Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak powinna wyglądać szkoła XXI wieku?
#21
Chłopaki!
Znowu ta ekstremalna libertariańska gadka.
Jak Ziemia długa i szeroka przez wieki ludziska umówili się, że warto zainwestować ze wspólnej kasy trochę grosza i urządzić szkolnictwo przynajmniej na poziomie podstawowym.
Proponuję nie forsować takich mrzonek, że spuścimy to na samych rodziców ewentualnie jakiś dobroczyńców.
To jest recepta na szybki spadek do neolitu i n-tego świata.

Lepiej pogadać o samym nauczaniu i jego imponderabiliach.

Czy uczyć wszystkich wszystkiego, czy raczej wyłuskiwać tych zdolnych i w nich inwestować a resztę zostawić na etapie tabliczki mnożenia?
Czy uczyć metodą jezuicką (zakuwanie na pamięć i rózgi za matołectwo), czy raczej kontradykcyjnie i kreacyjnie?
Czy uczyć danych czy zdobywania danych?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#22
Sofeicz napisał(a):ewentualnie jakiś dobroczyńców.
Jak tak czytam czasem o realiach libertariańskich to ci dobroczyńcy mają w teorii założyć sobie aż tyle na barki, że wątpię aby im kręgosłupy wytrzymały... Chyba potrzebaby było ich całej armii i to dobrze wyposażonej w grubą zawartość portfela.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#23
Socjalistą nie jestem. Ale na chłopski rozum, ludziom których spłodzili życiowi nieudacznicy, mimo chęci i starań własnych bez pieniędzy nic nie pomoże. Całkiem spory odsetek ludzi tu mieszkających to debile. Ale pośród tego gówna trafi się kwiatek, uzdolniony artysta, sportowiec czy naukowiec co wtedy? Bez kasy, nawet niewielkiej nikt uczyć go nie będzie. Nie słyszałem o udzielaniu darmowych lekcji. Czy to słuszne by uczyć mogli się tylko ci których na to stać. To że ktoś rodzi się w bogatej rodzinie to raczej skutek pracowitości przodków i farta. A urodzeni w biednych rodzinach lecz inteligentni mają gnić, bo... są biedni. Masz może jakieś wyjście z tego pata, bo liczenie na cudzą łaskę to jak liczenie na cud. Marnuje się mnóstwo kasy na rzeczy o wiele mniej potrzebne temu państwu: państwowa kolej, spółki różnej maści, urzędy i urzędnicy co nic nie robią. Może by tak odpis od podatku, który szedł by na pokrycie kosztów edukacji najbiedniejszych. Coś w wypadku zdolnych acz biednych zrobić trzeba, strata uzdolnionego ucznia odbija się na całym społeczeństwie. To jeden inżynier mniej, który zwiększał by jakość życia. To jeden artysta mniej, który mógłby zarabiać miliony i płacić tu podatki, jeden sportowiec mniej, który zarabiał by świetnie i kupował by polskie produkty. Bogaty nie znaczy mądry, a biedny głupi. A przynajmniej nie zawsze.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#24
Sofeicz napisał(a):Chłopaki!
Lepiej pogadać o samym nauczaniu i jego imponderabiliach.

Czy uczyć wszystkich wszystkiego, czy raczej wyłuskiwać tych zdolnych i w nich inwestować a resztę zostawić na etapie tabliczki mnożenia?
Czy uczyć metodą jezuicką (zakuwanie na pamięć i rózgi za matołectwo), czy raczej kontradykcyjnie i kreacyjnie?
Czy uczyć danych czy zdobywania danych?
Na pewno nie uczyć wszystkich wszystkiego. Epoka Leonardów już się skończyła.
W podstawówce uczyć rzeczy podstawowych /takich, które potrzebne są przeciętnemu człowiekowi do bezkolizyjnego funkcjonowania w społeczeństwie /nauka pisania, czytania, tabliczki mnożenia+podstawowa wiedza o świecie bez żadnego wkuwania definicji czy układu krwionośnego żaby /bezsens!/ poza tym szkoła powinna uczyć korzystania z multimediów wszelakich, pisania pism urzędowych, CV i listów motywacyjnych./
Jestem za likwidacją liceów. Po szkole podstawowej każdy uczeń zobowiązany jest do wyboru zawodu i odpowiedniej szkoły kształcącej w tym zawodzie. Tam uczyłby się zawodu oraz przedmiotów okołozawodowych potrzebnych do jego prawidłowego wykonywania /żadnych biologii, cyklów Krebsa i in., gdy ktoś jest na budownictwie!/ Murarz nie musi znać Inwokacji z Pana Tadeusza. Jego zadaniem jest zbudowanie domu. Do tego Inwokacja nie jest mu potrzebna.
Szkoła zawodowa trwa minimum dwa lata i poza przedmiotami zawodowymi młody człowiek zaczyna pracować w swoim przyszłym zawodzie poprzez praktyki, staże itd.
Szkoły wyższe byłyby już płatne, bom zapomniał napisać, że za poprzednie szczeble edukacji by się nie płaciło.
No dobrze, a co zrobić, gdy murarz będzie chciał iść na studia?
Wtedy po prostu będzie musiał zdać egzamin z polskiego, matematyki. Taki egzamin organizowałyby specjalne ośrodki maturalne. Delikwent po prostu dostałby partię materiału do opanowania i po jego opanowaniu mógłby przystąpić do matury.
"Aut viam, aut faciam". Hannibal
Odpowiedz
#25
Sofeicz napisał(a):Lepiej pogadać o samym nauczaniu i jego imponderabiliach.

Czy uczyć wszystkich wszystkiego, czy raczej wyłuskiwać tych zdolnych i w nich inwestować a resztę zostawić na etapie tabliczki mnożenia?
Czy uczyć metodą jezuicką (zakuwanie na pamięć i rózgi za matołectwo), czy raczej kontradykcyjnie i kreacyjnie?
Czy uczyć danych czy zdobywania danych?

Uczyć powinno się tego jak się uczyć. Po pierwsze wydajność. Uczenie każdego wszystkiego to głupota nie przystająca do rzeczywistości i możliwości ucznia. Powinno się dać mocne podstawy do samodzielnego uczenia. Nikt lepiej niż Ty sam, nie powie Ci czego i jak masz się nauczyć. Spersonalizowane podejście do nauki + danie porządnych narzędzi do samodzielnego zdobywania wiedzy i już masz przyszłych Leonardów czy Gatesów. Szkoła powinna rozwijać zainteresowania. Tak już jest na tym świecie że ludzie z reguły interesują się tym w czym są dobrzy. Przy takim systemie ci najzdolniejsi sami dadzą sobie radę, ci mniej zdolni będą rozwijać swoje zainteresowania a ci najmniej zdolni będą chociaż mieli narzędzia by mieć czym pracować i się usamodzielnić. Choćby był najmniej zdolny ale pracowity przeskoczy na drabinie parę szczebli i awansuje do drugiej grupy, takie zachowanie pozwoli na rozwój. Zamiast tego obłędu z egzaminami końcowymi np. maturami, które niczego nie udowadniają, egzaminy przedwstępne na studia, chcesz być studentem udowodnij że się nadajesz, że masz wiedzę w kierunku który wybierasz. Jak nie masz żadnej wiedzy tylko rodzice wysłali takiego delikwenta po papier to trudno. Spróbuj w przyszłym roku. A dziś, uczenie wszystkiego na pamięć bo nie daj boże nauczyciel nie zrozumie definicji jeśli nie jest przepisana z książki czy zeszytu. Notoryczne ściąganie, bo nikomu się nie chce uczyć tych wszystkich bredni. Ciągłe przygotowania do testow, które pokazują jedynie kto ma na tyle mocne nerwy by nie zapomnieć tego co wykuł na blachę. Koszmar. Powinno się uczyć jak się uczyć i jak zdobywać informacje, jak odsiewać ziarno od plew. Ogólnie jak sobie radzić, by móc sprawnie działać. Wzmacniać mocne strony ucznia jest o wiele łatwiej niż wzmacniać słabe i pożytek z tego większy i sukces prawdopodobny. Nie wiem po co dręczyć kogoś całkami czy innymi pierwiastkami jeśli nie łapie o co chodzi, strata pieniędzy, czasu i zdrowia. Językiem w różnym stopniu jego złożoności posługujemy się codzień, matematyką tylko w stopniu najprostszym. Nie rozumiem po co wbijać do łba komuś choćby bardziej złożoną arytmetykę jeżeli nie przejawia skłonności, znajdzie się pewnie jakaś inna dziedzina, w której odniesie sukces. To tak jak z sianiem zboża na litej skale, i liczenie na plon, ni cholery nic z tego nie będzie i to wiadomo przed siewem. Więc po co próbować? Dla przyjemności, to fetysz taki czy co? Nie pojęte jak dla mnie są takie poczynania. To jak złecić hydraulikowi, budowę domu, po prostu głupota w czystej postaci. Ani nie będzie bardzo wiedział za co się zabrać ani wynik takiej zabawy nie będzie spełniać oczekiwań, ale na upartego można próbować. Tylko po co?
Sebastian Flak
Odpowiedz
#26
Sofeicz napisał(a):Chłopaki!
Znowu ta ekstremalna libertariańska gadka.

Za to ekstremalna socjalistyczna gadka już spoko :roll: Sofeicz zrozum, że jesteś już stary, ugodowy, przeżarty socjalizmem, nie zmienisz swojej mentalności. Natomiast my jesteśmy młodzi i gniewni Uśmiech

Sofeicz napisał(a):Jak Ziemia długa i szeroka przez wieki ludziska umówili się, że warto zainwestować ze wspólnej kasy trochę grosza i urządzić szkolnictwo przynajmniej na poziomie podstawowym.

Kto się umówił? Brak Ci podstawowej wiedzy. Obowiązek szkolny został wprowadzony podczas zaborów przez okupantów.

Sofeicz napisał(a):To jest recepta na szybki spadek do neolitu i n-tego świata.

Gadasz takie pierdoły... To co teraz mamy? Paleolit?

Iselin napisał(a):Nie kojarzę społeczności, która nie zmusza do czegoś swoich członków. Dość często zmusza właśnie do oddawania pieniędzy.

Sęk w tym, żeby ograniczyć oddawanie pieniędzy do spraw koniecznych, czyli wojsko i sądy. Jak wyjdziemy poza sprawy konieczne, to możemy wymyślać nieskończoność sztucznych potrzeb, na które będą wydawane pieniądze i ludziom będzie zabierane co raz więcej.
Odpowiedz
#27
Cytat:Jak tak czytam czasem o realiach libertariańskich to ci dobroczyńcy mają w teorii założyć sobie aż tyle na barki, że wątpię aby im kręgosłupy wytrzymały...
No teraz to robią i faktycznie jest ciężko...

Odpowiedz
#28
nonkonformista napisał(a):tabliczki mnożenia

Nie pamiętam jej Duży uśmiech
Przyzwyczajony jestem do kalkulatorów.

nonkonformista napisał(a):Chociaż to człowiek już starszy, więc chyba zdawał maturę w starym systemie, a zatem dziwi mnie, że nie ustabilizował swojej pisowni i wali takie błędy. Ciekawe, kto w ogóle dopuścił ucznia Komorowskiego do matury i dlaczego ją zdał.

Wkuł, zdał i zapomniał.
Znałem tabliczkę mnożenia - w 5 klasie podstawówki Duży uśmiech
Może niektórzy tak mają z Polskim...

Jeżeli ktoś zupełnie nie ma kontaktu z literaturą przez 20 lat, powiedzmy...
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#29
Wściekłe Gacie napisał(a):Sęk w tym, żeby ograniczyć oddawanie pieniędzy do spraw koniecznych, czyli wojsko i sądy. Jak wyjdziemy poza sprawy konieczne, to możemy wymyślać nieskończoność sztucznych potrzeb, na które będą wydawane pieniądze i ludziom będzie zabierane co raz więcej.
A kto miałby decydować, które sprawy są konieczne?
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#30
Wydaje mi się, że wojsko i sądy są konieczne do istnienia państwa, chociaż... Być może same sądy i ochrona sądowa (nawet niekoniecznie policja) wystarczyłaby w niektórych przypadkach, szczególnie mikropaństw - takie Liechtensteiny nie potrzebują wojska do istnienia, ani by im ono nie pomogło.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#31
Iselin napisał(a):A kto miałby decydować, które sprawy są konieczne?
Avx i Wściekłe Gacie.
Odpowiedz
#32
Superstar napisał(a):A jakiś dowód że tak by było ?
Rodzice inwestują ciężkie pieniądze w swoje dzieci.
Pieniądze na szkołę i tak są pobierane w formie podatków, więc gdyby pobierane nie były, to rodzice mieliby te pieniądze w ręku. Więc wydaliby je na taką szkołę dla dziecka na jaką ich stać i jaka im pasuje.

Iselin napisał(a):Nie kojarzę społeczności, która nie zmusza do czegoś swoich członków. Dość często zmusza właśnie do oddawania pieniędzy.
Oczywiście. Cały sęk w tym, że te pieniądze są wydawane nieefektywnie.
Priorytetem wspólnej kasy powinno być:
1. Bezpieczeństwo wewnętrzne - policja i pokrewne oraz sprawne sądy
2. Bezpieczeństwo zewnętrzne - wojsko, służby specjalne, dyplomacja
3. Niezbędna infrastruktura
4. Administracja

Tym państwo zająć się musi. Natomiast państwowe szkolnictwo, służba zdrowia lub państwowe fabryki mebli działają po prostu nieefektywnie.

Skoro działają nieefektywnie, należy je zastąpić prywatnymi.

Iselin napisał(a):Co do szkoły, to pierwsze, co mi przychodzi na myśl w związku z pewnymi tekstami, które miałam ostatnio nieprzyjemność oglądać, to każdy powinien nauczyć się poprawnie mówić i pisać w swoim języku ojczystym. Niezależnie od tego, iż uważa, że jako przyszły inżynier czy pracownik służby zdrowia nie musi. Niezrozumiałe instrukcje obsługi czy wyniki badań to koszmar.
Podpisuję się obiema rękami.
Fakt, że niektórzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem, zbudować sensownego zdania złożonego, lub pisać bez błędów ortograficznych jest jednym z niezaprzeczalnych osiągnięć polskiej edukacji...

Sofeicz napisał(a):Jak Ziemia długa i szeroka przez wieki ludziska umówili się, że warto zainwestować ze wspólnej kasy trochę grosza i urządzić szkolnictwo przynajmniej na poziomie podstawowym.
Ale przecież państwo nie potrafi porządnie nauczyć nawet na poziomie podstawowym. Jak ja widzę jaki jest poziom nauki w podstawówce, do której chodzi moja siostra to mi się włos jeży na głowie.

W piątej klasie dzieciaki nie umieją pomnożyć dwóch ułamków dziesiętnych , ale uczą się o zaletach Unii Europejskiej.

Sofeicz napisał(a):Proponuję nie forsować takich mrzonek, że spuścimy to na samych rodziców ewentualnie jakiś dobroczyńców.
To jest recepta na szybki spadek do neolitu i n-tego świata.
Jaki spadek do neolitu.
Skoro obecny system państwowej edukacji produkuje analfabetów i matematycznych ignorantów w wersji skrajnej, to nie widzę opcji, aby bez niego miało być gorzej.

Sofeicz napisał(a):Czy uczyć wszystkich wszystkiego, czy raczej wyłuskiwać tych zdolnych i w nich inwestować a resztę zostawić na etapie tabliczki mnożenia?
Po tym, co ja zobaczyłem w trakcie mojej nauki w państwowych placówkach, to nie wiem czy zaufałbym ludziom w nich pracującym w sprawie wyłuskiwania pistacji ze skorupek, a co dopiero w sprawach decydujących o przyszłości młodych ludzi.
Inna rzecz, że poziom wyższy niż tabliczka mnożenia jest poza zasięgiem wielu osób.

Sofeicz napisał(a):Czy uczyć metodą jezuicką (zakuwanie na pamięć i rózgi za matołectwo), czy raczej kontradykcyjnie i kreacyjnie?
Zakuwanie na pamięć to nie przynoszący żadnych zysków kretynizm.
Należy uczyć myślenia i rozwiązywania problemów na podstawie posiadanych informacji.
Czyli tego co w tym momencie leży i kwiczy na każdym etapie edukacji.

Sofeicz napisał(a):Czy uczyć danych czy zdobywania danych?
Oczywiście zdobywania danych.

Sajid napisał(a):Jak tak czytam czasem o realiach libertariańskich to ci dobroczyńcy mają w teorii założyć sobie aż tyle na barki, że wątpię aby im kręgosłupy wytrzymały... Chyba potrzebaby było ich całej armii i to dobrze wyposażonej w grubą zawartość portfela.
Idiota pięknie na to odpisał.
Tylko, że teraz ta dobroczynność jest przymusowa.

nonkonformista napisał(a):Po szkole podstawowej każdy uczeń zobowiązany jest do wyboru zawodu i odpowiedniej szkoły kształcącej w tym zawodzie
Ja wiem, że dawno to było jak chodziłeś do podstawówki, ale przypomnę, że prawie nikt nie ma skrystalizowanego poglądu na swój przyszły zawód na tym etapie.

nonkonformista napisał(a):Tam uczyłby się zawodu oraz przedmiotów okołozawodowych potrzebnych do jego prawidłowego wykonywania /żadnych biologii, cyklów Krebsa i in., gdy ktoś jest na budownictwie!/ Murarz nie musi znać Inwokacji z Pana Tadeusza. Jego zadaniem jest zbudowanie domu. Do tego Inwokacja nie jest mu potrzebna.
Szkoła zawodowa trwa minimum dwa lata i poza przedmiotami zawodowymi młody człowiek zaczyna pracować w swoim przyszłym zawodzie poprzez praktyki, staże itd.
Fajnie. A jak ktoś nie chce być murarzem, a np. lekarzem, pracownikiem naukowym, lub analitykiem giełdowym?
"Equality is a lie. A myth to appease the masses. Simply look around and you will see the lie for what it is! There are those with power, those with the strength and will to lead. And there are those meant to follow – those incapable of anything but servitude and a meager, worthless existence."
Odpowiedz
#33
Jester napisał(a):Fajnie. A jak ktoś nie chce być murarzem, a np. lekarzem, pracownikiem naukowym, lub analitykiem giełdowym?

Ciekawe byłoby, gdyby przechodzili przez 2-3 lata szkoły zawodowej przed (skróconym) liceum. Lekarzowi naprawdę nie zaszkodziłaby wiedza o cegłach, ba, dodatkowy fach prosty świetnie by rokował elastyczności rynkowej.

Oczywiście to tak na marginesie, bo nie jestem za centralnym planowaniem szkół i programów.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.

Bitcoin: 15oSR7bYNep3bTtVCh5wuXhQnG6qvDvHWY
Odpowiedz
#34
Jester napisał(a):Fajnie. A jak ktoś nie chce być murarzem, a np. lekarzem, pracownikiem naukowym, lub analitykiem giełdowym?
Jesterze, murarz wtedy po prostu składałby wniosek do odpowiedniej komisji /coś na kształt cke czy oke/, dostawałby materiały z języka polskiego i matematyki i mógłby wtedy zacząć się uczyć.
Zda maturę i idzie na studia, a praktyczny zawód ma.
A po liceum myślisz ludzie wiedzą, co chcą robić? W większości też nie.
"Aut viam, aut faciam". Hannibal
Odpowiedz
#35
Prywatna lub skomercjalizowana. (co niekoniecznie musi oznaczać bezpośrednią odpłatność za naukę). Dyrektor decyduje jakie treści są w niej nauczane. Ramy są luźno określone przez ministerstwo. Pracują tam nauczyciele, którzy podlegają rynkowej konkurencji a nie mają pracy tylko dlatego, że chroni ich Karta Nauczyciela.
Obowiązkowa wyłącznie podstawówka. Taka jak dawniej czyli 8 letnia. Potem pełna dobrowolność nauki.
Odpowiedz
#36
Wściekłe Gacie napisał(a):Kto się umówił? Brak Ci podstawowej wiedzy. Obowiązek szkolny został wprowadzony podczas zaborów przez okupantów.
Wymień mi chociaż jeden liczący się kraj, który nie ma szkolnictwa państwowego przynajmniej na poziomie podstawowym. Wszyscy się mylą?
Może ten zaborczy wynalazek nie jest taki zły, podobnie jak uwłaszczenie chłopów.

Co do metody jezuickiej (zakuwanie i rózgi) to teoretycznie jest bez sensu ale z drugiej strony ludzie nauczeni w przedwojennej szkole, która stosowała takie metody, obudzeni w środku nocy wyrecytują bez zająknięcia poczet królów, dopływy Wisły czy odmianę łacińską.

Ogólnie mam wrażenie, że tamta szkoła, gdzie nauczyciel był panem i władcą jakoś lepiej wlewała olej do głowy.
Dzisiaj wszyscy się uczą, uczą, uczą i gówno z tego zostaje.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#37
nonkonformista napisał(a):Jestem za likwidacją liceów. Po szkole podstawowej każdy uczeń zobowiązany jest do wyboru zawodu i odpowiedniej szkoły kształcącej w tym zawodzie. Tam uczyłby się zawodu oraz przedmiotów okołozawodowych potrzebnych do jego prawidłowego wykonywania /żadnych biologii, cyklów Krebsa i in., gdy ktoś jest na budownictwie!/ Murarz nie musi znać Inwokacji z Pana Tadeusza. Jego zadaniem jest zbudowanie domu. Do tego Inwokacja nie jest mu potrzebna.
Coś w tym jest co piszesz... Niestety, po "zmianie ustroju" szkolnictwo poszło w dokładnie odwrotnym kierunku - rozwalono skutecznie szkolnictwo zawodowe co właśnie zaczyna się mścić.

Weźmy choćby sytuację u mnie w branży (transport kolejowy). Technika kolejowe, czyli jedyne miejsca będące źródłem "nowych rąk do pracy" polikwidowano lub przeprofilowano na jakieś "licea zawodowe" co uczą wszystkiego i niczego (przy okazji rozpierdolono też warsztaty szkolne, no bo po co miały być), bo przecież "się-nie-opłacały" (jak zresztą wszystko po 1989). I teraz mamy taką sytuację, że starzy pracownicy odchodzą na emerytury a nowych NIE MA. To znaczy niby są, czasami przyjmuje się jakieś sierotki po filologii ukraińskiej czy innej filozofii (mamy nawet muzykologa i specjalistę od wychowania przedszkolnego w tym burdelu) - ale nie są to kolejarze, nie mają wiedzy koniecznej do pracy w tej dziedzinie. Nadaje się do przerzucania papierków, nie nadaje się do zadań typowo kolejowych.
A KAŻDY uczeń wychodzący po 5 latach z "kolejówki" musiał znać zasady prowadzenia ruchu, sygnalizację, przepisy i tak dalej. Obojętnie jaką specjalność kończył. Musiał tą wszechstronną wiedzę posiadać.

Problem braku nowych kadr i sposobu ich kształcenia na PKP został na bardzo krótko poruszony przez "gadające głowy" po katastrofie w Szczekocinach, ale równie szybko ucichł.

A weźmy takiego maszynistę - dawniej musiał skończyć TK na kierunku "trakcja" bądź "eksploatacja taboru", potem praktyki w lokomotywowni, potem szedł do pracy "na szopę" aby poznać lokomotywy "do ostatniej śrubki", potem kilka lat jeździł jako pomocnik i wreszcie sam siadał za nastawnikiem. To jest średnio do 10 lat. A teraz proponują jakieś "półroczne kursy" - kpina, kurwa!
A po liceum to niestety - człowiek jest jak dla mnie "upośledzony", nie ma zawodu, nie poradzi sobie. Może iść na jakieś studia a potem to wiadomo... angielski zmywak lub ew. Mac Donald. Gdy kończyłem szkołę kolejową przyjmowali do pracy na PKP niemal "z marszu" W SWOIM ZAWODZIE.

Odwiedziłem niedawno moją starą "kolejówkę" - nóż się w kieszeni otwiera. Radośnie wyjebano na złom CAŁE TONY bezcennych pomocy naukowych, kompletne makiety urządzeń stacyjnych, setki plansz, schematów, pomocy.... Warsztatów szkolnych już nie ma, a w internacie rozlokował się MOPS. Szkoła nazywa się teraz "szkołą transportową" - ale w zasadzie jest to kolejne liceum, gdzie uczy się biologii, muzyki itp. Teraz nawet chcieć powrócić do dawnego profilu kształcenia - to nie ma jak. A z książki się nie nauczy obsługi aparatu blokowego, układów przekaźnikowych czy pulpitu sterowniczego w nastawni. Dawniej były tam makiety takich urządzeń, ale już ich nie ma.
I gdzie mają się przyszli kolejarze kształcić? Na "półrocznych kursach"?
"Marian zataczając się wracał jak zwykle znajomym chodnikiem do domu. Przez zamglone od całonocnej popijawy oczy widział mieszkańców Skórca bezskutecznie uganiających się choćby za kromką jakiegokolwiek pieczywa. Na razie było jednak cicho."

Jan Oborniak "Bankiet w piekarni" (zbiór opowiadań pt: "Krzyk ciszy", wyd. Opoka, Warszawa 1986)
Odpowiedz
#38
Sofeicz napisał(a):Co do metody jezuickiej (zakuwanie i rózgi) to teoretycznie jest bez sensu ale z drugiej strony ludzie nauczeni w przedwojennej szkole, która stosowała takie metody, obudzeni w środku nocy wyrecytują bez zająknięcia poczet królów, dopływy Wisły czy odmianę łacińską.

Tylko czy coś z tego wynika? Co w życiu wnosi wiedza o lewych dopływach Wisły? Jedyny sens tego jest taki, że jest to ćwiczenie pamięci. Wiadomo, że dobra pamięć przydaje się również w epoce Wikipedii, ale zamiast utrzymywać przedmiot geografia, historia i łacina, lepiej uczyć się na zajęciach pt. "Gimnastyka umysłowa" i tam ćwiczyć uczniów m.in. w różnych technikach pamięciowych czy ogólnie intelektualnych.

Cytat:Ogólnie mam wrażenie, że tamta szkoła, gdzie nauczyciel był panem i władcą jakoś lepiej wlewała olej do głowy.
Dzisiaj wszyscy się uczą, uczą, uczą i gówno z tego zostaje.
Dlatego, że dziś do szkoły chodzą wszyscy a kiedyś wysiłku wymagało już zdanie do liceum. Upowszechnienie edukacji w liceach spowodowało spadek poziomu nauczania. Kiedyś było tak, że jak ktoś nie miał predyspozycji intelektualnych albo pieniędzy to kończył 4 klasy podstawówki a potem uczył się zawodu. Maturę zdawało rocznie kilkanaście tysięcy uczniów, a nie tak jak obecnie 400 tys. Trudno oczekiwać, żeby poziom był ten sam - w końcu rozkład ilorazu inteligencji w populacji nie zmienia się tak szybko.

Osobiście jestem za tym, aby była obowiązkowa 6 klasowa, publiczna, szkoła podstawowa, która uczyłaby podstaw tj. pisania, czytania, liczenia, podstaw geometrii, podstawowej wiedzy o świecie i historii oraz o funkcjonowaniu państwa (podstawy prawa, wiedza o strukturach państwa).
Szkoła taka byłaby opłacana z podatków tak jak obecnie. Dalej powinno być już wszystko sprywatyzowane, a rolą państwa byłoby tylko ustalenie zakresu merytorycznego egzaminów na studia wyższe i ewentualnie fundowanie stypendiów dla zdolnych uczniów.
I live to the day I die
I live to the day I cry
I'm dead the day I lie
Odpowiedz
#39
Ten system gloryfikuje bałwanów. Uczą się na pamięć wszystkiego i nie potrafią tego wykorzystać, albo ściągają i na tym jadą ile mogą. Poza świetną pamięcią nie mają kapki kreatywności. A samodzielne myślenie to dla nich koszmar. System pamięciowy to idiotyzm, co z tego że uczeń wykuje na pamięć definicję orogenezy, jak własnymi słowami nie powie co to jest. A tak jest dzisiaj w szkołach. Masz pisać według klucza, nie zadawać pytań i nie daj boże interesować się czymś co wykracza poza zakres. Zasada 3 Z to norma i chyba dobrze było by to zmienić. Dostęp do informacji jest natychmiastowy, nowe sposoby nauki na wyciągnięcie ręki. Po co konserwować system, którego największą zaletą jest ćwiczenie pamięci a poza tym zalet nie ma.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#40
@Neuromancer
3Z ma się dobrze dlatego, że w polskich szkołach jest zbyt wiele rzeczy do uczenia, z czego większość jest potem nieprzydatnych. Jakby program był okrojony o połowę, ludzie chętniej podchodziliby do wiedzy po to, by ją zrozumieć, a nie tylko zakuć, zdać i zapomnieć. Obecnie to nie wina uczniów i studentów, to system edukacji wymusza na nich 3Z.

Pawcio napisał(a):Edukacja seksualna - techniki masturbacji powinny być ćwiczone w parach (tej samej płci oczywiście) Zasadnym byłoby pokazanie młodym ludziom jakie niebezpieczeństwa niesie za sobą tradycyjna rodzina.
Nie, lepiej niczego nie zmieniać, a najlepiej utrwalać dezinformujący program prowadzący do nienawiści na tle orientacji seksualnej, transseksualizmu, czy planowania do życia w rodzinie. Rzetelna wiedza naukowa o seksualności człowieka jest zbędna... Idealnie jak do edukacji seksualnej wprowadzona będzie moralność Pawcia... Oczko
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości