twoją niewolnicą. Ale jeśli wygrasz i pójdziesz do sądu wyegzekwować swoją wygraną, to w najlepszym razie Cię wyśmieją.

Rzeczywistość jest taka, że przy współczesnym stanie techniki wiedza oraz dobra kultury mogą być dostępne dla ogromnej rzeszy ludzi po niemal zerowych kosztach. Dotyczy to również programów komputerowych. Jeśli twórcy programów chcą pozbawiać ludzi naturalnej możliwości swobodnego kopiowania i modyfikowania programów, mogą to robić, implementując odpowiednie zabezpieczenia - natomiast nie widzę powodu, aby koszty takiej działalności przerzucali na obywateli, angażując w ochronę swoich interesów państwowy aparat represji.

W skrócie: jestem za zniesieniem prawnej ochrony umów licencyjnych ograniczających swobodę rozpowszechniania informacji. Jeśli obawiasz się o miejsca pracy twórców oprogramowania, zauważ, że zniesienie tej ochrony zwiększy popyt na specjalistów od zabezpieczania programów. Z drugiej strony, specjaliści od łamania tych zabezpieczeń również będą w cenie.
I jakże to nazwać – ten Absolut, tak niepodobny do ciszy lodowców Goethego, do piorunowej na cherubimach toczącej się chmury Mojżeszowego Boga?... Czerwony śmiech – Czarne Maski – Bezdno – jak nazywali autorowie rosyjscy? Karma, jak mówią teozofowie? Czy też „Cosik”, jak nazywała Wieszczka Mara?
Odpowiedz
#15
Enver napisał(a):To prawda, że w interesie twórców idei (informacji) leży ochrona prawna efektów ich działalności. W interesie producentów towaru X byłoby nałożenie wysokich ceł na towar X oraz maksymalne utrudnienie potencjalnym konkurentom wejścia na rynek. Należy się jednak zastanowić, czy należy koniecznie im tę ochronę zapewniać, zważywszy na to, że godzi ona w interes dużo większej części społeczeństwa, jest kosztowna oraz stanowi pretekst do znaczącej rozbudowy państwowego aparatu inwigilacji.
Tyle, ze ochrona prawna efektow czyjejs pracy(nie tylko tworcow idei) jest esencja wolnego rynku, natomiast nakladanie cel nie.
Enver napisał(a):Efektem pracy programisty jest program (ten konkretny ciąg znaków na jego komputerze). Efektem pracy muzyka jest, dajmy na to, zapis nutowy utworu. Prawa własności powinny jak najbardziej obejmować te efekty ich pracy. Nie widzę natomiast podstaw, aby nadawać tym twórcom sztuczne przywileje pozwalające im kontrolować innych ludzi i sposób użytkowania przez nich ich własności, który nikomu bezpośrednio nie szkodzi (jak np. kopiowanie programu czy odtwarzanie muzyki).
Jezeli chodzi o kopiowanie zakupionego programu to ja nie mam nic przeciwko i wkurza mnie praktyka firm informatycznych tak jak ciebie ale jezeli zawierasz dobrowolna umowe z nimi to powinienes ja respektowac.
Enver napisał(a):Podkreślam: bezpośrednio. Często używany jest argument o "stracie potencjalnego zysku". Czyli: jeśli ktoś skopiował program kosztujący 1000 zł, to firma "straciła" 1000 zł. To bzdurne twierdzenie, ponieważ opiera się na błędnym założeniu, że gdyby ludzie nie mogli kopiować programów, ściągać muzyki czy filmów z internetu itd., to w każdym przypadku kupiliby "legalne" wersje. Ponadto: każdy z nas ponosi codziennie miliardowe "straty potencjalnego zysku". Progmast, mógłbyś przecież podarować mi 1000 zł. Teoretycznie istnieje taka możliwość. Nie robisz tego jednak. Wniosek: przez Ciebie tracę 1000 zł!
Jezeli ktos kradnie samochod to nie nalezy go karac, poniewaz opiera sie to na zalozeniu, ze jezeli nie ukradlby go to by go kupil.Nie chodzi o jakis potencjalny zysk tylko o ochrone efektow mojej pracy. Jezeli tworze program i chce za niego zaplaty to nie che aby ktos bez zaplaty mogl go uzywac i nie obchodzi mnie czy gdyby go nie sciagnal to by go nabyl, poniewaz nie jestem jakims wolontariuszem.
Enver napisał(a):Warto jeszcze zastanowić się: gdyby opowieść o rozmnożeniu chleba przez Jezusa była prawdziwa, to jak należałoby ocenić ten postępek? Czy był dobry? Czy Jezus nakarmił głodnych? Czy suma dóbr na świecie się zwiększyła? Figa z makiem. W myśl ideologii "własności intelektualnej" Jezus był złodziejem, bo okradł okolicznych piekarzy z ich "potencjalnych zysków".
I robi to zresztą każdy, kto zajmuje się jakąkolwiek działalnością gospodarczą ("okrada z potencjalnych zysków" inne, już funkcjonujące firmy).
Nikogo nie okradal, poniewaz ten hipotetyczny rozmnozony chleb byl efektem jego pracy( lol ale absurdalnie to brzmi :lol2: Oczko)
Enver napisał(a):.

Pozostaje jeszcze kwestia, jakie umowy państwo powinno respektować i chronić swoim aparatem represji. Możesz założyć się z koleżanką, że jeśli trafisz kamieniem w tamto drzewo, to ona dożywotnio zostanie Twoją niewolnicą. Ale jeśli wygrasz i pójdziesz do sądu wyegzekwować swoją wygraną, to w najlepszym razie Cię wyśmieją.
Wynika to z przyjecia zasady, ze wolnosci nie mozna sprzedac i nie widze zwiazku miedzy tym a umowami licencyjnymi.
Enver napisał(a):Rzeczywistość jest taka, że przy współczesnym stanie techniki wiedza oraz dobra kultury mogą być dostępne dla ogromnej rzeszy ludzi po niemal zerowych kosztach. Dotyczy to również programów komputerowych. Jeśli twórcy programów chcą pozbawiać ludzi naturalnej możliwości swobodnego kopiowania i modyfikowania programów, mogą to robić, implementując odpowiednie zabezpieczenia - natomiast nie widzę powodu, aby koszty takiej działalności przerzucali na obywateli, angażując w ochronę swoich interesów państwowy aparat represji.
Czyli mamy stawie ogolu spoleczenstwa ponad jednostka. Jednostka ma pracowac na dobrobyt spoleczenstwa i nie oczekiwac za to zaplaty. To juz bylo i nazywa sie komunizm.

Enver napisał(a):W skrócie: jestem za zniesieniem prawnej ochrony umów licencyjnych ograniczających swobodę rozpowszechniania informacji. Jeśli obawiasz się o miejsca pracy twórców oprogramowania, zauważ, że zniesienie tej ochrony zwiększy popyt na specjalistów od zabezpieczania programów. Z drugiej strony, specjaliści od łamania tych zabezpieczeń również będą w cenie.
Oczywiscie te dwa zawody beda wysoko oplacalne. Tyle, ze jak pokazuje praktyka zabezpieczenie sa zazwyczaj gowno warte wiec wprawadzenie infoanarchizmu spowoduje drastyczny spadek efektywnosci informatykow co doprowadzi do obnizenia sie tempa informatyzacji.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#16
Progmast napisał(a):Avx sam czesto gadasz o pracy wlozonej w ziemie, przedmiot etc. aby mogl stac sie on czyjas wlasnoscia.

Czyli w niczyje rzeczy materialne. Co do których występuje niedobór, toteż dla zapobiegnięcia konfliktom pt. "kto ma w tej chwili z tego korzystać" powstała ich własność prywatna.

Gdyby rzeczy materialne (np. samochód) można było sobie stworzyć/skopiować wypowiedzeniem zaklęcia czy w inny podobnie śmiesznie prosty sposób, to zacząłbym się poważnie zastanawiać, czy prawo własności do samochodów ma jakikolwiek sens.

Nie ma rzadkości rzeczy - nie ma potrzeby istnienia mechanizmu zapobiegającego konfliktom o kontrolę nad tą rzeczą (mechanizmu zwanego "prawo własności").
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#17
Widze, za calkiem inaczej pojmujesz to co ma wartosc.Moim zdanie chronione powinny byc efekty pracy ale o tym czy ktos chce to kupic i za ile decyduje wolny rynek.
Ps. Wydziel offtopa do jakiegos teatu o infoanarchizmie.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#18
Avx napisał(a):Linux ma się dobrze.
A do wielu programów dałoby się reklamy wepchnąć.

Tyle, że nie rezygnuje się w linuxie z ochrony praw autorskich, ma swoje licencje np. GPL, można na niego pisać programy komercyjne lub zmodyfikować otwarte oprogramowanie i wcisnąć swoje reklamy, zupełnie legalnie. To chyba nie to samo co infoanarchizm.

Z jednej stronty patenty pozwalają na prowadzenie badań, prac. Nikt nie wyda kilku milionów dolarów na grę czy program, jeśli mu się to nie opłaci. Z drugiej strony, trudno nie zgodzić się z tym, że korporacjonizm, zostałby ograniczony, bo z pewnością nie zlikwidowany.
Give me your lips for just a moment,
And my imagination will make that moment live.
Give me what you alone can give,
A kiss to build a dream on.
Odpowiedz
#19
Avx napisał(a):Nie ma rzadkości rzeczy - nie ma potrzeby istnienia mechanizmu zapobiegającego konfliktom o kontrolę nad tą rzeczą (mechanizmu zwanego "prawo własności").

Prawo wlasnosci jest jedynym powodem dla ktorego wiekszosc "dobr intelektualnych"
w ogole powstala.

Cytat:Gdyby rzeczy materialne (np. samochód) można było sobie stworzyć/skopiować wypowiedzeniem zaklęcia czy w inny podobnie śmiesznie prosty sposób, to zacząłbym się poważnie zastanawiać, czy prawo własności do samochodów ma jakikolwiek sens.

Gdyby samochody mozna bylo kopiowac tak latwo jak programy i muzyke, to na ulicy
nie zobaczyl bys nowego modelu Renault czy Forda, jedynie sklecone w garazu No-Name'y.
Odpowiedz
#20
MrL napisał(a):Prawo wlasnosci jest jedynym powodem dla ktorego wiekszosc "dobr intelektualnych"
w ogole powstala.

Tak, a prawo własności właścicieli plantacji oliwek jest głównym powodem, dla którego powstały cła na oliwki.

Rodzące się prawa patentowe to jeden z powodów, choć oczywiście nie główny, który wspierał wielkie fabryki w walce rynkowej z małym biznesem w XIX wieku. Nie egzekwowanie praw własności właścicieli okolicznej do fabryk ziemi (skarżących się na zanieczyszczenie - a więc powinny owe fabryki zabulić niezłe odszkodowanie; w praktyce chyba nigdy się to w wieku XIX nie zdarzyło - jest jednym z innych powodów)

---
Niektórzy sobie chyba nie wyobrażają, jaką biurokrację generują prawa autorskie i patentowe oraz jakiej inwigilacji wymagałoby efektywne egzekwowanie (a wraz z postępem technologicznym będzie coraz gorzej). Prosta droga do pogrążonego w papierkach państwa (bez państwa, lub z państwami niewielkiej wielkości - w świecie tysięcy wolnych miast - ich egzekwowanie, poza przypadkami "sekciarskimi", tzn. egzekwowanie na skalę masową - byłoby totalnie niemożliwe. W pierwszym przypadku ze względu na brak koniecznego aparatu, w drugim ze względu na wielkie korzyści dla małego kraju, wynikające z infoanarchizmu, znacząco ułatwiające mu konkurencję. BTW, dziwna to "własność", co wymaga w praktyce państwowych potworów z wielkim aparatem administracyjnym) w ścisłych związkach z Wielkim Biznesem i robiącego wszystko, by mu tylko lizać dupę. Kosztem konsumentów oraz małych & średnich.

Ponadto dostęp do niektórych starszych dóbr kultury, których nikt już nie wydaje, jest bardzo poważnie ograniczony. Tak, prawa autorskie są ograniczone czasowo, ale ograniczenie wynosi ładnych kilkadziesiąt lat.

Żeby dogadać się z zagranicznymi właścicielami praw w sprawie tłumaczenia, to trzeba się nieźle ojeździć, napodpisywać, wygadać. Mogę się założyć, że w świecie infoanarchistycznym dostępnych na rynku krajowym byłoby o wiele więcej produkcji o wiele szybciej (jedne z korzyści dla małego, o których wspominałem. Im mniejszy kraj, tym bardziej to widoczne). A argument pt. "Nie opłaca się tłumaczyć" ? Dzieciakowi, który nielegalnie we Francji przetłumaczył Harry'ego Pottera (nie, żebym darzył to dziełko szacunkiem, czysty przykład) jeszcze przed oficjalną premierą, też się "nie opłacało" ?!

Ayn Rand Institute to już w ogóle wziął sobie "cnotę egoizmu" patronki nieźle do serca (btw, z tego, co mi wiadomo, to i ta libertariańska miłośniczka Wielkiego Biznesu - przez Wieeelkie WB - za życia do miłych osób nie należała, nie umniejszając jej dokonań, no ale nie ten temat). Jak myślisz, czemu jej książek na rynku Polskim jest tak mało i po tak horrendalnych cenach ? xD Fijor próbował się z nimi dogadać, PIEKŁO. Tak się kończy MONOPOL.

Na każdy przykład, gdzie owe prawa rzekomo "pobudzają" kulturę, jestem w stanie znaleźć przykład z mojego własnego życia i doświadczenia, młodego wszak, gdzie utrudniają robienie czegokolwiek.

Gdybym się miał ich trzymać, to mówię z cała odpowiedzialnością, że moja wiedza byłaby daleko bardziej ograniczona.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości